Ave!
Słuchać !
Ja wiem, cały czas jest coś zmieniane itd. Ta wataha zamarła jak na pstryknięcie palca, a ja ( Miria ) raczej nie będę miała czasu, by się za nią wziąć, choć istnieje szansa ( trzeba się spytać ), że może bezimienna będzie chciała to kontynuować.
Na razie, póki tu się nic nie rozstrzygnie, proponuje Wam alternatywę :
Wataha Lodowego Pustkowia
Ta wataha jest prowadzona przez Kari . tutaj właścicielkę wilczycy Katniss. Wataha dopiero zaczyna, dlatego jeszcze nie ma tam dużo postów, ale zapowiada się ciekawie ( sama tam już jestem ) i wierzę, że się rozkręci i zachęcam do zajrzenia na tę stronę.
Uwaga : Jeśli wiesz, że nie masz czasu na pisanie, lub nie jesteś zdecydowany nie dołączaj! Potrzeba jest członków aktywnych, z ciekawym podejściem do pisania oraz przestrzegających regulaminu, więc jeśli nie spełniasz powyższych warunków, nawet nie próbuj dołączyć, bo dzięki temu oszczędzisz sobie czas, a administratorowi później stresu.
Oczywiście jeśli chcesz sprawdzić czy posiadasz owo ,,ciekawe podejście do pisania " zapraszamy Cię serdecznie ; )
Salve!
Miria
poniedziałek, 3 marca 2014
środa, 12 lutego 2014
Od Dhiren'a - C.D. Stream
Zbadałem Stream. Bolał ją brzuch i
zbierało na wymioty. Po badaniu zapytała się mnie co jej dolega.
Uśmiechnąłem się ale milczałem.
- Czy to choroba? Poważna?- pytała niespokojnie.- Zatrucie?
Czule się do niej uśmiechnąłem.
- Nie choroba.- uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
Stream wyglądała na zszokowaną.
- Jak to?- zapytała zdziwiona.
Pocałowałem ją w czubek głowy i radośnie odpowiedziałem.
- Zostaniemy rodzicami! Będziemy mieć szczeniaki!
- Czy to choroba? Poważna?- pytała niespokojnie.- Zatrucie?
Czule się do niej uśmiechnąłem.
- Nie choroba.- uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
Stream wyglądała na zszokowaną.
- Jak to?- zapytała zdziwiona.
Pocałowałem ją w czubek głowy i radośnie odpowiedziałem.
- Zostaniemy rodzicami! Będziemy mieć szczeniaki!
<Stream?
PS. Proszę alfę Larę o ogłoszenie Dhiren'a i Stream partnerami [opowiadanie też było o tym pisane]>
Od Stream - C.D. Dhiren'a
Spojrzałam na niego ciężko.
- Nie wiem...- mówiłam.
- Kochanie... Może cię zbadam?- spytał.
- Ahhh... Aaa... Taak...- powiedziałam.
Zaprowadził mnie, po czym zbadał.
- Kochanie, co mi jest?- spytałam.
- Nie wiem...- mówiłam.
- Kochanie... Może cię zbadam?- spytał.
- Ahhh... Aaa... Taak...- powiedziałam.
Zaprowadził mnie, po czym zbadał.
- Kochanie, co mi jest?- spytałam.
<Dhiren? sorry brak weny )': >
sobota, 8 lutego 2014
Od Annayii - C.D. Nightmare'a
Spojrzałam na niego leciutko.
- Nic się nie stało...- mruknęłam i wróciłam do oglądania swoich łap.
Dmuchałam w śnieg i tworzyłam najróżniejsze kształty. Zatrzymałam się przy sylwetce człowieka. Przed oczami pojawili się wszyscy źli ludzie z którymi miałam do czynienia. Po policzku spłynęła mi pojedyncza łza.
- Annayia? Wszystko dobrze?- przywrócił mnie do rzeczywistości Nightmare.
- N-N-Nie... Prze-Prze-Przepraszam ale nie dokończę spaceru...- wyjąkałam i pobiegłam do jaskini.
Położyłam się na posłaniu lekko szlochając. Czułam... Czułam ból. Nie fizyczny, lecz psychiczny. Nagle wybuchnęłam gwałtownym płaczem. Wtem ktoś położył mi łapę na ramieniu. Wytarłam oczy i ujrzałam rozmazane kontury Nightmare'a. Dlaczego za mną poszedł?
- Nic się nie stało...- mruknęłam i wróciłam do oglądania swoich łap.
Dmuchałam w śnieg i tworzyłam najróżniejsze kształty. Zatrzymałam się przy sylwetce człowieka. Przed oczami pojawili się wszyscy źli ludzie z którymi miałam do czynienia. Po policzku spłynęła mi pojedyncza łza.
- Annayia? Wszystko dobrze?- przywrócił mnie do rzeczywistości Nightmare.
- N-N-Nie... Prze-Prze-Przepraszam ale nie dokończę spaceru...- wyjąkałam i pobiegłam do jaskini.
Położyłam się na posłaniu lekko szlochając. Czułam... Czułam ból. Nie fizyczny, lecz psychiczny. Nagle wybuchnęłam gwałtownym płaczem. Wtem ktoś położył mi łapę na ramieniu. Wytarłam oczy i ujrzałam rozmazane kontury Nightmare'a. Dlaczego za mną poszedł?
<Nightmare? Nic się nie stało :3>
piątek, 7 lutego 2014
Od Nightamare'a - C.D. Annayii
- Nie ma o czym mówić - odparłem
ostentacyjnie. Annayia uchyliła lekko głowę w moją stronę. - Skąd się
tutaj wzięłaś? - zdobyłem się na pytanie.
- Długa historia - odpowiedziała krótko, lecz zarazem dość tajemniczo. Nie miałem zamiaru zgłębiać tego tematu.
- Zakładam, że jesteś tu nowa, nieprawdaż? - spytałem, tak na prawdę nie wiedząc już o co pytać. Pytałem, żeby zabić to wyzywające milczenie, po za tym nie miałem co robić.
- Tak, między innymi właśnie dlatego szukałam watahy...
- Nie przedstawiłem się jeszcze - zauważyłem. - Nazywam się Nightmare - podałem jej łapę.
- Mogłabym mówić do ciebie jakoś krócej? Na przykład Night, Mare, czy jakoś tak, hm? - ośmieliła się trochę.
- Wolę pełnym imieniem - odrzekłem oschło. Wilczyca położyła uszy i kiwnęła lekko głową. Staliśmy obok siebie, więc wystarczył jeden ruch głowy by nie mówiąc nic wyrazić "przejdziemy się?". Tak zrobiłem. Ruszyłem, a Annayia krok w krok obok mnie. Śnieg złowrogo trzeszczał nam pod łapami. Oboje byliśmy pogrążeni w myślach, nie patrzyliśmy na siebie. Ja szedłem z dostojnie uniesionym wzrokiem, gapiąc się przed siebie. Wadera natomiast miała spuszczony wzrok i patrzyła się na zaspy śniegu, które pokonuje.
- Słuchaj, głupio wyszło - zacząłem nie pewnie. - Przepraszam za ten "napad". Nie wiedziałem kim jesteś - zwróciłem się do niej.
- Długa historia - odpowiedziała krótko, lecz zarazem dość tajemniczo. Nie miałem zamiaru zgłębiać tego tematu.
- Zakładam, że jesteś tu nowa, nieprawdaż? - spytałem, tak na prawdę nie wiedząc już o co pytać. Pytałem, żeby zabić to wyzywające milczenie, po za tym nie miałem co robić.
- Tak, między innymi właśnie dlatego szukałam watahy...
- Nie przedstawiłem się jeszcze - zauważyłem. - Nazywam się Nightmare - podałem jej łapę.
- Mogłabym mówić do ciebie jakoś krócej? Na przykład Night, Mare, czy jakoś tak, hm? - ośmieliła się trochę.
- Wolę pełnym imieniem - odrzekłem oschło. Wilczyca położyła uszy i kiwnęła lekko głową. Staliśmy obok siebie, więc wystarczył jeden ruch głowy by nie mówiąc nic wyrazić "przejdziemy się?". Tak zrobiłem. Ruszyłem, a Annayia krok w krok obok mnie. Śnieg złowrogo trzeszczał nam pod łapami. Oboje byliśmy pogrążeni w myślach, nie patrzyliśmy na siebie. Ja szedłem z dostojnie uniesionym wzrokiem, gapiąc się przed siebie. Wadera natomiast miała spuszczony wzrok i patrzyła się na zaspy śniegu, które pokonuje.
- Słuchaj, głupio wyszło - zacząłem nie pewnie. - Przepraszam za ten "napad". Nie wiedziałem kim jesteś - zwróciłem się do niej.
Annayia, dokończysz? Przepraszam, że tak późno...
wtorek, 4 lutego 2014
Od Arii C.D.
Wychodzimy ze Stream na, już trochę słabszą, śnieżycę.
- Jesteś pewna, że chcesz mi towarzyszyć? – ona potakuje, a ja cieszę się w duchu, że mam kompana. Przedzieramy się przez wielkie zaspy, w poszukiwaniu jakiegokolwiek posiłku. Ze zdziwieniem stwierdzamy, że czujemy zapach królika. Kierujemy się za niezawodnym zmysłem i wychodzimy na białą polanę. Na jej środku leży truchło obiadu. - Coś mi tu nie pasuje – stwierdzam, lecz za późno, gdyż po chwili zza krzaków wyskakuje człowiek! - W nogi! – ryczy Stream, a ja biegnę za nią. Pędzimy przed siebie, nie zważając na śnieg buchający w oczy, z sercami podchodzącymi do krtani. Przerażone z impetem, wpadamy na taflę twardego lodu. Mężczyzna (tak sądzę) depcze nam po piętach. Z przyzwyczajenia przyciągam do siebie wilczycę i wytwarzam tumany złotej mgły. To daje nam chwile czasu. Nawet sekunda liczy się w tym starciu. Teraz pocinamy jak na łyżwach po zamarzniętym jeziorze. Stream niestety nie może użyć swoich mocy, gdyż jest pod wielką presją, nie ma czasu i nie jest w stanie się skupić. Po chwile jednak staje, zamyka oczy i… tworzy przerębel, idealny, żeby zmieścił się dorosły człowiek! Patrzymy na siebie porozumiewawczo. Ona stoi i czeka na brzegu, a ja pędzę, żeby podstawić łapę człowiekowi. Dobiegam do niego. On patrzy na mnie z błyskiem w oku i krzywo się uśmiecha, celując we mnie srebrnym kijem (co to jest?!), a ja podstawiam mu haka. Mężczyzna koziołkuje i po chwili wpada do wody! Pędzę ku odległej postaci Stream. Dobiegam do niej i wspólnie uciekamy w kierunku jej jaskini, nawet nie zerkając do tyłu.
<Stream?>
<Mam nadzieję, że dobrze rozwinęłam akcję :P> |
|
Od Annayii C.D.
Heh...
Kto by pomyślał, że ludzie jednak mogą mili i delikatni... Byłam już
trzeci dzień u człowieka, który mnie uratował. Na dworzu szalała
śnieżyca, więc ani ja ani John nie mieliśmy zamiaru wychodzić z ciepłego
domu. Leżałam właśnie na kocu przy kominku, kiedy nagle rozległo się
pukanie. Jak oparzona podskoczyłam do góry i uciekłam w kąt. John Carter
wstał i podbiegł do drzwi. Do pokoju wszedł jakiś mężczyzna. Był dużo
starszy od Johna. Miał siwe włosy i wyraźny brzuszek. Dziwne... Wydawał
mi się znajomy. Wtem usłyszałam jego głos... Wróciły wszystkie
wspomnienia. To on więził mnie w ciasnej klatce przez rok, to on bił
mnie, głodził i zadawał cierpienie. Dawne blizny pod futrem zabolały a z
oka spłynęła łza.
- Spójrz tato. Znalazłem ją jak byłem na polowaniu.- rzekł John prowadząc mężczyznę w moją stronę. Warknęłam i obnażyłam kły. Opowiadałam mu o wszystkich złych osobach w moim życiu. Opisałam mu dokładnie najokrutniejszego właściciela. Wszystko zgadzało się z wyglądem tego faceta. Pomyliłam się co do Johna. Myślałam że... że w końcu mam przyjaciela. Fakt, że to człowiek ale rozumie mnie jak nikt. Powoli zaczęłam iść w kierunku wyjścia. Nie spuszczałam wzroku z ludzi. Moim celem było otwarte okno w kuchni. Zmieniłam się w sowę i wyleciałam z mieszkania. Śnieg uniemożliwiał lot więc wróciłam na ziemię. Potem pamiętam tylko szalony bieg... Wpadłam do swojej jaskini i natychmiast zasnęłam. Koszmary dręczyły mnie całą noc. ~Nad ranem...~ Obudziłam się z gorączką i bólem głowy. Jęknęłam i wstałam. Zagotowałam wodę na zioła i podeszłam do apteczki, by wyciągnąć bandaż. Zanurzyłam go w zimnej wodzie i obwiązałam go sobie wokół głowy. Następnie zaparzyłam sobie rumianek i wróciłam do ciepłego posłania. Nagle ktoś cicho zapukał. - Proszę.- powiedziałam zachrypniętym głosem. Po chwili ukazała mi się czyjaś sywetka...
<Ktoś?>
|
||
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)