Słowa basiora bardzo do mnie trafiły, ale
on naprawdę nie wiedział z kim się zadaje. Po pewnym czasie po jego
boku zaczęło spływać złoto, z którego po chwili wyrósł piękny kwiat.
Podarował mi go, a ja uroniłam jedną łzę. On naprawdę nie wiedział kim
jestem, naprawdę nie wiedział w kogo zmieniam się pod wpływem emocji,
naprawdę nie wiedział co ja mogę mu zrobić. Eh.
- Nie uraziłeś mnie. Wręcz przeciwnie uświadomiłeś mi coś, o czym nikt nawet nie śmiał mi powiedzieć. Dziękuję. - powiedziałam trochę smutna - Ale ty nie wiesz z kim rozmawiasz. - prychnęłam po chwili - Ja zmieniam się w potwora i samo przebywanie ze mą jest niebezpieczne. - syknęłam - Traktuję Cię jak dobrego przyjaciela, ale nie możesz być nikim więcej, bo za bardzo boję się, że Cię skrzywdzę. - znowu powiedziałam trochę smutna.
- Nie jesteś wcale potworem! - krzyknął znowu - Jesteś Margaux moja dobra przyjaciółka. - znowu podniósł głos.
- Egh. Chyba naprawdę nie wiesz co mówisz. - powiedziałam i przewróciłam oczami - Chcesz zobaczyć? - powiedziałam trochę poirytowana.
Basior nic mi nie odpowiedział. Chyba nie wiedział po prostu co odpowiedzieć, albo co zrobić. Ja jednak postanowiłam, że pokażę mu kim jestem. Pokażę mu tą wielką, czarną istotę, która pojawia się pod wpływem emocji. I tak bardzo się rozzłościłam, że udało się. Moje futro i skrzydła zaczęły zmieniać barwę, a na ciele pojawiały się niebieskie naznaczenia. Basior stał jak osłupiały, a ja po chwili stanęłam przed nim już całkiem przemieniona.
- I co ty na to? - powiedziałam wręcz grubym głosem - Dalej chcesz się ze mną zadawać? - prychnęłam.
Umiałam już kontrolować tą drugą mnie.
- No widzisz. Nic nie mówisz. - syknęłam - Tak jak myślałam.
Luck zawiódł mnie. Myślałam, że ten jest moim przyjacielem, a on nic nie powiedziałam. Wiedziałam co to znaczy.
- Już raczej nigdy się nie spotkamy. Przyjacielu. - powiedziałam cicho. - Wiedziałam, że tak będzie. - znowu syknęłam.
Po tych słowa machnęłam czarnymi skrzydłami i zaczęłam lecieć do mojej jaskini.
- Nie uraziłeś mnie. Wręcz przeciwnie uświadomiłeś mi coś, o czym nikt nawet nie śmiał mi powiedzieć. Dziękuję. - powiedziałam trochę smutna - Ale ty nie wiesz z kim rozmawiasz. - prychnęłam po chwili - Ja zmieniam się w potwora i samo przebywanie ze mą jest niebezpieczne. - syknęłam - Traktuję Cię jak dobrego przyjaciela, ale nie możesz być nikim więcej, bo za bardzo boję się, że Cię skrzywdzę. - znowu powiedziałam trochę smutna.
- Nie jesteś wcale potworem! - krzyknął znowu - Jesteś Margaux moja dobra przyjaciółka. - znowu podniósł głos.
- Egh. Chyba naprawdę nie wiesz co mówisz. - powiedziałam i przewróciłam oczami - Chcesz zobaczyć? - powiedziałam trochę poirytowana.
Basior nic mi nie odpowiedział. Chyba nie wiedział po prostu co odpowiedzieć, albo co zrobić. Ja jednak postanowiłam, że pokażę mu kim jestem. Pokażę mu tą wielką, czarną istotę, która pojawia się pod wpływem emocji. I tak bardzo się rozzłościłam, że udało się. Moje futro i skrzydła zaczęły zmieniać barwę, a na ciele pojawiały się niebieskie naznaczenia. Basior stał jak osłupiały, a ja po chwili stanęłam przed nim już całkiem przemieniona.
- I co ty na to? - powiedziałam wręcz grubym głosem - Dalej chcesz się ze mną zadawać? - prychnęłam.
Umiałam już kontrolować tą drugą mnie.
- No widzisz. Nic nie mówisz. - syknęłam - Tak jak myślałam.
Luck zawiódł mnie. Myślałam, że ten jest moim przyjacielem, a on nic nie powiedziałam. Wiedziałam co to znaczy.
- Już raczej nigdy się nie spotkamy. Przyjacielu. - powiedziałam cicho. - Wiedziałam, że tak będzie. - znowu syknęłam.
Po tych słowa machnęłam czarnymi skrzydłami i zaczęłam lecieć do mojej jaskini.
<Trochę dramatyzmu. Hihi. Luck?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz