Biorąc przykład z Arii pochyliłem łeb i
zgiąłem przednie łapy. Po nas zrobili to wszyscy inni. Widziałem jak w
oczach Arii błyszczą łzy. Mocną ją przytuliłem.
- Nie martw się.- szepnąłem.- Jakoś to będzie... - Przepraszam was.- powiedziała donośnie Lara.- Ale chciałabym zostać ze zmarłym sama. Proszę, odejdźcie. Każdy wilk ze spuszczoną głową wykonał rozkaz alfy. Wraz z Arią ruszyliśmy w stronę mojej jaskini. - Mogę trochę u ciebie posiedzieć?- zapytała niepewnie. - Jasne.- odpowiedziałem. Usiedliśmy na puszystej kanapie. Zapadła cisza. - Hm...- mruknąłem.- Może wyjdziemy na spacer? - Okej...- odpowiedziała. Robiło się ciemno. Wyszliśmy na zewnątrz i ruszyliśmy w kierunku rzeki wolności. Kiedy tam dotarliśmy Aria westchnęła. - Ale tu pięknie... Rzeczywiście. Światło księżyca odbijało się od błękitnej tafli wody, rośliny błyszczały zielenią, - Wiesz...- zacząłem.- Może to nie najlepszy moment, ale dłużej już nie wytrzymam. - Tak?- Aria popatrzyła na mnie z zaciekawieniem. - Ja...- westchnąłem.- Zakochałem się w tobie... Pocałowałem ją namiętnie.
<Aria?>
|
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz