***
Rano zabijając czas spacerem poczułam ciepło bijące z ziemi, a śnieg w tym obszarze był roztopiony. Zaczęłam kopać z tym miejscu, aż wydobyłam zwitek pergaminu. Zobaczyłam tam jednak tylko dziwne runy. Przypomniałam sobie, że Stream znała ten język, więc poszłam z tym do niej. Wilczyca sziedziała w jaskini, patrząc na krople wody kapiące ze sklepienia. Wyjaśnijam jej o co chodzi, a ona mi pomogła. Jednak padło pytanie, którego bałam się od wojny:
- Czy mam szanse, aby zostać Betą Alfo?
Zaniemówiłam. Od śmierci Vedis nie było mi łatwo.
- Ja... ja.. nie wiem. Muszę przemyśleć to... wszystko. - powiedziałam z trudem i wybiegłam z jaskini wadery.
Łapy grzęzły mi w śniegu, lecz dość szybko dobiegłam do swojej jaskini. Weszłam do niej i zaczęłam sprzątać, bo nie miałam nic lepszego do roboty. Właśnie zbierałam bezużyteczne papiery, kiedy usłyszałam zgrzytnięcie pazurów o twarde podłoże.
- Assi na prawdę nie jestem dzisiaj w dobrym humorze...- powiedziałam odwracając się.
Zobaczyłam tam kuzyna i innego wilka, który pewnie miał test czy coś takiego. Assi przestał się uśmiechać widząc mój wyraz twarzy. Podszedł do mnie i potargał moją czuprynę. Spojrzałam na niego smutno.
- Proszę. Wiesz na pewno co się stało Ass'owi. Na prawdę to przeżyłam. Proszę. - wilk chyba zrozumiał moje prośby, bo objął mnie lekko, skinął na drugiego basiora i wyszli.- Byłoby dobrze, tylko spróbuj chować pazury.- powiedziałam do samca na odchodne, a on lekko się uśmiechnął.
Sprawdziłam moje zapasy. Były średnie, lecz wystarczyły na zimę. Chyba. Po kilku godzinach siedzenia w zamkniętej grocie wyszłam na zewnątrz. Od zamkniętych pomieszczeń chciało mi się rzygać. Poszłam w las.Wspięłam się na drzewo i przeskakiwałam z gałęzi na gałąź. Tym sposobem okrążyłam las od zachodniej strony. Wreszcie zeszłam z brzozy, na której siedziałam i poszłam do głębszej części białego od śniegu lasu. Po kilku minutach marszu dostrzegłam ruch. Coś kluczyło pomiędzy drzewami. Zatrzymałam się i wpatrywałam w stworzenie z lekką trwogą w sercu. Nagle dostrzegłam zwierzę dokładnie, ponieważ było niecałe 10 metrów ode mnie. Spostrzegłam, że to zwykły lis, lecz strach nie ustąpił, ponieważ zwierzak musiał przed czymś uciekać. Po chwili rozległ się huk, a głowa lisa została przestrzelona na pół. Jednak nie zostało zrobione to strzałą. Otwór był mały i okrągły. Mogło to znaczyć tylko jedno... ludzie byli blisko. W panice weszłam na czubek drzewa i zostałam tam przez chwilę. Przyglądałam się szybko dokonującym się zdarzeniom. 3 ludzi z psem podeszło do truchła. Jeden był całkiem młody, drugi wyglądał na trochę starszego, lecz trzeci był zdecydowanie najstarszy, miał ok. 40 lat. Pies obwąchał zwierzę, a najstarszy mężczyzna kopnął go czubkiem buta.
- To nie to czego szukamy.- usłyszałam jego głos.- My szukamy wilków. Większych, zazwyczaj kolorowych... Ale nie zabijać ich, chyba, że będą stawiać opór. Wtedy futro będzie jak znalazł...
Nie dokończył, ponieważ najmłodszy, mający jakieś 14 lat chłopak wskazał w moim kierunku. Wytrzeszczyłam oczy i zaczęłam skakać z drzewa na drzewo. Jednak ,,trzeci" był wyćwiczonym strzelcem i trafił w moją przednią łapę. Zachwiałam się i zaczęłam spadać. Obiłam się o kilka gałęzi i spadłam plecami na twarde podłoże. Krzyknęłam, lecz ból przyćmił wszystko. Zatopiłam się w ciemności.
***
Obudziłam się w jaskini medycznej. Pachniało tam lekami. Spojrzałam na moja zabandażowaną łapę, lecz nie mogłam się przekręcić, ani ruszyć czymś więcej niż szyja, ponieważ mój kręgosłup niemiłosiernie mnie bolał. Wreszcie ktoś do mnie podszedł. Nad sobą zobaczyłam twarz Annayii - wilczycy, którą przyjęłam kilka dni wcześniej.
- Dobrze, że się obudziłaś.
- Kto? Co się stało?
- Zostałaś postrzelona przez ludzi, po czym spałaś z drzewa i to dość wysokiego. Przyniósł cię tu namiestnik. Mówił, że przeżyli tylko najmłodszy i najstarszy, a potem odjechali. Leż, proszę.
Zamknęłam oczy i lekko przechyliłam głowę.
- To jest jaskini medyczna, a nie twoja, prawda?- spytałam.
- Oczywiście, a dlaczego pytasz?
- Po prostu.
Jaskinia znajdowała się na skraju lasu, obok rzeki.
Dzień minął spokojnie. Miałam kilka razy zmieniany opatrunek i to chyba była najciekawsze wydarzenie dnia, którego większość przespałam. Nastała noc. Annayia powiedziała, że przyjdzie jeszcze przed świtem i wyszła. Leżałam na lewym boku, nie mogąc zasnąć. Około 1 w nocy usłyszałam ciche dźwięki. Uniosłam lekko głowę i zobaczyłam kilka cieni. Nie mogłam nic zrobić przez ból kręgosłupa. Ostatnie co pamiętałam to moje własne krzyki i przeszywający ból w okolicy czubka głowy.
***
Obudziłam się z zawiązanymi oczami. Jednakże nie tak szybko poradziłam sobie z opaską, bo miałam sprawną tylko jedną, lewą łapę. Kiedy zdjęłam szmatę zobaczyłam, że siedzę w jakimś kontenerze. Miotało mną przez podskakiwanie pojazdu. Ku mojemu zdziwieniu obok siebie zobaczyłam Armina! Lekko się do niego przyczołgałam i zobaczyłam krwawiący kark wilka. Syknęłam i szturchnęłam basiora, ponieważ nie mogłam sie nawet podnieść, żeby przynajmniej obejrzeć ranę. Wilk otworzył oczy, a ja cicho spytałam:
- Gdzie jesteśmy i jak to wszystko się stało? Jak się tu znaleźliśmy? Nie musisz mi tłumaczyć co to ludzie i w ogóle, bo zostałam przez jednego postrzelona, a do tego nie mogę nawet normalnie wstać.- dodałam ze smutnym uśmiechem.
(Armin? Wytłumaczysz cokolwiek? ^^)
(Jest to wprowadzenie do ataku ludzi na nasze watahy.)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz