Cat Paw Print

wtorek, 31 grudnia 2013

Od Kast'a - C.D. Dhiren'a





- To było okropne! - wykrzyknąłem - to chyba oczywiste! Nie boję się byle czego!
- Spokojnie! Czy ja tak twierdzę?? Chcę tylko pomóc
- Ale nie pomachasz - prychnąłem
- Tooo... Co tak na prawdę ci zrobiła? Pytam... z ciekawości!
- No więc... Zauważyłeś chyba moją niechęć do wader.
- Nie da się zauważyć. Jak jakaś nawet się ciebie o coś pyta to ty warczysz na nią jak na nikogo innego!
- No więc kiedyś tak nie było. Levander była... Mi bliska. A później... te trzy blizny... Ta przez oko jest z wojny a dwie pozostałe przez nią. Zawsze noszę granatową wstążkę na łapie.
- Zauważyłem.
- No więc ona ukrywa... Mam tam obrzydliwą rane. Rozerwane mięso. To się nie chce goić.
- Potrzebujesz do medyka??
- Nie, mam to od dwóch lat. Medyk w... innej watasze był równocześnie magikiem i usunął na dobre zakażenie, a że rana była wykonana mocą magiczną nie dałą jej się również magią usunąć.
- Rozumiem - zamyślił się. - Ale to jest stworzenie nocne tak?
- Nie! Ona atakuje o każdej porze dnia i nocy! Może przyjąć każdą postać! Levander to diabeł wcielony! Nikt i nic jej nie zmieni uwierz mi!
Wilk się zamyślił. Przyjął całą sprawę bez najmniejszego przebłysku rozbawienia. To było miłe.
- A kiedy ostatnio zaatakowała?
- No... Była wtedy noc.. A ja spałem. To był już trzeci atak, więc nie spałem spokojnie. No i ona bez magii rozpruła mi cały brzuch. Medyk uleczył i jestem cały zdrów.
- Mmmm - chyba faktycznie uznał, że moje obawy mogą się spełnić. A może tylko udawał?

<Dhiren??>

Od Margaux - C.D. Luck'a


Słowa basiora bardzo do mnie trafiły, ale on naprawdę nie wiedział z kim się zadaje. Po pewnym czasie po jego boku zaczęło spływać złoto, z którego po chwili wyrósł piękny kwiat. Podarował mi go, a ja uroniłam jedną łzę. On naprawdę nie wiedział kim jestem, naprawdę nie wiedział w kogo zmieniam się pod wpływem emocji, naprawdę nie wiedział co ja mogę mu zrobić. Eh.
- Nie uraziłeś mnie. Wręcz przeciwnie uświadomiłeś mi coś, o czym nikt nawet nie śmiał mi powiedzieć. Dziękuję. - powiedziałam trochę smutna - Ale ty nie wiesz z kim rozmawiasz. - prychnęłam po chwili - Ja zmieniam się w potwora i samo przebywanie ze mą jest niebezpieczne. - syknęłam - Traktuję Cię jak dobrego przyjaciela, ale nie możesz być nikim więcej, bo za bardzo boję się, że Cię skrzywdzę. - znowu powiedziałam trochę smutna.
- Nie jesteś wcale potworem! - krzyknął znowu - Jesteś Margaux moja dobra przyjaciółka. - znowu podniósł głos.
- Egh. Chyba naprawdę nie wiesz co mówisz. - powiedziałam i przewróciłam oczami - Chcesz zobaczyć? - powiedziałam trochę poirytowana.
Basior nic mi nie odpowiedział. Chyba nie wiedział po prostu co odpowiedzieć, albo co zrobić. Ja jednak postanowiłam, że pokażę mu kim jestem. Pokażę mu tą wielką, czarną istotę, która pojawia się pod wpływem emocji. I tak bardzo się rozzłościłam, że udało się. Moje futro i skrzydła zaczęły zmieniać barwę, a na ciele pojawiały się niebieskie naznaczenia. Basior stał jak osłupiały, a ja po chwili stanęłam przed nim już całkiem przemieniona.
- I co ty na to? - powiedziałam wręcz grubym głosem - Dalej chcesz się ze mną zadawać? - prychnęłam.
Umiałam już kontrolować tą drugą mnie.
- No widzisz. Nic nie mówisz. - syknęłam - Tak jak myślałam.
Luck zawiódł mnie. Myślałam, że ten jest moim przyjacielem, a on nic nie powiedziałam. Wiedziałam co to znaczy.
- Już raczej nigdy się nie spotkamy. Przyjacielu. - powiedziałam cicho. - Wiedziałam, że tak będzie. - znowu syknęłam.
Po tych słowa machnęłam czarnymi skrzydłami i zaczęłam lecieć do mojej jaskini.

<Trochę dramatyzmu. Hihi. Luck?>

Od Assair'a - C.D. Asar'a, Livi & Margaux

Właśnie wróciłem z polowania. W mojej ciemnej jaskini, zastałem tylko ojca, leżącego na posłaniu. Znów nie kontaktował. Westchnąłem. Zwierze, które przyciągnąłem ze sobą, było wręcz jedną wielką bryłą lodu. Położyłem zwierzynę na końcu jaskini, by się odmroziło, by ojciec mógł się później posilić. Do tego czasu w ogóle nie mogłem się tam zbliżać, by przypadkiem jej znów nie zamrozić. Niecierpliwie przechodziłem się po mojej kwaterze.  Dla zabawy strzeliłem lodem w ścianę, a ta na całej długości, pokryła się lodem. Lekko poruszyłem łapą, a z sufitu, poleciały płatki śniegu. Jeszcze raz machnąłem - stworzyłem bałwana. Takiego samego kiedyś robiłem z Larą. To było zanim Kendra powiedziała nam o rodzicach... I zanim poznałem ojca... To było gdy byłem młody, głupi, acz szczęśliwy. Ale czy walka z Larą to nie sprawa honoru ?" To co zrobię, każda moja decyzja, będzie miała nieodwracalne skutki. Wiem o tym. Czy jednak miałem zdecydować,  by pozostała zgoda ? Żebym stracił honor ja i mój ojciec. Nie mogłem postąpić inaczej.
     Mój ojciec i mój wuj, walczyli o względy mojej matki. Ta nie wybrała żadnego z nich, a jakimś niepojętym cudem, urodziłem się ja i Lara, dzieci dwóch ojców. "Ojciec Lary zginął, a mój oszalał. Za to żyję ja. Assair, syn Avalon i Altair'a, syna Fear'a. I żyje Lara, córka Artair'a i Avalon, córki Nevell'a  Zhańbił bym siebie i swojego ojca, gdybym nie kontynuował wojny."-  pomyślałem i strzeliłem w bałwana promieniem lodu. Zniszczyłem tym samym jedyne wspomnienia z dzieciństwa i zgody. Usiadłem przy wyjściu. Było lato i promienie słońca rozświetlały całą krainę. Promienie ciepło muskały mi twarz, jednak to, nie sprawiło, że szron na mojej grzywce się stopił. Nadal pod moimi łapami skrzył się lód. Dlatego właśnie, bardziej lubiłem zimę... Przynajmniej się tak nie wyróżniałem, ale lato też miało swoje uroki... Każda część mojego ciała mieniła się różnymi kolorami, ponieważ lód, tak jak szkło reagował na światło. Podobało mi się to, a świeże powietrze koiło nerwy.  Ojciec też wyszedł na dwór. Usiadł koło mnie i nawet przez chwilę się rozluźnił , ale zaraz zerwał się z popłochem i uciekł do środka. Zmarszczyłem brwi. Musiał usłyszeć obcych. Podniosłem się i wychyliłem, by zobaczyć, kto mógł go przestraszyć, lecz uspokoiłem się szybko. To wilczyca i wilk z mojej watahy, a przynajmniej wilczyca już w niej była. Ale za pewne wilk, zmierzał do mnie,  by dołączyć. Uśmiechnąłem się mimowolnie. Oni też mnie zauważyli, a wilczyca, czymś musiała razić samca, bo padł na ziemię, ale ta szybko i w popłochu odwróciła działanie mocy. Wilk gmerając coś pod nosem, odwrócił się i odszedł. Wilczyca coś wołała w stylu ,, Co ja zrobiłam ? " - niedosłyszałem.
- Nic się nie stało. - odpowiedziałem by ją uspokoić i położyłem łapę na jej ramieniu, ale szybko ją cofnąłem. Na jej futrze zaszklił się szron. Cofnąłem się na wszelki wypadek o krok, by jej nie zmrozić. Bynajmniej te sytuacje nie były przyjemne. - Asar. Tak? - zawołałem za odchodzącym wilkiem, podłapując imię, które wcześniej wypowiedziała wilczyca. Samiec zawrócił. Podszedł do mnie i stanął tuż przedemną. Był odemnie wyższy. Zmierzyłem go wzrokiem. Nadawał się. Widać było po nim jaki jest, acz serce miał dobre. -  Jestem Assair i jestem tu Alfą. - przedstawiłem się dumnie, po czym dodałem już trochę lżej i może nawet weselej - Witam w watasze... A ty jesteś Livi. Pamiętam Cię. - zwróciłem się teraz do samicy. - Na drugi raz postaraj się go nie zabić, przy waszych przepychankach, bo nadmiaru dobrych i odważnych wilków, w tej watasze nie ma. I prosiłbym, żebyście spotkania towarzyskie urządzali, nieco dalej od mojej jaskini. Przestraszyliście mojego ojca, a wilków z których dusza uszła prędzej niż ciało, nie należy straszyć. - wyjawiłem swoje prośby spokojnie, acz stanowczo. Lód pod moimi łapami zrobił się grubszy, a  w miejscu, którym stałem zaczął padać śnieg, który po dotknięciu ziemi od razu się topił. Nie chciałem przy nich okazać problemów z mocą... Ani ich przypadkiem zamrozić. - Miło mi było Was poznać, lecz muszę zająć się ojcem. Mam nadzieję, że już rozejrzeliście się po naszych terenach, bo w razie walki, każdy członek musi wiedzieć, co, gdzie się znajduje. A! I gdybyście spotkali Armin'a , naszego Dyplomatę, to przyślijcie go do mnie. - uciąłem krótko i szybkim krokiem wróciłem do jaskini. Jak zawsze pod pozorem opieki nad ojcem, ukrywałem własne słabości. Ojciec podszedł do mnie, a ja przytuliłem go by się uspokoił.
- Assair, mój syn! - poznał mnie i przymknął zmęczone oczy. Ukradkiem spłynęła mu łza, a gdy ta dotknęła mojego futra, zamieniła się w lód. Podniosłem go i zaniosłem na jego posłanie, a potem przykryłem zimnym kocem. Chciałem móc go ogrzać, dać mu ciepło, którego potrzebował... Ale co ja potrafię ? Mogłem go ewentualnie zamrozić. Mam serce z lodu... I chyba lepiej... Przynajmniej strata bliskich mniej boli. Wybiegłem z jaskini, zeskoczyłem z półki skalnej i wpadłem w las. Lód był wszędzie gdzie spojrzałem i szczerze miałem tego dość. Miałem chyba dosyć siebie samego,  Wbiegłem na małą polankę i zobaczyłem młodą wilczyce, bynajmniej nie z mojej watahy.
- Czego chcesz? - zawołała wrogo. Była ranna. - Kim jesteś?! - Pytać mnie kim jestem i to na moich własnych terenach? Szczerze się zdziwiłem jakich lichych szpiegów wysyła moja siostra. Przecież powinni dla własnego bezpieczeństwa znać przynajmniej opisowy wygląd Alfy.Warknąłem.
- Mógłbym zapytać o to samo, gdybym na pierwsze pytanie już nie znał odpowiedzi, a drugie by mnie obchodziło.  - prychnąłem - Mnie zwą Assair. A jeśli przychodzisz tu jako dyplomata, czy ktoś w tym rodzaju, to Cię wpierw wyśmieję, a później odprawie z hukiem, bo zabijać słabszych, rannych samic nie wypada. - dumnie uniosłem głowę. - Nikt nie będzie szpiegował moich terenów, o ile mu na to nie pozwolę! - Oczy zaświeciły mi się złotym blaskiem. - Jeśli Lara jest na tyle zuchwała, by mnie zaczepiać, to proszę! Niech się zacznie wojna! Wygram ją, choćbym miał walczyć sam, przeciw całym waszym hordom . - obiecałem mówiąc twardo,  głośno i wrogo. - A z tobą już skończyłem. Możesz iść do swojej Alfy i jej przekazać poselstwo, ale następna próba przekroczenia granicy, któregoś z was, skończy się śmiercią. Tę obietnice też możesz przekazać. I jeśli przypadkiem natkniesz się na mojego dyplomatę, to powiedz mu, że równie dobrze może się tu nie pokazywać. Nie będzie miał już niczego do roboty. - powiedziałem rozzłoszczony. Poczułem bolesne ukłucie w sercu. Nie, ja się nie cofnę. Nawet gdybym został sam. Przecież zawsze byłem sam...
< C.D. Margaux, Livi, Asar, Lara- Jeśli zechcecie  >
<  Do wszystkich członków watahy Armel : Assair jest już dostępny i czeka, by poznać wszystkich członków. Opowiadania już można wysyłać do mnie.>
~ Lara, serdecznie Ci dziękuje, za to, że zajęłaś się watahą, wtedy kiedy nie mogłem, więc w ramach podziękowania , wypowiadam Ci wojnę ~ Assair

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Od Luck'a - C.D. Margaux


Na dźwięk słowa potwór aż zadrżałem z wściekłości. Jak ona mogła tak o sobie mówić?! Jest najładniejszą waderą jaką spotkałem na świecie, a ona co? Mówi, że jest potworem i nie zasługuje nawet na gram czułości?!
- Z jakim potworem?! Z jakim potworem?! Potworem?!- zawyłem ze złością.- Jak możesz tak o sobie mówić?! Jesteś najlepszym co mogło mi się przytrafić, a nawet nie marzyłem o takiej przyjaciółce jaką jesteś ty.
Zacząłem sapać,a wadera przyglądała mi się ze zdziwieniem.
- Wiesz co ci teraz powiem? Wiesz?!- mówiłem już trochę spokojniej.- Jesteś najpiękniejszą waderą jaką spotkałem! O wspaniałym charakterze, który chciałby mieć prawie każdy wilk.
Zacząłem się trząść. Moje znaki rozpaliły się i już po krótkiej chwili przez mój bark zaczęło płynąć złoto. Ciekło powoli po mojej łapie pozostawiając na łapie bolesne ślady oparzenia. Syknąłem. Złoto kapało na ziemię i pozostawiało bardziej bolesne ślady niż kiedy indziej. Wkrótce w miejscu, gdzie kapało wyrósł wielki, przepiękny kwiat kolory szafirowo- liliowego.
Powoli dochodziło do mnie to co powiedziałem. To co się wydarzyło zdarzyło się po raz pierwszy. Zaczerwieniłem się jak burak.
- Przepraszam, jeśli cię zraniłem...- wyszeptałem żałując swych słów.
 
<Margaux?>

Od Dhiren'a


Po spotkaniu z Stream poszedłem do jaskini. Ja chyba... Nie to nie możliwe! Położyłem się na moim łóżku zastanawiając się nad tym co się stało, co się dzieje i co się będzie dziać. Przy Stream czułem się taki... taki spokojny, relaksowałem się. Westchnąłem. Przez kilka następnych godzin nie mogłem zasnąć. Ba! Nawet nie byłem zmęczony. Nagle usłyszałem śmiech.
- Mój braciszek się zakochał!
Na progu jaskini stał Kishan.
- Nie mam humoru do przekomarzania się...- warknąłem.
- Hehehehe...- Kishan uśmiechnął się tajemniczo.
- No, ale z Arią to ci się dzisiaj dobrze rozmawiało.- powiedziałem jadowicie.
- Przestań jasne?!- też warknął.
- I kto się teraz śmieje...- mruknąłem.
Kishan usiadł obok mnie.
- Wiesz, myślę, że rodzice byliby z nas dumni.- powiedziałem.
- Wiem...- westchnąłem i też usiadłem.- Pomimo wszystkich tych różnych cech charakteru jesteśmy bardzo podobni.
Basior dął mi przyjacielskiego kuksańca w bok. Po chwili śmialiśmy się, ganialiśmy i przekomarzaliśmy w jaskini. Było fajnie. Nagle do jaskini weszła Kelsey.
- Cześć!- odpowiedzieliśmy obydwoje radośnie.
Bardzo cieszył nas widok wadery.
- Co słychać chłopaki? Widzę, że ktoś już wzbudził wasze zainteresowanie...- powiedziała patrząc na nas podejrzliwie.
-No...- oby dwoje zmieszaliśmy się.- A ty masz kogoś na oku?
- Nie...- westchnęła.- Raczej nie. Cóż wpadłam tylko zobaczyć co u was. Muszę lecieć, potrenuję trochę strzały z łuku.
Kilka minut po wyjściu Kelsey do mojej jaskini weszła Stream. Stanąłem na równe nogi i odszedłem od Kishan'a uśmiechając się do samicy.
- Poznaj mojego brata Kishan'a- odezwałem się, a basior uśmiechnął się łobuziarsko.- Co cię sprowadza do mnie o tak późnej porze?
Popatrzyłem na zegarek. Było około 01:00 w nocy.
 
<Stream?>



Od Kelsey


Nie mogłam usiedzieć w miejscu. Od kąt dołączyłam do watahy Avalon zamieszkałam w małej ale wystarczającej jaskini, a na honorowym miejscy spoczywał łuk. Patrzyłam na niego wstrzymując oddech. Był po prostu wspaniały. Dziś postanowiłam wyruszyć na małe polowanko. Zdjęłam z półki broń i cicho jak myszka ruszyłam za zapachem saren. Wkrótce zauważyłam stado. Zakradłam się w krzaki, napięłam cięciwę i... zza drzewa wyskoczył pomarańczowo- czarny wilk i z niewyobrażalnym rykiem nie dość, że spłoszył stado, ale jeszcze powalił mnie na ziemię.
- Spadaj!- wrzasnęłam i kopnęłam go tylnymi łapami odtrącając o kilka metrów dalej.- Spłoszyłeś mi jedzenie!
Wilk przygotował się do skoku, a ja naszykowałam łuk. W tej chwili usłyszałam za sobą głos Lary. Odwróciłam się opuszczając broń i tracąc koncentrację, a przeciwnik to wykorzystał i skoczył na mnie. Przewróciłam się, a on już miał mnie ugryźć w udo, kiedy zalała go ogromna fala wody. Basior przeturlał się na bok cały zmoczony i chciał ponowić atak, ale nas otaczała już twarda jak skała, nie do przebicia bariera wodna.
 
<Asar? Lara?>

Od Kishan'a - C.D. Arii


Wadera stała jak słup wpatrując się we mnie. Wyszedłem z wody i otrzepałem się na brzegu. Podszedłem do niej, uśmiechnąłem się szarmancko i podałem jej łapę.
- Jestem Kishan Rajaram.- oznajmiłem lekko ją potrząsając.- A ty...
- Aria.- dokończyła.
- Cześć Aria. Co cię tu sprowadza?- zapytałem.
- Niedawno dołączyłam do watahy Avalon...- powiedziała niepewnie.
- To świetnie! Będziemy się mogli częściej widywać.- znów się uśmiechnąłem.
Podczas gdy wilczyca stała tam oszołomiona ja, jak gdyby nigdy nic podszedłem do wody i napiłem się.
- No co tak stoisz?- zapytałem zdziwiony siadając na przeciwko niej i wpatrując się w jej spłoszone spojrzenie.
 
<Aria?>



Od Dhiren'a - C.D. Kast'a


Zamyśliłem się...
- Chodź.- powiedziałem do basiora.
- Gdzie?- zapytał podnosząc się.
Spojrzałem na niego zdziwiony.
- Na spacer.- odpowiedziałem.
Szliśmy powolnym tempem i nie rozmawialiśmy. Dałem czas Kast'owi na uspokojenie się, a sam myślałem jak mu pomóc.
- Jak dokładnie wygląda Levander? I kim ona jest?- zapytałem patrząc na niego z zainteresowaniem.
- To pewna wilczyca z watahy Słodkiej Krwi. Ma czarne futro z białymi wzmiankami na podbrzuszu, skrzydła i jedno czerwone oko z pionową kreską.- odpowiedział.
- Hm... Czyli jest stworzeniem nocnym.- powiedziałem cicho.
Kast skrzywił się.
- Wygląda trochę jak nietorzerzo wilk.- powiedział.
Wybuchnęliśmy śmiechem.
- A...- zrobiłem przerwę.- Co ona ci tak właściwie zrobiła?
 
<Kast?>

Od Margaux

W watasze byłam już dobre kilka tygodni. Wiedziałam co gdzie jest, gdzie udać się, aby upolować zwierzynę, aby przygotować różne wywary. Zadawałam sobie jednak tylko to samo, żenujące pytanie. Dlaczego obie watahy ze sobą walczą, skoro Assair i Lara to rodzeństwo. Może to była wina Assair'a, który nie chciał darzyć siostry braterstwem, a tylko dąży do rozpętania jakiejś wojny. Postanowiłam, że sama zacznę szpiegowanie, pomimo tego, iż nawet nie mam takiego stanowiska. Jeszcze w swojej jaskini spakowałam wszystkie potrzebne mi rzeczy i bez niczyjej zgody ruszyłam w stronę granicy, która oddzielała oba królestwa od siebie. Po drodze zauważyłam kilka wilków z naszej watahy. Zapewne pytałyby się dokąd zmierzam, więc szybko wleciałam w górę i tym razem zaczęłam lecieć. Skrzydło jeszcze mnie trochę bolało, zatem nie mogłam rozwinąć, aż takiej prędkości jak zwykle. Co jakiś czas musiałam zlecieć na ziemię, aby zregenerować siły. Byłam już jednak tak daleko od watahy Avalon, że mogłam normalnie iść po ziemi. Wydawało mi się, że minęło kilka dobrych godzin, bo słońce stanowczo zmieniło swoje położenie. W oddali zauważyłam góry. Z opowiadań Lary dowiedziałam się, że to właśnie one są "granicą" pomiędzy dwoma watahami. Były one ogromne, więc najlepszym rozwiązaniem byłoby przelecieć nad nimi. Jak uważałam tak zrobiłam. Kiedy już pokonałam wielkie góry, znowu zeszłam na dół. Skrzydło bolało mnie niemiłosiernie.
- Co z Tobą jest? Hm... Złamane chyba. - mruknęłam pod nosem. - Muszę odpocząć, ale jednocześnie muszę uważać. Jestem już na terenach Assair'a.
Położyłam się z gracją na ziemię i owinęłam chustą moje skrzydło. Istotnie było złamane. Po kilkugodzinnym odpoczynku postanowiłam ruszyć dalej. W końcu miałam nie lada misję do spełnienia. Wcale nie bałam się konsekwencji, jakie niosło moje postępowanie. Może wygnanie, może śmierć. Nie obchodziło mnie to. Chciałam się tylko dowiedzieć, dlaczego ten basior tak bardzo chce wojny. Byłam zła i poirytowana jego zachowaniem. Tutaj siostra, która chce z powrotem mieć brata dąży do pokoju, a ten bufon chce wojny! Chce to będzie ją miał! Myślałam.
Byłam wyczerpana daleką podróżą, więc postanowiłam, że dalej poleżę przy drzewie. Jak postanowiłam tak zrobiłam. Mój odpoczynek nie trwał jednak długo. Zza krzaków wyłonił się wielki czarny basior, tylko z jakimiś naznaczeniami. Wstałam szybko.
- Czego chcesz? - zapytałam z wrogością w głosie - Kim jesteś?!

<Assair?>

Od Kast'a - C.D. Dhiren'a





- Chyba już wszystko ci powiedziałem.
Nagle coś zaszeleściło w krzakach. Postawiłem uszy. Znów zaszeleściło. nastroszyłem się cały i szybko poderwałem.
- Eeee! Spokojnie! To jest wiewiórka!
- Widzisz ją?
- Tak! Siedzi na krzaku...
- Jakie ma oczy?
- Żółte wiesz? Jezu, brązowe. Spokojnie.
Położyłem się ale już bez rozluźnienia.
- No to mamy drugi problem tak?? Co ci się dzieje? Masz wiewiórkofobię??
- Śmieszne - prychnąłem. - Levander przyjmuje najróżniejsze postaci.
- Levander?
- Z watahy słodkiej krwi.
- Przesadzasz.
- Nie! Wcale nie!
- No to powiedz.... Kiedy ostatnio się widzieliście?
- Z rok temu?
- I ile razy od tego czasu coś ci zrobiła? Zaatakowała?!
- Nie. Ale... Cały czas mam przeczucia.
- No, ale każdy może się mylić!
- Ale to jest moc! Moc się nie myli! Nigdy!
- A może myli się przy różnego rodzaju fobiach??
- Nigdy się nie myli.


<Dhiren?? Sorry za brak sensownego zakończenia>

Od Stream - C.D. Dhiren'a

Popatrzyłam na zwój, to na zapaloną świecę. Nagle przypomniałam sobie o innym sposobie odczytywania starożytnych zwojów.
- Wiem!- wzięłam zwój i położyłam nad zapaloną świeczkę.
Odczytałam:
,,Kissa, joka oli aikoinaan pieni kissanpentu, meni ulos maailmaan, hänen valtansa ei ole heikentynyt, ja nälkä ja jano he eivät näytä sitä. Tämä voima on käsittämätöntä, mutta harvinainen.''
- Co to oznacza? Coś piszą o mocy, o kocie też...
- Tu pisze: ,,Kot, będący niegdyś małym kociakiem, ruszył w świat, moc jego nie słabła, a głód i pragnienie nie okazywały tego. Moc ta jest niepojęta, lecz rzadka. ''- powiedziałam.
- To znaczy że ta moc jest i jednocześnie jej nie ma...- stwierdził Ren.
- Masz rację... A teraz już za późno... Może jeszcze jutro się spotkamy?- spytałam.
- Noo... Może, jeśli znajdę czas...
- Dzięki że mi pomogłeś...- pocałowałam samca w policzek.
Samiec poszedł, a ja zostałam. Zza jaskini przyniosłam jelenia i go zjadłam w 5 minut, ze skóry zrobiłam posłanie. Zasnęłam, a gdy próbowałam zasnąć, zdałam sobie sprawę, że Dhiren mnie oczarował... pierwszy raz nie zrzędziłam...

Od Margaux - C.D. Luck'a


Nie chciałam opowiadać o sobie. Nie lubiłam tego, to po pierwsze, po drugie moja historia nie była zbyt ciekawa, a po trzecie o wiele bardziej wolę słuchać innych wilków i ich opowieści.
- No wiesz. Nie chcę o tym zbyt opowiadać. - powiedziałam przewracając oczami. - Opowiedz mi coś jeszcze o tych znakach. To z pewnością jest bardziej ciekawe niż moja historia. - mruknęłam po cichu.
- No proszę opowiedz mi coś o sobie. Bo ja przestanę mówić o tajemniczych znakach. - basior ewidentnie próbował mnie szantażować.
- Nie drocz się ze mną! Chyba proste, że gdybym chciała, to bym o tym opowiedziała? Nieprawdaż? - powiedziałam trochę poirytowana - Mi ciężko jest mówić o uczuciach, czy o rzeczach związanych z przeszłością. Trzeba żyć teraźniejszością. - prychnęłam.
Basior nic nie odpowiedział. Nie wiedział chyba, jakiej odpowiedzi udzielić na moje twierdzenie.
- Naprawdę nie lubię o sobie opowiadać... To tyle w tym temacie. - powiedziałam już trochę uspokojona.
Luck dalej nic nie odpowiadał. Siedzieliśmy w ciszy. Ja tylko spoglądałam na jego znak, bo wyglądał naprawdę czadowo. W sumie po przemianie miewam na ciele podobne znaki. Może to tylko zygzaki koloru niebieskiego, ale to również coś.
- Wiesz. Naprawdę fajny masz ten znak. Ja po prze-przemianie mam podobne na ciele... - powiedziałam lekko się zacinając.
- Po jakiej przemianie? - zapytał ciekawy basior.
- Eh. O tym Ci opowiem. A co mi tam... - prychnęłam znowu - Kiedy działają na mnie bardzo silne emocje, czy to zakochanie, czy to lęk, czy złość zmieniam się w taką jakby bestię. Moja futro zmienia kolor na czarne, na ciele pojawiają się niebieskie naznaczenia... Nie do końca potrafię jeszcze kontrolować swoją drugą osobowość. Kiedyś nie umiałam tego w ogóle. Przy pomocy dziadka i babci nauczyłam się to robić. Zdarza się, że kiedy osiągnę spokój także się zmieniam. Widzisz, a ty tu chcesz się ze mną na randki umawiać. - zachichotałam - Eh. Z takim potworem. - syknęłam.

<Luck?>

Od Arii


Idę we mgle brzegiem rozległego jeziora. Zewsząd dochodzą dźwięki chlupotania wody i ptasie śpiewy, aczkolwiek słyszę je, jakby przez niewidzialną ścianę. Siadam, głęboko zamyślona, na kamieniu, gęsto porośniętym zielonym mchem. Cały ten spór między watahą Avalon i Armel, wydaje mi się dziwny. Nie czuję się bardziej po tej ani po tamtej stronie. Przecież w obydwóch watahach są wilki, obydwie mają dobrych przywódców, więc po co ta walka?
I tak jestem pod wrażeniem, że dołączyłam do jakiejkolwiek, zwartej grupy. Zawsze gdzieś mnie nosiło, ale teraz uznałam, że zostanę tu, na jakiś czas.
Grzebię dobie patykiem w mulistym dnie. Nagle ptaki cichnął. Echem toczy się się ciche trzaśnięcie gałązki, a potem nieco głośniejsze 'PLUM!'. Odskakuję jak oparzona od wody, do której właśnie wskoczył wilk. Przywieram do górskiej ściany. Po chwili z wody wynurza się mokra głowa. Basior szczerz zęby w uśmiechu:
- O, no proszę, nie wiedziałem, że jest tu ktoś jeszcze - gapię się jak głupia na wystający łeb i nie wiem co powiedzieć.

<Kishan? Zechcesz dokończyć?>

Od Dhiren'a - C.D. Kast'a

Zatrzymałem się na progu.
- Jasne.- odpowiedziałem łagodnie uśmiechając się do niego.
Czułem silną potrzebę, by pomóc temu wilkowi. Był biedny. Postanowiłem, że będę do niego przychodził do póty, do póki nie pozbiera się do kupy. Ktoś musi, przecież jak tak dalej pójdzie to biedak wymrze z samotności. Pomogę mu, a może nawet zachęcę do poznania jakiejś wadery i założenia rodziny? Nie wiem. Nie przespałem całej nocy, gdyż myślałem co zrobić by Kast poczuł się lepiej. Postanowiłem, że zabiorę go na polowanie, a potem po prostu go wysłucham i będę doradzał. To najlepszy sposób. Tak. Czas leczy rany. Następnego dnia o bladym świcie wyruszyłem do jaskini Kast'a. Nie spał, siedział zgarbiony z oczami pełnymi smutku. Zasmuciło mnie to. Szybko pobiegłem po miętę i jeszcze inne zioła, zalałem wrzącą wodą i podałem mu do picia.
- Masz.- położyłem kubek przed jego pyskiem, a ten ostrożnie wziął mały łyk.- To ci pomoże.
Kiedy basior skończył sączyć płyn oznajmiłem:
- Chodź, idziemy na polowanie.
Upolowaliśmy dużą łanię i rogacza. Wkrótce najedliśmy się oboje i postanowiliśmy, że resztki zabierzemy i wypełnimy nimi nasze spiżarnie. Kiedy leżeliśmy pod drzewami i wypoczywaliśmy po biegu za zdobyczą odezwałem się.
-No to opowiadaj chłopie. Co się dzieje?
 
<Kast?>

niedziela, 29 grudnia 2013

Od Dhiren'a - C.D. Stream


- Jasne.- uśmiechnąłem się.
Ruszyliśmy do jaskini wadery. Miała ładny wystrój.
- Ładnie się urządziłaś...- zagadnąłem.
- Dzięki.
Stream rozłożyła zwoje na środku dużego stołu. Zasiedliśmy koło siebie i zaczęliśmy czytać.
- Wygląda na to, że niektóre słowa napisane są w innych językach...- stwierdziła wadera.
- Tak...- obróciłem papier.- A niektóre po prostu napisane są na odwrót i do góry nogami.
Pokazałem je łapą i odczytałem jedno z nich: jahcułs.
- Tu pisze słuchaj widzisz?- zapytałem.
- Tak... A to?
Wadera wskazała na słowo napisane w hindi, języku Indii.
-Bilauta... To chyba kocię. Takie już dość duże ale jeszcze nie dorosłe.
 
<Stream? Co o tym myślisz?>

Od Luck'a - C.D. Margaux


- A o to ci chodzi...- podrapałem się po głowie.- One pozwalają mi na posługiwanie się moimi żywiołami i mocami. Mam je od urodzenia.
- Odziedziczyłeś je po kimś?- zapytała z zaciekawieniem.
- Nie... Raczej nie. Moi rodzice nie mieli żadnych znaków. Byłem odmieńcem. Może dlatego mnie wygnali... Chyba, że.... Mogłem je odziedziczyć po dziadkach... Ale nie wiem czy oni mieli jakieś znaki bo zmarli przed moimi narodzinami.- westchnąłem.
- Opowiedz mi coś jeszcze o nich.- poprosiła z błyszczącymi oczami.
- Czasami wypełniają się one prawdziwym, gorącym, płynnym złotem. Wylewa się on i spływa po moich łapach umożliwiając na całkowite wyleczenie z ran i chorób poprzez dotyk.
- Nie boli cię to?- słuchała z wyraźnym zainteresowaniem.
- Do zniesienia. To tak jakbyś wylała sobie wrzątek na bark. Przyzwyczaiłem się do tego. No, to teraz twoja kolej.- uśmiechnąłem się szeroko.- Opowiedz mi coś o sobie.
 
<Margaux?>

Od Kast'a


Hm... Ale ze mnie idiota. Obudziłem dziś w nocy całą watahę. Po śniła mi się Levander - z watahy słodkiej krwi. Jestem żałosny! Chyba czas się w końcu czymś zająć. Siadłem więc. Tak. To jest dobre zajęcie. Mało wyczerpujące. Ale i mało atrakcyjne. Ale ze mnie idiota - walnąłem głową w ścianę.
- Hej! - usłyszałem głos. Męski. - budzisz całą watahę a teraz co?! Walisz głową w ścianę?!
- Czyta w myślach.
- Ale z ciebie...
- ... Idiota.
- Czyta w myślach. Nie, wcale nie. Tylko powtarzałem sobie to przez 15 minut, a później znalazłem cudowne zajęcie a mianowicie siadłem i tak sobie siedziałem przez około godzinę. A później uznałem, że jest to całkiem bez sensu. Ja jestem bez sensu. Nie mam życiowego celu. Cały czas się nad sobą użalam i mam durne przywidzenia.
Opadłem na ziemię zrezygnowany.
- Łooo... No niezłe bagno.
- Bagno - prychnąłem - mało powiedziane. Jestem skończony. To wszystko przez tą przeszłość. Nie umiem już się uśmiechać albo inaczej - robię to tak rzadko, że jest to wręcz przerażające.
Wilk słuchał z zamyśleniem. Był spokojny, nie przerywał. Podobało mi się to.
- Ja masz na imię? - zapytał.
- Jestem Kast. A ty?
- Ja jestem Dihren.
Chwilę później rozmawialiśmy. Właściwie to ja gadałem. On miał w sobie to coś... Taki... Spokój. Czasami jak oczekiwałem odpowiedzi on odzywał się najlepszą z możliwych odpowiedzi. Zrobiło się ciemno.
- Musze lecieć - powiedział Dihren po zakończeniu mojego monologu. Kolejnego.
- Jasne... A... Może przyjdziesz jutro?? - zapytałem


<Dihren??>

Od Margaux - C.D. Luck'a

Wcale nie chciałam przystać na propozycję basiora odnośnie spaceru. Dla mnie ten pomysł był dosyć głupowaty, a do tego nie lubiłam chodzić, wolałam latać. Przecież mam do czegoś stworzone te skrzydła, prawda? Tym bardziej nie chciałam iść na randkę, czy coś. Chciałam mieć przyjaciela, ale jak widać, nawet na przyjaciela nie mogłam liczyć. Luck zachowywał się krótko mówiąc dziwacznie. Podobało mi się to. Nie wiem dlaczego, ale podobało się. Tak o.
- No nie wiem. - powiedziałam trochę poirytowana zachowaniem basiora - Przecież koleś ty mnie praktycznie nie znasz. - mówiłam całkiem poważnie.
- To Cię poznam. - mówił proszącym głosem.
- Egh. No niech Ci będzie. - powiedziałam cicho - Ale pamiętaj, że to nie randka. Hihi. - zaśmiałam się po chichu z ironią w głosie.
Luck wrócił do siebie. Umówiliśmy się na 18 godzinę. Ja zaczęłam zwiedzać jaskinię. Niby wszystko spoko. Da się urządzić. Było nawet źródełko, z którego mogę się napić, w razie gdyby w nocy mi się zachciało. Postanowiłam, że tutaj zamieszkam. Dobiegała 18. Ja do tego czasu ogarnęłam największy brud i kurz. Umyłam łapy w źródełku i wyszłam przed jaskinię. Luck'a jeszcze nie było. Usiadłam więc i czekałam na niego. Nie musiałam długo czekać, a zza horyzontu wyłonił się brązowy wilk, niosąc w pysku kwiat.
- Dziękuję. - powiedziałam próbując zrobić uśmiech. - Mam nadzieję, że pamiętasz, że to nie randka? - mruknęłam spoglądając na kwiat.
- Tak wiem. To do udekorowania jaskini. - powiedział.
- Skąd wiesz, że jednak tutaj zamieszkałam? - powiedziałam odbierając różę.
Nasze pyski prawie się zetknęły. Zmieszałam się. On chyba też.
- Skoro tutaj czekasz, to wnioskuję, że jednak tutaj mieszkasz. - powiedział uśmiechając się.
- Tak. - prychnęłam - No to gdzie idziemy? - zapytałam jeszcze trochę zmieszana. - Chyba wiesz, gdzie mnie zaprowadzisz?
- Tak pewnie. - powiedział uśmiechnięty.
Szliśmy w milczeniu. Nie chciałam rozmawiać. On tylko prowadził mnie gdzieś, a ja cały czas spoglądałam na jego lewy bok i na te tajemnicze znaki. Doszliśmy na jakąś polanę. Kwiaty i tak dalej. I on uważał, że to nie randka? Bierze waderę w takie miejsce i mówi, że to tylko zlot przyjacielski. Eh. Usiedliśmy na tajemniczej polanie.
- Mogę Cię o coś zapytać?
- Wal śmiało. - odpowiedział.
- Co to za znaki na twoim lewym boku? Bardzo mi się podobają... Nigdy takich nie widziałam. - powiedziałam ledwo dostrzegalnie uśmiechając się.

<Luck?>



Od Livi - C.D. Asara


- Bleblebleble...- naśladując głos samca wystawiłam język.
Nagle z jaskini wyszedł Assair. Zarzucił grzywką i uśmiechnął się do nas. Blask jego oczu spowodował, że zachwiałam się na nogach. W tym samcu było coś co powodowało, że traciłak zmysły. Teraz całkowicie zapomniałam o moich mocach i kiedy Asar chciał wymierzyć mi przyjacielskiego kuksańca w bok, padł na ziemię skaraliżowany. Padłam u boku samca i szybko odwróciłam działanie mocy.
- Boże Asar przepraszam!!- powiedziałam.
- Nic sie nie stało...- powiedział markotnie po czym odszedł.
Biegałam w popłochu przed Assairem. Byłam przerażona i w kółko powtarzałam "Co ja zrobiłam?!". Wtedy Assair położył mi łapę na ramieniu i delikatnym głosem powiedział:
- Nic się nie stało.
Zarumieniłam się jak burak.
 
<Assair dokończysz?>

Od Luck'a - C.D. Margaux


- Na pewno.- odpowiedziałem lekko podirytowany.
Nagle zauważyłem na skałkach jamę. Była dość duża więc pomyślałem, że Margaux mogłaby tu zamieszkać.
- Może tu?- powiedziałem wskazując łapą jaskinie.
Wadera weszła do jamy.
-No...- szepnęła.- Zastanowie się.
Siedziałem i patrzyłem jak wilczyca chodzi i rozgląda się po jaskini. Nagle zamyśliłem się i wpadłem na genialny pomusł.
- Margaux...- powiedziałem cicho.
- Tak?- odwróciła się w moją stronę.
- Może wyszłabyś dziś ze mną na spacer?
- Nie.- odpowiedziała krótko.
- Dlaczego...- zasmuciłem się.
- Nie jestem jeszcze gotowa na R A N D K E-powiedziała.
- Ale to nie będzie randka! Tylko przyjacielski, najzwyczajniejszy spacer!- zapewniłem.- Przyszedłbym do ciebie na przykład o 18.00. Przy okazji powiedziałabyś czy zamieszkasz w tej jaskini.
Uśmiechnąłem się prosząco.
 
<Margaux?>

Od Lary - C.D. Armina

Patrzyłam na basiora z podziwem. Dalej leżałam na ziemi, dysząc lekko. Po chwili samiec podszedł do mnie i podał mi łapę. Kiedy wstałam spojrzałam w głębokie oczy samca. Wtedy poczułam coś czego nigdy nie czułam. Ja chyba..... zakochałam się w nim. Wcześniej przy żadnym wilku się tak nie czułam. Ten był inny, lecz wtedy przypomniałam sobie, że on nie jest zbytnio zachwycony nawet moją obecnością. Smutek wstąpił w me serce. Wtedy basior lekko pociągnął mnie za sobą i zaczęliśmy iść. Idąc zdołałam sobie coś uświadomić.
~Zaufałam mu i myślę, że docenił to. Jednak lepiej jest, że magiczne stworzenia ufają i pokazują się tylko temu, kto wierzy w nie.~
Szliśmy wolno w stronę mojej jaskini. Nagle zmieniłam kierunek, aby przejść przez rzekę. Basior poszedł za mną, a ja zaczęłam podśpiewywać. Doszliśmy do płytkiej części rzeki. Wystawało tu kilkanaście kamieni, po których można spokojnie przejść. Zaczęłam iść skacząc po kamieniach, a samiec szedł niepewnie za mną. Kiedy stawiałam łapę na śliskim kamieniu moja noga obsunęła się, a ja zaczęłam przewracać się. Wtedy Armin złapał mnie za łapę i przyciągnął do siebie. Utonęłam w jego granatowych, głębokich oczach.

(Armin?) 

Od Armina - C.D. Lary


- Formalnie należę do watahy Twojego brata i powinienem stać po jego stronie – powiedziałem kompletnie wyrzuty z emocji. Znałem Assaira na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że nie cofnie się przed niczym i się nie podda. Wyśle wszystkich swoich wojowników na wojnę, nawet jeśli Lara zawrze sojusz ze wszystkimi leśnymi stworami. - Gdybym nie powiedział mu o Twoich zamiarach uznano by mnie za zdrajcę.
- Armin… - szepnęła błagalnie. Zaufała mi, ale prawdopodobnie jedynie przez ten mój głupi głos.
- Praktycznie nie należę jednak do żadnej z watach, więc nie muszę mu nic mówić - dodałem robiąc głupawą minę. Wilczyca odetchnęła z ulgą. Jak ja lubię w ten sposób nabierać innych.
- Ja idę teraz na trening. I oczekuję, że pójdziesz ze mną - oznajmiła nagle i wyszła z jaskini. Stwierdziłem, że jeśli z nią nie pójdę obrazi się na mnie. Nie żeby za bardzo mi to przeszkadzało, ale… zachowajmy pozory. Ruszyłem za nią.
[***]
Zaprowadziła mnie na swoją prywatną halę treningową. Wszędzie walały się łuki, sztylety i strzały. Rozejrzałem się uważnie. Na drzewach porozwieszane były tarcze różnej wielkości. Byłem, cóż, pod wrażeniem.
Podniosłem jeden sztylet. Zadziwiająco dobrze leżał mi w łapie. Lara uśmiechnęła się do mnie.
- Pojedynek? - zaproponowała. W jej dłoni błysnął inny sztylet, bardzo podobny to mojego.
- Skoro chcesz - odparłem. Odrzuciłem ostrze, a Lara nie zauważyła tego i nadal trzymała swoje. ”Łatwizna.” - pomyślałem. Wiele razy trenowaliśmy to na szkoleniu dla kadetów.
Zmrużyłem oczy, zmarszczyłem czoło. Przypomniałem sobie taktykę Annie. Podniosłem do góry lewy kącik ust. ”Wygram.” - stwierdziłem z nagłą pewnością siebie.
Lara natarła. Walczyła dobrze i robiła świetne uniki. Była też silniejsza i bardziej wytrzymała ode mnie. Cóż, trudniej będzie jej pogodzić się z porażką. Ścisnąłem jej łapę w łokciu. Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, zrobiłem coś, czego się nie spodziewała. Wypchnąłem jej kończynę do przodu, wilczyca runęła na ziemię i wypuściła sztylet. Dyszała ciężko. Stałem chwilę nad nią, a później odwróciłem się i odszedłem kilka kroków.
- Miałeś… ugh… przegrać… ugh… - wystękała wilczyca podnosząc się z ziemi. - Poza… tym… ugh… pojedynek… był… nie.. ugh… nierówny… Ja… miałam.. ugh… sztylet… a… Ty… nie… ugh…
- Wataha Zwiadowców, nieustannie w stanie wojny z silniejszym od siebie przeciwnikiem. Ukończyłem 3 - letnie szkolenie. Nie mam talentu, ale mimo to jestem lepszy od większości wilków. Siła i wielkość nie decyduje o wygranej – odparłem z nagłą melancholią. Każda wzmianka o rodzinnej watasze sprawiała, że przypominałem sobie rodziców i przyjaciół, których tam zostawiłem.

<Lara?>



Nowa członkini Watahy Armel!

Alarica
Szaman

Od Asara - C.D. Livi





- Szybkość - parsknąłem - Do czego mi ona potrzebna? Tam gdzie będe chciał zdąże, ważna jest siła, jak ktoś równie szybki i zwinny cię zaatakuje to niedasz rady go zgubić wtedy zostanie ci walka.
- Napewno dałabym sobie z nim rade
- Jesteś pewna siebie może to i dobra cecha, ale ja nie lekceważe żadnego przeciwnika, mógłbym powiedzieć że spokojnie bym z tobą wygrał w walce ale nie powiem tego gdyż nie znam cię, na pewno masz moce które z pewnościa przyczyniły by się do pokonania mnie ale nie zapominaj o przeciwniku on nie jest bezbronny on tez ma ukryte dobre cechy i moce. To iż pokonałas mnie w biegu na tym krótkim dystansie nie obniża moich morali, gdybyśmy pobiegli na długi dystans po kilku kilometrach zaczełabyś słabnąć, gdyż nie masz odpowiedniej wytrzymałości, ja zmęczyęłm się gdyż przystosowany jestem do kilku godzinnych maratonów bez odpoczynku, regularnie ćwiczę wytrzymałość nie szybkość która nie jest mi potrzebna. Czyjność to też moja dobra strona to tez nikdy jeszcze nie zaskoczył mnie żaden, wilk czy inny zwierz. Ale dość już wykładów, dziękuje za wskazanie mi jaskini samaca Alfy, mam nadzięję ze się jeszcze spotkamy - uśmiechnąłem się i skinełem jej głową ruszylem w stronę jaskini.


<<Assair?Livi? (mam nadzieję że nie jesteś zła Asar ma taki chcrakter ;)>>

Od Stream - C.D. Dhirena

Miałam dość dużo na głowie, wczoraj znalazłam kilka starych zwoi i musiałam je odczytać. Ach... jeszcze ten basior... Gdy wracałam do jaskini, on mnie zaczepił. Gdy zaczął mówić, zapomniałam o wszystkim i od razu odpowiedziałam:
- Nooo... Okej... Ale najpierw bym chciała odczytać te zwoje...- wskazałam na zwoje leżące obok mnie.
- Hmmm... Może ci pomogę?
- Nie... Ja wolę sama je odczytać...
Ren zabrał mi zwoje i pobiegł przede mnie. A ja po drzewach.
- REN! REN! ODDAJ MI TE ZWOJE!!!- krzyczałam.
- Zaraz...- szeptał.
Nagle Ren przyśpieszył. I runął na ziemię.
- Dziękuję...- powiedziałam bez zmęczenia.
- Czemu nie dyszysz aż tak mocno?
- Hmmm... Raczej nie słyszałeś o żywiole Cienia... Nie wiem jak szybko mogę biegać, skakać... nie zmęczę się...- pochwaliłam się. - to idziemy odczytać te zwoje?

Ren?

Od Lary - C.D. Armina

Po części rozumiałam basiora. Mnie zazwyczaj wyśmiewano z powodu mojej ruchliwości, ciągłej wesołości, lekkiej naiwności, a przede wszystkim wyśmiewano mnie przez wierzenie w baśniowe i legendarne istoty. Poczułam, że chciałabym być bliżej z tym wilkiem. Podeszłam do niego, a on nie odsunął się. Lekko go objęłam.
- Wiesz co może być prawdziwym powodem braku skutków?- spytałam, a basior pokręcił głową.- Twoja niewiara we własne siły. Wrodzony talent to 10% naszych umiejętności. Ja też do wszystkiego doszłam poprzez morderczy trening. Wcześniej potykałam się o własne łapy i nie umiałam trafić nożem z indyka stojącego pięć metrów ode mnie.- powiedziałam i zobaczyłam lekki uśmiech na twarzy basiora.- Ale nie zapominajmy o najważniejszym. Przyszedłeś do mnie z wieścią o wojnie. Ja zaufałam ci. Może to głupie, lecz ja taka właśnie jestem.- wtedy wstałam, podeszłam do łóżka i wzięłam swój dziennik.- Jeżeli mój brat chce wojny to muszę zbierać siły.- położyłam księgę na stole.- Nie muszę jej szukać tylko w wilkach, prawda.- spytałam i otworzyłam książkę.- Odkąd wyruszyłam ze starej watahy zwiedzałam każdą dziurę, jaskinię, puszczę. Jednakże najwięcej informacji mam o naszych Dzikich górach. Żyją tu różne stworzeni. Golemy, smoki, gryfy, bazyliszki, a nawet mantykora się znajdzie. Z tymi wszystkimi stworzeniami zawrę pokój, a może mojemu braciszkowi odechce się ze mną walczyć. Liczę, że mu o tym nie powiesz, prawda?- spytałam i popatrzyłam na basiora oczami pełnymi nadziei i zaufania.

(Armin?)

Od Armina - C.D. Lary


- Yy?! - zareagowałem dość gwałtownie. Pomysł niezbyt mi się podobał, nie powiem.
Zawsze byłem słaby fizycznie, kiedyś nawet próbowałem to zmienić. Chciałem dołączyć do oddziału mojego ojca. Ćwiczyłem, wyciskałem z siebie siódme poty, dawałem z siebie 110% a potem okazało się, że i tak byłem najgorszy z kadetów. Zawiedziony, zawstydzony i przede wszystkim zezłoszczony na samego siebie postanowiłem opuścić watahę Zwiadowców, bo nie było w niej dla mnie miejsca. Zostawiłem dwójkę najlepszych przyjaciół, Erena i Mikasę, którzy byli jakieś sto razy lepsi ode mnie i ruszyłem w świat. Każdego dnia, tygodnia, miesiąca męczyła mnie przykra myśl - zawiodłem mojego tatę, najsilniejszego żołnierza świata.
Westchnąłem. Nie powinienem sobie tego przypominać. Poczułem ból w sercu, ten ból, który zmusił mnie do opuszczenia rodziny i przyjaciół. Pomyślałem nagle o mamie - jak zniosła moje odejście? Może zniszczyłem spokój panujący w naszej rodzinie? Ja, Armin, jedyne dziecko Petry i Leviego, doprowadziłem do rozpadu ich uczucia i zaufania. Zaszkliły mi się oczy. Niemożliwe. Tata kochał mamę bardziej niż ktokolwiek inny kogokolwiek innego na świecie. Nie mogli się rozejść z powodu ich głupiego i słabego syna.
- Hej, Armin? - głos Lary przywołał mnie z powrotem na ziemię.
- Przepraszam, zamyśliłem się - odparłem nadal trochę rozkojarzony.
- Chcesz ze mną trenować ? – zapytała ponownie.
- Ekhm… nie wiem sam. Odszedłem z rodzinnej watahy z powodu mojej niewydolności fizycznej. Męczyłem się tam całe 3 lata, dawałem z siebie 110% a potem okazało się, że jestem najgorszy. Zraziłem się do tego. Przyzwyczaiłem się. Armin - słabeusz, niezdara, mądrzy się i niczego innego nie potrafi. Te określenia przylepiły się do mnie na dobre, nie ma żadnej siły, która zdołałaby je odlepić. Mogę z Tobą trenować, jeśli bardzo tego pragniesz, ale nie oczekuj, że będę czerpał z tego przyjemność i w jakiś sposób się poprawię. To jest niemożliwe. Coś za coś - umiem przemawiać, ale jestem słaby fizycznie. Po mojej stronie zawsze stał ktoś silniejszy, ktoś kto mógł mnie obronić. Mój ojciec. Eren. Mikasa. Chowam się za silniejszymi od siebie i wiem, że nigdy im nie dorównam… - mówiłem. Zdałem sobie sprawę, że po pierwsze - powiedziałem za dużo, po drugie - zanudziłem Larę. Trudno, historia takiego mięczaka jak ja jest naprawdę nudna. Spojrzałem na wilczycę, a ona, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, słuchała mnie z zaciekawieniem. Oczekiwałem, że mnie wyśmieje, ale najwyraźniej nie miała zamiaru tego zrobić. Może jest lepszą wilczycą, niż mi się wydaje?

<Lara?>

Od Lary - C.D. Armina

Basior przejawiał niechęć do mnie, a szkoda. Wydawał się ciepły w środku. Wskazałam mu miejsce do siedzenia, a sama poszłam po jedzenie. Po chwili wróciłam z 6 doprawionymi, pieczonymi królikami. Po 3 dla każdego. Ułożyłam je na 2 talerzach. Jeden położyłam przed samcem. Jadłam myśląc nad wszystkim. Nie rozumiałam dlaczego Assair tak bardzo chce wojny. Ja nic takiego w życiu mu nie zrobiłam.
~Teraz będę musiała szpiegować z powodów innych jak nieodpowiednia dziewczyna.~pomyślałam i uśmiechnęłam się smutno.
Przelotnie spojrzałam na samca siedzącego na przeciwko mnie. Dalej był zajęty jedzeniem. Wtedy przypomniałam sobie wszystkich innych basiorów, których spotkałam w życiu. Płeć męska jest dziwna. Większość, a może nawet wszyscy przejmowali się mięśniami, walkami, a mądrość czy inteligencja była dla nich głupotą. W przypadku Armina chyba było odwrotnie. Od myślenia o tym wszystkim moje oczy lekko się zaszkliły. Wtem samiec szturchnął mnie lekko w ramię.
- Ja już zjadłem i ty też to może czas posprzątać?- spytał, a ja spojrzałam nań smutnymi oczami.
- Chyba masz rację.- powiedziałam i zaczęłam zbierać talerze.
Po skończonej pracy znowu przysiadłam na krześle. Nagle naszła mnie myśl.
- Armin mówiłeś wcześniej, że słabo u ciebie z tężyzną fizyczną, prawda.- basior skinął głową.- No to jeśli i tak mamy spędzać ze sobą sporo czasu to może chcesz trenować ze mną?

(Armin?)

Od Armina - C.D. Lary


Ruszyłem z niezadowoleniem za Alfą watahy Avalon. Czułem do niej niechęć. Sam nie wiem dlaczego. Przyjrzałem się wilczycy. Jej futro było szaro - białe, na głowie stawało się dłuższe i zmieniało kolor na czerwony. Miała bardzo delikatną budowę ciała. Czy była ładna? Zapewne.
- Jestem Lara, córka Avalon i Artaira, Alfa Watahy Avalon. Mam 3 lata - powiedziała nagle obracając się przez ramię. - Uznałam, że powinieneś wiedzieć.
- I tak będę zwracać się do Ciebie per Alfo, ta wiedza nie jest mi do niczego potrzebna - odparłem. Nie było to może zbyt kulturalne z mojej strony, ale perspektywa częstego kontaktu tą wilczycą nie napawała mnie wielkim szczęściem.
- Nie bądź takim mrukiem, powiedz przynajmniej kim jesteś - poprosiła z lekkim uśmiechem. Wiedziałem, że nie da mi spokoju i postanowiłem krótko się przedstawić.
- Armin, lat 4. Syn Petry i Leviego z Oddziału Do Operacji Specjalnych watahy Zwiadowców. Formalnie należę do watahy Armel, ale i z Twoją będę miał częsty kontakt, więc prawdę mówiąc, nie należę do żadnej lub do obu jednocześnie. Jestem słaby fizycznie, specjalizuję się w przemowach. Lubię psychologię - powiedziałem na początek. Kiedy zastanawiałem się czy nie dodać czegoś jeszcze, Lara wtrąciła:
- Nadajesz się na stanowisko dyplomaty.
- Dziękuję.
- Jesteśmy na miejscu. Tu mieszkam. Zapraszam.
Wszedłem do jamy powoli, uważając żeby nie potknąć się w progu (ale i tak na chwilę straciłem równowagę - jak zawsze)
W środku panował półmrok. Ogółem, lokum Alfy było duże i przestronne, nie tak jak moje - małe i ciasne, ale przytulne. Rozejrzałem się bez słowa po czym spojrzałem na wilczycę.
- Przyszedłeś z wiadomością - przypomniała.
- Tak. Twój brat, mimo moich usilnych starań i przekonań, nie chce przystać na rozejm. Bardzo mnie to trapi, ponieważ ciągła wojna jest wielkim utrudnieniem życia innych członków watahy. Assair odrzucił też Twoją propozycję narady w gronie w składzie Ty i on. Przede wszystkim - Twój brat twierdzi, że będzie nienawidził Cię do końca życia i rozejm nigdy nie nastanie. Nadal żywi do Ciebie, zupełnie bezpodstawną moim zdaniem, nienawiść - wyjaśniłem powoli. W oczach Lary pojawił się smutek.
- Szkoda - powiedziała wyraźnie zawiedziona. - No cóż, skoro Assair się nie zgadza, nadal będziemy prowadzić wojnę. A teraz najważniejsze. Zostajesz na obiad u mnie czy idziesz do siebie?
Popatrzyłem na nią zaskoczony. Prawdę mówiąc, mój obiad składał się właściwie z niczego, ale nie byłem zbytnio zachwycony tą propozycją. Wilczyca uznała jednak moje milczenie za znak zgody.
- Więc zostajesz. Dobrze - mruknęła sama do siebie, unosząc lekko kąciki ust. Westchnąłem zrezygnowany.

<Lara?>

sobota, 28 grudnia 2013

Od Lary - C.D. Vedis

Pokręciłam głową.
- Nic. A tak z innej beczki: mamy nowego alchemika może pójdziesz ją poznać?- spytałam.
- Chętnie.- powiedziała wilczyca i wyszła.
~Ja też nie będę tu bezcelowo siedziała~pomyślałam.
Zgarnęłam łuk i kilka podobnych do siebie sztyletów i skierowałam się w stronę lasu, aby poćwiczyć. Skierowałam się do miejsca blisko Elfich ruin i zaczęłam ćwiczenia. Wcześniej zbudowałam i ustawiłam tu kilkanaście tarcz. Najpierw strzelałam do nich z łuku, zbierając telekinezą strzały. Chciałam zacząć celować sztyletami do celów, lecz zobaczyłam jakieś 10 metrów od siebie postać. Była ubrana w biel, lecz jej włosy były czarne niczym noc. Usłyszałam jej cichy śpiew. Wpatrywałam się w nią oczarowana. Nagle stworzenie odwróciło bladą twarz w moją stronę, krzyknęło cicho i rozpłynęło się. Wzdrygnęłam się. Czułam się nieswojo i chciałam pozbierać resztę strzał i jak najszybciej iść z tamtego miejsca, kiedy zobaczyłam basiora idącego w moją stronę. Wyszczerzyłam zęby w krzywym uśmiechu i podeszłam do niego.
- Czego tu szukasz? - spytałam.
- Wilczycy, Alfy tych terenów dokładniej.
- Czyżbyś chciał do nas dołączyć? Ja jestem Alfą.
Wilk popatrzył na mnie z lekkim obrzydzeniem w oczach.
- Nie. Przychodzę od twojego brata. Jestem dyplomatą. Mam ci coś do przekazania. - powiedział i chciał coś skądś wyjąć kiedy rzekłam:
- Nie tuta. Chodź do mojej jaskini. To miejsce jest... nieodpowiednie.
Zaczęłam iść w stronę terenów. Basior był całkiem przystojny.

(Armin?)

Nowa członkini Watahy Armel!

Ashantee
Zielarz

Od Margaux - C.D. Luck'a


Nie chciałam spać w jaskini Luck'a. Basior wydawał się dosyć miły, jednak ja czułam się bardzo nieswojo. Położyłam się jednak spać, gdyż byłam wycieńczona po dniu pełnym wrażeń. Nowa wataha, nowe życie. Wyszłam dosyć wcześnie. Zdziwiła mnie tylko jedna rzecz, dlaczego w jaskini nie ma Luck'a. Przecież to on tutaj mieszka. A może zostawił mnie, a sam wyszedł, żebym nie czuła się dziwnie? Ale ja przez takie zachowanie czułam się jeszcze bardziej niezręcznie. Bo to przecież nie ja tutaj zamieszkuję. Wstałam, przeciągnęłam się i wyszłam z jaskini. Postanowiłam upolować coś do jedzenia, bo byłam strasznie głodna. Wzleciałam w powietrze i oto moim oczom ukazało się stado łań. Szybko zaatakowałam jedną z nich i zabiłam. Zjadłam trochę i postanowiłam, że wrócę do jego jaskini, żeby się niepokoił o mnie. Pewnie bał by się, bo jak można zgubić nowego członka watahy w zaledwie dwa dni, a raczej jeden, bo drugi właśnie się rozpoczął. Znowu wzleciałam w powietrze. Leciałam o wiele szybciej, niżeli miałabym biec. Chwila moment i już byłam z powrotem przy jaskini. Mój nowy "znajomy" stał jak odębiały. Postanowiłam, że zrobię mu kawał. Luck siedział, a ja cicho podeszłam do niego i także usiadłam. Ten jednak obrócił się za wcześnie i jego pysk znajdował się kilka centymetrów od mojego. Cofnęłam się szybko.
- Eh. Nie udało się. - powiedziałam trochę zmieszana - Chciałam Ci zrobić kawał.
- Naprawdę? - zapytał zaciekawiony.
- Tak. Jesteś taki miły! Oprowadziłeś mnie, miałam gdzie spać! Więc chciałam Ci zrobić kawał. - powiedziałam z ironią w głosie.
Nie miałam nic do basiora, ale wydawało mi się, że zachowuje się nieco dziwacznie, inaczej przy mnie, a inaczej przy innych wilkach. Pewnie znowu będzie to samo. Znowu zostanę sama. Eh. A już tak liczyłam na prawdziwą przyjaźń.
Obróciłam się z gracją i ruszyłam szukać jaskini. Nie chciałam tym razem lecieć, bo skrzydło trochę mnie bolało.
- Przepraszam. - powiedziałam trochę zmieszana - Ale wiesz co, żałuj, że nie widziałeś swojej miny... - lekko się uśmiechnęłam.

<Luck?>

Od Dhirena

Niedawno wyruszyłem z Kishanem i Kelsey z wioski, gdzie opiekowali się nami pewni starcy. Byliśmy im bardzo wdzięczni za to co dla nas zrobili, ale zrozumieliśmy, że nie możemy tak żyć nieustannie. Dlatego postanowiliśmy odejść. Dołączyliśmy do watahy Avalon, gdzie przyjęli nas z otwartymi ramionami. Teraz przechadzałem się po jej terenach by poznać zasięg naszego domu. Nagle spotkałem pewną waderę. Wyglądała na sympatyczną, a na dodatek była dość urocza. Podszedłem do niej.
- Witam.- powiedziałem spokojnie i uśmiechnąłem się ukazując swoje biały zęby.- Jestem Dhiren, ale mów mi Ren.
- Ja Stream i niedawno dołączyłam do watahy Avalon.- odpowiedziała wadera.
- Ja też. Chciałabyś poznać mojego brata?- zapytałem.- Kishana?
<Stream?>

Od Livi - C.D. Asara

Przybrałam bojową postawę.
- Przestań przecież wiesz, że w pojedynku nie masz ze mną szans.- powiedział basior.
- Ale w wyścigu to ty ponosisz pewną przegraną.- zakpiłam.
Basior ruszył do przodu.
- Jaka trasa?- krzyknął.
- Biegnij za mną... jeśli nadążysz.- uśmiechnęłam się kpiąco.
Bez trudu prześcignęłam wilka i zdobyłam kilku metrową przewagę. Kiedy się zatrzymałam, a on mnie dogonił, położył się dysząc jakby przebiegł 100 kilometrów.
- Sądziłam, że pójdzie ci lepiej...- powiedziałam oglądając pazurki.
Ten spojrzał na mnie z ukosa.
- Miałaś zaprowadzić mnie do alfy.- warknął.
Wskazałam łapą na pobliską jaskinię. Ten wstał, opanował swój oddech i spokojnym krokiem wszedł do środka.

<Asar?>

Nowa czonkini Watahy Avalon!

Aria
Łucznik

Od Luck'a - C.D. Margaux


- Nie musisz spać na dworze.- powiedziałem spokojnie do wadery.- Dzisiaj możesz przenocować u mnie.... a jutro pomogę ci poszukać jaskini.
Wadera skinęła łbem niepewnie, że się zgadza. Ruszyliśmy w stronę mojego domu. Kiedy weszła do środka powiedziała:
- Ładnie się urządziłeś.
- Skromnie...- powiedziałem i wskazałem łapą na posłanie .- Tu spokojnie możesz zasnąć.
Dałem waderze trochę czasu na oswojeniem się z łożem, zostawiając ją samą w jaskini. Sam czekałem pod wejściem. Wkrótce nadeszła noc, a kiedy wadera zasnęła, wybrałem się na skałki nieopodal mej jaskini. Tam zasnąłem. W środku nocy obudził mnie nieznany zapach. Cicho wstałem i szybko pomknąłem do mojej jaskini po czym wziąłem wiszący na ścianie łuk ze strzałami i poszedłem cicho w poprzednie miejsce. Zza krzaków wyłonił się czarno- pomarańczowy wilk. Nie znałem go, miał całkiem obcy zapach. Wilk nie zauważył go. Nagle usłyszałem wycie. To Livi z innej watahy wyła. Napiąłem cięciwę łuku i wycelowałem w obcego. Ten słysząc wycie pobiegł w tamtą stronę. Czekałem do bladego świtu czy gość się nie pojawi. Kiedy słońce powoli i leniwie zaczęło wschodzić zza horyzontu wróciłem do jaskini. Wadery nie było w posłaniu, to też po powieszeniu łuku postanowiłem pójść jej poszukać. Ostrożnie odłożyłem łuk na miejsce, a kiedy odwróciłem łeb aż podskoczyłem. Margaux siedziała kilka minimetrów za mną i teraz wpatrywała się w e mnie swoimi dużymi i mądrymi oczami.
<Margaux?>

Nowy członek Watahy Armel!

Armin
Dypolomata

Nowa członkini Watahy Avalon!

Stream
Alchemik

Od Kast'a


Siedziałem sobie w swojej jaskini. A raczej spałem. Kiedy otworzyłem oczy zobaczyłem, że jest około południa. Ale jaki to był dzień! Piękny! Ale by się cudownie dziś walczyło! Kurde, no wszystkie moje myśli zmierzają ku wojnie i niebezpieczeństwie. Może warto się wybrać na spacer? Podźwignąłem się i powoli podszedłem do wyjścia. Zmrużyłem oczy. Dawno nie wychodziłem. Brzuch daje o sobie znać. Ruszyłem pędem do lasu. Zacząłem biegać jak oszalały i szukać jakiegoś (jakiegokolwiek) tropu. Po chwili poczułem zapach krwi jelenia. Zatrzymałem się. Na kamieniu jest kropla krwi.
- Ranny - uśmiechnąłem się mrocznie.
Po chwili za drzewem kuśtykał sobie jeleń. Bez skrupułów rzuciłem się na niego.
- Mogę się przyłączyć?? - zapytał głos. Nie wiem czy śmiały czy nieśmiały. - od rana nie mogę nic upolować.
- No.
Po chwili zza zarośli wyszedł/wyszła.

<no właśnie? Kto? Ma ktoś ochotę dokończyć?>

Od Vedis - C.D. Lary

Pochlipałam chwilę napoju. Podniosłam głowę i spojrzałam na wilczycę.
- Latałam dzisiaj na terenami, ale nie tylko naszymi - spojrzałam na nią znacząco. Moja mina była poważna.
Wadera lekko się dziwiła.
- I? - patrzyła na mnie z zaciekawieniem.
- U Armelów coraz więcej członków. Dołączyła tam jakaś samica, która pewnie zakochała się w tym twoim braciszku. Lata za nim i tnie głupa.
- Poleciałaś tam na przeszpiegi?! Jesteś medykiem, a nie szpiegiem! - wrzasnęła. - Mogło ci się coś stać!
- Spokojna głowa - machnęłam łapą - nie zauważyli mnie. Wiesz przecież, że jestem mega szybka - zaśmiałam się.
- To nie zmienia faktu, że ta wyprawa, a w dodatku samotna, była nierozważna! - krzyczała poirytowana.
- Przecież nic mi nie jest, więc jaki jest problem? - przekrzywiłam lekko głowę i wbiłam w nią niezrozumiałe spojrzenie.

(Laruś? xD)

Nowi członkowie Watahy Avalon!

Dhiren
Medyk

&

 Kishan
Wojownik

&

  Kelsey
Łucznik
 

Od Asara - Moja historia i drobna sprzeczka.


Pochodzę z dalekiej watahy, gdy skończyłem dwa lata odłączyłem się od niej i praktycznie nie mam pojęcia czy wataha wciąż jest czy ktoś żyję czy już jej nie ma, ale nie jestem zbyt tym zainteresowany. Kiedy opuściłem swój dom, byłem zagubiony, umiałem tylko polować, nie miałem pojęcia co zrobić gdy ktoś mnie zaatakuje, pewnego dnia spotkałem innego wilka, starego mędrca który zaczął mnie uczyć, tak poznałem techniki walki i zaczął budzić się we mnie "ogień" chciałem nad nim panować, tak więc przez następne dwa lata kiedy zostałem sam, ogień, jego druga strona medalu była ze mną zawsze, zawsze kiedy jej potrzebowałem, zamieniałem się i mogłem wszystko.(niedosłownie) Powoli życie pustelnika zaczęło mi ciążyć tak więc postanowiłem znaleźć watahę, nową, poszukiwania zakończyły się tutaj.
Błądziłem po czyichś terenach, wiedziałem że nie jestem na niczyim terenie, czułem obecność innych wilków ale nigdzie jakoś nie było nikogo, widać. Nagle wyczułem silniejszy zapach więc zacząłem biec w tamtą stronę, wbiegłem na polane, był tam jakiś jeleń, spłoszył się, zza wysokiej trawy wyszła wadera, miała ciemną sierść z niebieskimi odmianami, szybkim krokiem zmierzała w moją stronę
- Dzięki! Wielkie dzięki! Od godziny czychałam na tego jelenia! - wykrzyczała, zaśmiałem się
- Bawi cię to?!
- Trochę - odrzekłem z uśmiechem - Skąd miałem wiedzieć że polujesz?
- Trzeba było uważać się upewnić a nie wbiegać na polane jak stado byków!
- Trzeba było krzyknąć że polujesz - powiedziałem z sarkazmem
- Kim ty w ogóle jesteś?
- Jestem Asar i szukam alfy tej watahy, może mogłabyś mi pomóc?

<<Livi?Dokończysz?>>

Nowy członek Watahy Armel!

Asar
Zabójca

Od Margaux - C.D. Luck'a


Podeszłam bliżej basior i dosłownie zmierzyłam go wzrokiem. Nie wiedziałam kim jest, jednak najbardziej zaintrygowały mnie znaki na jego prawym boku. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. Nie zwróciłam nawet uwagi na to co akurat do mnie mówił. Spojrzałam tylko na swój wisior, a w nim znowu zaczęła pojawiać się mgła.
- Co mówiłeś? - zapytałam już trochę spokojniej. - Nie usłyszałam. Ciekawy znak masz na prawym boku.
- Pytałem się, czy należysz do jakiejś watahy. Znam jedną, sam do niej należę. - powiedział obracając się i spoglądając na znak.
- Tak w ogóle to miło Cię poznać. Margaux jestem. Przepraszam za moje zachowanie, ale zrozum mnie... Wyskakujesz na mnie nie wiadomo skąd, nie wiedziałam co robić. - mówiłam już całkiem uspokojona. - To może zaprowadzisz mnie do Alfy czy coś.
Luck skinął głową i ruszyliśmy. Rozmowa wcale się nie kleiła. Zamieniliśmy kilka słów i szliśmy tak bez słowa. Cały czas intrygował mnie znak na prawym boku basiora. Wydawał się taki inny. Nigdy takiego nie widziałam. Ciekawe, czy gdzieś go odziedziczył? Czy to po ojcu, po matce, po dalszej rodzinie? Czy to normalne.
Po dłuższej chwili dotarliśmy do jaskini Alfy. Była sama. Podeszłam do niej. Porozmawiałyśmy dłuższą chwilę. Ta przyjęła mnie do watahy i przydzieliła mi stanowisko. Łowca? Może być. Polować umiem więc powinno być okej.
- Dziękuję. - rzuciłam w stronę Lary i wyszłam.
Luck czekał na mnie. Nie wiem czemu. Było już późno, on mógł udać się do jaskini, żeby spać. Normalne, każdy musi spać.
- Idź spać. Męczący dzień. - powiedziałam trochę poirytowana zainteresowaniem basiora moją osobą. - Ja się tutaj zdrzemnę, a jutro poszukam jaskini.

<Luck?>



piątek, 27 grudnia 2013

Od Luck'a - C.D. Margaux


Przechadzałem się po terenach nowej watahy kiedy usłyszałem dźwięki kroków. Skryłem się w w pobliskich krzakach i obserwowałem. Kiedy ujrzałem stworzenie moje serce zabiło mocniej. Nic się teraz dla mnie nie liczyło. Widziałem ją i tylko ją. Była koloru niebieskawego z żółtymi pasmami i olbrzymimi skrzydłami. Była jak słońce- piękna. No ale cóż... Mogła stanowić zagrożenie dla watahy. Postanowiłem zaatakować (z bólem serca) kiedy ułożyła się do snu. Wskoczyłem na nią, a ta zrzuciła mnie gwałtownie. Nie chciałem robić jej krzywdy. Wadera uniosła się w powietrze, a wtedy ujrzałem ją w całej okazałości. Mowę mi odebrało i dopiero po krótkiej chwili zorientowałem się, że coś do mnie mówi.
- Spokojnie.- odpowiedziałem, choć moje serce biło jak szalone.- Chcę tylko pogadać.
- To mogłeś spokojnie, jak cywilizowany wilk podejść do mnie i pogadać, a nie od razu skakać i atakować!- oburzyła się lądując.
- Przepraszam...- wymamrotałem.- Należysz może do jakiejś watahy?
Popatrzyła na mnie z ukosa.
- Właśnie odeszłam.- odpowiedziała markotnie.
- To może dołączysz do mojej?- zapytałem z małą nadzieją.- A tak przy okazji jestem Luck.
 
<Margaux??>

Od Margaux





Pora wyruszyć. Pora zostawić dotychczasowe życie i zacząć coś całkiem nowego. W swojej jaskini spakowałam wszystkie potrzebne rzeczy i poszłam pożegnać się z rodziną. Jak zawsze rodzice zajęci swoimi sprawami nie przejmowali się mną praktycznie w ogóle. Burkli coś na pożegnanie. Ines tak samo. Nie przejmowałam się tym. Nigdy nie poświęcali mi najmniejszej uwagi. Zawsze byłam dla nich obojętna, więc to nie mogło się zmienić. Bez zastanowienia ruszyłam w stronę jaskini dziadka - jedynego wilka, na którym mi zależało. Kiedy weszłam do jaskini stary basior spał. Podeszłam ostrożnie.
- Witaj dziadku. Wyruszam... - powiedziałam przygaszonym głosem, gdyż nie chciałam zostawiać go tutaj samego.
- Witaj ma wnuczko. - mruknął ziewając - Wiedziałem, że ta chwila kiedyś nadejdzie. Wiedziałem, że wyruszysz, widziałam to we śnie. - uśmiechnął się.
- Ja tutaj nie wytrzymam już dłużej. Chcę zacząć nowe życie... W nowym miejscu... Nie chcę Cię również zostawiać samego... Przecież jesteś moim ukochanym dziadkiem. - mówiłam smutna. -
A może wyruszysz ze mną? Proszę Cię...
- Stary już jestem moja droga. - zaśmiał się - Ty jednak masz szanse na lepsze życie. Idź. - basior ruszył się i po chwili wyciągnął kilka zakurzonych ksiąg - To masz ode mnie. To Ci pomoże moja droga. Zapanować nad drugą Tobą. Pamiętaj jednak, że to wymaga czasu.
Spakowałam księgi do torby, ucałowałam dziadka i wyszłam. Biegłam na oślep. Nie wiedziałam dokąd zmierzam, wiedziałam jednak, że muszę. Biegłam kilka dni. Byłam dosyć wycięczona. Usiadłam pod pewnym drzewem i napiłam się eliksiru, który trochę przywrócił mi siły. Rozłożyłam skrzydła i ułożyłam się do snu. Zanim jednak usnęłam usłyszałam głosy. Zza krzaków wyskoczył na mnie wielki, brązowy basior, z jakimiś śmiesznymi znakami na boku. Ja jednak zrzuciłam go. Ponownie rozłożyłam skrzydła i wzleciałam kilka metrów nad ziemię.
- Jak śmiesz przeszkadzać mi w odpoczynku?! - krzyknęłam z góry - Chyba nie wiesz z kim masz do czynienia. - mówiłam trochę poirytowana.

<Luck? Zechcesz?>

Nowa członkini Watahy Armel!

Livi
Łowca

Nowa członkini Watahy Avalon!

Margaux
Łowca

Od Lary - C.D. Kast'a

- Moje imię to Lara, a twoje?
- Kast.
- Nie jesteś chyba zbyt rozmowny, co?- spytałam, a samiec tylko kiwnął głową.
- To ja może pójdę poszukać sobie jaskini?- spytał trochę niepewnie.
- Dobra. Pomóc ci...- nie zdążyłam dokończyć, ponieważ basior odszedł.
Wzruszyłam ramionami i udałam się w kierunku mojej jaskini. Wzięłam do ręki gruby dziennik i pióra, a potem położyłam się w kącie. Księga była oprawiona w białą skórę i była dość pokaźnej grubości. Oczywiście, nie wszystkie strony były jeszcze zapisane. Był to mój dziennik, w którym spisywałam odkrycia po przeszpiegach, zwiedzaniu terenów. Przełożyłam kilka kartek i zaczęłam pisać:
,, Na dnie jeziora znajduje się wejście do podwodnej jaskini. Kiedy wyjdzie się w suchej części można zauważyć, że rośnie tam ciekawa roślina. Wyrwałam jedną. Łodyga i liście mają szarawo - zielony kolor, a kwiaty czarną barwę. Nie odkryłam jeszcze jej właściwości."
Pod opisem odwzorowałam wygląd kwiatu. Wtedy usłyszałam pukanie. Uniosłam wzrok znad księgi i zobaczyłam Vedis.
- Wchodź, wchodź.- powiedziałam wstając.
Schowałam dziennik pod poduszkę i podeszłam do wilczycy.
- Napijesz się czegoś?- spytałam.
- Chętnie. Może napar z jagód?
- Dobra myśl. -powiedziałam uśmiechając się.
Szybko przygotowałam dwa napoje i usiadłam naprzeciw wilczycy.
- Co cię do mnie sprowadza?- spytałam zamyślona.

(Vadis?)

Nowy członek Watahy Avalon!

Luck
Szaman

Od Kast'a


Obnażyłem kły i cały nastroszony podszedłem do krzaka.
- Pokaż się - warknąłem - wyłaź tchórzu!
Zza krzaku wyskoczył słodki biały zając. Nie straciłem pewności siebie.
- Kto cię przysłał!
O... Tak. Jestem szaleńcem. Mały biały zajączek - sługa zła. Rozluźniłem wszystkie napięte mięśnie. Już miałem odejść, ale... Zaraz, zaraz - coś tu nie gra. Nie dośc, że ten porąbany zając nie ma jednego oka, to tęczówka drugiego jest czerwona jak krew. To nie zając, już prędzej zajęczyca ale też nie.
- Levander, uwolnij tego miłego puszystego stwora i stań tu w całej swej okazałości - powiedziałem do wilczycy. Nie zająca - wilczycy.
Stanęła przede mną wbrew pozorom przyjazna wilczyca.

- Kasssst - zasyczała.
- Długo mnie śledzisz?
- Od ssssamego początku - powiedziała i rzuciła się wprost na mnie z kłami i pazurami.
- NIE! - wrzasnąłem. Jestem cały spocony na dodatek leżę na miękkim mchu.
- Jestem mocno przekręcony - gadam do siebie.
Podniosłem się z trudem. Szukam swojego talizmanu - uff na miejscu.
I rozpoczynam od nowa moją wędrówkę do nikąd. Przede mną pojawił się krzak. I znów się trzęsie!
- Levander przyjdź w swojej prawdziwej postaci! - krzyknąłem. - Levander?! Wyłaź!
- Jaka Levander do cholery? Jestem... KIM JESTEŚ?
- Nie tym kogo szukasz - warknąłem.
- Czemu jesteś na terenie mojej watahy?!
- Nie jestem na niczyim terenie. To las.
- A nie! Widzisz to drzewo? To nasza granica. Przekrocz je z powrotem na drugą stronę, a możemy udawać, że nic się nie wydarzyło.
- A... Macie tam jedzenie? - poczułem w końcu ten głód.
- Przed chwilą skończyło się zbiorowe polowanie - powiedziała patrząc na mnie podejrzliwie - Jak chcesz dam ci udko od mojego jelenia, ale później...
- Co ile macie takie polowania?
- Co kilka dni. Ale ogólnie to każdy je kiedy chce.
I tak rozmawiając doszliśmy do watahy.
- Jak masz na imię? - zapytałem.

<Lara??>



Pierwsi członkowie Watahy Avalon!

 
Vedis
Samica Beta/ Główna medyczka

&

 
Kast
Dowódca


Post powitalny!

Witajcie! Z tej strony Lara, Alfa Watahy Avalon. Ja oraz Miria założyłyśmy tą watahę z myślą, że dołączy tu przynajmniej kilka aktywnych osób.  Liczymy na szybkie rozwinięcie się watahy. Mamy nadzieję, że nas polubicie, tak samo jak watahę. (:
Ogłaszam, że wataha zostaje oficjalnie OTWARTA!

~~ Alfa Watahy Avalon, Lara