Cat Paw Print

niedziela, 29 grudnia 2013

Od Armina - C.D. Lary


Ruszyłem z niezadowoleniem za Alfą watahy Avalon. Czułem do niej niechęć. Sam nie wiem dlaczego. Przyjrzałem się wilczycy. Jej futro było szaro - białe, na głowie stawało się dłuższe i zmieniało kolor na czerwony. Miała bardzo delikatną budowę ciała. Czy była ładna? Zapewne.
- Jestem Lara, córka Avalon i Artaira, Alfa Watahy Avalon. Mam 3 lata - powiedziała nagle obracając się przez ramię. - Uznałam, że powinieneś wiedzieć.
- I tak będę zwracać się do Ciebie per Alfo, ta wiedza nie jest mi do niczego potrzebna - odparłem. Nie było to może zbyt kulturalne z mojej strony, ale perspektywa częstego kontaktu tą wilczycą nie napawała mnie wielkim szczęściem.
- Nie bądź takim mrukiem, powiedz przynajmniej kim jesteś - poprosiła z lekkim uśmiechem. Wiedziałem, że nie da mi spokoju i postanowiłem krótko się przedstawić.
- Armin, lat 4. Syn Petry i Leviego z Oddziału Do Operacji Specjalnych watahy Zwiadowców. Formalnie należę do watahy Armel, ale i z Twoją będę miał częsty kontakt, więc prawdę mówiąc, nie należę do żadnej lub do obu jednocześnie. Jestem słaby fizycznie, specjalizuję się w przemowach. Lubię psychologię - powiedziałem na początek. Kiedy zastanawiałem się czy nie dodać czegoś jeszcze, Lara wtrąciła:
- Nadajesz się na stanowisko dyplomaty.
- Dziękuję.
- Jesteśmy na miejscu. Tu mieszkam. Zapraszam.
Wszedłem do jamy powoli, uważając żeby nie potknąć się w progu (ale i tak na chwilę straciłem równowagę - jak zawsze)
W środku panował półmrok. Ogółem, lokum Alfy było duże i przestronne, nie tak jak moje - małe i ciasne, ale przytulne. Rozejrzałem się bez słowa po czym spojrzałem na wilczycę.
- Przyszedłeś z wiadomością - przypomniała.
- Tak. Twój brat, mimo moich usilnych starań i przekonań, nie chce przystać na rozejm. Bardzo mnie to trapi, ponieważ ciągła wojna jest wielkim utrudnieniem życia innych członków watahy. Assair odrzucił też Twoją propozycję narady w gronie w składzie Ty i on. Przede wszystkim - Twój brat twierdzi, że będzie nienawidził Cię do końca życia i rozejm nigdy nie nastanie. Nadal żywi do Ciebie, zupełnie bezpodstawną moim zdaniem, nienawiść - wyjaśniłem powoli. W oczach Lary pojawił się smutek.
- Szkoda - powiedziała wyraźnie zawiedziona. - No cóż, skoro Assair się nie zgadza, nadal będziemy prowadzić wojnę. A teraz najważniejsze. Zostajesz na obiad u mnie czy idziesz do siebie?
Popatrzyłem na nią zaskoczony. Prawdę mówiąc, mój obiad składał się właściwie z niczego, ale nie byłem zbytnio zachwycony tą propozycją. Wilczyca uznała jednak moje milczenie za znak zgody.
- Więc zostajesz. Dobrze - mruknęła sama do siebie, unosząc lekko kąciki ust. Westchnąłem zrezygnowany.

<Lara?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz