- Formalnie należę do watahy Twojego
brata i powinienem stać po jego stronie – powiedziałem kompletnie
wyrzuty z emocji. Znałem Assaira na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że nie
cofnie się przed niczym i się nie podda. Wyśle wszystkich swoich
wojowników na wojnę, nawet jeśli Lara zawrze sojusz ze wszystkimi
leśnymi stworami. - Gdybym nie powiedział mu o Twoich zamiarach uznano
by mnie za zdrajcę.
- Armin… - szepnęła błagalnie. Zaufała mi, ale prawdopodobnie jedynie przez ten mój głupi głos. - Praktycznie nie należę jednak do żadnej z watach, więc nie muszę mu nic mówić - dodałem robiąc głupawą minę. Wilczyca odetchnęła z ulgą. Jak ja lubię w ten sposób nabierać innych. - Ja idę teraz na trening. I oczekuję, że pójdziesz ze mną - oznajmiła nagle i wyszła z jaskini. Stwierdziłem, że jeśli z nią nie pójdę obrazi się na mnie. Nie żeby za bardzo mi to przeszkadzało, ale… zachowajmy pozory. Ruszyłem za nią. [***] Zaprowadziła mnie na swoją prywatną halę treningową. Wszędzie walały się łuki, sztylety i strzały. Rozejrzałem się uważnie. Na drzewach porozwieszane były tarcze różnej wielkości. Byłem, cóż, pod wrażeniem. Podniosłem jeden sztylet. Zadziwiająco dobrze leżał mi w łapie. Lara uśmiechnęła się do mnie. - Pojedynek? - zaproponowała. W jej dłoni błysnął inny sztylet, bardzo podobny to mojego. - Skoro chcesz - odparłem. Odrzuciłem ostrze, a Lara nie zauważyła tego i nadal trzymała swoje. ”Łatwizna.” - pomyślałem. Wiele razy trenowaliśmy to na szkoleniu dla kadetów. Zmrużyłem oczy, zmarszczyłem czoło. Przypomniałem sobie taktykę Annie. Podniosłem do góry lewy kącik ust. ”Wygram.” - stwierdziłem z nagłą pewnością siebie. Lara natarła. Walczyła dobrze i robiła świetne uniki. Była też silniejsza i bardziej wytrzymała ode mnie. Cóż, trudniej będzie jej pogodzić się z porażką. Ścisnąłem jej łapę w łokciu. Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, zrobiłem coś, czego się nie spodziewała. Wypchnąłem jej kończynę do przodu, wilczyca runęła na ziemię i wypuściła sztylet. Dyszała ciężko. Stałem chwilę nad nią, a później odwróciłem się i odszedłem kilka kroków. - Miałeś… ugh… przegrać… ugh… - wystękała wilczyca podnosząc się z ziemi. - Poza… tym… ugh… pojedynek… był… nie.. ugh… nierówny… Ja… miałam.. ugh… sztylet… a… Ty… nie… ugh… - Wataha Zwiadowców, nieustannie w stanie wojny z silniejszym od siebie przeciwnikiem. Ukończyłem 3 - letnie szkolenie. Nie mam talentu, ale mimo to jestem lepszy od większości wilków. Siła i wielkość nie decyduje o wygranej – odparłem z nagłą melancholią. Każda wzmianka o rodzinnej watasze sprawiała, że przypominałem sobie rodziców i przyjaciół, których tam zostawiłem.
<Lara?>
|
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz