Przechadzałem się po terenach nowej
watahy kiedy usłyszałem dźwięki kroków. Skryłem się w w pobliskich
krzakach i obserwowałem. Kiedy ujrzałem stworzenie moje serce zabiło
mocniej. Nic się teraz dla mnie nie liczyło. Widziałem ją i tylko ją.
Była koloru niebieskawego z żółtymi pasmami i olbrzymimi skrzydłami.
Była jak słońce- piękna. No ale cóż... Mogła stanowić zagrożenie dla
watahy. Postanowiłem zaatakować (z bólem serca) kiedy ułożyła się do
snu. Wskoczyłem na nią, a ta zrzuciła mnie gwałtownie. Nie chciałem
robić jej krzywdy. Wadera uniosła się w powietrze, a wtedy ujrzałem ją w
całej okazałości. Mowę mi odebrało i dopiero po krótkiej chwili
zorientowałem się, że coś do mnie mówi.
- Spokojnie.- odpowiedziałem, choć moje serce biło jak szalone.- Chcę tylko pogadać.
- To mogłeś spokojnie, jak cywilizowany wilk podejść do mnie i pogadać, a nie od razu skakać i atakować!- oburzyła się lądując.
- Przepraszam...- wymamrotałem.- Należysz może do jakiejś watahy?
Popatrzyła na mnie z ukosa.
- Właśnie odeszłam.- odpowiedziała markotnie.
- To może dołączysz do mojej?- zapytałem z małą nadzieją.- A tak przy okazji jestem Luck.
- Spokojnie.- odpowiedziałem, choć moje serce biło jak szalone.- Chcę tylko pogadać.
- To mogłeś spokojnie, jak cywilizowany wilk podejść do mnie i pogadać, a nie od razu skakać i atakować!- oburzyła się lądując.
- Przepraszam...- wymamrotałem.- Należysz może do jakiejś watahy?
Popatrzyła na mnie z ukosa.
- Właśnie odeszłam.- odpowiedziała markotnie.
- To może dołączysz do mojej?- zapytałem z małą nadzieją.- A tak przy okazji jestem Luck.
<Margaux??>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz