- Nie musisz spać na dworze.-
powiedziałem spokojnie do wadery.- Dzisiaj możesz przenocować u mnie....
a jutro pomogę ci poszukać jaskini.
Wadera skinęła łbem niepewnie, że się zgadza. Ruszyliśmy w stronę mojego domu. Kiedy weszła do środka powiedziała:
- Ładnie się urządziłeś.
- Skromnie...- powiedziałem i wskazałem łapą na posłanie .- Tu spokojnie możesz zasnąć.
Dałem waderze trochę czasu na oswojeniem się z łożem, zostawiając ją samą w jaskini. Sam czekałem pod wejściem. Wkrótce nadeszła noc, a kiedy wadera zasnęła, wybrałem się na skałki nieopodal mej jaskini. Tam zasnąłem. W środku nocy obudził mnie nieznany zapach. Cicho wstałem i szybko pomknąłem do mojej jaskini po czym wziąłem wiszący na ścianie łuk ze strzałami i poszedłem cicho w poprzednie miejsce. Zza krzaków wyłonił się czarno- pomarańczowy wilk. Nie znałem go, miał całkiem obcy zapach. Wilk nie zauważył go. Nagle usłyszałem wycie. To Livi z innej watahy wyła. Napiąłem cięciwę łuku i wycelowałem w obcego. Ten słysząc wycie pobiegł w tamtą stronę. Czekałem do bladego świtu czy gość się nie pojawi. Kiedy słońce powoli i leniwie zaczęło wschodzić zza horyzontu wróciłem do jaskini. Wadery nie było w posłaniu, to też po powieszeniu łuku postanowiłem pójść jej poszukać. Ostrożnie odłożyłem łuk na miejsce, a kiedy odwróciłem łeb aż podskoczyłem. Margaux siedziała kilka minimetrów za mną i teraz wpatrywała się w e mnie swoimi dużymi i mądrymi oczami.
Wadera skinęła łbem niepewnie, że się zgadza. Ruszyliśmy w stronę mojego domu. Kiedy weszła do środka powiedziała:
- Ładnie się urządziłeś.
- Skromnie...- powiedziałem i wskazałem łapą na posłanie .- Tu spokojnie możesz zasnąć.
Dałem waderze trochę czasu na oswojeniem się z łożem, zostawiając ją samą w jaskini. Sam czekałem pod wejściem. Wkrótce nadeszła noc, a kiedy wadera zasnęła, wybrałem się na skałki nieopodal mej jaskini. Tam zasnąłem. W środku nocy obudził mnie nieznany zapach. Cicho wstałem i szybko pomknąłem do mojej jaskini po czym wziąłem wiszący na ścianie łuk ze strzałami i poszedłem cicho w poprzednie miejsce. Zza krzaków wyłonił się czarno- pomarańczowy wilk. Nie znałem go, miał całkiem obcy zapach. Wilk nie zauważył go. Nagle usłyszałem wycie. To Livi z innej watahy wyła. Napiąłem cięciwę łuku i wycelowałem w obcego. Ten słysząc wycie pobiegł w tamtą stronę. Czekałem do bladego świtu czy gość się nie pojawi. Kiedy słońce powoli i leniwie zaczęło wschodzić zza horyzontu wróciłem do jaskini. Wadery nie było w posłaniu, to też po powieszeniu łuku postanowiłem pójść jej poszukać. Ostrożnie odłożyłem łuk na miejsce, a kiedy odwróciłem łeb aż podskoczyłem. Margaux siedziała kilka minimetrów za mną i teraz wpatrywała się w e mnie swoimi dużymi i mądrymi oczami.
<Margaux?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz