- Yy?! - zareagowałem dość gwałtownie. Pomysł niezbyt mi się podobał, nie powiem.
Zawsze byłem słaby fizycznie, kiedyś nawet próbowałem to zmienić. Chciałem dołączyć do oddziału mojego ojca. Ćwiczyłem, wyciskałem z siebie siódme poty, dawałem z siebie 110% a potem okazało się, że i tak byłem najgorszy z kadetów. Zawiedziony, zawstydzony i przede wszystkim zezłoszczony na samego siebie postanowiłem opuścić watahę Zwiadowców, bo nie było w niej dla mnie miejsca. Zostawiłem dwójkę najlepszych przyjaciół, Erena i Mikasę, którzy byli jakieś sto razy lepsi ode mnie i ruszyłem w świat. Każdego dnia, tygodnia, miesiąca męczyła mnie przykra myśl - zawiodłem mojego tatę, najsilniejszego żołnierza świata.
Westchnąłem. Nie powinienem sobie tego przypominać. Poczułem ból w sercu, ten ból, który zmusił mnie do opuszczenia rodziny i przyjaciół. Pomyślałem nagle o mamie - jak zniosła moje odejście? Może zniszczyłem spokój panujący w naszej rodzinie? Ja, Armin, jedyne dziecko Petry i Leviego, doprowadziłem do rozpadu ich uczucia i zaufania. Zaszkliły mi się oczy. Niemożliwe. Tata kochał mamę bardziej niż ktokolwiek inny kogokolwiek innego na świecie. Nie mogli się rozejść z powodu ich głupiego i słabego syna.
- Hej, Armin? - głos Lary przywołał mnie z powrotem na ziemię.
- Przepraszam, zamyśliłem się - odparłem nadal trochę rozkojarzony.
- Chcesz ze mną trenować ? – zapytała ponownie.
- Ekhm… nie wiem sam. Odszedłem z rodzinnej watahy z powodu mojej niewydolności fizycznej. Męczyłem się tam całe 3 lata, dawałem z siebie 110% a potem okazało się, że jestem najgorszy. Zraziłem się do tego. Przyzwyczaiłem się. Armin - słabeusz, niezdara, mądrzy się i niczego innego nie potrafi. Te określenia przylepiły się do mnie na dobre, nie ma żadnej siły, która zdołałaby je odlepić. Mogę z Tobą trenować, jeśli bardzo tego pragniesz, ale nie oczekuj, że będę czerpał z tego przyjemność i w jakiś sposób się poprawię. To jest niemożliwe. Coś za coś - umiem przemawiać, ale jestem słaby fizycznie. Po mojej stronie zawsze stał ktoś silniejszy, ktoś kto mógł mnie obronić. Mój ojciec. Eren. Mikasa. Chowam się za silniejszymi od siebie i wiem, że nigdy im nie dorównam… - mówiłem. Zdałem sobie sprawę, że po pierwsze - powiedziałem za dużo, po drugie - zanudziłem Larę. Trudno, historia takiego mięczaka jak ja jest naprawdę nudna. Spojrzałem na wilczycę, a ona, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, słuchała mnie z zaciekawieniem. Oczekiwałem, że mnie wyśmieje, ale najwyraźniej nie miała zamiaru tego zrobić. Może jest lepszą wilczycą, niż mi się wydaje?
<Lara?>
Zawsze byłem słaby fizycznie, kiedyś nawet próbowałem to zmienić. Chciałem dołączyć do oddziału mojego ojca. Ćwiczyłem, wyciskałem z siebie siódme poty, dawałem z siebie 110% a potem okazało się, że i tak byłem najgorszy z kadetów. Zawiedziony, zawstydzony i przede wszystkim zezłoszczony na samego siebie postanowiłem opuścić watahę Zwiadowców, bo nie było w niej dla mnie miejsca. Zostawiłem dwójkę najlepszych przyjaciół, Erena i Mikasę, którzy byli jakieś sto razy lepsi ode mnie i ruszyłem w świat. Każdego dnia, tygodnia, miesiąca męczyła mnie przykra myśl - zawiodłem mojego tatę, najsilniejszego żołnierza świata.
Westchnąłem. Nie powinienem sobie tego przypominać. Poczułem ból w sercu, ten ból, który zmusił mnie do opuszczenia rodziny i przyjaciół. Pomyślałem nagle o mamie - jak zniosła moje odejście? Może zniszczyłem spokój panujący w naszej rodzinie? Ja, Armin, jedyne dziecko Petry i Leviego, doprowadziłem do rozpadu ich uczucia i zaufania. Zaszkliły mi się oczy. Niemożliwe. Tata kochał mamę bardziej niż ktokolwiek inny kogokolwiek innego na świecie. Nie mogli się rozejść z powodu ich głupiego i słabego syna.
- Hej, Armin? - głos Lary przywołał mnie z powrotem na ziemię.
- Przepraszam, zamyśliłem się - odparłem nadal trochę rozkojarzony.
- Chcesz ze mną trenować ? – zapytała ponownie.
- Ekhm… nie wiem sam. Odszedłem z rodzinnej watahy z powodu mojej niewydolności fizycznej. Męczyłem się tam całe 3 lata, dawałem z siebie 110% a potem okazało się, że jestem najgorszy. Zraziłem się do tego. Przyzwyczaiłem się. Armin - słabeusz, niezdara, mądrzy się i niczego innego nie potrafi. Te określenia przylepiły się do mnie na dobre, nie ma żadnej siły, która zdołałaby je odlepić. Mogę z Tobą trenować, jeśli bardzo tego pragniesz, ale nie oczekuj, że będę czerpał z tego przyjemność i w jakiś sposób się poprawię. To jest niemożliwe. Coś za coś - umiem przemawiać, ale jestem słaby fizycznie. Po mojej stronie zawsze stał ktoś silniejszy, ktoś kto mógł mnie obronić. Mój ojciec. Eren. Mikasa. Chowam się za silniejszymi od siebie i wiem, że nigdy im nie dorównam… - mówiłem. Zdałem sobie sprawę, że po pierwsze - powiedziałem za dużo, po drugie - zanudziłem Larę. Trudno, historia takiego mięczaka jak ja jest naprawdę nudna. Spojrzałem na wilczycę, a ona, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, słuchała mnie z zaciekawieniem. Oczekiwałem, że mnie wyśmieje, ale najwyraźniej nie miała zamiaru tego zrobić. Może jest lepszą wilczycą, niż mi się wydaje?
<Lara?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz