Hm... Ale ze mnie idiota. Obudziłem dziś w
nocy całą watahę. Po śniła mi się Levander - z watahy słodkiej krwi.
Jestem żałosny! Chyba czas się w końcu czymś zająć. Siadłem więc. Tak.
To jest dobre zajęcie. Mało wyczerpujące. Ale i mało atrakcyjne. Ale ze
mnie idiota - walnąłem głową w ścianę.
- Hej! - usłyszałem głos. Męski. - budzisz całą watahę a teraz co?! Walisz głową w ścianę?!
- Czyta w myślach.
- Ale z ciebie...
- ... Idiota.
- Czyta w myślach. Nie, wcale nie. Tylko powtarzałem sobie to przez 15 minut, a później znalazłem cudowne zajęcie a mianowicie siadłem i tak sobie siedziałem przez około godzinę. A później uznałem, że jest to całkiem bez sensu. Ja jestem bez sensu. Nie mam życiowego celu. Cały czas się nad sobą użalam i mam durne przywidzenia.
Opadłem na ziemię zrezygnowany.
- Łooo... No niezłe bagno.
- Bagno - prychnąłem - mało powiedziane. Jestem skończony. To wszystko przez tą przeszłość. Nie umiem już się uśmiechać albo inaczej - robię to tak rzadko, że jest to wręcz przerażające.
Wilk słuchał z zamyśleniem. Był spokojny, nie przerywał. Podobało mi się to.
- Ja masz na imię? - zapytał.
- Jestem Kast. A ty?
- Ja jestem Dihren.
Chwilę później rozmawialiśmy. Właściwie to ja gadałem. On miał w sobie to coś... Taki... Spokój. Czasami jak oczekiwałem odpowiedzi on odzywał się najlepszą z możliwych odpowiedzi. Zrobiło się ciemno.
- Musze lecieć - powiedział Dihren po zakończeniu mojego monologu. Kolejnego.
- Jasne... A... Może przyjdziesz jutro?? - zapytałem
<Dihren??>
- Hej! - usłyszałem głos. Męski. - budzisz całą watahę a teraz co?! Walisz głową w ścianę?!
- Czyta w myślach.
- Ale z ciebie...
- ... Idiota.
- Czyta w myślach. Nie, wcale nie. Tylko powtarzałem sobie to przez 15 minut, a później znalazłem cudowne zajęcie a mianowicie siadłem i tak sobie siedziałem przez około godzinę. A później uznałem, że jest to całkiem bez sensu. Ja jestem bez sensu. Nie mam życiowego celu. Cały czas się nad sobą użalam i mam durne przywidzenia.
Opadłem na ziemię zrezygnowany.
- Łooo... No niezłe bagno.
- Bagno - prychnąłem - mało powiedziane. Jestem skończony. To wszystko przez tą przeszłość. Nie umiem już się uśmiechać albo inaczej - robię to tak rzadko, że jest to wręcz przerażające.
Wilk słuchał z zamyśleniem. Był spokojny, nie przerywał. Podobało mi się to.
- Ja masz na imię? - zapytał.
- Jestem Kast. A ty?
- Ja jestem Dihren.
Chwilę później rozmawialiśmy. Właściwie to ja gadałem. On miał w sobie to coś... Taki... Spokój. Czasami jak oczekiwałem odpowiedzi on odzywał się najlepszą z możliwych odpowiedzi. Zrobiło się ciemno.
- Musze lecieć - powiedział Dihren po zakończeniu mojego monologu. Kolejnego.
- Jasne... A... Może przyjdziesz jutro?? - zapytałem
<Dihren??>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz