Wilczyca śmiała się na całego. Wywróciłem oczami i przeturlałem się po Polanie. Byłem teraz cały w słodziutkim srebrnym pyłku. Bleee. Przynajmniej Alarica miała ubaw. Teraz gdy już cały się ubabrałem, wstrząsnąłem futrem, a srebrny pył uniósł się w powietrze. Wszystko w okół nas zaczęło błyszczeć, a powiew wiatru sprawił, że kwiaty zaczęły cicho dzwonić. Spojrzałem na Alaricę. Była wesoła, wręcz promieniała. Widok ten by tak przyjemny, że sam nawet się mimowolnie uśmiechnąłem. Uśmiechałbym się dalej, gdyby mój wzrok nie padł na niebo. Widok nocnego nieba, napełnił moje serce tęsknotą i bólem. "Przecież właśnie w taką samą noc utraciłem wszystko" i przypomniałem sobie płomienie, krzyk i rozpacz, opłakiwanie poległych i grzebanie zmarłych. I tą świadomość że z setek wilków, pozostałem tylko ja i mój brat...
Z nieba zaczął spadać pierwszy śnieg. "Co było to było, co ma być, będzie. " pomyślałem ponuro. Alarica nieśmiało podeszła do mnie z prawej strony.
- Wszystko dobrze Avero ? - spytała delikatnie. Przez chwilę wpatrywałem się w ziemię. Ukradkiem od niechcenia, dotknąłem jednego z kwiatów. "Chcę żyć dziś, tu i teraz. Nie chcę być tym kim nie jestem, nie chcę być tam gdzie mnie nie ma. To jest dzień i to jest miejsce. " przypomniałem sobie słowa jakiegoś wielkiego wojownika... Jakiego ? Nie wiem. Nigdy nie miałem pamięci do imion, ale gościu miał rację.
- A jak miało być ? - spytałem i strzeliłem garścią srebrnego pyłu prosto w jej twarz. Zaśmiałem się, a ona odkaszlnęła tą dawkę pyłu, którą wciągnęła do płuc. - Wyglądasz tak uroczo kiedy kaszlesz ... - zacząłem się niewinnie nabijać. Humor od razu mi się poprawił. Jej uśmiech też trochę pomógł.... Choć raczej nie zdawałem sobie z tego sprawy...
< Alarica ? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz