Cat Paw Print

sobota, 1 lutego 2014

Od Avero - C.D. Alarici

- Te! Nie uśmiechaj się tak ciepło babo, bo jeszcze pierwszy śnieg stopnieje! - zaszydziłem, ale już nie tak jak z zupełnie nieznanych i obojętnych mi osób, ale tak jak nabijałem kiedyś z moich sióstr..- Tak, czy siak trzeba wracać, bo już późno. Chmury też nie wróżą dobrej pogody. - powiedziałem z niepokojem to spoglądając na niebo, to na coraz większe opady śniegu. -  Nie zdążysz dobiec do domu przed wichurą. - wydałem swój osąd i rozejrzałem się wokół.  Nie było niczego, czym wilczyca mogła by się osłonić przed śniegiem. Spojrzałem też na wilczycę. Posmutniała. - Ejże! Nie mów mi, że podoba Ci się stanie na mrozie z takim wyrzutkiem jak ja! - zaśmiałem się, patrząc jej w oczy - Moje towarzystwo nie jest dobre dla takich damulek jak Ty. - powiedziałem i jeszcze raz rozejrzałem się za czymś co mogłoby osłonić ją od wiatru. Nie znalazłem nic takiego, ale wpadłem na pomysł. Skupiłem się z całej siły, a przed nami zaświeciła się mikroskopijna kulka.
- Co robisz ...? - spytała Alarica, a kulka rosła i rosła oraz powoli zmieniała kształty...
- Stwarzam Ci szybki powrót do domu. - wyjaśniłem, a ,,kulka" osiągnęła teraz wysokość ponad dwóch wilków. Przed nami stał pegaz.

Zanim Alarica zdążyła coś powiedzieć wsadziłem ją na pegaza, bo wichura przybierała na sile.
- To Avier. Zabierze Cię do Twojej jaskini. Jak już Cię podwiezie, to go wypuść, jeśli będzie chciał odlecieć.- pokrótce wyjaśniłem, bo śnieg już zawiewał mi usta. - Ja muszę już iść, bo jeszcze nie trafię do jaskini. Może kiedyś znów pokłócę się z Tobą o dzika... - zaśmiałem się i klepnąłem pegaza, a ten wzleciał w powietrze. Jeszcze przez chwilę obserwowałem ich, ale po chwili śnieg mi to uniemożliwił. Ufałem swoim stworzeniom, bo sam je tworzyłem i sam dawałem im wytyczne. Avier wiedział gdzie lecieć, sam mu przecież przekazywałem swoje myśli. Był przy tym jeszcze całkiem dobrze zbudowany ( mogłem sam sobie tego powinszować ), że bez mniejszych problemów powinien zawieźć tę damulkę tam gdzie trzeba. Tylko teraz ja musiałem jakoś wrócić...
Przedzierałem się przez zaspy, ale gdy dotarłem do lasu było już lepiej, mimo, iż śnieg zasypywał mi oczy i nos. Do domu dotoczył się bałwan, zamiast mnie. " Ostatni raz dałem się tak wrobić" myślałem, bo mój charakter wziął górę. Za długo dziś byłem miły. Musiałem się wyładować.
- Hej, wszystko ok? - spytał się Assi, gdy się już otrząsnąłem - Strasznie długo Cię nie było. Gdzieś się szlajał ?
-Tam gdzie chciałem.- odburknąłem, a Assi znając mnie, zmilczał. Nieco zrażony, podsunął mi mojego dzika, podsycił ognisko i poszedł spać po drugi koniec jaskini. Ja też po posiłku udałem się na spoczynek. Nie mogłem się wyzbyć myśli o tej babie, więc odwróciłem głowę w stronę wylotu jaskini i wpatrywałem się w zamieć. W końcu zasnąłem. A śnił mi się... jej uśmiech.
< Alarica ? - co u Cb ? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz