Cat Paw Print

niedziela, 29 grudnia 2013

Od Armina - C.D. Lary


- Formalnie należę do watahy Twojego brata i powinienem stać po jego stronie – powiedziałem kompletnie wyrzuty z emocji. Znałem Assaira na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że nie cofnie się przed niczym i się nie podda. Wyśle wszystkich swoich wojowników na wojnę, nawet jeśli Lara zawrze sojusz ze wszystkimi leśnymi stworami. - Gdybym nie powiedział mu o Twoich zamiarach uznano by mnie za zdrajcę.
- Armin… - szepnęła błagalnie. Zaufała mi, ale prawdopodobnie jedynie przez ten mój głupi głos.
- Praktycznie nie należę jednak do żadnej z watach, więc nie muszę mu nic mówić - dodałem robiąc głupawą minę. Wilczyca odetchnęła z ulgą. Jak ja lubię w ten sposób nabierać innych.
- Ja idę teraz na trening. I oczekuję, że pójdziesz ze mną - oznajmiła nagle i wyszła z jaskini. Stwierdziłem, że jeśli z nią nie pójdę obrazi się na mnie. Nie żeby za bardzo mi to przeszkadzało, ale… zachowajmy pozory. Ruszyłem za nią.
[***]
Zaprowadziła mnie na swoją prywatną halę treningową. Wszędzie walały się łuki, sztylety i strzały. Rozejrzałem się uważnie. Na drzewach porozwieszane były tarcze różnej wielkości. Byłem, cóż, pod wrażeniem.
Podniosłem jeden sztylet. Zadziwiająco dobrze leżał mi w łapie. Lara uśmiechnęła się do mnie.
- Pojedynek? - zaproponowała. W jej dłoni błysnął inny sztylet, bardzo podobny to mojego.
- Skoro chcesz - odparłem. Odrzuciłem ostrze, a Lara nie zauważyła tego i nadal trzymała swoje. ”Łatwizna.” - pomyślałem. Wiele razy trenowaliśmy to na szkoleniu dla kadetów.
Zmrużyłem oczy, zmarszczyłem czoło. Przypomniałem sobie taktykę Annie. Podniosłem do góry lewy kącik ust. ”Wygram.” - stwierdziłem z nagłą pewnością siebie.
Lara natarła. Walczyła dobrze i robiła świetne uniki. Była też silniejsza i bardziej wytrzymała ode mnie. Cóż, trudniej będzie jej pogodzić się z porażką. Ścisnąłem jej łapę w łokciu. Otworzyła szeroko oczy ze zdumienia, zrobiłem coś, czego się nie spodziewała. Wypchnąłem jej kończynę do przodu, wilczyca runęła na ziemię i wypuściła sztylet. Dyszała ciężko. Stałem chwilę nad nią, a później odwróciłem się i odszedłem kilka kroków.
- Miałeś… ugh… przegrać… ugh… - wystękała wilczyca podnosząc się z ziemi. - Poza… tym… ugh… pojedynek… był… nie.. ugh… nierówny… Ja… miałam.. ugh… sztylet… a… Ty… nie… ugh…
- Wataha Zwiadowców, nieustannie w stanie wojny z silniejszym od siebie przeciwnikiem. Ukończyłem 3 - letnie szkolenie. Nie mam talentu, ale mimo to jestem lepszy od większości wilków. Siła i wielkość nie decyduje o wygranej – odparłem z nagłą melancholią. Każda wzmianka o rodzinnej watasze sprawiała, że przypominałem sobie rodziców i przyjaciół, których tam zostawiłem.

<Lara?>



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz