Idę we mgle brzegiem rozległego jeziora.
Zewsząd dochodzą dźwięki chlupotania wody i ptasie śpiewy, aczkolwiek
słyszę je, jakby przez niewidzialną ścianę. Siadam, głęboko zamyślona,
na kamieniu, gęsto porośniętym zielonym mchem. Cały ten spór między
watahą Avalon i Armel, wydaje mi się dziwny. Nie czuję się bardziej po
tej ani po tamtej stronie. Przecież w obydwóch watahach są wilki,
obydwie mają dobrych przywódców, więc po co ta walka?
I tak jestem pod wrażeniem, że dołączyłam do jakiejkolwiek, zwartej grupy. Zawsze gdzieś mnie nosiło, ale teraz uznałam, że zostanę tu, na jakiś czas.
Grzebię dobie patykiem w mulistym dnie. Nagle ptaki cichnął. Echem toczy się się ciche trzaśnięcie gałązki, a potem nieco głośniejsze 'PLUM!'. Odskakuję jak oparzona od wody, do której właśnie wskoczył wilk. Przywieram do górskiej ściany. Po chwili z wody wynurza się mokra głowa. Basior szczerz zęby w uśmiechu:
- O, no proszę, nie wiedziałem, że jest tu ktoś jeszcze - gapię się jak głupia na wystający łeb i nie wiem co powiedzieć.
I tak jestem pod wrażeniem, że dołączyłam do jakiejkolwiek, zwartej grupy. Zawsze gdzieś mnie nosiło, ale teraz uznałam, że zostanę tu, na jakiś czas.
Grzebię dobie patykiem w mulistym dnie. Nagle ptaki cichnął. Echem toczy się się ciche trzaśnięcie gałązki, a potem nieco głośniejsze 'PLUM!'. Odskakuję jak oparzona od wody, do której właśnie wskoczył wilk. Przywieram do górskiej ściany. Po chwili z wody wynurza się mokra głowa. Basior szczerz zęby w uśmiechu:
- O, no proszę, nie wiedziałem, że jest tu ktoś jeszcze - gapię się jak głupia na wystający łeb i nie wiem co powiedzieć.
<Kishan? Zechcesz dokończyć?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz