Obnażyłem kły i cały nastroszony podszedłem do krzaka.
- Pokaż się - warknąłem - wyłaź tchórzu! Zza krzaku wyskoczył słodki biały zając. Nie straciłem pewności siebie. - Kto cię przysłał! O... Tak. Jestem szaleńcem. Mały biały zajączek - sługa zła. Rozluźniłem wszystkie napięte mięśnie. Już miałem odejść, ale... Zaraz, zaraz - coś tu nie gra. Nie dośc, że ten porąbany zając nie ma jednego oka, to tęczówka drugiego jest czerwona jak krew. To nie zając, już prędzej zajęczyca ale też nie. - Levander, uwolnij tego miłego puszystego stwora i stań tu w całej swej okazałości - powiedziałem do wilczycy. Nie zająca - wilczycy. Stanęła przede mną wbrew pozorom przyjazna wilczyca. - Kasssst - zasyczała. - Długo mnie śledzisz? - Od ssssamego początku - powiedziała i rzuciła się wprost na mnie z kłami i pazurami. - NIE! - wrzasnąłem. Jestem cały spocony na dodatek leżę na miękkim mchu. - Jestem mocno przekręcony - gadam do siebie. Podniosłem się z trudem. Szukam swojego talizmanu - uff na miejscu. I rozpoczynam od nowa moją wędrówkę do nikąd. Przede mną pojawił się krzak. I znów się trzęsie! - Levander przyjdź w swojej prawdziwej postaci! - krzyknąłem. - Levander?! Wyłaź! - Jaka Levander do cholery? Jestem... KIM JESTEŚ? - Nie tym kogo szukasz - warknąłem. - Czemu jesteś na terenie mojej watahy?! - Nie jestem na niczyim terenie. To las. - A nie! Widzisz to drzewo? To nasza granica. Przekrocz je z powrotem na drugą stronę, a możemy udawać, że nic się nie wydarzyło. - A... Macie tam jedzenie? - poczułem w końcu ten głód. - Przed chwilą skończyło się zbiorowe polowanie - powiedziała patrząc na mnie podejrzliwie - Jak chcesz dam ci udko od mojego jelenia, ale później... - Co ile macie takie polowania? - Co kilka dni. Ale ogólnie to każdy je kiedy chce. I tak rozmawiając doszliśmy do watahy. - Jak masz na imię? - zapytałem.
<Lara??>
|
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz