Heh...
Kto by pomyślał, że ludzie jednak mogą mili i delikatni... Byłam już
trzeci dzień u człowieka, który mnie uratował. Na dworzu szalała
śnieżyca, więc ani ja ani John nie mieliśmy zamiaru wychodzić z ciepłego
domu. Leżałam właśnie na kocu przy kominku, kiedy nagle rozległo się
pukanie. Jak oparzona podskoczyłam do góry i uciekłam w kąt. John Carter
wstał i podbiegł do drzwi. Do pokoju wszedł jakiś mężczyzna. Był dużo
starszy od Johna. Miał siwe włosy i wyraźny brzuszek. Dziwne... Wydawał
mi się znajomy. Wtem usłyszałam jego głos... Wróciły wszystkie
wspomnienia. To on więził mnie w ciasnej klatce przez rok, to on bił
mnie, głodził i zadawał cierpienie. Dawne blizny pod futrem zabolały a z
oka spłynęła łza.
- Spójrz tato. Znalazłem ją jak byłem na polowaniu.- rzekł John prowadząc mężczyznę w moją stronę. Warknęłam i obnażyłam kły. Opowiadałam mu o wszystkich złych osobach w moim życiu. Opisałam mu dokładnie najokrutniejszego właściciela. Wszystko zgadzało się z wyglądem tego faceta. Pomyliłam się co do Johna. Myślałam że... że w końcu mam przyjaciela. Fakt, że to człowiek ale rozumie mnie jak nikt. Powoli zaczęłam iść w kierunku wyjścia. Nie spuszczałam wzroku z ludzi. Moim celem było otwarte okno w kuchni. Zmieniłam się w sowę i wyleciałam z mieszkania. Śnieg uniemożliwiał lot więc wróciłam na ziemię. Potem pamiętam tylko szalony bieg... Wpadłam do swojej jaskini i natychmiast zasnęłam. Koszmary dręczyły mnie całą noc. ~Nad ranem...~ Obudziłam się z gorączką i bólem głowy. Jęknęłam i wstałam. Zagotowałam wodę na zioła i podeszłam do apteczki, by wyciągnąć bandaż. Zanurzyłam go w zimnej wodzie i obwiązałam go sobie wokół głowy. Następnie zaparzyłam sobie rumianek i wróciłam do ciepłego posłania. Nagle ktoś cicho zapukał. - Proszę.- powiedziałam zachrypniętym głosem. Po chwili ukazała mi się czyjaś sywetka...
<Ktoś?>
|
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz