Próbowałam polować kiedy usłyszałam szmer
w krzakach. Ledwie co się odwróciłam, a tuż przy moim pysku zabłysnęła
lufa srebrnej strzelby. A więc dziś miałam zginąć. Znieruchomiałam w
miejscu. Usłyszałam jak myśliwy wkłada nabój do broni i ładuje strzelbę.
Zamknęłam oczy. Usłyszałam strzał i poczułam jakby ktoś spychał mnie w
inną stronę. Nagle zorientowałam się, że lecę. Z zaskoczeniem
zauważyłam, że jeszcze żyję i nic mnie nie boli. Nie miałam nawet rany
postrzałowej. A potem zauważyłam go i zatonęłam w jego oczach... Nagle
on przystanął i położył mnie na ziemi. Podziękowałam i przedstawiłam
się. Następnie zrobił to on. Potem powiedziałam kilka zdań i
uśmiechnęłam się. On to odwzajemnił. Nero...... Jakież to cudne imię!
Pierwszy raz poczułam takie uczucie. Serce łomotało mi jak szalone, a
umysł nie był w stanie zauważyć nic innego tylko właśnie tego basiora.
- Może się przejdziemy?- zaproponował. - Chętnie.- powiedziałam rumieniąc się. Ruszyliśmy przed siebie. - Jesteś tu nowy?- zapytałam. - Nigdy wcześniej cię tu nie widziałam... - Tak.- odpowiedział i z uśmiechem spojrzał na mnie.- Dopiero kilka dni temu znalazłem sobie jaskinię. Chcesz zobaczyć? - Jasne!- ucieszyłam się. Ruszyliśmy w przeciwną stronę aż dotarliśmy do wielkiej jaskini. - Tu właśnie się urządziłem.- samiec z dumą uśmiechnął się.- A ty gdzie mieszkasz? - Nieopodal.....- wskazałam łapą mały gaik.- Za tą kępką drzew w prawo i praktycznie jesteśmy na miejscu...
<Nero?>
|
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz