Wychodzimy ze Stream na, już trochę słabszą, śnieżycę.
- Jesteś pewna, że chcesz mi towarzyszyć? – ona potakuje, a ja cieszę się w duchu, że mam kompana. Przedzieramy się przez wielkie zaspy, w poszukiwaniu jakiegokolwiek posiłku. Ze zdziwieniem stwierdzamy, że czujemy zapach królika. Kierujemy się za niezawodnym zmysłem i wychodzimy na białą polanę. Na jej środku leży truchło obiadu. - Coś mi tu nie pasuje – stwierdzam, lecz za późno, gdyż po chwili zza krzaków wyskakuje człowiek! - W nogi! – ryczy Stream, a ja biegnę za nią. Pędzimy przed siebie, nie zważając na śnieg buchający w oczy, z sercami podchodzącymi do krtani. Przerażone z impetem, wpadamy na taflę twardego lodu. Mężczyzna (tak sądzę) depcze nam po piętach. Z przyzwyczajenia przyciągam do siebie wilczycę i wytwarzam tumany złotej mgły. To daje nam chwile czasu. Nawet sekunda liczy się w tym starciu. Teraz pocinamy jak na łyżwach po zamarzniętym jeziorze. Stream niestety nie może użyć swoich mocy, gdyż jest pod wielką presją, nie ma czasu i nie jest w stanie się skupić. Po chwile jednak staje, zamyka oczy i… tworzy przerębel, idealny, żeby zmieścił się dorosły człowiek! Patrzymy na siebie porozumiewawczo. Ona stoi i czeka na brzegu, a ja pędzę, żeby podstawić łapę człowiekowi. Dobiegam do niego. On patrzy na mnie z błyskiem w oku i krzywo się uśmiecha, celując we mnie srebrnym kijem (co to jest?!), a ja podstawiam mu haka. Mężczyzna koziołkuje i po chwili wpada do wody! Pędzę ku odległej postaci Stream. Dobiegam do niej i wspólnie uciekamy w kierunku jej jaskini, nawet nie zerkając do tyłu.
<Stream?>
<Mam nadzieję, że dobrze rozwinęłam akcję :P> |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz