Cat Paw Print

niedziela, 2 lutego 2014

Od Annayii

Obudziłam się i poszłam do pracy. Już od rana było mnóstwo wilków. Najbardziej w tym zawodzie lubiłam historie wilków, które ucierpiały. "Chciałem usiąść na trawie, lecz usiadłem na jeżu", "No po prostu się na mnie rzuciła!", "Naprawdę! On mnie ugryzł!"... Uśmiechałam się wtedy w duchu i opatrywałam rany. Dziś jednak miałam niespodziewanego gościa... Postrzeloną Alfę Larę, przyniósł namiestnik. Opatrzonyłam ją najlepiej jak umiałam, dałam zalecenia i wieczorem poszłam do siebie. Miałam jakieś dziwne przeczucie, że stanie się coś złego... Wyszłam z jaskini, z zamiarem zobaczenia co u Lary. Nagle coś wciągnęło mnie do krzaków i zakryło mi pysk. Po chwili ujrzałam twarz człowieka. Był młody, na oko 23-letni. Zaczęłam szybko oddychać. Nie! Ja nie chcę tam wracać! Nie chcę patrzyć przez kraty! Nie chcę znów cierpieć!
- Cii! Spokojnie mała. Zabiorę Cię stąd.- szepnął młodzieniec i wziął mnie na plecy.
Pobiegł do samochodu i wsadził mnie do skrzyni. Wkrótce auto się zatrzymało. Schowałam się w najdalszym rogu pudła i zamknęłam oczy. Ktoś wziął mnie delikatnie na ręce i zaniósł do ciepłego domu. Ta ułożył na kocu który był niedaleko kominka. Mężczyzna zniknął, lecz wrócił po chwili. Zaczął iść w moją stronę. Oddech znów przyspieszył a serce zaczęło walić tak mocno, że myślałam iż wyskoczy mi z piersi. Mężczyzna spokojnie odwiązał mnie i poszedł do innego pokoju. Po chwili wrócił z miską wody i czymś co przypomniało mięso. Postanowił miski na podłodze, usiadł na fotelu i zaczął czytać książkę. Troszkę się uspokoiłam. Dokładnie przyjrzałam się człowiekowi i pomieszczeniu. Mężczyzna miał brązowe oczy, które ładnie kontrastowały z brązowymi włosami. Był dość krępej postury, lecz miał bardzo delikatne ręce. Na sobie miał czarną koszulkę i jeansy. Pokój w którym leżałam był zapewne salonem. Jego ściany były całe drewniane, po środku stała kanapa a kominek dawał przyjemne ciepło. Wstałam z podkulonym ogonem i nieśmiało podeszłam do kominka. Mężczyzna uśmiechnął się.
- Pewnie masz mi za złe, że zabrałem Cię od przyjaciół... Niestety tamci ludzie chcą ich złapać i sprzedać.- powiedział i spojrzał na mnie- Nie bój się. Od urodzenia kocham wilki i wiem że umiesz mówić, czarować i robić inne rzeczy.
Otworzyłam szeroko oczy. Nigdy nie zaznałam przyjaźni od człowieka. Zawsze był tylko ból i cierpienie.
- Jak cię zwą?- zapytałam cichutko.
- John Carter.- odpowiedział z błyskiem w oczach- A ty?
- Ann... Annayia.- powiedziałam ramieniąc się- Powiesz mi ile mam zostać w twoim domu? Muszę ratować moich przyjaciół.
- Spokojnie. Nawet cała wataha nie poradziłaby sobie z tyloma ludźmi. Wilki to mądre stworzenia. Dadzą sobie radę. Możesz wrócić, ale... - przerwał i spojrzał na mnie.
Zrozumiałam o co mu chodzi... Westchnęłam i położyłam się przy jego nogach. John pogłaskał mnie za uchem i wrócił do czytania. Usnęłam kilka chwil później.

~ Rano...~

Otworzyłam oczy. Przewróciłam się na drugi bok i zobaczyłam John'a który robił śniadanie w kuchni. Do mojego nosa dszedł wspaniały zapach mięsa sarny. Wstałam i podeszłam do blatu w kuchni. Jelenie mięso pachniało cudownie...
- Myślałam, że tylko my, niedźwiedzie i pumy jemy sarny.- powiedziałam.
- My jemy dziczyznę, ale najpierw je smażymy by była smaczniejsze.
- Po co smażyć i psuć dobre mięso? Najlepsze jest surowe.- wyraziłam swoje zdanie.
- Dla was tak, dla nas nie.
Wzruszyłam ramionami i poszłam zjeść mięso z miski.

CDN.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz