Cat Paw Print

wtorek, 31 grudnia 2013

Od Assair'a - C.D. Asar'a, Livi & Margaux

Właśnie wróciłem z polowania. W mojej ciemnej jaskini, zastałem tylko ojca, leżącego na posłaniu. Znów nie kontaktował. Westchnąłem. Zwierze, które przyciągnąłem ze sobą, było wręcz jedną wielką bryłą lodu. Położyłem zwierzynę na końcu jaskini, by się odmroziło, by ojciec mógł się później posilić. Do tego czasu w ogóle nie mogłem się tam zbliżać, by przypadkiem jej znów nie zamrozić. Niecierpliwie przechodziłem się po mojej kwaterze.  Dla zabawy strzeliłem lodem w ścianę, a ta na całej długości, pokryła się lodem. Lekko poruszyłem łapą, a z sufitu, poleciały płatki śniegu. Jeszcze raz machnąłem - stworzyłem bałwana. Takiego samego kiedyś robiłem z Larą. To było zanim Kendra powiedziała nam o rodzicach... I zanim poznałem ojca... To było gdy byłem młody, głupi, acz szczęśliwy. Ale czy walka z Larą to nie sprawa honoru ?" To co zrobię, każda moja decyzja, będzie miała nieodwracalne skutki. Wiem o tym. Czy jednak miałem zdecydować,  by pozostała zgoda ? Żebym stracił honor ja i mój ojciec. Nie mogłem postąpić inaczej.
     Mój ojciec i mój wuj, walczyli o względy mojej matki. Ta nie wybrała żadnego z nich, a jakimś niepojętym cudem, urodziłem się ja i Lara, dzieci dwóch ojców. "Ojciec Lary zginął, a mój oszalał. Za to żyję ja. Assair, syn Avalon i Altair'a, syna Fear'a. I żyje Lara, córka Artair'a i Avalon, córki Nevell'a  Zhańbił bym siebie i swojego ojca, gdybym nie kontynuował wojny."-  pomyślałem i strzeliłem w bałwana promieniem lodu. Zniszczyłem tym samym jedyne wspomnienia z dzieciństwa i zgody. Usiadłem przy wyjściu. Było lato i promienie słońca rozświetlały całą krainę. Promienie ciepło muskały mi twarz, jednak to, nie sprawiło, że szron na mojej grzywce się stopił. Nadal pod moimi łapami skrzył się lód. Dlatego właśnie, bardziej lubiłem zimę... Przynajmniej się tak nie wyróżniałem, ale lato też miało swoje uroki... Każda część mojego ciała mieniła się różnymi kolorami, ponieważ lód, tak jak szkło reagował na światło. Podobało mi się to, a świeże powietrze koiło nerwy.  Ojciec też wyszedł na dwór. Usiadł koło mnie i nawet przez chwilę się rozluźnił , ale zaraz zerwał się z popłochem i uciekł do środka. Zmarszczyłem brwi. Musiał usłyszeć obcych. Podniosłem się i wychyliłem, by zobaczyć, kto mógł go przestraszyć, lecz uspokoiłem się szybko. To wilczyca i wilk z mojej watahy, a przynajmniej wilczyca już w niej była. Ale za pewne wilk, zmierzał do mnie,  by dołączyć. Uśmiechnąłem się mimowolnie. Oni też mnie zauważyli, a wilczyca, czymś musiała razić samca, bo padł na ziemię, ale ta szybko i w popłochu odwróciła działanie mocy. Wilk gmerając coś pod nosem, odwrócił się i odszedł. Wilczyca coś wołała w stylu ,, Co ja zrobiłam ? " - niedosłyszałem.
- Nic się nie stało. - odpowiedziałem by ją uspokoić i położyłem łapę na jej ramieniu, ale szybko ją cofnąłem. Na jej futrze zaszklił się szron. Cofnąłem się na wszelki wypadek o krok, by jej nie zmrozić. Bynajmniej te sytuacje nie były przyjemne. - Asar. Tak? - zawołałem za odchodzącym wilkiem, podłapując imię, które wcześniej wypowiedziała wilczyca. Samiec zawrócił. Podszedł do mnie i stanął tuż przedemną. Był odemnie wyższy. Zmierzyłem go wzrokiem. Nadawał się. Widać było po nim jaki jest, acz serce miał dobre. -  Jestem Assair i jestem tu Alfą. - przedstawiłem się dumnie, po czym dodałem już trochę lżej i może nawet weselej - Witam w watasze... A ty jesteś Livi. Pamiętam Cię. - zwróciłem się teraz do samicy. - Na drugi raz postaraj się go nie zabić, przy waszych przepychankach, bo nadmiaru dobrych i odważnych wilków, w tej watasze nie ma. I prosiłbym, żebyście spotkania towarzyskie urządzali, nieco dalej od mojej jaskini. Przestraszyliście mojego ojca, a wilków z których dusza uszła prędzej niż ciało, nie należy straszyć. - wyjawiłem swoje prośby spokojnie, acz stanowczo. Lód pod moimi łapami zrobił się grubszy, a  w miejscu, którym stałem zaczął padać śnieg, który po dotknięciu ziemi od razu się topił. Nie chciałem przy nich okazać problemów z mocą... Ani ich przypadkiem zamrozić. - Miło mi było Was poznać, lecz muszę zająć się ojcem. Mam nadzieję, że już rozejrzeliście się po naszych terenach, bo w razie walki, każdy członek musi wiedzieć, co, gdzie się znajduje. A! I gdybyście spotkali Armin'a , naszego Dyplomatę, to przyślijcie go do mnie. - uciąłem krótko i szybkim krokiem wróciłem do jaskini. Jak zawsze pod pozorem opieki nad ojcem, ukrywałem własne słabości. Ojciec podszedł do mnie, a ja przytuliłem go by się uspokoił.
- Assair, mój syn! - poznał mnie i przymknął zmęczone oczy. Ukradkiem spłynęła mu łza, a gdy ta dotknęła mojego futra, zamieniła się w lód. Podniosłem go i zaniosłem na jego posłanie, a potem przykryłem zimnym kocem. Chciałem móc go ogrzać, dać mu ciepło, którego potrzebował... Ale co ja potrafię ? Mogłem go ewentualnie zamrozić. Mam serce z lodu... I chyba lepiej... Przynajmniej strata bliskich mniej boli. Wybiegłem z jaskini, zeskoczyłem z półki skalnej i wpadłem w las. Lód był wszędzie gdzie spojrzałem i szczerze miałem tego dość. Miałem chyba dosyć siebie samego,  Wbiegłem na małą polankę i zobaczyłem młodą wilczyce, bynajmniej nie z mojej watahy.
- Czego chcesz? - zawołała wrogo. Była ranna. - Kim jesteś?! - Pytać mnie kim jestem i to na moich własnych terenach? Szczerze się zdziwiłem jakich lichych szpiegów wysyła moja siostra. Przecież powinni dla własnego bezpieczeństwa znać przynajmniej opisowy wygląd Alfy.Warknąłem.
- Mógłbym zapytać o to samo, gdybym na pierwsze pytanie już nie znał odpowiedzi, a drugie by mnie obchodziło.  - prychnąłem - Mnie zwą Assair. A jeśli przychodzisz tu jako dyplomata, czy ktoś w tym rodzaju, to Cię wpierw wyśmieję, a później odprawie z hukiem, bo zabijać słabszych, rannych samic nie wypada. - dumnie uniosłem głowę. - Nikt nie będzie szpiegował moich terenów, o ile mu na to nie pozwolę! - Oczy zaświeciły mi się złotym blaskiem. - Jeśli Lara jest na tyle zuchwała, by mnie zaczepiać, to proszę! Niech się zacznie wojna! Wygram ją, choćbym miał walczyć sam, przeciw całym waszym hordom . - obiecałem mówiąc twardo,  głośno i wrogo. - A z tobą już skończyłem. Możesz iść do swojej Alfy i jej przekazać poselstwo, ale następna próba przekroczenia granicy, któregoś z was, skończy się śmiercią. Tę obietnice też możesz przekazać. I jeśli przypadkiem natkniesz się na mojego dyplomatę, to powiedz mu, że równie dobrze może się tu nie pokazywać. Nie będzie miał już niczego do roboty. - powiedziałem rozzłoszczony. Poczułem bolesne ukłucie w sercu. Nie, ja się nie cofnę. Nawet gdybym został sam. Przecież zawsze byłem sam...
< C.D. Margaux, Livi, Asar, Lara- Jeśli zechcecie  >
<  Do wszystkich członków watahy Armel : Assair jest już dostępny i czeka, by poznać wszystkich członków. Opowiadania już można wysyłać do mnie.>
~ Lara, serdecznie Ci dziękuje, za to, że zajęłaś się watahą, wtedy kiedy nie mogłem, więc w ramach podziękowania , wypowiadam Ci wojnę ~ Assair

4 komentarze:

  1. Assair ma taką samą moc jak Elsa z Krainy Lodu XDD

    OdpowiedzUsuń
  2. A wiesz Lavi, że chyba nawet się o to starałam ? ;p
    Tak jest lepiej ... Przynajmniej nie jest jakimś ideałem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uu. To ja wszystko zaczęła. ~~ Ux :d

    OdpowiedzUsuń
  4. Kraina Lodu! Aaah, mój film! <3

    OdpowiedzUsuń