Cat Paw Print

poniedziałek, 3 marca 2014

Hej!

Ave!
Słuchać !

Ja wiem, cały czas jest coś zmieniane itd. Ta wataha zamarła jak na pstryknięcie palca, a ja ( Miria ) raczej nie będę miała czasu, by się za nią wziąć, choć istnieje szansa ( trzeba się spytać ),  że może bezimienna będzie chciała to kontynuować.
Na razie, póki tu się nic nie rozstrzygnie, proponuje Wam alternatywę :

Wataha Lodowego Pustkowia

Ta wataha jest prowadzona przez Kari .  tutaj właścicielkę wilczycy Katniss. Wataha dopiero zaczyna, dlatego jeszcze nie ma tam dużo postów, ale zapowiada się ciekawie ( sama tam już jestem ) i wierzę, że się rozkręci i zachęcam do zajrzenia na tę stronę.
Uwaga : Jeśli wiesz, że nie masz czasu na pisanie, lub nie jesteś zdecydowany nie dołączaj! Potrzeba jest członków aktywnych, z ciekawym podejściem do pisania oraz przestrzegających regulaminu, więc jeśli nie spełniasz powyższych warunków, nawet nie próbuj dołączyć, bo dzięki temu oszczędzisz sobie czas, a administratorowi później stresu.
Oczywiście jeśli chcesz sprawdzić czy posiadasz owo ,,ciekawe podejście do pisania "  zapraszamy Cię serdecznie ; ) 
                 

                                                                                                                                                 Salve!
                                                                                                                                                        Miria

środa, 12 lutego 2014

Od Dhiren'a - C.D. Stream

Zbadałem Stream. Bolał ją brzuch i zbierało na wymioty. Po badaniu zapytała się mnie co jej dolega. Uśmiechnąłem się ale milczałem.
- Czy to choroba? Poważna?- pytała niespokojnie.- Zatrucie?
Czule się do niej uśmiechnąłem.
- Nie choroba.- uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
Stream wyglądała na zszokowaną.
- Jak to?- zapytała zdziwiona.
Pocałowałem ją w czubek głowy i radośnie odpowiedziałem.
- Zostaniemy rodzicami! Będziemy mieć szczeniaki!
 
<Stream?
PS. Proszę alfę Larę o ogłoszenie Dhiren'a i Stream partnerami [opowiadanie też było o tym pisane]>

Od Stream - C.D. Dhiren'a

Spojrzałam na niego ciężko.
- Nie wiem...- mówiłam.
- Kochanie... Może cię zbadam?- spytał.
- Ahhh... Aaa... Taak...- powiedziałam.
Zaprowadził mnie, po czym zbadał.
- Kochanie, co mi jest?- spytałam.

<Dhiren? sorry brak weny )': >

sobota, 8 lutego 2014

Od Annayii - C.D. Nightmare'a

Spojrzałam na niego leciutko.
- Nic się nie stało...- mruknęłam i wróciłam do oglądania swoich łap.
Dmuchałam w śnieg i tworzyłam najróżniejsze kształty. Zatrzymałam się przy sylwetce człowieka. Przed oczami pojawili się wszyscy źli ludzie z którymi miałam do czynienia. Po policzku spłynęła mi pojedyncza łza.
- Annayia? Wszystko dobrze?- przywrócił mnie do rzeczywistości Nightmare.
- N-N-Nie... Prze-Prze-Przepraszam ale nie dokończę spaceru...- wyjąkałam i pobiegłam do jaskini.
Położyłam się na posłaniu lekko szlochając. Czułam... Czułam ból. Nie fizyczny, lecz psychiczny. Nagle wybuchnęłam gwałtownym płaczem. Wtem ktoś położył mi łapę na ramieniu. Wytarłam oczy i ujrzałam rozmazane kontury Nightmare'a. Dlaczego za mną poszedł?

<Nightmare? Nic się nie stało :3>

piątek, 7 lutego 2014

Od Nightamare'a - C.D. Annayii


- Nie ma o czym mówić - odparłem ostentacyjnie. Annayia uchyliła lekko głowę w moją stronę. - Skąd się tutaj wzięłaś? - zdobyłem się na pytanie.
- Długa historia - odpowiedziała krótko, lecz zarazem dość tajemniczo. Nie miałem zamiaru zgłębiać tego tematu.
- Zakładam, że jesteś tu nowa, nieprawdaż? - spytałem, tak na prawdę nie wiedząc już o co pytać. Pytałem, żeby zabić to wyzywające milczenie, po za tym nie miałem co robić.
- Tak, między innymi właśnie dlatego szukałam watahy...
- Nie przedstawiłem się jeszcze - zauważyłem. - Nazywam się Nightmare - podałem jej łapę.
- Mogłabym mówić do ciebie jakoś krócej? Na przykład Night, Mare, czy jakoś tak, hm? - ośmieliła się trochę.
- Wolę pełnym imieniem - odrzekłem oschło. Wilczyca położyła uszy i kiwnęła lekko głową. Staliśmy obok siebie, więc wystarczył jeden ruch głowy by nie mówiąc nic wyrazić "przejdziemy się?". Tak zrobiłem. Ruszyłem, a Annayia krok w krok obok mnie. Śnieg złowrogo trzeszczał nam pod łapami. Oboje byliśmy pogrążeni w myślach, nie patrzyliśmy na siebie. Ja szedłem z dostojnie uniesionym wzrokiem, gapiąc się przed siebie. Wadera natomiast miała spuszczony wzrok i patrzyła się na zaspy śniegu, które pokonuje.
- Słuchaj, głupio wyszło - zacząłem nie pewnie. - Przepraszam za ten "napad". Nie wiedziałem kim jesteś - zwróciłem się do niej.

Annayia, dokończysz? Przepraszam, że tak późno...

wtorek, 4 lutego 2014

Od Arii C.D.

Wychodzimy ze Stream na, już trochę słabszą, śnieżycę.
- Jesteś pewna, że chcesz mi towarzyszyć? – ona potakuje, a ja cieszę się w duchu, że mam kompana. Przedzieramy się przez wielkie zaspy, w poszukiwaniu jakiegokolwiek posiłku. Ze zdziwieniem stwierdzamy, że czujemy zapach królika. Kierujemy się za niezawodnym zmysłem i wychodzimy na białą polanę. Na jej środku leży truchło obiadu.
- Coś mi tu nie pasuje – stwierdzam, lecz za późno, gdyż po chwili zza krzaków wyskakuje człowiek!
- W nogi! – ryczy Stream, a ja biegnę za nią. Pędzimy przed siebie, nie zważając na śnieg buchający w oczy, z sercami podchodzącymi do krtani.
Przerażone z impetem, wpadamy na taflę twardego lodu. Mężczyzna (tak sądzę) depcze nam po piętach. Z przyzwyczajenia przyciągam do siebie wilczycę i wytwarzam tumany złotej mgły. To daje nam chwile czasu. Nawet sekunda liczy się w tym starciu. Teraz pocinamy jak na łyżwach po zamarzniętym jeziorze. Stream niestety nie może użyć swoich mocy, gdyż jest pod wielką presją, nie ma czasu i nie jest w stanie się skupić. Po chwile jednak staje, zamyka oczy i… tworzy przerębel, idealny, żeby zmieścił się dorosły człowiek! Patrzymy na siebie porozumiewawczo. Ona stoi i czeka na brzegu, a ja pędzę, żeby podstawić łapę człowiekowi. Dobiegam do niego. On patrzy na mnie z błyskiem w oku i krzywo się uśmiecha, celując we mnie srebrnym kijem (co to jest?!), a ja podstawiam mu haka. Mężczyzna koziołkuje i po chwili wpada do wody!
Pędzę ku odległej postaci Stream. Dobiegam do niej i wspólnie uciekamy w kierunku jej jaskini, nawet nie zerkając do tyłu.

<Stream?>
<Mam nadzieję, że dobrze rozwinęłam akcję :P>


Od Annayii C.D.

Heh... Kto by pomyślał, że ludzie jednak mogą mili i delikatni... Byłam już trzeci dzień u człowieka, który mnie uratował. Na dworzu szalała śnieżyca, więc ani ja ani John nie mieliśmy zamiaru wychodzić z ciepłego domu. Leżałam właśnie na kocu przy kominku, kiedy nagle rozległo się pukanie. Jak oparzona podskoczyłam do góry i uciekłam w kąt. John Carter wstał i podbiegł do drzwi. Do pokoju wszedł jakiś mężczyzna. Był dużo starszy od Johna. Miał siwe włosy i wyraźny brzuszek. Dziwne... Wydawał mi się znajomy. Wtem usłyszałam jego głos... Wróciły wszystkie wspomnienia. To on więził mnie w ciasnej klatce przez rok, to on bił mnie, głodził i zadawał cierpienie. Dawne blizny pod futrem zabolały a z oka spłynęła łza.
- Spójrz tato. Znalazłem ją jak byłem na polowaniu.- rzekł John prowadząc mężczyznę w moją stronę.
Warknęłam i obnażyłam kły. Opowiadałam mu o wszystkich złych osobach w moim życiu. Opisałam mu dokładnie najokrutniejszego właściciela. Wszystko zgadzało się z wyglądem tego faceta. Pomyliłam się co do Johna. Myślałam że... że w końcu mam przyjaciela. Fakt, że to człowiek ale rozumie mnie jak nikt. Powoli zaczęłam iść w kierunku wyjścia. Nie spuszczałam wzroku z ludzi. Moim celem było otwarte okno w kuchni. Zmieniłam się w sowę i wyleciałam z mieszkania. Śnieg uniemożliwiał lot więc wróciłam na ziemię. Potem pamiętam tylko szalony bieg... Wpadłam do swojej jaskini i natychmiast zasnęłam. Koszmary dręczyły mnie całą noc.

~Nad ranem...~

Obudziłam się z gorączką i bólem głowy. Jęknęłam i wstałam. Zagotowałam wodę na zioła i podeszłam do apteczki, by wyciągnąć bandaż. Zanurzyłam go w zimnej wodzie i obwiązałam go sobie wokół głowy. Następnie zaparzyłam sobie rumianek i wróciłam do ciepłego posłania. Nagle ktoś cicho zapukał.
- Proszę.- powiedziałam zachrypniętym głosem.
Po chwili ukazała mi się czyjaś sywetka...

<Ktoś?>




Od Arii

Wracam do jaskini. Odbyłam porządny trening w zaciszu leśnych drzew i wymieniłam kotarę wejściową, mojego domku, z liściowej na iglastą. Właśnie skończyłam, kiedy zerwała się straszna śnieżyca. Śnieg zaczął walić tumanami zimnych drobin w pyszczek i zmieniać kierunek lotu strzał. Teraz wracam osłaniając się powierzchownie łukiem i kawałkiem gałęzi z igłami. Zaciskam jeszcze mocniej zęby, żeby przedrzeć się przez zaspy, a po chwili trafiam mordą w ścianę.
- Ueh.. – stękam po zderzeniu i zaczynam chichotać. W końcu wgramoliłam się do jaskini i leżę brzuchem na ziemi. Czołgam się do krzesiwka i zręcznie rozpalam ogień na wcześniej przygotowanym stosiku. Wybieram się do spiżarni po małe co nieco, bo w brzuchu burczy mi niemiłosiernie.
- Aria..! – słyszę przytłumiony krzyk zza kotary iglaków.
- Proszę! – odwrzaskuję, a po chwili do jaskini wpada bałwan - Stream. Wybucham śmiechem na widok wilczycy, całej upapranej w śniegu.
- Bardzo śmieszne… - mamrocze, ale z nikłym rozbawieniem na pyszczku. Pomagam jej wstać. Kierujemy się do ogniska, gdzie ogrzewamy nasze zimne zadki.
- A więc co Cię sprowadza, w ten ( powiedzmy) urokliwy dzień, do mojego odludzia? – wilczyca odchrząkuje i mówi:
- Wiesz, ostatnio mam łapy pełne roboty i codziennie odczytuję różne runy. Kiedy przyszła mroźna zima, zwiększyło się moje zapotrzebowanie na świeczki, bo sam ogień to za mało światła – przerywa na głęboki oddech. – Więc zapytam wprost – masz trochę świeczuszek na zbyciu?
Uśmiecham się, kiwam głową i idę do pseudo spiżarni. Wchodzę do środka, biorę świece, ale mina za momnet mi rzednie. Wychodzę do koleżanki z zażenowaniem na twarzy i oznajmiam:
- Skończyły mi się zapasy.

C.D.N.

Od Axel'a - C.D. Glii


Glia wybiegła z jaskini, ja natomiast zostałem z Assi. Porozmawiałem z nim przez chwilę, takie tam formalności. Przyjął mnie do Avalon Wschodniej, jednak musiałae tereny obejść sam gdyż samiec miał jeszcze kilka spraw do załatwienia. Wyszedłem z jaskini i brnąc w śniegu zwiedzałem okolice, przy okazji znalazłem jaskinię, w której mogłem zamieszkać. Po wybraniu jaskini poszedłem dalej, by zobaczyć jeszcze kilka miejsc.
Po skończonym spacerze pomyślałem o tym co zobaczyłem, były to Las Nevell, Wodospady Fear'a, Lazurową Rzekę, Jezioro Nieboskłonu i Polanę Nowiu. Jedyne co pozostawało mi zobaczyć, z tych ważnych miejsc to Drzewo Narad. Poszedłem tam, nic specjalnego. Poznałem wszystko co ważniejsze, więc czemu już nie mam wrócić do swojego nowego "domu". W końcu zima, śniegu trochę jest. Ruszyłem w drogę, idąc przechodziłem przez las, pech chciał, że natknąłem się na Glię.
- O przyszedłeś popatrzeć na trening, a może samemu chciałeś potrenować - powiedziała wyraźnie zirytowana wadera.

<Glia, co dalej?>

poniedziałek, 3 lutego 2014

Od Lary - C.D. Armina

Armin ścisnął moją łapę. Na prawdę się bałam. Nagle drzwi się otworzyły, a ja zobaczyłam dwóch umięśnionych ludzi. Warknęłam i lekko się odsunęłam. Kiedy jeden z nich sięgnął w moją stronę wgryzłam się w jego rękę, lecz on jej nie zabrał tylko złapał mnie za kark. Jego krew spływała mi po szyi. Widziałam jak zabierają Armina i ciągnął w przeciwną stronę. Po chwili znalazłam się w czymś w rodzaju labolatorium. Zostałam położona na blacie. Na szczęście plecy mnie już nie bolały i mogłam się poruszać. W pomieszczeniu czekał jakiś facet. Miał na sobie biały kitel  gumowe rękawiczki. Zbladłam, gdy zbliżył się do mnie w strzykawką. Szybkim ruchem lewej łapy wytrąciłam mu ją. Jednak on się tym nie przejął i sięgnął o coś innego ze stołu, który stał obok. Kiedy odwrócił się i szedł w moim kierunku zużyłam resztkę energii i zrzuciłam na niego szafkę pełną szkła i dziwnych płynów. Mężczyzna upadł na podłogę. Gdy chciałam uciekać do pomieszczenia wtargnął inny człowiek. Kiedy zobaczył co się stało podniósł mnie. Zarobiłam od niego ćwiekami na rękawicy po twarzy. Jednak po chwili poszedł do innego pomieszczenia. Było tam kilka klatek, ok. 15 w tym 3 puste. Zostałam wrzucona do jednej z nich. Boleśnie uderzyłam głową o kraty. Zwinęłam się w kącie i siedziałam przerażona. Po długim czasie do tej samej klatki wrzucono Armina, który podszedł do mnie. Lekko przysunęłam się do niego i z zaszklonymi oczami powiedziałam:
- Słyszałeś co zamierzają z nami zrobić? - spytałam załamującym się głosem po czym dodałam. - Armin.. ja się boję. Przez całe życie nie zaznałam strachu. Teraz boję się, jak nigdy w życiu. Armin...

(Armin?)

Od Armina - C.D. Lary


- Gdzie jesteśmy i jak to wszystko się stało? Jak się tu znaleźliśmy? Nie musisz mi tłumaczyć co to ludzie i w ogóle, bo zostałam przez jednego postrzelona, a do tego nie mogę nawet normalnie wstać - usłyszałem czyiś głos. Jęknąłem cicho. Po karku spływało mi coś ciepłego. Otworzyłem oczy.
Przez długą chwilę nie mogłem zorientować się gdzie jestem. Po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że przede mną siedziała Lara, a znajdowaliśmy się w średniej wielkości pudle, które podskakiwało na wybojach.
- C... co... ? - zapytałem. Wilczyca spojrzała na mnie troskliwie.
- Zapytałam gdzie jesteśmy, jak to wszystko się stało i jak się tu znaleźliśmy - powtórzyła powoli. Zamrugałem.
- Ty wiesz, że... nie wiem? Ostatnie co pamiętam to ciężkie uderzenie w głowę i pulsujący ból w karku - przetarłem oczy.
- Hm... z tego co myślę... - zaczęła Lara.
- ... zaatakowali nas ludzie i najprawdopodobniej nas zabiją, zapewne dla futra i mięsa. Mogą nas też torturować lub hodować. Przydałoby się uciec i to dość szybko - przerwałem. Wilczyca spojrzała na mnie szeroko otwartymi oczami.
- H... hodować?
- Zamknąć wilczyce z watahy w klatce z jakimś wyjątkowo napalonym samcem albo... no wiesz - zrobiłem się cały czerwony, a moja rozmówczyni zachichotała.
- Twoja reakcja - bezcenna!
- Cicho - syknąłem bezradnie. Rozchichotała się jeszcze bardziej.
Nagle coś mocno nami zatrzęsło i pojazd zatrzymał się. Usłyszałem głosy. Spojrzałem z dziwną miną na Larę. Nie wiedzieliśmy, co mamy robić. Wilczyca przysunęła się do mnie. Ścisnąłem jej łapę, starając się dodać jej otuchy. Nieudolnie.

<Lara?>
<na mury, jakie to opko jest słabe xd>

Od Thunder - C.D. Creatur'a


- Nie mam nic przeciwko - posłałam mu promienny uśmiech.
Potem przetarłam łapą wciąż zaspane oczy i przeciągnęłam się. Uznałam, że spacer dobrze mi zrobi, a przy okazji rozruszam obolałe nogi i poznam nieco lepiej tutejsze tereny.
Jako, że żadne z nas nie miało pomysłu gdzie moglibyśmy się udać, poszliśmy więc prosto przed siebie. Moje oczy były teraz szeroko otwarte i uważnie obserwowały każdy skrawek ziemi, który wyłaniał się spośród gąszczu. Dopiero później spostrzegłam, że Creatur z zainteresowaniem się mi przygląda.
- Jak widzę, bardzo podoba ci się okolica - zaśmiał się, a ja mimowolnie parsknęłam.
- Zwłaszcza, kiedy jest się nowym - odparłam i widząc po lewej stronie ośnieżony stok, skoczyłam radośnie i zjechałam wesoło na dół. Wilk popatrzył na mnie zdumiony, a ja uniosłam brew. - No co? Trzeba dobrze się bawić.
Odwracając się machnęłam ogonem i ruszyłam dalej ścieżką, której co prawda w ogóle nie znałam, ale wyglądała ona zachęcająco. Chwilę potem usłyszałam za sobą trzask gałęzi i wilk zrównał ze mną krok.
- Chyba nie było tak źle - uśmiechnęłam się, a on niemal natychmiast odwzajemnił gest.
- Wiesz gdzie idziemy? - uniósł brew.
Pokręciłam przecząco głową.
- Nie, ale może dalej znajdziemy coś intrygującego.
Przyśpieszyłam do truchtu, a potem powolnego biegu. W końcu skoczyłam gdzieś w krzaki, widząc poruszający się w poszycie kształt. Przystanęłam na chwilę i nasłuchując postawiłam uszy.
- Królik - szepnęłam, po czym rzuciłam się w pogoń za niewielkim gryzoniem.

<Creatur?>

Od Thunder


Po długiej wędrówce, ukryta w leśnym gąszczu wreszcie wyszłam na niewielką polanę. Pokryta była przynajmniej półmetrową warstwą śniegu, to też przy każdym kolejnym kroku zapadałam się w białym puchu. Ten sięgał mi przynajmniej do kłębu, to też musiałam wysoko unosić czubek nosa, by móc oddychać.
Mniej więcej kilometr po tym, jak udało mi się wydostać z łąki, moim oczom ukazała się skuta lodem rzeka. Lód wyglądał na dość gruby, a mi bardzo zależało na przedostaniu się na drugą stronę. Uznałam więc, że poszukam miejsca, gdzie mogłabym w miarę bezpiecznie przejść.
Gdy wreszcie odnalazłam miejsce, gdzie moim zdaniem lód był w stanie mnie utrzymać, zaczęłam powoli stawiać na nim łapy. Poruszałam się z prędkością żółwia choć w duszy sądziłam, że lepiej byłoby przebiec.
Gdzieś na środku lodowa warstwa była jednak cieńsza. Coś trzasnęło przeraźliwie, a ja poczułam, jak zapadam się do lodowatej wody. Ta gwałtownie zmroziła wszystkie moje mięśnie i nie mogłam poruszyć żadną łapą. Ostatnimi jednak siłami położyłam łeb na powierzchni i balansując całą sobą, próbowałam pozostać pod dostępem powietrza.
Siedziałam tak może z trzy minuty, jak poczułam ból w karku i coś silnego wyciągnęło mnie na drogę, po tej stronie, na którą chciałam się dostać. Potem, choć z trudem, wstałam i nie zważając na obecność kogoś obok, otrzepałam się. Odwróciłam głowę i ujrzałam obok siebie znacznie większego wilka.
- Dzięki - mruknęłam i wyciągnęłam się, aby rozprostować bolące kości. Potem machnęłam kilka razy ogonem i rozejrzałam się dookoła. - Znasz te tereny? - spytałam po chwili namysłu.

<Armin?>

Od Luck'a - C.D. Annayi


- Hej Annayia!- zawołałem widząc znajomą sylwetkę.
Wadera odwróciła się w moją stronę.
- Hej...- powiedziała.
Annayia była pierwszą osobą z którą nawiązałem normalny kontakt i przy której czułem się dość dobrze w towarzystwie po odejściu ciężarnej Margaux. Ta wadera leczyła ranę, którą zadała mi moja dawna partnerka.
- Gdzie cię niesie hm?- zapytałem podbiegając do niej.
- Miałam zamiar zapolować, bo zgłodniałam.- odpowiedziała.
- To morze zapolujemy razem?- zaproponowałem.
- No...- wadera widocznie myślała nad odpowiedzią.- Dobra.
Ruszyliśmy na polowanie. Nie było łatwo, ale po chwili każdy z nas miał jednego osobnika dla siebie. Kiedy skończyliśmy posiłek położyliśmy się na plecach.
- Najadłam się jak.....- wadera zastanowiła się.- Jak wilk po zjedzeniu jelenia!
Wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
- Tak?- zapytałem.
- Mhm...
- To teraz trzeba to spalić!- krzyknąłem i ze śmiechem wskoczyłem na waderę.
Turlaliśmy się w śniegu śmiejąc się i skacząc jedna na drugiego. Nie długo zajeło nam, żeby z samego śmiechu tarzać się po zimnym śniegu. Śmialiśmy się to rozpuku. Tak, że już po chwili rozbolały nas brzuchy.
 
<Annayia ?>

niedziela, 2 lutego 2014

Od Creatur'a


Eh...... Ale mi się dziś dobrze spało!!!! Obudziłem się dziś niebywale późno - o 12. Widać ze mnie duży śpioch... Mniejsza z tym. Potem poszedłem sie poprzeciągać, a następnie ruszyłem na mały spacerek. Z nadal zamkniętymi oczami (nie chciałem przerywać nadal trwającego snu) szedłem przed siebie. Nagle poczułem, ze uderzam o coś głową, a następnie upadam. Z zaspanymi oczami popatzryłem na przedmiot, o który rąbnąłęm, ale potem z niedowierzaniem zobaczyłęm, że to tak samo jak ja zaspana wadera.
- O!- zaśmiałem się.- Wiedzę, że nie tylko ja nie jestem tu rannym ptaszkiem!
Wadera przyjrzała się mi.
- Tak mi się dzisiaj fajnie spało...- powiedzieliśmy chórem, a potem wybuchnęliśmy głośnym śmiechem.
- Jestem Thunder- przedstawiła się wadera.
- A ja Creatur.- powiedziałem.- Może się gdzieś razem przejdziemy?
<Thunder?>

Od Kishan'a

Przechadzałem się po terenach. Cóż tu mówić... Nudziłem się. Było śnieżnie, ale przyjemnie. Zamknąłem oczy i wziąłem głęboki wdech. Rozkoszowałem się odgłosami i zapachem natury. Było mi dobrze, a sam przez to osiągnąłem spokój. Nie wiem dlaczego odetchnąłem z ulgą. Otworzyłem oczy i ujrzałem parę błękitnych oczu wpatrzonych we mnie. Przekrzywiłem łeb, a wtedy zauważyłem też nosek i roześmiany pysk. Wydąłem pysk w wyrazie zdziwienia i wtedy istota na dobre się roześmiała. Dopiero wtedy zorientowałem się, że widzę wilczycę o śnieżnobiałym futrze, której kontury całkowicie zlewają się ze śniegiem. Uśmiechnąłem się lekko zmieszany.
- Cześć...- mruknąłem z lekkim uśmiechem.
- Hejka!- zawołała radośnie wilczyca.
- Jestem Kishan, a ty to...- popatrzyłem na nią wyczekująco.
- Annayia - odpowiedziała radośnie merdając ogonkiem.
 
<Annayia ?>

Od Dhiren'a





Dziś wyruszyłem na polowanie. Stream poszła do Arii mówiąc, że ma ważną sprawę do załatwienia więc zabrałem odpowiednie rzeczy i ruszyłem na łowy. Łatwo nie było. Prószył śnieg, a w dodatku ani śladu nawet najmniejszego zwierzęcia. Miałem jeszcze trochę mięsa w spiżarni, ale nie starczy na dłużej niż na kilka, może kilkanaście dni. Wezbrał się okropny wiatr. Nagle do moich nozdrzy wdarł się zapach mięsa. Ostrożnie i po cichu zakradłem się w tamtą stronę. Na śniegu leżała ranna sarna. Dobiłem osobnika i postanowiłem zaciągnąć go do jaskini. Tak tez zrobiłem. Kiedy już prawie skończyłem tuż przed wejściem do mojej jaskini błysnęła mi sylwetka Kast'a. Wybiegłem na zewnątrz z nadzieją na spotkanie samca. Rozejrzałem się i wtem ujrzałem parę ślepi wpatrzonych we mnie zza drzewa.
- Cześć Kast!- zawołałem od razu go rozpoznając.- Co u ciebie słychać?
 
<Kast?>

Nowa członkini Avalon Wschodniej - Thunder!

Thunder
Strateg

Od Glii - C.D. Axel`a

Gdy już odpowiedziałam obcemu, miałam straszliwą ochotę prychnąć mu przed nosem. Ogólnie, nie wiedzieć czemu, strasznie jestem nakręcona. Chciałam pójść na drobny trening - pobiegać, trochę powalić w drzewa, poćwiczyć skoki... Jak co jakiś czas. Ale on mi przeszkadzał - nie lubię, gdy ktoś kręci się przy mnie, kiedy ćwiczę. Wtedy mam wrażenie, jakby ktoś gwałcił mnie samym wzrokiem, a to jest bardzo, ale to bardzo irytujące. Nienawidzę tego. Jak wielu rzeczy. Czyli ściślej mówiąc, rozsadzała mnie energia.
Poczułam wzrok obcego na sobie i zimny dreszcz przebiegł po moich plecach.
- Co?- warknęłam.
- Nic, nic. Tak w ogóle, nie przedstawiłem się. Jestem Axel- odparł.
- Glia- rzuciłam. Nowi. Zawsze zaczynają tak samo znajomość.
Chwilę potem, byliśmy już przy jaskini namiestnika. Weszłam tam na początek z nim.
- Witaj, Assi. Przyprowadziłam ci nowego- wskazałam Axel`a łbem. - Ja już was zostawię.
I wybiegłam. Chciałam tylko, by tym razem nikt mi nie przeszkodził. Gdyby jednak... Zgotowałabym mu ostry trening.

<Axel?>

Od Livi - C.D. Assi'ego


Wzięliśmy się do roboty. Po mniej więcej 1,5 godzinie wszystko było posprzątane aż lśniło. Otrzepałam łapy, a Assi zrobił to samo. Spojrzałam na niego swoimi wielkimi oczami. Uśmiechnął się do mnie tak, że dech zaparło mi w piersi. On był piękny.
- To co?- odezwał się.- Może teraz mały spacerek?
- Chętnie.- uśmiechnęłam się.
Ruszyliśmy przed siebie. PO chwili postanowiłam coś powiedzieć.
- Assi?- zapytałam.
- Tak?- popatrzył się na mnie swoimi błękitnymi oczami.
- Jesteś...- zebrałam się na odwagę, ale w ostatniej chwili ugryzłam się w język.- Wspaniałym namiestnikiem.
<Assi?>

Od Dhiren'a

Dziś rano obudziłem się i zaspany przekręciłem się na drygi bok. Uśmiechnąłem się, kiedy mój nos natrafił na miękkie futerko Stream.
- Dzień dobry skarbie.- powiedziałem przytulając ją do siebie.
Wadera odwróciła się w moją stronę i cmoknęła prosto w usta.
- Cześć Ren.- powiedziała uśmiechając się.
- Co za piękny ranek.- westchnąłem.- Nieprawdaż?
- Fakt...- wadera uśmiechnęła się.- Szkoda go marnować... Wstajemy.
Zaśmiałem się, wstałem i razem ze Stream przeciągnąłem się. Potem ruszyliśmy do spiżarni by coś upichcić. Kiedy wybraliśmy kawał wołowiny i postanowiliśmy go przygotować, Stream jęknęła i zgięła się w pół.
- Co się dzieje?- zapytałem zaniepokojony.
- Przepraszam...- wyjąkała wadera i niczym strzała pomknęła do łazienki.
Kiedy spędziła tam dobre dziesięć minut zacząłem z niepokojem pukać do drzwi ubikacji.
- Stream?- pytałem z niepokojem.- Nic ci nie jest> Jestem medykiem, zbadam cię...
Nagle wilczyca wyszła z pomieszczenia. Szła chwiejnie i trzymała się za brzuch. Podbiegłem do niej i potrzymałem ją, nie pozwalając by upadła.
- Co się dzieje Stream?- spojrzałem na nią czule ale niespokojnie.
 
<Stream?>

Od Kishan'a - C.D. Arii





Zmartwiła mnie reakcja wadery. Teraz się bałem. Bałem się, że ją stracę. Bezpowrotnie. Spełniły się moje obawy. Uraziłem ją. Już nie próbowałem za nią biec. Wiedziałem, że nie powinienem się teraz narzucać i zostawić ją samą. Postanowiłem dać jej czas. Ze spuszczonym łbem poszedłem do swojej jaskini i zasnąłem.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Następnego ranka wstałem wcześnie i wyszedłem na zewnątrz swojej jaskini. Przeciągnąłem się i pobiegłem na poranny trening. Kiedy skończyłem poszedłem wziąć małą kąpiel. Kiedy pływałem w jeziorze ujrzałem Arię. Przyglądała mi się jak pływam. Od razu wyszedłem z wody, w odpowiedniej odległości by jej nie ochlapać wytrzepałem się i powoli podszedłem do wadery.
- Aria...- wymamrotałem.- Chciałbym cię przeprosić. Nie powinienem był się tak narzucać.... powinienem był dać ci czas...
 
<Aria?>



Od Kelsey - C.D. Kast'a


- Kelsey.- powiedziałam patrząc na Kast'a- Nie poznałeś mnie? Niedawno trenowałeś mnie do wojny.- uśmiechnęłam się.
- A, no tak!- basior pacnął się łapą w głowę.
Jednak ja nie zwracałam na niego uwagi. Wszystkie moje myśli krążyły wokół innego samca- Nera. Dopiero po kilku minutach zorientowałam się, że Kast coś do mnie mówi. Spojrzałam na niego nieobecnymi oczami.
- Y... hę?- zapytałam potrząsając łebkiem.
- Kelsey?- zapytał basior.
- Tak?
- Nic ci nie jest?- popatrzył na mnie zatroskanym wzrokiem.- Jesteś taka.... nieobecna.
- Nie nic...- odpowiedziałam pośpiesznie.
- Na pewno?- chciał się upewnić.
- Tak, tak....- zamyśliłam się znów.- Mam tylko kilka ważnych spraw na głowie..... Wybacz Kast, ale muszę już iść.
Odwróciłam się i ruszyłam w swoją stronę.
KONIEC



Od Kelsey - C.D. Nera


Próbowałam polować kiedy usłyszałam szmer w krzakach. Ledwie co się odwróciłam, a tuż przy moim pysku zabłysnęła lufa srebrnej strzelby. A więc dziś miałam zginąć. Znieruchomiałam w miejscu. Usłyszałam jak myśliwy wkłada nabój do broni i ładuje strzelbę. Zamknęłam oczy. Usłyszałam strzał i poczułam jakby ktoś spychał mnie w inną stronę. Nagle zorientowałam się, że lecę. Z zaskoczeniem zauważyłam, że jeszcze żyję i nic mnie nie boli. Nie miałam nawet rany postrzałowej. A potem zauważyłam go i zatonęłam w jego oczach... Nagle on przystanął i położył mnie na ziemi. Podziękowałam i przedstawiłam się. Następnie zrobił to on. Potem powiedziałam kilka zdań i uśmiechnęłam się. On to odwzajemnił. Nero...... Jakież to cudne imię! Pierwszy raz poczułam takie uczucie. Serce łomotało mi jak szalone, a umysł nie był w stanie zauważyć nic innego tylko właśnie tego basiora.
- Może się przejdziemy?- zaproponował.
- Chętnie.- powiedziałam rumieniąc się.
Ruszyliśmy przed siebie.
- Jesteś tu nowy?- zapytałam. - Nigdy wcześniej cię tu nie widziałam...
- Tak.- odpowiedział i z uśmiechem spojrzał na mnie.- Dopiero kilka dni temu znalazłem sobie jaskinię. Chcesz zobaczyć?
- Jasne!- ucieszyłam się.
Ruszyliśmy w przeciwną stronę aż dotarliśmy do wielkiej jaskini.
- Tu właśnie się urządziłem.- samiec z dumą uśmiechnął się.- A ty gdzie mieszkasz?
- Nieopodal.....- wskazałam łapą mały gaik.- Za tą kępką drzew w prawo i praktycznie jesteśmy na miejscu...
 
<Nero?>



Od Kast'a

Siedziałem w swojej jaskini. Padał śnieg, więc nie chciałem wychodzić. Ale musiałem. Nie miałem nic do jedzenia. Postanowiłem, że szybko coś upoluję i wrócę do domu. Jednak zwierzęta tak jak i ja nie wychodziły ze swoich kryjówek. Byłem zmuszony zostać na dworze trochę dłużej. Nagle coś zauważyłem.
- Sarna! - krzyknąłem.
Pobiegłem za nią i wkrótce już nie żyła. Już zabierałem się do jedzenia, gdy usłyszałem coś dziwnego. To mógł być inny wilk. Odwróciłem się i zobaczyłem wilczycę.
- Jak się nazywasz? - zapytałem.

<Kto dokończy?>

Od Annayii

Obudziłam się i poszłam do pracy. Już od rana było mnóstwo wilków. Najbardziej w tym zawodzie lubiłam historie wilków, które ucierpiały. "Chciałem usiąść na trawie, lecz usiadłem na jeżu", "No po prostu się na mnie rzuciła!", "Naprawdę! On mnie ugryzł!"... Uśmiechałam się wtedy w duchu i opatrywałam rany. Dziś jednak miałam niespodziewanego gościa... Postrzeloną Alfę Larę, przyniósł namiestnik. Opatrzonyłam ją najlepiej jak umiałam, dałam zalecenia i wieczorem poszłam do siebie. Miałam jakieś dziwne przeczucie, że stanie się coś złego... Wyszłam z jaskini, z zamiarem zobaczenia co u Lary. Nagle coś wciągnęło mnie do krzaków i zakryło mi pysk. Po chwili ujrzałam twarz człowieka. Był młody, na oko 23-letni. Zaczęłam szybko oddychać. Nie! Ja nie chcę tam wracać! Nie chcę patrzyć przez kraty! Nie chcę znów cierpieć!
- Cii! Spokojnie mała. Zabiorę Cię stąd.- szepnął młodzieniec i wziął mnie na plecy.
Pobiegł do samochodu i wsadził mnie do skrzyni. Wkrótce auto się zatrzymało. Schowałam się w najdalszym rogu pudła i zamknęłam oczy. Ktoś wziął mnie delikatnie na ręce i zaniósł do ciepłego domu. Ta ułożył na kocu który był niedaleko kominka. Mężczyzna zniknął, lecz wrócił po chwili. Zaczął iść w moją stronę. Oddech znów przyspieszył a serce zaczęło walić tak mocno, że myślałam iż wyskoczy mi z piersi. Mężczyzna spokojnie odwiązał mnie i poszedł do innego pokoju. Po chwili wrócił z miską wody i czymś co przypomniało mięso. Postanowił miski na podłodze, usiadł na fotelu i zaczął czytać książkę. Troszkę się uspokoiłam. Dokładnie przyjrzałam się człowiekowi i pomieszczeniu. Mężczyzna miał brązowe oczy, które ładnie kontrastowały z brązowymi włosami. Był dość krępej postury, lecz miał bardzo delikatne ręce. Na sobie miał czarną koszulkę i jeansy. Pokój w którym leżałam był zapewne salonem. Jego ściany były całe drewniane, po środku stała kanapa a kominek dawał przyjemne ciepło. Wstałam z podkulonym ogonem i nieśmiało podeszłam do kominka. Mężczyzna uśmiechnął się.
- Pewnie masz mi za złe, że zabrałem Cię od przyjaciół... Niestety tamci ludzie chcą ich złapać i sprzedać.- powiedział i spojrzał na mnie- Nie bój się. Od urodzenia kocham wilki i wiem że umiesz mówić, czarować i robić inne rzeczy.
Otworzyłam szeroko oczy. Nigdy nie zaznałam przyjaźni od człowieka. Zawsze był tylko ból i cierpienie.
- Jak cię zwą?- zapytałam cichutko.
- John Carter.- odpowiedział z błyskiem w oczach- A ty?
- Ann... Annayia.- powiedziałam ramieniąc się- Powiesz mi ile mam zostać w twoim domu? Muszę ratować moich przyjaciół.
- Spokojnie. Nawet cała wataha nie poradziłaby sobie z tyloma ludźmi. Wilki to mądre stworzenia. Dadzą sobie radę. Możesz wrócić, ale... - przerwał i spojrzał na mnie.
Zrozumiałam o co mu chodzi... Westchnęłam i położyłam się przy jego nogach. John pogłaskał mnie za uchem i wrócił do czytania. Usnęłam kilka chwil później.

~ Rano...~

Otworzyłam oczy. Przewróciłam się na drugi bok i zobaczyłam John'a który robił śniadanie w kuchni. Do mojego nosa dszedł wspaniały zapach mięsa sarny. Wstałam i podeszłam do blatu w kuchni. Jelenie mięso pachniało cudownie...
- Myślałam, że tylko my, niedźwiedzie i pumy jemy sarny.- powiedziałam.
- My jemy dziczyznę, ale najpierw je smażymy by była smaczniejsze.
- Po co smażyć i psuć dobre mięso? Najlepsze jest surowe.- wyraziłam swoje zdanie.
- Dla was tak, dla nas nie.
Wzruszyłam ramionami i poszłam zjeść mięso z miski.

CDN.

Od Nera

Biegałem po nieznanych mi terenach, obwąchując każdy kwiatek, oglądając wszystko i jednocześnie nic. Nagle dostrzegłem jakąś waderę i człowieka, który na nią polował. Biedna stała jak osłupiała, nie mogłem na to patrzeć i z prędkością nadświetlną zabrałem ją z miejsca i dopiero daleko z tego miejsca stanąłem i spytałem:
- Nic Ci nie jest?
- Nie, nic. Jestem Kelsey
- Nero. Co tam robiłaś i czemu nie uciekłaś?
- On tak z zaskoczenia się pojawił z reszta tak samo jak ty i nie uciekłam, bo byłam sparaliżowana strachem, ale ty mnie uratowałeś, dziękuję - Uśmiechnęła się, a ja odwzajemniłam uśmiech


<Kelsey?>

sobota, 1 lutego 2014

Od Alarici - C.D. Avero


Leciałam na pegazie mocno pochylona do przodu, przytulając się do jego szyi. Łapy miałam wczepione w jego aksamitną grzywę. Słyszałam bicie jego potężnych skrzydeł, raz po raz zagłuszane przez wycie wiatru. Śnieg sypał mi w oczy, przymrużając je próbowałam coś ujrzeć, ale zobaczyłam tylko wirujące płatki śniegu. Wszystko to przyprawiało mnie o zawroty głowy. Mocniej wtuliłam się w grzywę zwierzęcia i zamknęłam oczy. Myślałam o Avero. Martwiłam się o niego, ale w głębi serca czułam, że doszedł do jaskini. Nagle poczułam, że się zniżamy. Wstrząsnęło mną lekko i usłyszałam tętent kopyt. Pegaz zatrzymał się przed wejściem do naszej jaskini. Zsunęłam się z niego, trzęsąc się z zimna i zaprowadziłam do magazynu, gdzie przechowywałyśmy jedzenie. Było tam dużo miejsca i przyjemnie ciepło. Poklepałam konia po szyi.
-Masz Avier-dałam mu jabłko i zostawiłam niezatrzaśnięte drzwi, aby rano, gdy tylko wichura się trochę uspokoi mógł wylecieć. Znalazłam jakieś siano i podgrzałam wodę, którą zaniosłam pegazowi.
Zostawiłam zwierzę i poszłam do kuchni. gdzie czekała zdziwiona Kat.
-Czy ty właśnie przyleciałaś tu w zamieć śnieżną na pegazie?
-Tak-rzuciłam w biegu.
Położyłam się, Katniss trochę się jeszcze krzątała, zajrzała do pegaza, po czym zgasiła ognisko. W pokoju zapanowała ciemność. Słychać było tylko wycie wiatru i parskanie Aviera.
-Gdzie byłaś?-spytała się wilczyca.
-Wybacz Katniss, jestem zmęczona-odpowiedziałam.
Tak naprawdę wcale nie chciało mi się spać. Nie mogłam zasnąć, bo ciągle myślałam o Avero.
-To jakiś obłęd-warknęłam cicho i przewróciłam się z impetem na drugi bok, uderzając głową w ścianę.
<Avero, jak tam?>

Od Lary - Zło nadchodzi....

(Opowiadanie jest także dokończeniem historii Assi'ego i Stream.)

***


Rano zabijając czas spacerem poczułam ciepło bijące z ziemi, a śnieg w tym obszarze był roztopiony. Zaczęłam kopać z tym miejscu, aż wydobyłam zwitek pergaminu. Zobaczyłam tam jednak tylko dziwne runy. Przypomniałam sobie, że Stream znała ten język, więc poszłam z tym do niej. Wilczyca sziedziała w jaskini, patrząc na krople wody kapiące ze sklepienia. Wyjaśnijam jej o co chodzi, a ona mi pomogła. Jednak padło pytanie, którego bałam się od wojny:
- Czy mam szanse, aby zostać Betą Alfo?
Zaniemówiłam. Od śmierci Vedis nie było mi łatwo.
- Ja... ja.. nie wiem. Muszę przemyśleć to... wszystko. - powiedziałam z trudem i wybiegłam z jaskini wadery.
Łapy grzęzły mi w śniegu, lecz dość szybko dobiegłam do swojej jaskini. Weszłam do niej i zaczęłam sprzątać, bo nie miałam nic lepszego do roboty. Właśnie zbierałam bezużyteczne papiery, kiedy usłyszałam zgrzytnięcie pazurów o twarde podłoże.
- Assi na prawdę nie jestem dzisiaj w dobrym humorze...- powiedziałam odwracając się.
Zobaczyłam tam kuzyna i innego wilka, który pewnie miał test czy coś takiego. Assi przestał się uśmiechać widząc mój wyraz twarzy. Podszedł do mnie i potargał moją czuprynę. Spojrzałam na niego smutno.
- Proszę. Wiesz na pewno co się stało Ass'owi. Na prawdę to przeżyłam. Proszę. - wilk chyba zrozumiał moje prośby, bo objął mnie lekko, skinął na drugiego basiora i wyszli.- Byłoby dobrze, tylko spróbuj chować pazury.- powiedziałam do samca na odchodne, a on lekko się uśmiechnął.
Sprawdziłam moje zapasy. Były średnie, lecz wystarczyły na zimę. Chyba. Po kilku godzinach siedzenia w zamkniętej grocie wyszłam na zewnątrz. Od zamkniętych pomieszczeń chciało mi się rzygać. Poszłam w las.Wspięłam się na drzewo i przeskakiwałam z gałęzi na gałąź. Tym sposobem okrążyłam las od zachodniej strony. Wreszcie zeszłam z brzozy, na której siedziałam i poszłam do głębszej części białego od śniegu lasu. Po kilku minutach marszu dostrzegłam ruch. Coś kluczyło pomiędzy drzewami. Zatrzymałam się i wpatrywałam w stworzenie z lekką trwogą w sercu. Nagle dostrzegłam zwierzę dokładnie, ponieważ było niecałe 10 metrów ode mnie. Spostrzegłam, że to zwykły lis, lecz strach nie ustąpił, ponieważ zwierzak musiał przed czymś uciekać. Po chwili rozległ się huk, a głowa lisa została przestrzelona na pół. Jednak nie zostało zrobione to strzałą. Otwór był mały i okrągły. Mogło to znaczyć tylko jedno... ludzie byli blisko. W panice weszłam na czubek drzewa i zostałam tam przez chwilę. Przyglądałam się szybko dokonującym się zdarzeniom. 3 ludzi z psem podeszło do truchła. Jeden był całkiem młody, drugi wyglądał na trochę starszego, lecz trzeci był zdecydowanie najstarszy, miał ok. 40 lat. Pies obwąchał zwierzę, a najstarszy mężczyzna kopnął go czubkiem buta.
- To nie to czego szukamy.- usłyszałam jego głos.- My szukamy wilków. Większych, zazwyczaj kolorowych... Ale nie zabijać ich, chyba, że będą stawiać opór. Wtedy futro będzie jak znalazł...
Nie dokończył, ponieważ najmłodszy, mający jakieś 14 lat chłopak wskazał w moim kierunku. Wytrzeszczyłam oczy i zaczęłam skakać z drzewa na drzewo. Jednak ,,trzeci" był wyćwiczonym strzelcem i trafił w moją przednią łapę. Zachwiałam się i zaczęłam spadać. Obiłam się o kilka gałęzi i spadłam plecami na twarde podłoże. Krzyknęłam, lecz ból przyćmił wszystko. Zatopiłam się w ciemności.
***
Obudziłam się w jaskini medycznej. Pachniało tam lekami. Spojrzałam na moja zabandażowaną łapę, lecz nie mogłam się przekręcić, ani ruszyć czymś więcej niż szyja, ponieważ mój kręgosłup niemiłosiernie mnie bolał. Wreszcie ktoś do mnie podszedł. Nad sobą zobaczyłam twarz Annayii - wilczycy, którą przyjęłam kilka dni wcześniej. 
- Dobrze, że się obudziłaś.
- Kto? Co się stało?
- Zostałaś postrzelona przez ludzi, po czym spałaś z drzewa i to dość wysokiego. Przyniósł cię tu namiestnik. Mówił, że przeżyli tylko najmłodszy i najstarszy, a potem odjechali. Leż, proszę.
Zamknęłam oczy i lekko przechyliłam głowę. 
- To jest jaskini medyczna, a nie twoja, prawda?- spytałam.
- Oczywiście, a dlaczego pytasz?
- Po prostu.
Jaskinia znajdowała się na skraju lasu, obok rzeki. 
Dzień minął spokojnie. Miałam kilka razy zmieniany opatrunek i to chyba była najciekawsze wydarzenie dnia, którego większość przespałam. Nastała noc. Annayia powiedziała, że przyjdzie jeszcze przed świtem i wyszła. Leżałam na lewym boku, nie mogąc zasnąć. Około 1 w nocy usłyszałam ciche dźwięki. Uniosłam lekko głowę i zobaczyłam kilka cieni. Nie mogłam nic zrobić przez ból kręgosłupa. Ostatnie co pamiętałam to moje własne krzyki i przeszywający ból w okolicy czubka głowy.
***
Obudziłam się z zawiązanymi oczami. Jednakże nie tak szybko poradziłam sobie z opaską, bo miałam sprawną tylko jedną, lewą łapę. Kiedy zdjęłam szmatę zobaczyłam, że siedzę w jakimś kontenerze. Miotało mną przez podskakiwanie pojazdu. Ku mojemu zdziwieniu obok siebie zobaczyłam Armina! Lekko się do niego przyczołgałam i zobaczyłam krwawiący kark wilka. Syknęłam i szturchnęłam basiora, ponieważ nie mogłam sie nawet podnieść, żeby przynajmniej obejrzeć ranę. Wilk otworzył oczy, a ja cicho spytałam:
- Gdzie jesteśmy i jak to wszystko się stało? Jak się tu znaleźliśmy? Nie musisz mi tłumaczyć co to ludzie i w ogóle, bo zostałam przez jednego postrzelona, a do tego nie mogę nawet normalnie wstać.- dodałam ze smutnym uśmiechem.

(Armin? Wytłumaczysz cokolwiek? ^^)
(Jest to wprowadzenie do ataku ludzi na nasze watahy.)

Od Axel'a

Kolejny dzień mojej wędrówki. Nie mam pojęcia ile już tak wędruję. Sześć miesięcy, rok czy może dwa lata. Straciłem rachubę czasu odkąd musiałem uciekać z watahy, która pewnie nie istnieje, albo co gorzej zamieniła się w jeden wielki burdel. Wszystko przez niego, mojego brata - An'ai'ego, gdyby nie jego chore myśli o władzy mógłbym żyć spokojnie z rodziną, zostać partnerem Savary, i może jeszcze doradcą alfy. Wszystkie moje marzenia jakie miałem legły w gruzach po tym jak mój wygnany brat powrócił i zemścił się.
Kolejny dzień taki sam, pobudka i ruszam na przód, idę, idę, i idę. Czasem zdarzy się coś upolować jednak zazwyczaj chodzę głodny. Potem wieczór, znajduje sobie schronienie i zasypiam, co dzień to samo. W ciągu całego mojego tułaczego życia nie dołączyłem jeszcze do żadnej watahy, może to dlatego, że jej nie szukam.
Jednak już mam dość, nie mogę znieść tej samotności, ciągłego rozmyślania co się zdarzyło. To się stało, już było. Powinienem żyć teraźniejszością nie przeszłością.
Przystanąłem, poczułem zapach stada wilków. Może jest to wataha, pomyślałem idąc w kierunku skąd dochodził zapach. Coraz mocniej czułem obecność innych wilków. Oby mnie tylko przyjęli.
- Stój! - usłyszałem i rozglądnąłem się do o koła, nikogo nie zauważyłem.
Tymczasem z lasu wybiegła biała wadera. Przystanęła kilka metrów ode mnie i zapytała:
- Co robisz na terenach naszej watahy?
- Chciałem dołączyć - odpowiedziałem, bacznie się jej przyglądając. - Jesteś może alfą?
- Nie, w kwestii przyjmowania nowych członków nie mam za wiele do powiedzenia, jednak mogę cię zaprowadzić do namiestnika, zobaczymy co on z tobą zrobi.

<Glia, kontynuujesz?>

Nowy Członek Avalon Wschodniej - Axel!

Axel
Zabójca

Nowa Członkini Avalon Wschodniej - Shayde !

Shayde
Zielarz

Nowy członek Avalon Zachodzniej - Nero!

Nero
Zielarz

Od Avero - C.D. Alarici

- Te! Nie uśmiechaj się tak ciepło babo, bo jeszcze pierwszy śnieg stopnieje! - zaszydziłem, ale już nie tak jak z zupełnie nieznanych i obojętnych mi osób, ale tak jak nabijałem kiedyś z moich sióstr..- Tak, czy siak trzeba wracać, bo już późno. Chmury też nie wróżą dobrej pogody. - powiedziałem z niepokojem to spoglądając na niebo, to na coraz większe opady śniegu. -  Nie zdążysz dobiec do domu przed wichurą. - wydałem swój osąd i rozejrzałem się wokół.  Nie było niczego, czym wilczyca mogła by się osłonić przed śniegiem. Spojrzałem też na wilczycę. Posmutniała. - Ejże! Nie mów mi, że podoba Ci się stanie na mrozie z takim wyrzutkiem jak ja! - zaśmiałem się, patrząc jej w oczy - Moje towarzystwo nie jest dobre dla takich damulek jak Ty. - powiedziałem i jeszcze raz rozejrzałem się za czymś co mogłoby osłonić ją od wiatru. Nie znalazłem nic takiego, ale wpadłem na pomysł. Skupiłem się z całej siły, a przed nami zaświeciła się mikroskopijna kulka.
- Co robisz ...? - spytała Alarica, a kulka rosła i rosła oraz powoli zmieniała kształty...
- Stwarzam Ci szybki powrót do domu. - wyjaśniłem, a ,,kulka" osiągnęła teraz wysokość ponad dwóch wilków. Przed nami stał pegaz.

Zanim Alarica zdążyła coś powiedzieć wsadziłem ją na pegaza, bo wichura przybierała na sile.
- To Avier. Zabierze Cię do Twojej jaskini. Jak już Cię podwiezie, to go wypuść, jeśli będzie chciał odlecieć.- pokrótce wyjaśniłem, bo śnieg już zawiewał mi usta. - Ja muszę już iść, bo jeszcze nie trafię do jaskini. Może kiedyś znów pokłócę się z Tobą o dzika... - zaśmiałem się i klepnąłem pegaza, a ten wzleciał w powietrze. Jeszcze przez chwilę obserwowałem ich, ale po chwili śnieg mi to uniemożliwił. Ufałem swoim stworzeniom, bo sam je tworzyłem i sam dawałem im wytyczne. Avier wiedział gdzie lecieć, sam mu przecież przekazywałem swoje myśli. Był przy tym jeszcze całkiem dobrze zbudowany ( mogłem sam sobie tego powinszować ), że bez mniejszych problemów powinien zawieźć tę damulkę tam gdzie trzeba. Tylko teraz ja musiałem jakoś wrócić...
Przedzierałem się przez zaspy, ale gdy dotarłem do lasu było już lepiej, mimo, iż śnieg zasypywał mi oczy i nos. Do domu dotoczył się bałwan, zamiast mnie. " Ostatni raz dałem się tak wrobić" myślałem, bo mój charakter wziął górę. Za długo dziś byłem miły. Musiałem się wyładować.
- Hej, wszystko ok? - spytał się Assi, gdy się już otrząsnąłem - Strasznie długo Cię nie było. Gdzieś się szlajał ?
-Tam gdzie chciałem.- odburknąłem, a Assi znając mnie, zmilczał. Nieco zrażony, podsunął mi mojego dzika, podsycił ognisko i poszedł spać po drugi koniec jaskini. Ja też po posiłku udałem się na spoczynek. Nie mogłem się wyzbyć myśli o tej babie, więc odwróciłem głowę w stronę wylotu jaskini i wpatrywałem się w zamieć. W końcu zasnąłem. A śnił mi się... jej uśmiech.
< Alarica ? - co u Cb ? >

Od Alarici - C.D. Katniss


"Na razie wystarczy ci tylko informacja że prawdopodobnie twoja matka nie żyje"-słyszałam w głowie słowa Katniss. Mimo, że nie liczyłam na to, że ktoś może przeżyć, poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Szybko je otarłam i spojrzałam na przyjaciółkę.
-A więc nie wiesz, co się stało z moim ojcem?-spytałam się.
Katniss pokiwała głową i spuściła wzrok.
Dojadłam do końca resztki, ale niestety zmartwienia nie zniknęły wraz z jedzeniem. Musiałam to wszystko przemyśleć.
-Muszę wyjść-oznajmiłam i szybko odskoczyłam od stołu. Gdy odsunęłam głaz zimny wiatr zwalił mnie z łap. Zaspy były już dwa razy większe ode mnie. Widok stawał się bardziej zamazany, płatki śniegu z impetem wpadały mi do oczu. Nagle poczułam na sobie ciepłą łapę Kat.
-Rozumiem, że chcesz się przejść, ale może nie dzisiaj. Jeśli szybko nie wrócimy to możemy tu zamarznąć a znajdą nas dopiero na wiosnę. Zamrożone na kostki lodu.
Kat miała rację. Zbliżała się burza śnieżna.
<Katniss?>

Od Katniss


Avalon Wschodnią przykryła gruba warstwa śniegu ,teraz tutejsze życie trochę zwolniło,a właściwie było wręcz niewyczuwalne ,zupełnie tak jakby nikt nie zamieszkiwał tych terenów, w środku dnia można było usłyszeć najcichszy krok i szelest ,nawet swój własny oddech wydawał mi się być nadzwyczaj głośny .Usłyszałam jak ktoś przedziera się przez zaspy ku mojej jaskini i był to nikt inny jak Alarica .
-W końcu wróciłaś ! -krzyknęłam i od razu zaśmiałam się widząc samice od stóp do głów oblepioną śniegiem -wyglądasz jak bałwan i chyba nim jesteś skoro wybrałaś się w podróż w taką śnieżycę -samica weszła do jaskini i otrzepała się zrzucając z siebie nadmiar zimowego wytworu ,zasunęła drzwi i od razu podbiegła do ogniska .
-Jestem głodna jak wilk ! -wysapała .
-Wiesz gdzie jest spiżarnia moja droga .-odparłam sama kończąc konsumpcje mojego dzika .
-Liczyłam na to że przygotujesz mi jedzenie ,spójrz na moje łapy !Toć to sam lód !
-To będzie dla ciebie nauka .-odparłam nie ruszając się z miejsca,
W końcu Alarica zrozumiała że nie ma sensu prosić mnie o coś czego i tak bym nie zrobiła i samodzielnie przyrządziła sobie posiłek .Po zjedzeniu skierowała do mnie swój zabójczy wzrok nr.7.
-Powinnaś mi podziękować za to że kiedy ciebie nie było ja zrobiłam tak duże zapasy ,a więc?-uśmiechnęłam się złośliwie
-Dziękuje - Al teatralnie wywróciła oczami i usiadła przy radośnie tańczących płomieniach .
Przez chwilę milczałyśmy aż w końcu samica zadała mi pytanie:
-Katniss ,powiedz mi co się stało z moimi rodzicami ?
-Czy aby na pewno chcesz o tym wiedzieć ? -zapytałam.
-Tak ,bardzo tego chcę .-odrzekła stanowczo.
-Kiedy cień na nas napadł ,chyba nasze rodziny uciekały w przeciwnych kierunkach bo straciłam twoich rodziców z oczu ,a ty samotnie przedzierałaś się między spanikowanymi wilkami ,mój tata wziął cię na wpół żywą na grzbiet i uciekaliśmy ale złapali nas ,trafiliśmy do klatek .Właściwie nie byłyśmy świadome zagrożenia .Kiedy ty spałaś widziałam jak wynosili oni martwą wilczycę do złudzenia przypominającą twoją matke ,widać było iż długotrwale ją torturowali ,ale twój ojciec ?Nie wiem co się z nim stało nie widziałam go od czasu napadu .Nie będę opowiadać ci o szczegółach sądzę że narazie wystarczy ci tylko informacja że prawdopodobnie twoja matka nie żyje a i to będzie dla ciebie olbrzymim ciosem .

Alarica ?



Od Katniss - C.D. Assi'ego


-Ty przynajmniej masz pewność że nie żyją , wiem że to dziwnie brzmi ale ja uważam że gorzej jest żyć w nie wiedzy .
Ja osobiście nie mam pojęcia czego się spodziewać i co by było dla mnie bardziej bolesne- to że przeżyli ,ale mogliby zginąć przez to że ich zostawiłam ,czy to że odeszli z tego świata .Co by się nie wydarzyło wina i tak spoczywa na moich barkach ,nie tak mnie wychowano .Powinnam tam zostać i zginąć lub ewentualnie przeżyć ale wspólnie z nimi a nie myśleć jedynie o swoim bezpieczeństwie ,to było najbardziej egoistyczne zachowanie w moim życiu i chyba nie ma dnia ani godziny kiedy o tym nie myślę .-skierowałam wzrok na ziemię -dlatego szukam tu smoka ,który był moim towarzyszem za czasów dziecięcych ,ale nie wiem czy on jeszcze o mnie pamięta,czy zaprowadzi mnie do rodziców czy też będzie błądził w niebieskich przestworzach zataczając kręgi nad moją rodzinną watahą w oznace że tam leżą ich martwe ,bezwładne ciała .Każdy dzień jest dla mnie zagadką i choć w środku czuję rozdzierający ból nie chce aby ktokolwiek zobaczył go malującego się na moim pysku .-zacisnęłam łape formując coś na kształt ludzkiej pięści i ponownie spojrzałam w gwiazdy. Assi słuchał mojej opowieści w milczeniu ,zupełnie tak jak ja jego .Dopiero po fakcie zdałam sobie sprawe że powiedziałam o tak ważnych dla mnie rzeczach zupełnie obcemu wilkowi.-Ja chyba oszalałam -zaśmiałam się w duchu z własnej głupoty -może to przez to uderzenie w drzewo zaczęłam mówić prawie że nieznajomemu wilkowi o swoim życiu .-i pomimo tego że w głębi duszy mocno karciłam swoje zachowanie ,uśmiechnęłam się (bardzo) delikatnie do samca.

Assi ?



czwartek, 30 stycznia 2014

Od Alarici - C.D. Avero

Wydawało mi się, że Avero lekko spochmurniał, ale szybko odzyskał humor sypiąc mi pyłem w twarz. Poczułam jak coś łaskocze mnie w przełyku i zaczęłam kaszleć. Zaczęliśmy się śmiać, a ja czułam się naprawdę szczęśliwa. Nie chciałam wracać do domu, chciałam tu zostać, zatrzymać czas. Spędzić wspaniale ten ostatni dzień, zanim przyjdą mroźne wichury i zamiecie śnieżne. Nigdy jeszcze nie byłam tak radosna, chyba tylko wtedy, gdy odnalazłam Katniss. Czasem zastanawiałam się co ona musi przeżywać, bo pamiętała wszystkie chwile z dzieciństwa. Z jednej strony jej zazdrościłam, pamiętała chwile spędzone z rodziną, zabawy, piękne wspomnienia, ale z drugiej pamiętała również o tych wydarzeniach w klatce, śmierci bliskich. Czasem zastanawiam się dlaczego ja nic nie pamiętam z tamtego czasu. Może ktoś uderzył mnie czymś mocno w głowę, albo przeżyłam zbyt wielki szok. Nie wiem.
-Alarica?-z zamyślenia wyrwał mnie głos Avero.
-Wybacz, na chwilę odleciałam-uśmiechnęłam się.
Zaczął padać pierwszy w tym roku śnieg. Delikatne, małe płatki spadały z nieba wirując w powietrzu. Pomimo to wcale nie było czuć chłodu.
-Nie jest ci zimno?-spytał się samiec, z nieudawaną troską w głosie.
Spojrzałam w oczy wilka. W poświacie księżyca zdawały się świecić, jakimś tajemniczym blaskiem.
-Nie-wyszeptałam i posłałam mu nieśmiały uśmiech. Ostatnio tak często się uśmiechałam.
 
<Avero?>

Od Avero - C.D. Alarici

Wilczyca śmiała się na całego. Wywróciłem oczami i przeturlałem się po Polanie. Byłem teraz cały w słodziutkim srebrnym pyłku. Bleee. Przynajmniej Alarica miała ubaw.  Teraz gdy już cały się ubabrałem, wstrząsnąłem futrem, a srebrny pył uniósł się w powietrze. Wszystko w okół nas zaczęło błyszczeć, a powiew wiatru sprawił, że kwiaty zaczęły cicho dzwonić. Spojrzałem na Alaricę. Była wesoła, wręcz promieniała. Widok ten by tak przyjemny, że sam nawet się mimowolnie uśmiechnąłem. Uśmiechałbym się dalej, gdyby mój wzrok nie padł na niebo. Widok nocnego nieba, napełnił moje serce tęsknotą i bólem. "Przecież właśnie w taką samą noc utraciłem wszystko" i przypomniałem sobie płomienie, krzyk i rozpacz, opłakiwanie poległych i grzebanie zmarłych. I tą świadomość że z setek wilków, pozostałem tylko ja i mój brat...
Z nieba zaczął spadać pierwszy śnieg. "Co było to było, co ma być, będzie. " pomyślałem ponuro. Alarica nieśmiało podeszła do mnie z prawej strony.
- Wszystko dobrze Avero ? - spytała delikatnie. Przez chwilę wpatrywałem się w ziemię. Ukradkiem od niechcenia, dotknąłem jednego z kwiatów. "Chcę żyć dziś, tu i teraz. Nie chcę być tym kim nie jestem, nie chcę być tam gdzie mnie nie ma. To jest dzień i to jest miejsce. " przypomniałem sobie słowa jakiegoś wielkiego wojownika... Jakiego ? Nie wiem. Nigdy nie miałem pamięci do imion, ale gościu miał rację.
- A jak miało być ? - spytałem i strzeliłem garścią srebrnego pyłu prosto w jej twarz. Zaśmiałem się, a ona odkaszlnęła tą dawkę pyłu, którą wciągnęła do płuc. - Wyglądasz tak uroczo kiedy kaszlesz ... - zacząłem się niewinnie nabijać. Humor od razu mi się poprawił. Jej uśmiech też trochę pomógł.... Choć raczej nie zdawałem sobie z tego sprawy...
< Alarica ? >

Od Assi'ego - C.D. Katniss

Przypomniałem sobie zamazany obraz rodziców... Wszystko co mówili, kochali...
- Gdyby to odemnie zależało, to nigdy bym się z nimi nie rozdzielił...- westchnąłem - Tak. Oni żyją. Ale żyją tam, gdzie jeszcze nie mogę się dostać... - powiedziałem cicho i wskazałem na niebo. - Tak samo jak moje całe rodzeństwo prócz Avero. Jak moi dziadkowie i jak moje babcie. Tak samo jak cała kraina, z której pochodził mój mój dziadek, mój ojciec i moi bracia. Ja pochodzę stąd. Urodziłem się w kraju mojej matki. Mówi się jednak, że tam dom Twój, gdzie serce Twoje. Moje serce zostało tam, daleko za Dzikimi Górami. Tam gdzie je zabito i pochowano. Moje serce zostało razem ze stosami trupów, a ja muszę nauczyć się żyć na nowo. Bez serca, bez bliskich, bo Avero to trudny typ.... -  odparłem ponuro - Długo walczyłem z chęcią zemsty... Ale zemsta nie uspokaja... Nie przynosi ukojenia. Avero tego nie rozumiał i nie zrozumiał. Dlatego wróciliśmy tu, do kraju matki. Jak się tu urodziłem... Były tu setki magicznych wilków! Miałem nadzieje, że.... że spotkam ich i namówię część do odbicia kraju moich ojców... Ale zastałem niewielką liczbę i to podzieloną na pół. Wilk przeciw wilkowi. Brat przeciw siostrze. Co miałem zrobić ?! Sam bym nic nie zwojował, a może jeszcze brata bym stracił... - mimowolnie powiedziałem rozgoryczony - Zostałem, przynajmniej do czegoś się przydam kuzynce...  - powiedziałem choć wiedziałem w duszy, że nie do końca pozbyłem się chęci zemsty.  ONI napadli na nas w tym najważniejszym dniu mojego życia, czyli wtedy gdy miałem przyjąć śluby Wojownika. Jeszcze pamiętałem huki wystrzałów, ale najbardziej uwiecznił mi się w pamięci widok śmierci ojca. Nigdy nie zapomniałem i nigdy nie wybaczyłem. - Mojego ojca... - powiedziałem zachrypniętym głosem - Przywiązano razem z innymi Wojownikami do stuletniego drzewa, które było znakiem stabilności i potęgi naszej krainy i... podpalono, bo przecież jakże śmiesznie wygląda umierający w płomieniach wilk....Ale tata, nie powiedział nic, nie wydał najmniejszego dźwięku. Stał wyniosły i dumny, a płomienie pożerały jego ciało... To była najlepsza lekcja jaką kiedykolwiek dostałem... I to wszystko co mogę Ci powiedzieć na temat mojej rodziny... - zakończyłem cicho...
< Katniss ? >

Uwaga!

Tu Miria.  Przez cały jutrzejszy dzień ( piątek ) mnie nie ma i może mnie nie być już dziś wieczorem. Prosiłabym, żebyście wszystkie opowiadania przez ten czas kierowali do bezimienna .
Postaram się jeszcze dziś dokończyć opowiadania, ale nie wiem czy zdążę. 
W sobotę już będę i w sobotę wszystko wraca do normalnego ładu (tj. wysyłacie opka do mnie ).
Za wszystkie utrudnienia przepraszam najmocniej i dziękuję za wyrozumiałość :)
                                                                                                                             ~~~ Assi, Namiestnik

Od Katniss - C.D. Assi'ego


-Zawsze gwieździsty ,nocny nieboskłon przypomina mi mojego ojca .Wpatrując się w iskrzącą milionami świateł czerń nieba widzę tamtą polanę ,kiedy tata opowiadał mi o rozmaitych ciałach niebieskich , kiedy patrzyłam w jego genialny teleskop i wspólnie z nim nazywałam gwiazdy ,nawet mieliśmy swoją własną , dalej ją mamy- to ta najjaśniejsza , wierzę że dopóki jeszcze świeci swoim blaskiem,dopóty mój tata będzie żył i czekał na mój powrót i odwrotnie .Ach...wtedy było tak magicznie ..tam było tak odmiennie ...-przez chwilę zamyśliłam się i powróciłam myślami do swojego odległego dzieciństwa
~~Tato skoro naszą gwiazdą ma być najjaśniejsza to pewnie jest nią ta -mówiła mała Katniss wskazując swoją drobniutką łapką na okrągły nieznajomy jej obiekt.
Nie skarbie ,to jest księżyc , on jest taki jak ty -odpowiadał jej ojciec z ciepłym uśmiechem na pysku
Nie rozumiem ?-marszczyła brwi waderka
Ty jesteś w centrum mojego starego obolałego serca,on w centrum nocnego nieba , świecicie najjaśniej wśród innych , wyróżniacie się ,księżyc jest niemalże tak wyjątkowy jak ty .
Czy bycie wyjątkowym jest złe ?
Nie , chociaż niektórzy nie potrafią zrozumieć odmiennych od nich wilków i uważają je za dziwaków ,ale w głębi duszy zazdroszczą im tej odmienności ,gdyż oni sami są szarzy nieciekawi i mdli .
Już rozumiem dlaczego aż tyle wilków tak dziwnie na mnie patrzy ,a tylko nieliczni się uśmiechają ,mam tylko jeszcze jedno małe pytanie tato
Chyba już dosyć pytań , nie wystarczy nam nocy na sen kochanie ~~
I nigdy nie zadałam mu tego pytania, bo kolejnego dnia zabrali nas do klatek ,oczekiwaliśmy śmierci , a takie pytanie odeszło w kąt , pewnie nigdy już nikomu go nie zadam i umre z tymi słowami na pysku .
Nawet nie wiem przez jaki czas byłam nieobecna myślami i co mówił Assi ,dlatego postanowiłam przerwać niezręczną ciszę .
-Twoim rodzice żyją Assi ? Jeśli tak to dlaczego ich zostawiłeś ?

Assi ?

środa, 29 stycznia 2014

Od Assi'ego - C.D. Katniss

Katniss uśmiechnęła się delikatnie... Zdziwiło mnie to, choć pozytywnie. Miała piękny uśmiech, tylko szkoda, że rzadko się pojawiał. Po chwili znów zapatrzyłem się w gwiazdy...
- Moja mama mówiła, że każda gwiazda, to magiczny wilk, który kiedyś żył w naszej krainie, lub się z niej wywodził... Mówiła, że gdziekolwiek pójdę, wszyscy, których kochałem, będą ze mną... -   wyszeptałem i na chwilę zapadła zupełna cisza... - Jednak ...Światło gwiazd jest piękne i czyste, ale bardzo odległe. Przychodzę tu  by poczuć, choć przez chwilę, że są przy mnie, a ja jestem między nimi... - spojrzałem teraz na jezioro, gdzie odbijały się gwiazdy... - By przypomnieć sobie ich uśmiechy, rady, ich ciepło... Wszystkie dobre chwile spędzone z nimi... Które brutalnie zabrały mi te..te.. potwory! - oczy zaiskrzyły mi się, ale uspokoiłem się zaraz. I ja i Avero ślubowaliśmy zemstę i jej z pewnością dopełnimy, ale nie teraz był na to czas. - Jak czuję zbyt wielki ciężar odpowiedzialności, troski związane z przyszłością przychodzę tu, bo nie ma do kogo innego... Avero to przecież jeszcze dzieciak.... - powiedziałem zamyślony. Spojrzałem na Katniss. Zrozumiała. Uśmiechnąłem się. Pewnie nie była szczęśliwa, musząc słuchać moich wywodów, ale byłem jej wdzięczny. - No... To teraz Ty mów co Cię tu zazwyczaj sprowadza, żeby nie było tak, że tylko Ty masz pokutować słuchając mnie. - zaśmiałem się szeptem, bo nie odważyłbym się wydać głośniejszych tonów, nie chcąc przerywać symfonii nocnego życia...
< Katniss ? >

Od Alarici - C.D. Avero

Słowa wilka bardzo mnie zadziwiły. Ich kraina wydawała się być średniowieczna, pozostały tam dawne zwyczaje, stanowiska, poglądy. To wszystko zdawało się być magiczne, fascynujące. Nieraz zdarzało mi się rozmawiać z bardzo starymi duchami, które opowiadały mi o dawnych czasach, co niezwykle mnie fascynowało. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, że takie krainy jeszcze istnieją.
-A jakie tu są jeszcze zwyczaje?-zapytał się samiec.
-Więc jak już wcześniej mówiłam, tutaj, jak jesteś w czymś dobry, to po prostu tym jesteś. U nas się do tego nie szkolisz, po prostu wybierasz zawód, który pasuje do twojego charakteru, budowy, mocy i umiejętności. Jak jesteś w tym dobry, to zostajesz, jak nie to musisz wybrać sobie coś innego-wilk patrzył się na mnie z szeroko rozwartymi oczyma. Chyba nie rozumiał do końca tego systemu-Na przykład taka ja. Jestem szamanką ponieważ od zawsze fascynowały mnie czary, potrafię rozmawiać z duchami, więc naturalne będzie, że wybiorę stanowisko szamana, a nie np. zabójcy, który musi być silny i bezwzględny. Rozumiesz?
Avero przytaknął, chociaż nie wyglądał, jakby ten system mu odpowiadał.
-Może opowiesz mi więcej, o swojej krainie? Bardzo chciałabym ją kiedyś odwiedzić, to musi być fascynujące-uśmiechnęłam się.
Avero zaczął mi mówić o ich zwyczajach, wierzeniach, życiu codziennym. Słuchałam go z uwagą i chłonęłam każde jego słowo. Nawet nie zauważyliśmy kiedy zrobiło się ciemno. Nagle kwiaty wokół nas zaczęły świecić tajemniczym blaskiem. Polana Nowiu była naprawdę niesamowitym miejscem. Schyliłam się, aby powąchać kwiat, gdy nagle wytrysnął z niego srebrzysty pyłek, zasypując mi oczy. Wydałam z siebie dziwny dźwięk i odskoczyłam do tyłu.
Za sobą usłyszałam śmiech Avero, który jak widać, nie mógł się powstrzymać od złośliwości. Zgarnęłam trochę pyłu z pyska i rzuciłam nim w samca. Zgromił mnie wzrokiem, ale ze srebrzystym pyłkiem na ciele, wyglądał tak komicznie, jak jakaś mała wróżka, że nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
<Avero?>

Od Avero - C.D. Alarici

- Ta wiedza może mi się przydać.- powiedziałem nawet nieco zainteresowany i ruszyliśmy w stronę Polany Nowiu. - Powiedz mi... Jak tu się zdobywa tytuł wojownika ?
- Tytuł wojownika ? To znaczy, jak tu się zostaje wojownikiem ? - spytała dla upewnienia się, a ja kiwnąłem głową - Trenujesz, a potem wybierasz sobie to stanowisko. - powiedziała jakby to było oczywiste, a ja stanąłem ze zdumienia, ale szybko ją nadgoniłem.
- To znaczy, że u Was, tu ... nie ma, morderczych treningów, kodeksu, przysięgi i ślubowania Wojownika ? - spytałem a źrenice rozszerzyły mi się ze zdziwienia... - Nie ma tu jakiś rytuałów przejścia, dojrzałości ?
- Nie... To znaczy, każdy wojownik jest wojownikiem dlatego, że to mu najlepiej wychodzi... Każdy ma swoje przeszkolenie, nie ma jakiś szkół, lub tym podobnych... - wyjaśniła zdziwiona moją nagłą reakcją.- A u Ciebie ?
- U Mnie? Były. Każdy szanujący się wilk wysyłał tam swoich synów, więc byłem tam i ja. By stać się Wojownikiem trzeba było znać się na tym rzemiośle, mieć wysoko rozwinięte poczucie godności, kochać ojczyznę, być wierny Alfie, być odważny, opanowany i wspaniałomyślny, pomagać słabym i potrzebującym, być sławnym, ze swych chwalebnych czynów, szanować Boga Ojców, a przy pasowaniu wybrać sobie Damę Serca. - wyjaśniłem pokrótce. - Od szczeniaka siedziałem w takiej szkole, jednak nigdy jej nie zdałem. Miałem problem z opanowaniem siły i wściekłości, nie zawsze byłem wspaniałomyślny, a od dziewczyn uciekałem, jak przed demonami, więc Damy Serca nie miałem okazji wybrać. - zaśmiałem się. - Myślałem, że może tu, uda mi się zdobyć pasowanie, ale takowe może dać tylko pasowany i zasłużony według tradycji Wojownik. A tu nic... Bo tu się już tego od dawna nie praktykuje...- westchnąłem, ale z ciekawości zapytałem- A jakie tu są jeszcze zwyczaje ?
< Alarica ? >

wtorek, 28 stycznia 2014

Od Assi'ego - C.D. Livi

- Livi ? - powtórzyłem i spojrzałem na nią, przekrzywiając głowę -  Ładnie. Będę musiał zapamiętać.- zaśmiałem się przyjaźnie, a głową powróciłem do pionu. - Jestem tu nowym Namiestnikiem, nie znam tu jeszcze wszystkich, ale mam nadzieję poznać.  - powiedziałem i uśmiechnąłem się. - Idę teraz do Drzewa Narad. Dawno nikt tam nie robił porządków i mocno zarosło... Zechcesz mi potowarzyszyć ?
- Mhym.- mruknęła Livi i ruszyliśmy w stronę Drzewa.
- Kim jesteś w watasze ? - spytałem ciekawie.
- Łowcą. Tropię i zaganiam zwierzynę podczas polowań. - wyjaśniła.
- Hmm... Będziesz pewnie zmuszona poznać mojego brata, bo on jest Zabijającym. Lepiej się do niego nie zbliżaj. - trochę się nachmurzyłem myśląc o Avero, ale zaraz znów promienny uśmiech wpłyną na moją twarz. - O! Już jesteśmy ! Jak byłem szczenięciem, to to było moje ulubione miejsce zabaw!- wspomnienia uderzyły całą fala do głowy-  Tu bawiliśmy się w prawdziwych wojowników... Skakaliśmy do błota po deszczu, a potem straszyliśmy siostry i kuzynki. Razem z Assair'em tworzyliśmy różne pułapki, a potem sami w nie wpadaliśmy, jakimś zbiegiem okoliczności- wspomniałem zamazany obraz młodszego kuzyna - Ale dużo się już tu zmieniło...  - powiedziałem wskakując na jedną z gałęzi i obrywając inny konar, który już usechł. - Chociaż nadal jest pięknie... - szepnąłem jakby do siebie, ale oprzytomniałem zaraz i zwróciłem się do wilczycy - No, to chodź, trzeba tu posprzątać!
< Livi? >

Od Alarici - C.D. Avero

-Do mojej...jaskini-wyjąkałam zawstydzona.
Avero skinął głową i ruszyłam przed nim, aby pokazać mu drogę. Gdy dotarliśmy na miejsce, wilk położył dzika przed wejściem.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się.
-Naprawdę dziwne panują tu obyczaje, za wykonywanie obowiązków mi dziękują, baby wykonują prace chłopów, a chłopy bab-odezwał się wilk.
-Nie wiem jak, jest w twojej krainie, ale u nas pomoc słabszym, czy wilczycom nie jest obowiązkiem, chociaż wątpię, aby prawdziwy mężczyzna nie pomógł "babie" w potrzebie-uśmiechnęłam się promiennie.
Avero obrzucił mnie ciekawskim spojrzeniem. Pomógł mi jeszcze wtargać dzika do jaskini. Oczywiście zaprzeczałam, ale on nie dał za wygraną. W sumie, głębiej się zastanawiając, podobało mi się to. Jego zachowanie było, czymś obcym, odmiennym, ale jakże miłym. Nawet jeśli robił to z przymusu, bo tak nakazuje prawo w jego krainie, mi zrobiło się jakoś przyjemnie na duchu.
-Jeśli chcesz, mogę ci trochę więcej opowiedzieć o naszych zwyczajach. Może się przejdziemy?-i tak nie miałam żadnych planów na popołudnie. Spojrzałam wyczekująco na wilka.
<Avero, przejdziemy się? : ) >

Od Katniss - C.D. Assi'ego

Gdy tylko samiec zniknął z pola mojego widzenia ,moje nogi przedtem znajdujące się w idealnie prostej linii ,ugięły się i lunęłam bezwładnie na ziemię.Nie straciłam jednak przytomności, po prostu nie czułam nóg ,a to dziwne bo wiele dziś nie chodziłam .Przez moment rozglądałam się po jamie ,Alarici nigdzie nie było więc poszłam spać ,tak teraz sen był najlepszym możliwym rozwiązaniem.
Drzemało mi się okropnie ,miałam koszmar na koszmarze a kiedy otwierałam oczy widziałam przed nimi wirujące wokół stwory ,których nigdy wcześniej żadne wilcze oko nie widziało ,do tego towarzyszył mi ból łba ,jednym słowem mówiąc- okropność .Al chyba na chwilę wróciła bo się ze mną przywitała i zapytała czy się dobrze czuje ,odrzekłam ,że owszem ,bo przecież nie będę nikomu skarżyć się na ból gdy nie ma potrzeby ,po czym moja przyjaciółka odeszła .Znowu udałam się na spoczynek ,ale teraz było już lepiej ,o wiele ,to nic że przespałam cały dzień ,warto było.Kiedy tylko poczułam się na siłach wyszłam z jaskini .Było już strasznie ciemno ,nikt nie odważył się wyjść o zmroku ze schronień ( nie mam pojęcia dlaczego ) ,dlatego jedynymi moimi towarzyszami były przemykające od krzaka do krzaka małe ssaki.
W końcu doszłam do celu -Jeziora Nieboskłonu i kogo tam zobaczyłam ?Assi'ego !
-Och no proszę co za zbieg okoliczności -powiedziałam siadając nieopodal basiora -Nie możesz spać ?-zapytałam po chwili.
-Tak się składa ,że nie -odparł -Dlatego przyszedłem tu pogapić się trochę na księżyc .
-To dziwne ,bo ja przyszłam tu w podobnym celu -uśmiechnęłam się delikatnie .
Tej nocy byłam w dosyć radosnym nastroju i chyba nie miałam ochoty śmiać się z kogokolwiek,ale spokojnie porozmawiać ,co było do mnie bardzo niepodobne .Oczywiście nadal jestem Katniss i nadal jestem najgorszym rozmówcą jakiego świat widział, no ale cóż...

Assi ?

Od Cassandry

Biegłam przed siebie, nie widząc praktycznie nic. Wzrok miałam zamglony, umysł osłabiony, owiany paniką. Wilki wciąż goniły mnie, a ja z każdą sekundą wyraźniej słyszałam ich śmiech. Zacisnęłam zęby, starając się nie płakać. W końcu wskoczyłam na wysoką, stromą skałę, mając nadzieję, że już mnie nie dopadną. Wszystko potoczyłoby się dobrze, gdybym w ostatniej chwili nie straciła równowagi. Zrobiłam krok do tyłu, jednak zamiast oparcia napotkałam jedynie powietrze. Wyczerpane ciało nie miało sił się ratować. Spadłam z czterech metrów, uderzając z hukiem o ziemię. Niesamowity ból przeszył moje żebra, prawą łopatkę i biodro. Wiedziałam, że to koniec. Wilki dobiegły kilka chwil później, wciąż rechocząc.
- No proszę, proszę- zaczął czarno-czerwony basior o żółtych ślepiach.- Wygląda na to, że kości jednak można złamać.
Reszta odpowiedziała śmiechem. Tylko jeden, stojący na tyle biały wilk z niebieskimi akcentami nie odezwał się ani słowem. Uciekał wzrokiem, ze wstydem malującym się na pysku. Tchórz. Pieprzony zdrajca.
- Zabiję cię, Sate...- syknęłam przez zęby w odpowiedzi.
- Och, naprawdę?- spytał z szyderczym uśmiechem, po czym stanął nade mną.- Nie sądzę, żeby udało ci się mnie nawet popchnąć, Bones... a co dopiero zabić... doprawdy, zabawna jesteś.
Ruchem głowy wydał rozkaz swoim towarzyszom. Ci od razu ruszyli w moją stronę, z wyraźnym zamiarem oszpecenia mnie do cna. Jęknęłam przy pierwszym szarpnięciu, jednak szybko się za to skarciłam. Przez resztę tortur nie pisnęłam słowa.
- Dobra... zostawcie to ścierwo- powiedział kolejny, zielony, zdecydowanie największy.- I nie waż się więcej pokazać w watasze. To, co się tu wydarzyło, było jedynie rozgrzewką.
Powoli zaczęli odchodzić, omawiając między sobą, jakie to wszystko było zabawne. Tylko biało-niebieski basior odwrócił się ze skrucha w moją stronę. "Przepraszam"- dało się wyczytać z jego oczu. I co z tego, że przeprasza? Oczekuje, że po prostu mu wybaczę? Zaufałam mu... a on mnie wystawił. Szczerze, to nie chciało mi się go nienawidzić. Miałam go gdzieś. Posłałam tylko mordercze spojrzenie w jego stronę, a on zwiał, podkulając ogon. Zamknęłam oczy, licząc na spokojny sen.

Wyskoczyłam zza krzaków całkowicie przezroczysta, szarżując na wielkiego zająca. Jednym, szybkim ciosem pozbawiłam zwierzę życia. Obgryzłam ciało do kości, nie zostawiając śladu po mdłym, żylastym mięsie, którego i tak nie było za wiele. Podniosłam łeb i wytarłam pysk z krwi, po czym wbiłam spojrzenie w horyzont. Minęły dwa lata odkąd zostałam brutalnie wygnana z watahy. Dwa lata, odkąd żyję w całkowitej samotności. No, o ile koszmary nie zaliczają się do towarzyszy, a tak się składa, że grają w moim życiu rolę pierwszoplanową. W porę zorientowałam się, że jestem na widoku. Wróciłam z powrotem w gęstszą część lasu, zwinnie omijając drzewa. Słońce zaczynało chować się za górami, a niedługo po tym na jego miejsce wstąpił księżyc. Zdążyłam się już nauczyć, że spędzenie nocy na ziemi w tych okolicach byłoby czystym masochizmem. Wskoczyłam więc na wysokie drzewo, pnąc się w kierunku najbliższych gałęzi. Położyłam się na trzeciej czy czwartej od dołu, na wysokości szesnastu metrów. Im wyżej się znajdowałam, tym bezpieczniej się czułam. Nie miałam ochoty na sen, chociaż wiedziałam, że korzystniej byłoby się wyspać-zamiast tego postanowiłam pooglądać sobie jak głupiutkie, nierozważne zwierzątka walczą o przetrwanie. Około pierwszej nad ranem pod moim drzewem pojawiła się niewielka puma. Mogła mieć najwyżej pół roku, miała złamaną łapę i dużą, obficie krwawiącą ranę na boku. Wyła okropnie. Jeszcze chwila i zwabiłaby tam wszystkie drapieżniki, a nie należały one do najmilszych istot. Przez chwilę wahałam się, jednak w końcu podjęłam decyzję- podniosłam się i zeskoczyłam w po gałęziach, po czym odbiłam się od ostatniej i poleciałam w dół. Wylądowałam miękko, jednak przednia prawa łapa wygięła mi się pod nienaturalnym kątem. Syknęłam kilka przekleństw pod nosem, słysząc dźwięk łamanej kości. Dlaczego akurat teraz? Zignorowałam ból, skupiając się na pumie, która wciąż mnie nie zauważyła. Skoczyłam na nią i bezceremonialnie uwolniłam ją od cierpień. Las znów wypełniła cisza. Westchnęłam z ulgą, jednak mój spokój został w porę przerwany (a jakże by inaczej) dzikim rykiem dochodzącym z odległości kilkunastu kilometrów. Niestety, odległość ta miała bardzo szybko zmniejszyć się do kilku kilometrów, a potem kilku metrów. Istoty te poruszały się w nadzwyczajnym tempie, jednak nie mogły wychodzić poza obszar lasu. Bez dalszych rozmyślań ruszyłam przed siebie. Nie-w-pełni-sprawna łapa dawała o sobie znać, skoncentrowałam się jednak na ucieczce. Po jakimś czasie zaczęły pojawiać się pierwsze halucynacje i zawroty głowy, które z każdą chwilą przybierały na sile. Byłam całkowicie świadoma faktu, że zarówno strach, jak i iluzje są celowo narzucane, jednak nie mogłam sprawnie funkcjonować. Bieg wyczerpywał mnie fizycznie i psychicznie, ostatnimi siłami zdobyłam się na ryk.Nagle czarne chmury podążające za mną kłębiły się w zwolnionym tempie, wiedziałam jednak, że nie utrzymam tego długo. Zaczęłam kuśtykać w stronę widocznej już granicy lasu. Wyskoczyłam z niego w chwili gdy wszystko wróciło do normy. Ciemna mgła uderzyła w barierę, po czym powoli zaczęła cofać się w głąb puszczy. Odetchnęłam z ulgą. Łapy mi się trzęsły, a ja cała chwiałam, ruszyłam jednak do przodu. Nie pamiętam dokładnie drogi. Przeszłam przez jakiś wąwóz, cieśninę, cokolwiek to było. Pamiętam opuchniętą łapę Pamiętam, że się potknęłam. Pamiętam, że na kogoś wpadłam. Chciałam przeprosić, jednak z moich ust wydobył się jedynie suchy kaszel.
- Mkhmm, wybacz...- mruknęłam.

<jakiś on?>

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Od Assi'ego - C.D. Katniss

- Jeleń ? - zmarszczyłem brwi i namyśliłem się, przytaczając wszystko co zdarzyło się wczoraj - A! Ten jeleń! - przypomniałem sobie i rozjaśniłem się - Avero zaniósł go z mojego polecenia, do spiżarni watahy, ale odłożony jest specjalnie dla Ciebie.  Avero to mój młodszy brat, z którym się biłem, przez co Cię nie zauważyłem i nabiłem Ci siniaków.  Ale wszystko już dobrze ? - spytałem nieco zaniepokojony jej wyglądem.
- Wyśmienicie. - wysyczała dobitnie, ale nie wyglądała by mówiła prawdę.
- Serio? - spytałem ją i lekko popchnąłem. Zachwiała się i o mało się nie przewróciła, ale potrzymałem ją. -  Naprawdę, uważasz, że tego nie widać ?   - zaśmiałem się.
- Jeśli pozwolisz, pójdę już po swojego jelenia. - powiedziała dumnie, chcąc najwyraźniej zakończyć temat i skierowała się do spiżarni.
- Jasne, że pozwalam i nawet pójdę z Tobą. - powiedziałem niewinnie, udając, że nie zrozumiałem, że chce mnie spławić.
- Nie ma tej potrzeby, naprawdę. - powiedziała marszcząc brwi, pewnie poirytowana, zmęczona lub obolała.
- Jest. Źle się czujesz, możesz znów zasłabnąć, a winowajcą Twojego stanu jestem ja. Możesz wmawiać sobie, mnie i całemu światu, że się dobrze czujesz i dasz sobie radę, ale ja i tak zrobię swoje. - powiedziałem, a potem się chwilę namyśliłem - I w tym jestem do Ciebie podobny. - roześmiałem się. - No to idziemy ? - spytałem wesoło, a ona zmierzyła mnie bacznie wzrokiem. Poszliśmy. Asekurowałem ją, gdy była taka potrzeba. Później zaniosłem jej jelenia, do jej jaskini. Ta osobowość, w gruncie rzeczy, nie była taka złośliwa, dumna i sarkastyczna, jak mogło mi się wydawać na początku. W sumie to odzywała się czasami zupełnie jak mój brat, a tego mimo, że zaliczyłbym go do czubków, to lubiłem ( mimo iż okazywałem to piorąc się z nim na kwaśne jabłko i innymi <nie> uprzejmościami)  Tak czy siak, na jeleniu uprzejmości się skończyły.
- Smacznego! - zawołałem wesoło na pożegnanie, bo wątpiłem, by dalsze moje towarzystwo było dla niej miłe, lub chociaż potrzebne. Pobiegłem w las.
< Katniss  - co u Ciebie padalcu ? ;) >

Sojusz!

Zacznę od przeprosin. Przepraszam Mirię, że podjęłam tę decyzję bez jej wiedzy i proszę o wybaczenie. A teraz wydarzenie. Zawarliśmy sojusz z pewną watahą! Jest to nasz pierwszy sojusz, więc mam nadzieję, że wszystko dobrze się rozwinie.

 http://srebrzyste-deszcze.blogspot.com/

~~Lara, Alfa Avalon Zachodniej

Od Avero - C.D. Alarici

Ledwo się na łapach utrzymałem i odruchowo odwróciłem się z wściekle wyszczerzonymi kłami, ale zobaczywszy wilczycę ( a właściwie nie zobaczywszy jej ) przygniecioną dzikiem, ledwo powstrzymałem się od śmiechu. "Uparta. Wie, że nie da sobie rady, ale będzie niosła, aż do końca. " pomyślałem śmiejąc się w duchu. Podniosłem jedną łapą dzika i położyłem sobie na grzbiecie, a  następnie podniosłem Alaricę.Twarz miała całą w ziemi i zamknięte oczy. Strzepnąłem jej z pyska, trochę gleby. Pokręciłem głową z lekkim wyrazem kpiny na ustach i skinąwszy na wilczycę, odwróciłem się i ruszyłem wolnym truchtem. Wilczyca szybko mnie nadgoniła, bo z pewnością była odemnie szybsza. Spojrzałem na nią kątem oka. Miała smukłą sylwetkę, przez co można się było spodziewać przedewszystkim zwinności i płynności w ruchach. Jedynym utrudnieniem, musiał być jej jakże piękny, acz jakże nieużyteczny ogon, który będąc dłuższy niż przeciętne, oraz składając się z piór musiał przeszkadzać w wielu manewrach. Ale to wilczyca. Wilczyc przecież nie obchodzi, czy coś się przyda czy nie, jeśli dobrze wygląda.... - Gdzie zanieść Ci dzika ?
- Oddaj, sama poniosę! - zawołała jakby trochę zawstydzona, tym że nie dała sobie rady z ciężarem. 
- Słuchaj. Jesteś baba, więc się nie wstydź tego, że upadłaś. Dziewuchy to płeć słaba, choć rzekomo piękna - specjalnie powiedziałem ,,rzekomo" -i nie dają sobie z tymi rzeczami rady. Ale za to są przeraźliwie uzdolnione. Właśnie dlatego też, żeby samce nie były poszkodowane, to my jesteśmy przerośnięci i silni, bo zazwyczaj piękni, wszechstronnie uzdolnieni nie jesteśmy. Więc, daj mi nieść tego dzika, dobrowolnie, bo i tak Ci go nie dam do niesienia! - zawołałem zawzięcie. Ta kraina była jakaś inna i to poważnie. Tam gdzie się urodziłem, normalne było, że samiec niesie wszelką zdobycz i odciąża nawet wilczyce, których nie cierpiał. Czasem i wilczycę się niosło, gdy ta się gorzej czuła. Tak było w zasadach. Kto tak nie robił, tracił honor i sprowadzał na siebie niesławę. A tu? A tu baby bawią się w facetów, chcą robić to, czym oni się powinni zajmować, oraz jeszcze, chcą być nawet w tym od nich lepsze! Pierwsze do wojny, do polowań, do noszenia ciężarów, do obrony rodziny, honoru... A chłopy co robią? Bawią się w ogrodników, bawią się w poetów, śpiewaków, kucharzy... Bawią się w baby. Niedoczekanie Alarici, żebym ja też się zmienił w faceta, co sobie nawet łapki boi się pobrudzić. - Gdzie odnieść Ci dzika? - spytałem jeszcze raz, ale twardo i uparcie.
< Alarica ? >

Od Assi'ego - C.D. Vayper'a

- Słynny nie jestem, a namiestnik tymczasowy. Mówiłem Ci już, że pokłony i inne pochwały, to przed łapami mej kuzynki. - zmarszczyłem brwi, bo to co mówił, nie było mi do smaku. - Tonący deski się chwyta, więc... Czuj się jak w domu... Każda para łap się przyda. - oświadczyłem twardo. - Kim chciałbyś być ?
- Szpiegiem. - odpowiedział pewnym siebie głosem, a ja zmierzyłem go bacznie wzrokiem.
 - No to chodź. - powiedziałem i nieco się rozchmurzyłem.
- Gdzie ? - spytał.
- Na przeszpiegi. - odpowiedziałem tak jakby to było oczywiste. Chciałem go sprawdzić, bo nie dałbym mu posady, do której by się nie nadawał. A tak pokaże mi na czym polega jego talent szpiegowski. Ruszyliśmy w las, kierując się na tereny Avalon Zachodniej. Mimo, że nie byliśmy już wrogami, na próbne przeszpiegi, najlepiej było właśnie iść do nich. Stanęliśmy n przeciw jaskini Alfy, a ja wskazałem na swoją kuzynkę. - To Twój cel. Masz wszystko zaobserwować. - powiedziałem szeptem. Wybrałem mu jako cel Larę, ponieważ jeśli udałoby mu się podkraść do niej, nie miałby większych trudności z innymi wilkami. A nawet jeśli wpadnie, to Lara zrozumie. I tak, później nie miałem zamiaru się z tym kryć, bo nowego członka trzeba było zameldować. Spoglądałem bacznym wzrokiem na to co poczyna sobie Vayper. Wyglądał na pewnego siebie, choć ja na jego miejscu nie byłbym taki pewny swego...
< Vayper ? Lara? >

Od Livi

Assair umarł. Umarł. Umarł.! Umarł! Od tamtego czasu prawie w ogóle nie wychodziłam z jaskini. Jednak dziś coś kazało mi to zrobić. Jakby niewidzialna smycz wytargała mnie na zewnątrz. Powolnym krokiem ruszyłam przed siebie... i nagle na coś wpadłam.
- Op... przepraszam...- wyjąkałam z przyzwyczajenia i spojrzałam na przedmiot stojący mi na drodze.
O dziwo to nie był przedmiot... Tylko wilk! Ładny wilk...
- O hehe....- wyjąkałam i potknęłam się o własne nogi.- Cześć...
Basior uśmiechnął się szarmancko.
- Cześć.- powiedział miło.- Jestem Assi. A ty to...
A ja zatonęłam w jego oczach.... Chyba znów się zakochałam... Dopiero kiedy minęło kilka chwil spostrzegłam, że basior na mnie patrzy.
- JA jestem Livi.- powiedziałam.
<Assi?>

niedziela, 26 stycznia 2014

Od Arii - C.D. Kishan'a


Kiedy basior przystawił swój pysk do mojego, doznałam szoku. Przez chwilę nie reagowałam z powodu paraliżującego zdziwienia, ale trwało to zaledwie moment. Kiedy odzyskałam trzeźwość umysłu, gwałtownie odepchnęłam od siebie Kishan'a:
- Stop! Czekaj! To wszystko dzieje się za szybko - nadmiernie gestykuluję.
- Ale po tym wszystkim... - zaczął.
- Nie. Czekaj - oddycham głęboko i odchrząkam - To jest tak: bardzo Cię lubię i traktuję jak wspaniałego kompana, ale jak dla mnie... za wcześnie jeszcze na... takie sytuacje. Doceniam Twoją szczerość i jestem wdzięczna, że nie ukrywasz swoich uczuć, ale czuję się nieswojo.
Jestem zadowolona, że on mnie słucha i nie unika tej ważnej rozmowy.
- Rozumiem. Ale czy ty... czujesz to samo do mnie?
'O nie. Zrobił to. Zapytał.' - mój mózg zwalnia obroty. Stoję jak słup soli. Zawsze trudno było mi wyrażać uczucia do innych. Po prostu nie umiem i teraz mu nie odpowiem.
- Kishan wybacz, ale ja... muszę to przemyśleć - odwracam się od niego, po czym biegnę prosto przed siebie, w kierunku Lasu Nevell. Cóż, stchórzyłam. Ale przynajmniej się tego nie wstydzę.

<Kishan?>

Od Annayi - C.D. Luck'a




Szłam wpatrzona w swoje łapy, kiedy nagle usłyszałam okropne wycie. Poszłam zaciekawiona w stronę dźwięku. Po chwili moim oczom ukazał się brązowy basior, który miał zatrzaśniętą kończynę w ludzkich sidłach. Podeszłam nieśmiało i obejrzałam ranę wilka. Musiałam wyciągnąć jego łapę z pułapki. Kiedy chciałam otworzyć kleszcze, basior cofnął łapę sprawiając sobie jeszcze więcej bólu.
- Co robisz?- zapytał.
- Chcę ci pomóc.- odpowiedziałam zdziwiona.
- A masz jakieś pojęcie o medycynie?
- Gdybym nie miała, nie byłabym główną medyczką.
Dobrze wiedziałam jak otworzyć kleszcze. Nacisnęłam w odpowiednim miejscu i gotowe. Następnie (po długim jęczeniu basiora) udało mi się zmniejszyć krwawienie i owinąć łapę bandażem.
- Dziękuję. Jak masz na imię?- zapytał po skończeniu opatrywania ran.
- Annayia.- powiedziałam.
- Ładnie.
Zarumieniłam się delikatnie. Nie czułam się dobrze w obecności basiora, więc bez słowa zmieniłam się w sowę i odleciałam. Kiedy byłam około dziesięć kilometrów dalej wylądowałam i wyciągnęłam swój amulet. Nie rozmawiałam z Alex'em od kilku dni... Chuchnęłam na świeżynkę. Ta zaświeciła się i po chwili ujrzałam mojego brata.
- Cześć Ann.- powiedział.
- Oj, Alex! Tak się stęskniłam!- rzekłam i skoczyłam by go przytulić.
Zapomniałam jednak, że jest on tylko zjawą... Wpadłam więc z impetem na drzewo.
- Ha, ha... Nadal nie możesz zapamiętać?- kpił sobie ze mnie.
- Taa...- powiedziałam masując obolałą głowę.
Nasza rozmowa trwała do południa. Potem musieliśmy przerwać, gdyż zrobiłam się głodna. Po drodze usłyszałam znajomy głos...

<Luck?>

Od Luck'a


Kiedy dziś rano wstałem Margaux przy mnie nie było. Pomyślałem, że wyszła zapolować czy coś takiego, ale nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Zaniepokojony ruszyłem z tym do alfy.
- Hej Lara, widziałaś gdzieś Margaux?- zapytałem wchodząc do jej jaskini bez zapowiedzi.
Ta spojrzała na mnie jak na wariata.
- A to ty nie wiesz?- zapytała.
Skrzywiłem się.
- O czym, że niby miałbym nie widzieć?- zapytałem cofając się.
Lara podrapała się po głowie.
- No..- zawahała się.- Ona już do nas nie należy...
Poczułęm jakby ktoś wbił mi sztylet prosto w serce.
- Co?!- wrzasnąłęm i wybiegłem z jaskini.
Biegłem jak najdalej od jaskini alfy. To nie może być prawda! Nagle wpadłęm w sidła, które boleśnie zatrzasnęły się na mojej łapie. Zawyłem.
- Czemu tak wyjesz?- zapytał ktoś z tyłu.
Nie znałem tego głosu.
- Bo moja partnerka...- zacząłem ale nie skończyłem.
- Twoja łapa...- ktoś podszedł i dokładnie przyjrzał się mojej łapie.
Byłą to wadera. Obca wadera.
 
<Annayia ?>

Od Stream - Nie z naszej części watahy...

Nie chciało mi się obudzić. Gdy jednak się ocknęłam i wstałam poczułam zimno... Włożyłam szalik ze skóry baraniej a potem wyszłam na dwór. Nie można było nikogo zobaczyć, ponieważ mgła przeważała. Co chwilę spoglądałam za jedzeniem. Nagle coś się poruszyło. Wskoczyłam na ,,to''. Nagle ,,to'' zawyło. Zeskoczyłam.
- Co to...- powiedziałam przyglądając się.
- Zostaw mnie jestem Dyplomatą!- wykrzyknął.
- Skąd?- spytałam.
- Z Avalon Wschodniej. Jestem Armin.- powiedział podnosząc się.
- Hmmm... Ja jestem Alchemikiem z Avalon Zachodniej, Stream.- powiedziałam.- Kurcze, ciemno tu jak w tyłku u kruka.- dodałam.
- Haha, okej... Nie wiem czemu wyszedłem z jaskini...
- Hmmm... może chcesz wejść do mojej?- spytałam.
- Tak, a gdzie ona jest?- zaśmiał się.
- Ech... Hmmm... Uch... Nie wiem...

(Armin?)

Od Dhiren'a - C.D. Stream




Mocno przytuliłem waderę.
- Stream ja też chcę....- pocałowałem ją.- Już na zawsze. Obiecuję, że nigdy cię nie skrzywdzę...
Staliśmy tak w objęciu.
- Idziemy do Luck'a?- zapytała po chwili Stream.
- Tak.
Ruszyliśmy w stronę jaskini szamana. Ten udzielił nam ślubu. Byliśmy szczęśliwi. Bardzo szczęśliwi. Potem ruszyliśmy do Alfy. Cały czas podtrzymywałem waderę, bo była osłabiona po narkozie. Kiedy dotarliśmy do jej jaskini zapukałem.
- Proszę!- usłyszałem głos Lary.
Ostrożnie wraz ze Stream weszliśmy do pomieszczenia. Kiedy Lara nas zobaczyła uśmiechnęła się.
- Cześć wam!- zawołała radośnie.- Co was do mnie sprowadza?
- Chcielibyśmy, żebyś ogłosiła nas parą.- powiedziałem przytulając Stream i lekko całując w policzek.
 
<Lara?>

Od Stream - C.D. Dhiren'a


Nie wiedziałam czy mam płakać ze smutku, czy się śmiać za to że jestem uratowana. Nie czułam głodu ani zmęczenia, czułam tylko że mnie boli, ale nie krtań, tylko serce. Podnosząc się lekko powiedziałam Dhiren'owi:
- Ren, przepraszam że ci nie powiedziałam wcześniej...
- Ćśśś...- przytulił mnie.
- Nie chcę tak skonać, chcę pobiegać, zaczerpnąć powietrza... Żyć i mieć dzieci... Z tobą...
Dhiren lekko się zarumienił.
- Co ty na to?... Chcę z tobą być..- przytuliłam go lekko.

Dhiren?



Od Kishan'a - C.D. Arii





Biorąc przykład z Arii pochyliłem łeb i zgiąłem przednie łapy. Po nas zrobili to wszyscy inni. Widziałem jak w oczach Arii błyszczą łzy. Mocną ją przytuliłem.
- Nie martw się.- szepnąłem.- Jakoś to będzie...
- Przepraszam was.- powiedziała donośnie Lara.- Ale chciałabym zostać ze zmarłym sama. Proszę, odejdźcie.
Każdy wilk ze spuszczoną głową wykonał rozkaz alfy. Wraz z Arią ruszyliśmy w stronę mojej jaskini.
- Mogę trochę u ciebie posiedzieć?- zapytała niepewnie.
- Jasne.- odpowiedziałem.
Usiedliśmy na puszystej kanapie. Zapadła cisza.
- Hm...- mruknąłem.- Może wyjdziemy na spacer?
- Okej...- odpowiedziała.
Robiło się ciemno. Wyszliśmy na zewnątrz i ruszyliśmy w kierunku rzeki wolności. Kiedy tam dotarliśmy Aria westchnęła.
- Ale tu pięknie...
Rzeczywiście. Światło księżyca odbijało się od błękitnej tafli wody, rośliny błyszczały zielenią,
- Wiesz...- zacząłem.- Może to nie najlepszy moment, ale dłużej już nie wytrzymam.
- Tak?- Aria popatrzyła na mnie z zaciekawieniem.
- Ja...- westchnąłem.- Zakochałem się w tobie...
Pocałowałem ją namiętnie.
 
<Aria?>