Podeszłam bliżej basior i dosłownie
zmierzyłam go wzrokiem. Nie wiedziałam kim jest, jednak najbardziej
zaintrygowały mnie znaki na jego prawym boku. Nigdy czegoś takiego nie
widziałam. Nie zwróciłam nawet uwagi na to co akurat do mnie mówił.
Spojrzałam tylko na swój wisior, a w nim znowu zaczęła pojawiać się
mgła.
- Co mówiłeś? - zapytałam już trochę spokojniej. - Nie usłyszałam. Ciekawy znak masz na prawym boku. - Pytałem się, czy należysz do jakiejś watahy. Znam jedną, sam do niej należę. - powiedział obracając się i spoglądając na znak. - Tak w ogóle to miło Cię poznać. Margaux jestem. Przepraszam za moje zachowanie, ale zrozum mnie... Wyskakujesz na mnie nie wiadomo skąd, nie wiedziałam co robić. - mówiłam już całkiem uspokojona. - To może zaprowadzisz mnie do Alfy czy coś. Luck skinął głową i ruszyliśmy. Rozmowa wcale się nie kleiła. Zamieniliśmy kilka słów i szliśmy tak bez słowa. Cały czas intrygował mnie znak na prawym boku basiora. Wydawał się taki inny. Nigdy takiego nie widziałam. Ciekawe, czy gdzieś go odziedziczył? Czy to po ojcu, po matce, po dalszej rodzinie? Czy to normalne. Po dłuższej chwili dotarliśmy do jaskini Alfy. Była sama. Podeszłam do niej. Porozmawiałyśmy dłuższą chwilę. Ta przyjęła mnie do watahy i przydzieliła mi stanowisko. Łowca? Może być. Polować umiem więc powinno być okej. - Dziękuję. - rzuciłam w stronę Lary i wyszłam. Luck czekał na mnie. Nie wiem czemu. Było już późno, on mógł udać się do jaskini, żeby spać. Normalne, każdy musi spać. - Idź spać. Męczący dzień. - powiedziałam trochę poirytowana zainteresowaniem basiora moją osobą. - Ja się tutaj zdrzemnę, a jutro poszukam jaskini. <Luck?> |
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz