Cat Paw Print

niedziela, 29 grudnia 2013

Od Margaux - C.D. Luck'a

Wcale nie chciałam przystać na propozycję basiora odnośnie spaceru. Dla mnie ten pomysł był dosyć głupowaty, a do tego nie lubiłam chodzić, wolałam latać. Przecież mam do czegoś stworzone te skrzydła, prawda? Tym bardziej nie chciałam iść na randkę, czy coś. Chciałam mieć przyjaciela, ale jak widać, nawet na przyjaciela nie mogłam liczyć. Luck zachowywał się krótko mówiąc dziwacznie. Podobało mi się to. Nie wiem dlaczego, ale podobało się. Tak o.
- No nie wiem. - powiedziałam trochę poirytowana zachowaniem basiora - Przecież koleś ty mnie praktycznie nie znasz. - mówiłam całkiem poważnie.
- To Cię poznam. - mówił proszącym głosem.
- Egh. No niech Ci będzie. - powiedziałam cicho - Ale pamiętaj, że to nie randka. Hihi. - zaśmiałam się po chichu z ironią w głosie.
Luck wrócił do siebie. Umówiliśmy się na 18 godzinę. Ja zaczęłam zwiedzać jaskinię. Niby wszystko spoko. Da się urządzić. Było nawet źródełko, z którego mogę się napić, w razie gdyby w nocy mi się zachciało. Postanowiłam, że tutaj zamieszkam. Dobiegała 18. Ja do tego czasu ogarnęłam największy brud i kurz. Umyłam łapy w źródełku i wyszłam przed jaskinię. Luck'a jeszcze nie było. Usiadłam więc i czekałam na niego. Nie musiałam długo czekać, a zza horyzontu wyłonił się brązowy wilk, niosąc w pysku kwiat.
- Dziękuję. - powiedziałam próbując zrobić uśmiech. - Mam nadzieję, że pamiętasz, że to nie randka? - mruknęłam spoglądając na kwiat.
- Tak wiem. To do udekorowania jaskini. - powiedział.
- Skąd wiesz, że jednak tutaj zamieszkałam? - powiedziałam odbierając różę.
Nasze pyski prawie się zetknęły. Zmieszałam się. On chyba też.
- Skoro tutaj czekasz, to wnioskuję, że jednak tutaj mieszkasz. - powiedział uśmiechając się.
- Tak. - prychnęłam - No to gdzie idziemy? - zapytałam jeszcze trochę zmieszana. - Chyba wiesz, gdzie mnie zaprowadzisz?
- Tak pewnie. - powiedział uśmiechnięty.
Szliśmy w milczeniu. Nie chciałam rozmawiać. On tylko prowadził mnie gdzieś, a ja cały czas spoglądałam na jego lewy bok i na te tajemnicze znaki. Doszliśmy na jakąś polanę. Kwiaty i tak dalej. I on uważał, że to nie randka? Bierze waderę w takie miejsce i mówi, że to tylko zlot przyjacielski. Eh. Usiedliśmy na tajemniczej polanie.
- Mogę Cię o coś zapytać?
- Wal śmiało. - odpowiedział.
- Co to za znaki na twoim lewym boku? Bardzo mi się podobają... Nigdy takich nie widziałam. - powiedziałam ledwo dostrzegalnie uśmiechając się.

<Luck?>



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz