Cat Paw Print

poniedziałek, 3 lutego 2014

Od Thunder


Po długiej wędrówce, ukryta w leśnym gąszczu wreszcie wyszłam na niewielką polanę. Pokryta była przynajmniej półmetrową warstwą śniegu, to też przy każdym kolejnym kroku zapadałam się w białym puchu. Ten sięgał mi przynajmniej do kłębu, to też musiałam wysoko unosić czubek nosa, by móc oddychać.
Mniej więcej kilometr po tym, jak udało mi się wydostać z łąki, moim oczom ukazała się skuta lodem rzeka. Lód wyglądał na dość gruby, a mi bardzo zależało na przedostaniu się na drugą stronę. Uznałam więc, że poszukam miejsca, gdzie mogłabym w miarę bezpiecznie przejść.
Gdy wreszcie odnalazłam miejsce, gdzie moim zdaniem lód był w stanie mnie utrzymać, zaczęłam powoli stawiać na nim łapy. Poruszałam się z prędkością żółwia choć w duszy sądziłam, że lepiej byłoby przebiec.
Gdzieś na środku lodowa warstwa była jednak cieńsza. Coś trzasnęło przeraźliwie, a ja poczułam, jak zapadam się do lodowatej wody. Ta gwałtownie zmroziła wszystkie moje mięśnie i nie mogłam poruszyć żadną łapą. Ostatnimi jednak siłami położyłam łeb na powierzchni i balansując całą sobą, próbowałam pozostać pod dostępem powietrza.
Siedziałam tak może z trzy minuty, jak poczułam ból w karku i coś silnego wyciągnęło mnie na drogę, po tej stronie, na którą chciałam się dostać. Potem, choć z trudem, wstałam i nie zważając na obecność kogoś obok, otrzepałam się. Odwróciłam głowę i ujrzałam obok siebie znacznie większego wilka.
- Dzięki - mruknęłam i wyciągnęłam się, aby rozprostować bolące kości. Potem machnęłam kilka razy ogonem i rozejrzałam się dookoła. - Znasz te tereny? - spytałam po chwili namysłu.

<Armin?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz