Cat Paw Print

piątek, 27 grudnia 2013

Od Kast'a


Obnażyłem kły i cały nastroszony podszedłem do krzaka.
- Pokaż się - warknąłem - wyłaź tchórzu!
Zza krzaku wyskoczył słodki biały zając. Nie straciłem pewności siebie.
- Kto cię przysłał!
O... Tak. Jestem szaleńcem. Mały biały zajączek - sługa zła. Rozluźniłem wszystkie napięte mięśnie. Już miałem odejść, ale... Zaraz, zaraz - coś tu nie gra. Nie dośc, że ten porąbany zając nie ma jednego oka, to tęczówka drugiego jest czerwona jak krew. To nie zając, już prędzej zajęczyca ale też nie.
- Levander, uwolnij tego miłego puszystego stwora i stań tu w całej swej okazałości - powiedziałem do wilczycy. Nie zająca - wilczycy.
Stanęła przede mną wbrew pozorom przyjazna wilczyca.

- Kasssst - zasyczała.
- Długo mnie śledzisz?
- Od ssssamego początku - powiedziała i rzuciła się wprost na mnie z kłami i pazurami.
- NIE! - wrzasnąłem. Jestem cały spocony na dodatek leżę na miękkim mchu.
- Jestem mocno przekręcony - gadam do siebie.
Podniosłem się z trudem. Szukam swojego talizmanu - uff na miejscu.
I rozpoczynam od nowa moją wędrówkę do nikąd. Przede mną pojawił się krzak. I znów się trzęsie!
- Levander przyjdź w swojej prawdziwej postaci! - krzyknąłem. - Levander?! Wyłaź!
- Jaka Levander do cholery? Jestem... KIM JESTEŚ?
- Nie tym kogo szukasz - warknąłem.
- Czemu jesteś na terenie mojej watahy?!
- Nie jestem na niczyim terenie. To las.
- A nie! Widzisz to drzewo? To nasza granica. Przekrocz je z powrotem na drugą stronę, a możemy udawać, że nic się nie wydarzyło.
- A... Macie tam jedzenie? - poczułem w końcu ten głód.
- Przed chwilą skończyło się zbiorowe polowanie - powiedziała patrząc na mnie podejrzliwie - Jak chcesz dam ci udko od mojego jelenia, ale później...
- Co ile macie takie polowania?
- Co kilka dni. Ale ogólnie to każdy je kiedy chce.
I tak rozmawiając doszliśmy do watahy.
- Jak masz na imię? - zapytałem.

<Lara??>



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz