Cat Paw Print

czwartek, 30 stycznia 2014

Od Alarici - C.D. Avero

Wydawało mi się, że Avero lekko spochmurniał, ale szybko odzyskał humor sypiąc mi pyłem w twarz. Poczułam jak coś łaskocze mnie w przełyku i zaczęłam kaszleć. Zaczęliśmy się śmiać, a ja czułam się naprawdę szczęśliwa. Nie chciałam wracać do domu, chciałam tu zostać, zatrzymać czas. Spędzić wspaniale ten ostatni dzień, zanim przyjdą mroźne wichury i zamiecie śnieżne. Nigdy jeszcze nie byłam tak radosna, chyba tylko wtedy, gdy odnalazłam Katniss. Czasem zastanawiałam się co ona musi przeżywać, bo pamiętała wszystkie chwile z dzieciństwa. Z jednej strony jej zazdrościłam, pamiętała chwile spędzone z rodziną, zabawy, piękne wspomnienia, ale z drugiej pamiętała również o tych wydarzeniach w klatce, śmierci bliskich. Czasem zastanawiam się dlaczego ja nic nie pamiętam z tamtego czasu. Może ktoś uderzył mnie czymś mocno w głowę, albo przeżyłam zbyt wielki szok. Nie wiem.
-Alarica?-z zamyślenia wyrwał mnie głos Avero.
-Wybacz, na chwilę odleciałam-uśmiechnęłam się.
Zaczął padać pierwszy w tym roku śnieg. Delikatne, małe płatki spadały z nieba wirując w powietrzu. Pomimo to wcale nie było czuć chłodu.
-Nie jest ci zimno?-spytał się samiec, z nieudawaną troską w głosie.
Spojrzałam w oczy wilka. W poświacie księżyca zdawały się świecić, jakimś tajemniczym blaskiem.
-Nie-wyszeptałam i posłałam mu nieśmiały uśmiech. Ostatnio tak często się uśmiechałam.
 
<Avero?>

Od Avero - C.D. Alarici

Wilczyca śmiała się na całego. Wywróciłem oczami i przeturlałem się po Polanie. Byłem teraz cały w słodziutkim srebrnym pyłku. Bleee. Przynajmniej Alarica miała ubaw.  Teraz gdy już cały się ubabrałem, wstrząsnąłem futrem, a srebrny pył uniósł się w powietrze. Wszystko w okół nas zaczęło błyszczeć, a powiew wiatru sprawił, że kwiaty zaczęły cicho dzwonić. Spojrzałem na Alaricę. Była wesoła, wręcz promieniała. Widok ten by tak przyjemny, że sam nawet się mimowolnie uśmiechnąłem. Uśmiechałbym się dalej, gdyby mój wzrok nie padł na niebo. Widok nocnego nieba, napełnił moje serce tęsknotą i bólem. "Przecież właśnie w taką samą noc utraciłem wszystko" i przypomniałem sobie płomienie, krzyk i rozpacz, opłakiwanie poległych i grzebanie zmarłych. I tą świadomość że z setek wilków, pozostałem tylko ja i mój brat...
Z nieba zaczął spadać pierwszy śnieg. "Co było to było, co ma być, będzie. " pomyślałem ponuro. Alarica nieśmiało podeszła do mnie z prawej strony.
- Wszystko dobrze Avero ? - spytała delikatnie. Przez chwilę wpatrywałem się w ziemię. Ukradkiem od niechcenia, dotknąłem jednego z kwiatów. "Chcę żyć dziś, tu i teraz. Nie chcę być tym kim nie jestem, nie chcę być tam gdzie mnie nie ma. To jest dzień i to jest miejsce. " przypomniałem sobie słowa jakiegoś wielkiego wojownika... Jakiego ? Nie wiem. Nigdy nie miałem pamięci do imion, ale gościu miał rację.
- A jak miało być ? - spytałem i strzeliłem garścią srebrnego pyłu prosto w jej twarz. Zaśmiałem się, a ona odkaszlnęła tą dawkę pyłu, którą wciągnęła do płuc. - Wyglądasz tak uroczo kiedy kaszlesz ... - zacząłem się niewinnie nabijać. Humor od razu mi się poprawił. Jej uśmiech też trochę pomógł.... Choć raczej nie zdawałem sobie z tego sprawy...
< Alarica ? >

Od Assi'ego - C.D. Katniss

Przypomniałem sobie zamazany obraz rodziców... Wszystko co mówili, kochali...
- Gdyby to odemnie zależało, to nigdy bym się z nimi nie rozdzielił...- westchnąłem - Tak. Oni żyją. Ale żyją tam, gdzie jeszcze nie mogę się dostać... - powiedziałem cicho i wskazałem na niebo. - Tak samo jak moje całe rodzeństwo prócz Avero. Jak moi dziadkowie i jak moje babcie. Tak samo jak cała kraina, z której pochodził mój mój dziadek, mój ojciec i moi bracia. Ja pochodzę stąd. Urodziłem się w kraju mojej matki. Mówi się jednak, że tam dom Twój, gdzie serce Twoje. Moje serce zostało tam, daleko za Dzikimi Górami. Tam gdzie je zabito i pochowano. Moje serce zostało razem ze stosami trupów, a ja muszę nauczyć się żyć na nowo. Bez serca, bez bliskich, bo Avero to trudny typ.... -  odparłem ponuro - Długo walczyłem z chęcią zemsty... Ale zemsta nie uspokaja... Nie przynosi ukojenia. Avero tego nie rozumiał i nie zrozumiał. Dlatego wróciliśmy tu, do kraju matki. Jak się tu urodziłem... Były tu setki magicznych wilków! Miałem nadzieje, że.... że spotkam ich i namówię część do odbicia kraju moich ojców... Ale zastałem niewielką liczbę i to podzieloną na pół. Wilk przeciw wilkowi. Brat przeciw siostrze. Co miałem zrobić ?! Sam bym nic nie zwojował, a może jeszcze brata bym stracił... - mimowolnie powiedziałem rozgoryczony - Zostałem, przynajmniej do czegoś się przydam kuzynce...  - powiedziałem choć wiedziałem w duszy, że nie do końca pozbyłem się chęci zemsty.  ONI napadli na nas w tym najważniejszym dniu mojego życia, czyli wtedy gdy miałem przyjąć śluby Wojownika. Jeszcze pamiętałem huki wystrzałów, ale najbardziej uwiecznił mi się w pamięci widok śmierci ojca. Nigdy nie zapomniałem i nigdy nie wybaczyłem. - Mojego ojca... - powiedziałem zachrypniętym głosem - Przywiązano razem z innymi Wojownikami do stuletniego drzewa, które było znakiem stabilności i potęgi naszej krainy i... podpalono, bo przecież jakże śmiesznie wygląda umierający w płomieniach wilk....Ale tata, nie powiedział nic, nie wydał najmniejszego dźwięku. Stał wyniosły i dumny, a płomienie pożerały jego ciało... To była najlepsza lekcja jaką kiedykolwiek dostałem... I to wszystko co mogę Ci powiedzieć na temat mojej rodziny... - zakończyłem cicho...
< Katniss ? >

Uwaga!

Tu Miria.  Przez cały jutrzejszy dzień ( piątek ) mnie nie ma i może mnie nie być już dziś wieczorem. Prosiłabym, żebyście wszystkie opowiadania przez ten czas kierowali do bezimienna .
Postaram się jeszcze dziś dokończyć opowiadania, ale nie wiem czy zdążę. 
W sobotę już będę i w sobotę wszystko wraca do normalnego ładu (tj. wysyłacie opka do mnie ).
Za wszystkie utrudnienia przepraszam najmocniej i dziękuję za wyrozumiałość :)
                                                                                                                             ~~~ Assi, Namiestnik

Od Katniss - C.D. Assi'ego


-Zawsze gwieździsty ,nocny nieboskłon przypomina mi mojego ojca .Wpatrując się w iskrzącą milionami świateł czerń nieba widzę tamtą polanę ,kiedy tata opowiadał mi o rozmaitych ciałach niebieskich , kiedy patrzyłam w jego genialny teleskop i wspólnie z nim nazywałam gwiazdy ,nawet mieliśmy swoją własną , dalej ją mamy- to ta najjaśniejsza , wierzę że dopóki jeszcze świeci swoim blaskiem,dopóty mój tata będzie żył i czekał na mój powrót i odwrotnie .Ach...wtedy było tak magicznie ..tam było tak odmiennie ...-przez chwilę zamyśliłam się i powróciłam myślami do swojego odległego dzieciństwa
~~Tato skoro naszą gwiazdą ma być najjaśniejsza to pewnie jest nią ta -mówiła mała Katniss wskazując swoją drobniutką łapką na okrągły nieznajomy jej obiekt.
Nie skarbie ,to jest księżyc , on jest taki jak ty -odpowiadał jej ojciec z ciepłym uśmiechem na pysku
Nie rozumiem ?-marszczyła brwi waderka
Ty jesteś w centrum mojego starego obolałego serca,on w centrum nocnego nieba , świecicie najjaśniej wśród innych , wyróżniacie się ,księżyc jest niemalże tak wyjątkowy jak ty .
Czy bycie wyjątkowym jest złe ?
Nie , chociaż niektórzy nie potrafią zrozumieć odmiennych od nich wilków i uważają je za dziwaków ,ale w głębi duszy zazdroszczą im tej odmienności ,gdyż oni sami są szarzy nieciekawi i mdli .
Już rozumiem dlaczego aż tyle wilków tak dziwnie na mnie patrzy ,a tylko nieliczni się uśmiechają ,mam tylko jeszcze jedno małe pytanie tato
Chyba już dosyć pytań , nie wystarczy nam nocy na sen kochanie ~~
I nigdy nie zadałam mu tego pytania, bo kolejnego dnia zabrali nas do klatek ,oczekiwaliśmy śmierci , a takie pytanie odeszło w kąt , pewnie nigdy już nikomu go nie zadam i umre z tymi słowami na pysku .
Nawet nie wiem przez jaki czas byłam nieobecna myślami i co mówił Assi ,dlatego postanowiłam przerwać niezręczną ciszę .
-Twoim rodzice żyją Assi ? Jeśli tak to dlaczego ich zostawiłeś ?

Assi ?

środa, 29 stycznia 2014

Od Assi'ego - C.D. Katniss

Katniss uśmiechnęła się delikatnie... Zdziwiło mnie to, choć pozytywnie. Miała piękny uśmiech, tylko szkoda, że rzadko się pojawiał. Po chwili znów zapatrzyłem się w gwiazdy...
- Moja mama mówiła, że każda gwiazda, to magiczny wilk, który kiedyś żył w naszej krainie, lub się z niej wywodził... Mówiła, że gdziekolwiek pójdę, wszyscy, których kochałem, będą ze mną... -   wyszeptałem i na chwilę zapadła zupełna cisza... - Jednak ...Światło gwiazd jest piękne i czyste, ale bardzo odległe. Przychodzę tu  by poczuć, choć przez chwilę, że są przy mnie, a ja jestem między nimi... - spojrzałem teraz na jezioro, gdzie odbijały się gwiazdy... - By przypomnieć sobie ich uśmiechy, rady, ich ciepło... Wszystkie dobre chwile spędzone z nimi... Które brutalnie zabrały mi te..te.. potwory! - oczy zaiskrzyły mi się, ale uspokoiłem się zaraz. I ja i Avero ślubowaliśmy zemstę i jej z pewnością dopełnimy, ale nie teraz był na to czas. - Jak czuję zbyt wielki ciężar odpowiedzialności, troski związane z przyszłością przychodzę tu, bo nie ma do kogo innego... Avero to przecież jeszcze dzieciak.... - powiedziałem zamyślony. Spojrzałem na Katniss. Zrozumiała. Uśmiechnąłem się. Pewnie nie była szczęśliwa, musząc słuchać moich wywodów, ale byłem jej wdzięczny. - No... To teraz Ty mów co Cię tu zazwyczaj sprowadza, żeby nie było tak, że tylko Ty masz pokutować słuchając mnie. - zaśmiałem się szeptem, bo nie odważyłbym się wydać głośniejszych tonów, nie chcąc przerywać symfonii nocnego życia...
< Katniss ? >

Od Alarici - C.D. Avero

Słowa wilka bardzo mnie zadziwiły. Ich kraina wydawała się być średniowieczna, pozostały tam dawne zwyczaje, stanowiska, poglądy. To wszystko zdawało się być magiczne, fascynujące. Nieraz zdarzało mi się rozmawiać z bardzo starymi duchami, które opowiadały mi o dawnych czasach, co niezwykle mnie fascynowało. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy z tego, że takie krainy jeszcze istnieją.
-A jakie tu są jeszcze zwyczaje?-zapytał się samiec.
-Więc jak już wcześniej mówiłam, tutaj, jak jesteś w czymś dobry, to po prostu tym jesteś. U nas się do tego nie szkolisz, po prostu wybierasz zawód, który pasuje do twojego charakteru, budowy, mocy i umiejętności. Jak jesteś w tym dobry, to zostajesz, jak nie to musisz wybrać sobie coś innego-wilk patrzył się na mnie z szeroko rozwartymi oczyma. Chyba nie rozumiał do końca tego systemu-Na przykład taka ja. Jestem szamanką ponieważ od zawsze fascynowały mnie czary, potrafię rozmawiać z duchami, więc naturalne będzie, że wybiorę stanowisko szamana, a nie np. zabójcy, który musi być silny i bezwzględny. Rozumiesz?
Avero przytaknął, chociaż nie wyglądał, jakby ten system mu odpowiadał.
-Może opowiesz mi więcej, o swojej krainie? Bardzo chciałabym ją kiedyś odwiedzić, to musi być fascynujące-uśmiechnęłam się.
Avero zaczął mi mówić o ich zwyczajach, wierzeniach, życiu codziennym. Słuchałam go z uwagą i chłonęłam każde jego słowo. Nawet nie zauważyliśmy kiedy zrobiło się ciemno. Nagle kwiaty wokół nas zaczęły świecić tajemniczym blaskiem. Polana Nowiu była naprawdę niesamowitym miejscem. Schyliłam się, aby powąchać kwiat, gdy nagle wytrysnął z niego srebrzysty pyłek, zasypując mi oczy. Wydałam z siebie dziwny dźwięk i odskoczyłam do tyłu.
Za sobą usłyszałam śmiech Avero, który jak widać, nie mógł się powstrzymać od złośliwości. Zgarnęłam trochę pyłu z pyska i rzuciłam nim w samca. Zgromił mnie wzrokiem, ale ze srebrzystym pyłkiem na ciele, wyglądał tak komicznie, jak jakaś mała wróżka, że nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
<Avero?>

Od Avero - C.D. Alarici

- Ta wiedza może mi się przydać.- powiedziałem nawet nieco zainteresowany i ruszyliśmy w stronę Polany Nowiu. - Powiedz mi... Jak tu się zdobywa tytuł wojownika ?
- Tytuł wojownika ? To znaczy, jak tu się zostaje wojownikiem ? - spytała dla upewnienia się, a ja kiwnąłem głową - Trenujesz, a potem wybierasz sobie to stanowisko. - powiedziała jakby to było oczywiste, a ja stanąłem ze zdumienia, ale szybko ją nadgoniłem.
- To znaczy, że u Was, tu ... nie ma, morderczych treningów, kodeksu, przysięgi i ślubowania Wojownika ? - spytałem a źrenice rozszerzyły mi się ze zdziwienia... - Nie ma tu jakiś rytuałów przejścia, dojrzałości ?
- Nie... To znaczy, każdy wojownik jest wojownikiem dlatego, że to mu najlepiej wychodzi... Każdy ma swoje przeszkolenie, nie ma jakiś szkół, lub tym podobnych... - wyjaśniła zdziwiona moją nagłą reakcją.- A u Ciebie ?
- U Mnie? Były. Każdy szanujący się wilk wysyłał tam swoich synów, więc byłem tam i ja. By stać się Wojownikiem trzeba było znać się na tym rzemiośle, mieć wysoko rozwinięte poczucie godności, kochać ojczyznę, być wierny Alfie, być odważny, opanowany i wspaniałomyślny, pomagać słabym i potrzebującym, być sławnym, ze swych chwalebnych czynów, szanować Boga Ojców, a przy pasowaniu wybrać sobie Damę Serca. - wyjaśniłem pokrótce. - Od szczeniaka siedziałem w takiej szkole, jednak nigdy jej nie zdałem. Miałem problem z opanowaniem siły i wściekłości, nie zawsze byłem wspaniałomyślny, a od dziewczyn uciekałem, jak przed demonami, więc Damy Serca nie miałem okazji wybrać. - zaśmiałem się. - Myślałem, że może tu, uda mi się zdobyć pasowanie, ale takowe może dać tylko pasowany i zasłużony według tradycji Wojownik. A tu nic... Bo tu się już tego od dawna nie praktykuje...- westchnąłem, ale z ciekawości zapytałem- A jakie tu są jeszcze zwyczaje ?
< Alarica ? >

wtorek, 28 stycznia 2014

Od Assi'ego - C.D. Livi

- Livi ? - powtórzyłem i spojrzałem na nią, przekrzywiając głowę -  Ładnie. Będę musiał zapamiętać.- zaśmiałem się przyjaźnie, a głową powróciłem do pionu. - Jestem tu nowym Namiestnikiem, nie znam tu jeszcze wszystkich, ale mam nadzieję poznać.  - powiedziałem i uśmiechnąłem się. - Idę teraz do Drzewa Narad. Dawno nikt tam nie robił porządków i mocno zarosło... Zechcesz mi potowarzyszyć ?
- Mhym.- mruknęła Livi i ruszyliśmy w stronę Drzewa.
- Kim jesteś w watasze ? - spytałem ciekawie.
- Łowcą. Tropię i zaganiam zwierzynę podczas polowań. - wyjaśniła.
- Hmm... Będziesz pewnie zmuszona poznać mojego brata, bo on jest Zabijającym. Lepiej się do niego nie zbliżaj. - trochę się nachmurzyłem myśląc o Avero, ale zaraz znów promienny uśmiech wpłyną na moją twarz. - O! Już jesteśmy ! Jak byłem szczenięciem, to to było moje ulubione miejsce zabaw!- wspomnienia uderzyły całą fala do głowy-  Tu bawiliśmy się w prawdziwych wojowników... Skakaliśmy do błota po deszczu, a potem straszyliśmy siostry i kuzynki. Razem z Assair'em tworzyliśmy różne pułapki, a potem sami w nie wpadaliśmy, jakimś zbiegiem okoliczności- wspomniałem zamazany obraz młodszego kuzyna - Ale dużo się już tu zmieniło...  - powiedziałem wskakując na jedną z gałęzi i obrywając inny konar, który już usechł. - Chociaż nadal jest pięknie... - szepnąłem jakby do siebie, ale oprzytomniałem zaraz i zwróciłem się do wilczycy - No, to chodź, trzeba tu posprzątać!
< Livi? >

Od Alarici - C.D. Avero

-Do mojej...jaskini-wyjąkałam zawstydzona.
Avero skinął głową i ruszyłam przed nim, aby pokazać mu drogę. Gdy dotarliśmy na miejsce, wilk położył dzika przed wejściem.
-Dziękuję-uśmiechnęłam się.
-Naprawdę dziwne panują tu obyczaje, za wykonywanie obowiązków mi dziękują, baby wykonują prace chłopów, a chłopy bab-odezwał się wilk.
-Nie wiem jak, jest w twojej krainie, ale u nas pomoc słabszym, czy wilczycom nie jest obowiązkiem, chociaż wątpię, aby prawdziwy mężczyzna nie pomógł "babie" w potrzebie-uśmiechnęłam się promiennie.
Avero obrzucił mnie ciekawskim spojrzeniem. Pomógł mi jeszcze wtargać dzika do jaskini. Oczywiście zaprzeczałam, ale on nie dał za wygraną. W sumie, głębiej się zastanawiając, podobało mi się to. Jego zachowanie było, czymś obcym, odmiennym, ale jakże miłym. Nawet jeśli robił to z przymusu, bo tak nakazuje prawo w jego krainie, mi zrobiło się jakoś przyjemnie na duchu.
-Jeśli chcesz, mogę ci trochę więcej opowiedzieć o naszych zwyczajach. Może się przejdziemy?-i tak nie miałam żadnych planów na popołudnie. Spojrzałam wyczekująco na wilka.
<Avero, przejdziemy się? : ) >

Od Katniss - C.D. Assi'ego

Gdy tylko samiec zniknął z pola mojego widzenia ,moje nogi przedtem znajdujące się w idealnie prostej linii ,ugięły się i lunęłam bezwładnie na ziemię.Nie straciłam jednak przytomności, po prostu nie czułam nóg ,a to dziwne bo wiele dziś nie chodziłam .Przez moment rozglądałam się po jamie ,Alarici nigdzie nie było więc poszłam spać ,tak teraz sen był najlepszym możliwym rozwiązaniem.
Drzemało mi się okropnie ,miałam koszmar na koszmarze a kiedy otwierałam oczy widziałam przed nimi wirujące wokół stwory ,których nigdy wcześniej żadne wilcze oko nie widziało ,do tego towarzyszył mi ból łba ,jednym słowem mówiąc- okropność .Al chyba na chwilę wróciła bo się ze mną przywitała i zapytała czy się dobrze czuje ,odrzekłam ,że owszem ,bo przecież nie będę nikomu skarżyć się na ból gdy nie ma potrzeby ,po czym moja przyjaciółka odeszła .Znowu udałam się na spoczynek ,ale teraz było już lepiej ,o wiele ,to nic że przespałam cały dzień ,warto było.Kiedy tylko poczułam się na siłach wyszłam z jaskini .Było już strasznie ciemno ,nikt nie odważył się wyjść o zmroku ze schronień ( nie mam pojęcia dlaczego ) ,dlatego jedynymi moimi towarzyszami były przemykające od krzaka do krzaka małe ssaki.
W końcu doszłam do celu -Jeziora Nieboskłonu i kogo tam zobaczyłam ?Assi'ego !
-Och no proszę co za zbieg okoliczności -powiedziałam siadając nieopodal basiora -Nie możesz spać ?-zapytałam po chwili.
-Tak się składa ,że nie -odparł -Dlatego przyszedłem tu pogapić się trochę na księżyc .
-To dziwne ,bo ja przyszłam tu w podobnym celu -uśmiechnęłam się delikatnie .
Tej nocy byłam w dosyć radosnym nastroju i chyba nie miałam ochoty śmiać się z kogokolwiek,ale spokojnie porozmawiać ,co było do mnie bardzo niepodobne .Oczywiście nadal jestem Katniss i nadal jestem najgorszym rozmówcą jakiego świat widział, no ale cóż...

Assi ?

Od Cassandry

Biegłam przed siebie, nie widząc praktycznie nic. Wzrok miałam zamglony, umysł osłabiony, owiany paniką. Wilki wciąż goniły mnie, a ja z każdą sekundą wyraźniej słyszałam ich śmiech. Zacisnęłam zęby, starając się nie płakać. W końcu wskoczyłam na wysoką, stromą skałę, mając nadzieję, że już mnie nie dopadną. Wszystko potoczyłoby się dobrze, gdybym w ostatniej chwili nie straciła równowagi. Zrobiłam krok do tyłu, jednak zamiast oparcia napotkałam jedynie powietrze. Wyczerpane ciało nie miało sił się ratować. Spadłam z czterech metrów, uderzając z hukiem o ziemię. Niesamowity ból przeszył moje żebra, prawą łopatkę i biodro. Wiedziałam, że to koniec. Wilki dobiegły kilka chwil później, wciąż rechocząc.
- No proszę, proszę- zaczął czarno-czerwony basior o żółtych ślepiach.- Wygląda na to, że kości jednak można złamać.
Reszta odpowiedziała śmiechem. Tylko jeden, stojący na tyle biały wilk z niebieskimi akcentami nie odezwał się ani słowem. Uciekał wzrokiem, ze wstydem malującym się na pysku. Tchórz. Pieprzony zdrajca.
- Zabiję cię, Sate...- syknęłam przez zęby w odpowiedzi.
- Och, naprawdę?- spytał z szyderczym uśmiechem, po czym stanął nade mną.- Nie sądzę, żeby udało ci się mnie nawet popchnąć, Bones... a co dopiero zabić... doprawdy, zabawna jesteś.
Ruchem głowy wydał rozkaz swoim towarzyszom. Ci od razu ruszyli w moją stronę, z wyraźnym zamiarem oszpecenia mnie do cna. Jęknęłam przy pierwszym szarpnięciu, jednak szybko się za to skarciłam. Przez resztę tortur nie pisnęłam słowa.
- Dobra... zostawcie to ścierwo- powiedział kolejny, zielony, zdecydowanie największy.- I nie waż się więcej pokazać w watasze. To, co się tu wydarzyło, było jedynie rozgrzewką.
Powoli zaczęli odchodzić, omawiając między sobą, jakie to wszystko było zabawne. Tylko biało-niebieski basior odwrócił się ze skrucha w moją stronę. "Przepraszam"- dało się wyczytać z jego oczu. I co z tego, że przeprasza? Oczekuje, że po prostu mu wybaczę? Zaufałam mu... a on mnie wystawił. Szczerze, to nie chciało mi się go nienawidzić. Miałam go gdzieś. Posłałam tylko mordercze spojrzenie w jego stronę, a on zwiał, podkulając ogon. Zamknęłam oczy, licząc na spokojny sen.

Wyskoczyłam zza krzaków całkowicie przezroczysta, szarżując na wielkiego zająca. Jednym, szybkim ciosem pozbawiłam zwierzę życia. Obgryzłam ciało do kości, nie zostawiając śladu po mdłym, żylastym mięsie, którego i tak nie było za wiele. Podniosłam łeb i wytarłam pysk z krwi, po czym wbiłam spojrzenie w horyzont. Minęły dwa lata odkąd zostałam brutalnie wygnana z watahy. Dwa lata, odkąd żyję w całkowitej samotności. No, o ile koszmary nie zaliczają się do towarzyszy, a tak się składa, że grają w moim życiu rolę pierwszoplanową. W porę zorientowałam się, że jestem na widoku. Wróciłam z powrotem w gęstszą część lasu, zwinnie omijając drzewa. Słońce zaczynało chować się za górami, a niedługo po tym na jego miejsce wstąpił księżyc. Zdążyłam się już nauczyć, że spędzenie nocy na ziemi w tych okolicach byłoby czystym masochizmem. Wskoczyłam więc na wysokie drzewo, pnąc się w kierunku najbliższych gałęzi. Położyłam się na trzeciej czy czwartej od dołu, na wysokości szesnastu metrów. Im wyżej się znajdowałam, tym bezpieczniej się czułam. Nie miałam ochoty na sen, chociaż wiedziałam, że korzystniej byłoby się wyspać-zamiast tego postanowiłam pooglądać sobie jak głupiutkie, nierozważne zwierzątka walczą o przetrwanie. Około pierwszej nad ranem pod moim drzewem pojawiła się niewielka puma. Mogła mieć najwyżej pół roku, miała złamaną łapę i dużą, obficie krwawiącą ranę na boku. Wyła okropnie. Jeszcze chwila i zwabiłaby tam wszystkie drapieżniki, a nie należały one do najmilszych istot. Przez chwilę wahałam się, jednak w końcu podjęłam decyzję- podniosłam się i zeskoczyłam w po gałęziach, po czym odbiłam się od ostatniej i poleciałam w dół. Wylądowałam miękko, jednak przednia prawa łapa wygięła mi się pod nienaturalnym kątem. Syknęłam kilka przekleństw pod nosem, słysząc dźwięk łamanej kości. Dlaczego akurat teraz? Zignorowałam ból, skupiając się na pumie, która wciąż mnie nie zauważyła. Skoczyłam na nią i bezceremonialnie uwolniłam ją od cierpień. Las znów wypełniła cisza. Westchnęłam z ulgą, jednak mój spokój został w porę przerwany (a jakże by inaczej) dzikim rykiem dochodzącym z odległości kilkunastu kilometrów. Niestety, odległość ta miała bardzo szybko zmniejszyć się do kilku kilometrów, a potem kilku metrów. Istoty te poruszały się w nadzwyczajnym tempie, jednak nie mogły wychodzić poza obszar lasu. Bez dalszych rozmyślań ruszyłam przed siebie. Nie-w-pełni-sprawna łapa dawała o sobie znać, skoncentrowałam się jednak na ucieczce. Po jakimś czasie zaczęły pojawiać się pierwsze halucynacje i zawroty głowy, które z każdą chwilą przybierały na sile. Byłam całkowicie świadoma faktu, że zarówno strach, jak i iluzje są celowo narzucane, jednak nie mogłam sprawnie funkcjonować. Bieg wyczerpywał mnie fizycznie i psychicznie, ostatnimi siłami zdobyłam się na ryk.Nagle czarne chmury podążające za mną kłębiły się w zwolnionym tempie, wiedziałam jednak, że nie utrzymam tego długo. Zaczęłam kuśtykać w stronę widocznej już granicy lasu. Wyskoczyłam z niego w chwili gdy wszystko wróciło do normy. Ciemna mgła uderzyła w barierę, po czym powoli zaczęła cofać się w głąb puszczy. Odetchnęłam z ulgą. Łapy mi się trzęsły, a ja cała chwiałam, ruszyłam jednak do przodu. Nie pamiętam dokładnie drogi. Przeszłam przez jakiś wąwóz, cieśninę, cokolwiek to było. Pamiętam opuchniętą łapę Pamiętam, że się potknęłam. Pamiętam, że na kogoś wpadłam. Chciałam przeprosić, jednak z moich ust wydobył się jedynie suchy kaszel.
- Mkhmm, wybacz...- mruknęłam.

<jakiś on?>

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Od Assi'ego - C.D. Katniss

- Jeleń ? - zmarszczyłem brwi i namyśliłem się, przytaczając wszystko co zdarzyło się wczoraj - A! Ten jeleń! - przypomniałem sobie i rozjaśniłem się - Avero zaniósł go z mojego polecenia, do spiżarni watahy, ale odłożony jest specjalnie dla Ciebie.  Avero to mój młodszy brat, z którym się biłem, przez co Cię nie zauważyłem i nabiłem Ci siniaków.  Ale wszystko już dobrze ? - spytałem nieco zaniepokojony jej wyglądem.
- Wyśmienicie. - wysyczała dobitnie, ale nie wyglądała by mówiła prawdę.
- Serio? - spytałem ją i lekko popchnąłem. Zachwiała się i o mało się nie przewróciła, ale potrzymałem ją. -  Naprawdę, uważasz, że tego nie widać ?   - zaśmiałem się.
- Jeśli pozwolisz, pójdę już po swojego jelenia. - powiedziała dumnie, chcąc najwyraźniej zakończyć temat i skierowała się do spiżarni.
- Jasne, że pozwalam i nawet pójdę z Tobą. - powiedziałem niewinnie, udając, że nie zrozumiałem, że chce mnie spławić.
- Nie ma tej potrzeby, naprawdę. - powiedziała marszcząc brwi, pewnie poirytowana, zmęczona lub obolała.
- Jest. Źle się czujesz, możesz znów zasłabnąć, a winowajcą Twojego stanu jestem ja. Możesz wmawiać sobie, mnie i całemu światu, że się dobrze czujesz i dasz sobie radę, ale ja i tak zrobię swoje. - powiedziałem, a potem się chwilę namyśliłem - I w tym jestem do Ciebie podobny. - roześmiałem się. - No to idziemy ? - spytałem wesoło, a ona zmierzyła mnie bacznie wzrokiem. Poszliśmy. Asekurowałem ją, gdy była taka potrzeba. Później zaniosłem jej jelenia, do jej jaskini. Ta osobowość, w gruncie rzeczy, nie była taka złośliwa, dumna i sarkastyczna, jak mogło mi się wydawać na początku. W sumie to odzywała się czasami zupełnie jak mój brat, a tego mimo, że zaliczyłbym go do czubków, to lubiłem ( mimo iż okazywałem to piorąc się z nim na kwaśne jabłko i innymi <nie> uprzejmościami)  Tak czy siak, na jeleniu uprzejmości się skończyły.
- Smacznego! - zawołałem wesoło na pożegnanie, bo wątpiłem, by dalsze moje towarzystwo było dla niej miłe, lub chociaż potrzebne. Pobiegłem w las.
< Katniss  - co u Ciebie padalcu ? ;) >

Sojusz!

Zacznę od przeprosin. Przepraszam Mirię, że podjęłam tę decyzję bez jej wiedzy i proszę o wybaczenie. A teraz wydarzenie. Zawarliśmy sojusz z pewną watahą! Jest to nasz pierwszy sojusz, więc mam nadzieję, że wszystko dobrze się rozwinie.

 http://srebrzyste-deszcze.blogspot.com/

~~Lara, Alfa Avalon Zachodniej

Od Avero - C.D. Alarici

Ledwo się na łapach utrzymałem i odruchowo odwróciłem się z wściekle wyszczerzonymi kłami, ale zobaczywszy wilczycę ( a właściwie nie zobaczywszy jej ) przygniecioną dzikiem, ledwo powstrzymałem się od śmiechu. "Uparta. Wie, że nie da sobie rady, ale będzie niosła, aż do końca. " pomyślałem śmiejąc się w duchu. Podniosłem jedną łapą dzika i położyłem sobie na grzbiecie, a  następnie podniosłem Alaricę.Twarz miała całą w ziemi i zamknięte oczy. Strzepnąłem jej z pyska, trochę gleby. Pokręciłem głową z lekkim wyrazem kpiny na ustach i skinąwszy na wilczycę, odwróciłem się i ruszyłem wolnym truchtem. Wilczyca szybko mnie nadgoniła, bo z pewnością była odemnie szybsza. Spojrzałem na nią kątem oka. Miała smukłą sylwetkę, przez co można się było spodziewać przedewszystkim zwinności i płynności w ruchach. Jedynym utrudnieniem, musiał być jej jakże piękny, acz jakże nieużyteczny ogon, który będąc dłuższy niż przeciętne, oraz składając się z piór musiał przeszkadzać w wielu manewrach. Ale to wilczyca. Wilczyc przecież nie obchodzi, czy coś się przyda czy nie, jeśli dobrze wygląda.... - Gdzie zanieść Ci dzika ?
- Oddaj, sama poniosę! - zawołała jakby trochę zawstydzona, tym że nie dała sobie rady z ciężarem. 
- Słuchaj. Jesteś baba, więc się nie wstydź tego, że upadłaś. Dziewuchy to płeć słaba, choć rzekomo piękna - specjalnie powiedziałem ,,rzekomo" -i nie dają sobie z tymi rzeczami rady. Ale za to są przeraźliwie uzdolnione. Właśnie dlatego też, żeby samce nie były poszkodowane, to my jesteśmy przerośnięci i silni, bo zazwyczaj piękni, wszechstronnie uzdolnieni nie jesteśmy. Więc, daj mi nieść tego dzika, dobrowolnie, bo i tak Ci go nie dam do niesienia! - zawołałem zawzięcie. Ta kraina była jakaś inna i to poważnie. Tam gdzie się urodziłem, normalne było, że samiec niesie wszelką zdobycz i odciąża nawet wilczyce, których nie cierpiał. Czasem i wilczycę się niosło, gdy ta się gorzej czuła. Tak było w zasadach. Kto tak nie robił, tracił honor i sprowadzał na siebie niesławę. A tu? A tu baby bawią się w facetów, chcą robić to, czym oni się powinni zajmować, oraz jeszcze, chcą być nawet w tym od nich lepsze! Pierwsze do wojny, do polowań, do noszenia ciężarów, do obrony rodziny, honoru... A chłopy co robią? Bawią się w ogrodników, bawią się w poetów, śpiewaków, kucharzy... Bawią się w baby. Niedoczekanie Alarici, żebym ja też się zmienił w faceta, co sobie nawet łapki boi się pobrudzić. - Gdzie odnieść Ci dzika? - spytałem jeszcze raz, ale twardo i uparcie.
< Alarica ? >

Od Assi'ego - C.D. Vayper'a

- Słynny nie jestem, a namiestnik tymczasowy. Mówiłem Ci już, że pokłony i inne pochwały, to przed łapami mej kuzynki. - zmarszczyłem brwi, bo to co mówił, nie było mi do smaku. - Tonący deski się chwyta, więc... Czuj się jak w domu... Każda para łap się przyda. - oświadczyłem twardo. - Kim chciałbyś być ?
- Szpiegiem. - odpowiedział pewnym siebie głosem, a ja zmierzyłem go bacznie wzrokiem.
 - No to chodź. - powiedziałem i nieco się rozchmurzyłem.
- Gdzie ? - spytał.
- Na przeszpiegi. - odpowiedziałem tak jakby to było oczywiste. Chciałem go sprawdzić, bo nie dałbym mu posady, do której by się nie nadawał. A tak pokaże mi na czym polega jego talent szpiegowski. Ruszyliśmy w las, kierując się na tereny Avalon Zachodniej. Mimo, że nie byliśmy już wrogami, na próbne przeszpiegi, najlepiej było właśnie iść do nich. Stanęliśmy n przeciw jaskini Alfy, a ja wskazałem na swoją kuzynkę. - To Twój cel. Masz wszystko zaobserwować. - powiedziałem szeptem. Wybrałem mu jako cel Larę, ponieważ jeśli udałoby mu się podkraść do niej, nie miałby większych trudności z innymi wilkami. A nawet jeśli wpadnie, to Lara zrozumie. I tak, później nie miałem zamiaru się z tym kryć, bo nowego członka trzeba było zameldować. Spoglądałem bacznym wzrokiem na to co poczyna sobie Vayper. Wyglądał na pewnego siebie, choć ja na jego miejscu nie byłbym taki pewny swego...
< Vayper ? Lara? >

Od Livi

Assair umarł. Umarł. Umarł.! Umarł! Od tamtego czasu prawie w ogóle nie wychodziłam z jaskini. Jednak dziś coś kazało mi to zrobić. Jakby niewidzialna smycz wytargała mnie na zewnątrz. Powolnym krokiem ruszyłam przed siebie... i nagle na coś wpadłam.
- Op... przepraszam...- wyjąkałam z przyzwyczajenia i spojrzałam na przedmiot stojący mi na drodze.
O dziwo to nie był przedmiot... Tylko wilk! Ładny wilk...
- O hehe....- wyjąkałam i potknęłam się o własne nogi.- Cześć...
Basior uśmiechnął się szarmancko.
- Cześć.- powiedział miło.- Jestem Assi. A ty to...
A ja zatonęłam w jego oczach.... Chyba znów się zakochałam... Dopiero kiedy minęło kilka chwil spostrzegłam, że basior na mnie patrzy.
- JA jestem Livi.- powiedziałam.
<Assi?>

niedziela, 26 stycznia 2014

Od Arii - C.D. Kishan'a


Kiedy basior przystawił swój pysk do mojego, doznałam szoku. Przez chwilę nie reagowałam z powodu paraliżującego zdziwienia, ale trwało to zaledwie moment. Kiedy odzyskałam trzeźwość umysłu, gwałtownie odepchnęłam od siebie Kishan'a:
- Stop! Czekaj! To wszystko dzieje się za szybko - nadmiernie gestykuluję.
- Ale po tym wszystkim... - zaczął.
- Nie. Czekaj - oddycham głęboko i odchrząkam - To jest tak: bardzo Cię lubię i traktuję jak wspaniałego kompana, ale jak dla mnie... za wcześnie jeszcze na... takie sytuacje. Doceniam Twoją szczerość i jestem wdzięczna, że nie ukrywasz swoich uczuć, ale czuję się nieswojo.
Jestem zadowolona, że on mnie słucha i nie unika tej ważnej rozmowy.
- Rozumiem. Ale czy ty... czujesz to samo do mnie?
'O nie. Zrobił to. Zapytał.' - mój mózg zwalnia obroty. Stoję jak słup soli. Zawsze trudno było mi wyrażać uczucia do innych. Po prostu nie umiem i teraz mu nie odpowiem.
- Kishan wybacz, ale ja... muszę to przemyśleć - odwracam się od niego, po czym biegnę prosto przed siebie, w kierunku Lasu Nevell. Cóż, stchórzyłam. Ale przynajmniej się tego nie wstydzę.

<Kishan?>

Od Annayi - C.D. Luck'a




Szłam wpatrzona w swoje łapy, kiedy nagle usłyszałam okropne wycie. Poszłam zaciekawiona w stronę dźwięku. Po chwili moim oczom ukazał się brązowy basior, który miał zatrzaśniętą kończynę w ludzkich sidłach. Podeszłam nieśmiało i obejrzałam ranę wilka. Musiałam wyciągnąć jego łapę z pułapki. Kiedy chciałam otworzyć kleszcze, basior cofnął łapę sprawiając sobie jeszcze więcej bólu.
- Co robisz?- zapytał.
- Chcę ci pomóc.- odpowiedziałam zdziwiona.
- A masz jakieś pojęcie o medycynie?
- Gdybym nie miała, nie byłabym główną medyczką.
Dobrze wiedziałam jak otworzyć kleszcze. Nacisnęłam w odpowiednim miejscu i gotowe. Następnie (po długim jęczeniu basiora) udało mi się zmniejszyć krwawienie i owinąć łapę bandażem.
- Dziękuję. Jak masz na imię?- zapytał po skończeniu opatrywania ran.
- Annayia.- powiedziałam.
- Ładnie.
Zarumieniłam się delikatnie. Nie czułam się dobrze w obecności basiora, więc bez słowa zmieniłam się w sowę i odleciałam. Kiedy byłam około dziesięć kilometrów dalej wylądowałam i wyciągnęłam swój amulet. Nie rozmawiałam z Alex'em od kilku dni... Chuchnęłam na świeżynkę. Ta zaświeciła się i po chwili ujrzałam mojego brata.
- Cześć Ann.- powiedział.
- Oj, Alex! Tak się stęskniłam!- rzekłam i skoczyłam by go przytulić.
Zapomniałam jednak, że jest on tylko zjawą... Wpadłam więc z impetem na drzewo.
- Ha, ha... Nadal nie możesz zapamiętać?- kpił sobie ze mnie.
- Taa...- powiedziałam masując obolałą głowę.
Nasza rozmowa trwała do południa. Potem musieliśmy przerwać, gdyż zrobiłam się głodna. Po drodze usłyszałam znajomy głos...

<Luck?>

Od Luck'a


Kiedy dziś rano wstałem Margaux przy mnie nie było. Pomyślałem, że wyszła zapolować czy coś takiego, ale nigdzie nie mogłem jej znaleźć. Zaniepokojony ruszyłem z tym do alfy.
- Hej Lara, widziałaś gdzieś Margaux?- zapytałem wchodząc do jej jaskini bez zapowiedzi.
Ta spojrzała na mnie jak na wariata.
- A to ty nie wiesz?- zapytała.
Skrzywiłem się.
- O czym, że niby miałbym nie widzieć?- zapytałem cofając się.
Lara podrapała się po głowie.
- No..- zawahała się.- Ona już do nas nie należy...
Poczułęm jakby ktoś wbił mi sztylet prosto w serce.
- Co?!- wrzasnąłęm i wybiegłem z jaskini.
Biegłem jak najdalej od jaskini alfy. To nie może być prawda! Nagle wpadłęm w sidła, które boleśnie zatrzasnęły się na mojej łapie. Zawyłem.
- Czemu tak wyjesz?- zapytał ktoś z tyłu.
Nie znałem tego głosu.
- Bo moja partnerka...- zacząłem ale nie skończyłem.
- Twoja łapa...- ktoś podszedł i dokładnie przyjrzał się mojej łapie.
Byłą to wadera. Obca wadera.
 
<Annayia ?>

Od Stream - Nie z naszej części watahy...

Nie chciało mi się obudzić. Gdy jednak się ocknęłam i wstałam poczułam zimno... Włożyłam szalik ze skóry baraniej a potem wyszłam na dwór. Nie można było nikogo zobaczyć, ponieważ mgła przeważała. Co chwilę spoglądałam za jedzeniem. Nagle coś się poruszyło. Wskoczyłam na ,,to''. Nagle ,,to'' zawyło. Zeskoczyłam.
- Co to...- powiedziałam przyglądając się.
- Zostaw mnie jestem Dyplomatą!- wykrzyknął.
- Skąd?- spytałam.
- Z Avalon Wschodniej. Jestem Armin.- powiedział podnosząc się.
- Hmmm... Ja jestem Alchemikiem z Avalon Zachodniej, Stream.- powiedziałam.- Kurcze, ciemno tu jak w tyłku u kruka.- dodałam.
- Haha, okej... Nie wiem czemu wyszedłem z jaskini...
- Hmmm... może chcesz wejść do mojej?- spytałam.
- Tak, a gdzie ona jest?- zaśmiał się.
- Ech... Hmmm... Uch... Nie wiem...

(Armin?)

Od Dhiren'a - C.D. Stream




Mocno przytuliłem waderę.
- Stream ja też chcę....- pocałowałem ją.- Już na zawsze. Obiecuję, że nigdy cię nie skrzywdzę...
Staliśmy tak w objęciu.
- Idziemy do Luck'a?- zapytała po chwili Stream.
- Tak.
Ruszyliśmy w stronę jaskini szamana. Ten udzielił nam ślubu. Byliśmy szczęśliwi. Bardzo szczęśliwi. Potem ruszyliśmy do Alfy. Cały czas podtrzymywałem waderę, bo była osłabiona po narkozie. Kiedy dotarliśmy do jej jaskini zapukałem.
- Proszę!- usłyszałem głos Lary.
Ostrożnie wraz ze Stream weszliśmy do pomieszczenia. Kiedy Lara nas zobaczyła uśmiechnęła się.
- Cześć wam!- zawołała radośnie.- Co was do mnie sprowadza?
- Chcielibyśmy, żebyś ogłosiła nas parą.- powiedziałem przytulając Stream i lekko całując w policzek.
 
<Lara?>

Od Stream - C.D. Dhiren'a


Nie wiedziałam czy mam płakać ze smutku, czy się śmiać za to że jestem uratowana. Nie czułam głodu ani zmęczenia, czułam tylko że mnie boli, ale nie krtań, tylko serce. Podnosząc się lekko powiedziałam Dhiren'owi:
- Ren, przepraszam że ci nie powiedziałam wcześniej...
- Ćśśś...- przytulił mnie.
- Nie chcę tak skonać, chcę pobiegać, zaczerpnąć powietrza... Żyć i mieć dzieci... Z tobą...
Dhiren lekko się zarumienił.
- Co ty na to?... Chcę z tobą być..- przytuliłam go lekko.

Dhiren?



Od Kishan'a - C.D. Arii





Biorąc przykład z Arii pochyliłem łeb i zgiąłem przednie łapy. Po nas zrobili to wszyscy inni. Widziałem jak w oczach Arii błyszczą łzy. Mocną ją przytuliłem.
- Nie martw się.- szepnąłem.- Jakoś to będzie...
- Przepraszam was.- powiedziała donośnie Lara.- Ale chciałabym zostać ze zmarłym sama. Proszę, odejdźcie.
Każdy wilk ze spuszczoną głową wykonał rozkaz alfy. Wraz z Arią ruszyliśmy w stronę mojej jaskini.
- Mogę trochę u ciebie posiedzieć?- zapytała niepewnie.
- Jasne.- odpowiedziałem.
Usiedliśmy na puszystej kanapie. Zapadła cisza.
- Hm...- mruknąłem.- Może wyjdziemy na spacer?
- Okej...- odpowiedziała.
Robiło się ciemno. Wyszliśmy na zewnątrz i ruszyliśmy w kierunku rzeki wolności. Kiedy tam dotarliśmy Aria westchnęła.
- Ale tu pięknie...
Rzeczywiście. Światło księżyca odbijało się od błękitnej tafli wody, rośliny błyszczały zielenią,
- Wiesz...- zacząłem.- Może to nie najlepszy moment, ale dłużej już nie wytrzymam.
- Tak?- Aria popatrzyła na mnie z zaciekawieniem.
- Ja...- westchnąłem.- Zakochałem się w tobie...
Pocałowałem ją namiętnie.
 
<Aria?>



Od Dhiren'a - C.D. Stream


Wbiegłem do jaskini, a ona leżała tam zakrwawiona. Moje serce stanęło na chwilę ze strachu jednak po chwili otrząsnąłem się i zachowałem zimną krew. Podbiegłem do Stream, podniosłem jej głowę, wyjąłem kamyk i półprzytomną położyłem na stole operacyjnym. Chwyciłem za igłę i nić, włożyłem na łapy rękawiczki gumowe, dobrze oświetliłem miejsce gdzie się znajdowaliśmy i odsunąłem kamienną szufladkę. Wyjąłem strzykawkę z fioletową cieczą w środku, założyłem igłę i posmarowałem bark wadery spirytusem.
-Dhiren...- szepnęła.
- Cii...- uspokoiłem ją.- Nic nie mów. Pomyśl o czymś miłym. Będzie trochę bolało.
Następnie wbiłem ogromną igłę w jej bark. Stream zaskomlała lecz wkrótce jej oczy się zamknęły. Narkoza szybko zadziałała. Wilczyca rozharatała sobie krtań. Szanse na jej przeżycie były nikłe. Zbyt nikłe. Ostrożnie zszyłem rozcięte elementy, potem skórę. Nie wiedziałem czy się obudzi. Teraz pozostawało mi tylko czekać...
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Stream byłą nieprzytomna przez dobre kilka tygodni. Przez ten czas nie ruszałem się z jaskini, nawet nie polowałem. Schudłem, a moja sierść przerzedziała. Postanowiłem przygotować się na najgorsze, wadera zbyt długo nie dawała znaku życia. Kiedy stałem nad nią, a moje oczy zaczęły ronić łzy nad ciałem wilka, ona się poruszyła. Lekko podniosłem jej głowę i dałem wody. Stream niepewnie otworzyła oczy.
-Co..... się.... stało?- powiedziała cichym, zachrypniętym głosikiem.
- Przeszłaś operację krtani.- powiedziałem kładąc ją na miękkim dywanie.
 
<Stream?>

Od Annayii - W końcu!


"Warunkiem osiągnięcia szczęścia jest doznanie cierpienia..." Tak zawsze powtarzał mi ojciec.

Siedziałam w ciasnej klatce wraz z moim bratem Alexandrem. Słyszałam tylko krzyki ludzkich dzieci, odgłosy zwierząt najróżniejszych gatunków i jęki umierających stworzeń... Wtuliłam się w miękkie futro Alex'a, aby się ogrzać. Wtem do naszej klatki podszedł mężczyzna o nieprzyjemnym wyrazieq twarzy.
- Po ile?- zapytał wskazując na naszą dwójkę
- Stówa za sukę, osiemdziesiąt za psa.- odpowiedział nasz sprzedawca, który myślał że jesteśmy psami.
- Wezmę tylko jego.- odpowiedział po chwili myślenia.
Widziałam jak oczy mojego brata rozszerzają się. Pisnęłam i przyległam mocno do ciała basiora. Mężczyźni rozdzielili nas siłą, a następnie wręczyli sobie pieniądze.
- Nie daj się Ann... Masz tu medalion. Noś go na szyi, a mnie zobaczysz. Koch...- nie skończył bo jego nowy właściciel wsadził go do auta i odjechał.
Załamałam się... Straciłam mojego jedynego brata, przyjaciela... Płakałam całą noc i cały dzień. Nikt a nikt mnie nie chciał kupić. Z każdym dniem coraz bardziej pogrążałam się w smutku. Nie dbałam nawet o to czy ktoś mnie kupi... Po stracie Alex'a straciłam chęć do życia... I tak było przez rok. W końcu kupiła mnie jakaś starsza kobieta. Była bardzo miła i troskliwa. Dawała mi jeść i pić, czyściła mi sierść, zapewniała mi ciepłe schronienie... Niestety, staruszka zmarła kilka miesięcy później. Znów zostałam wystawiona na sprzedaż... Wędrowałam z rąk do rąk. Raz ludzie byli dobrzy i delikatni, raz źli i okrutni. Coraz bardziej wątpiłam, czy jeszcze kiedykolwiek ujrzę las, trawę i góry... Jednak pewnego dnia stało się coś, co było moim największym marzeniem od czasu gdy trafiłam w niewolę... Po dwóch latach w ciasnych klatkach i w okropnych warunkach, zostałam wypuszczona na wolność...

~ Rok później...~

Wolność była dla mnie czymś zupełnie nowym. Nie wiedziałam co mam robić. Musiałam od nowa uczyć się polować, tropić i przede wszystkim... Czarować. Długo to trwało, lecz w końcu opanowałam moje żywioły do perfekcji. Pozostało mi tylko znalezienie watahy w której spędzę resztę swojego życia. Zmieniłam się w sowę i poleciałam na północ. Moja wędrówka trwała cały dzień. W końcu wieczorem, wylądowałam na gałęzi rozłożystego dębu. Tam wróciłam do swojej dawnej postaci i poszłam na polowanie. Już kilka minut później skradałam się w stronę dużej sarny. Napięłam wszystkie mięśnie i skoczyłam. Nie wpadłam jednak na rogacza... To coś było białe, puchate i miało ostre zęby (poczułam, bo ktoś ugryzł mnie w łapę)... Upadłam ciężko na ziemię. Kiedy się otrząsnęłam ujrzałam wilka który przygniatał mnie do ziemi. Łapa zaczęła strasznie boleć...
- Ktoś ty?- warknął basior.
- Annayia...- odpowiedziałam lekko wystraszona.
Basior nawet nie drgnął. Moje moce zaczęły działać i już po chwili, po ranie nie było śladu.
- Czego tu szukasz...?- zapytał trochę spokojniej.
- Watahy... -powiedziałam ze łzą w oku.
Wilk zszedł ze mnie i pomógł mi wstać. Potem zaproponował że zaprowadzi mnie do Alfy. Okazało się że Alfa to wadera Lara, z poczuciem humoru. Nie czułam się z nią dobrze, więc gdy tylko skończyłyśmy rozmawiać wyszłam z jej jaskini i podeszłam do basiora który mnie tu przyprowadził. O dziwo wciąż tu był...
- Dzię-kuję...- wyjąkałam ze spuszczonymi oczami.

<Nightmare?>

Nowa członkini Avalon Zachodniej - Annyia!

Annayia
Główna medyczka

Nowa członkini Avalon Wschodniej - Cassandra!

Cassandra
Szpieg

sobota, 25 stycznia 2014

Od Stream - Przyjaźń

Siedziałam w bezruchu patrząc na krople deszczu spadające na kamienie. Nagle przybiegła do mnie samica.
- Witaj, czego tu, u mnie poszukujesz?- spytałam.
- Jestem Lara, Alfa watahy w której jesteś, przybywam do ciebie z pewnym listem, jest on wykopany z ziemi.- powiedziała.
Szybko i ostrożnie samica mi przekazała list.
Odczytałam:
,, Kiedyś byłaś inna,
teraz jesteś taka jaka jesteś,
nie widzę ciebie,
kiedyś byłaż młodsza,
dziś już podrosłaś,
kiedyś widziałem małego dzieciaka,
dziś zaś widzę samicę Beta.''
- Nie wiesz co może oznaczać?- spytała Lara.
- To jakiś 18- wieczny list Evena do swej siostry Lilly... Był jej starszym bratem, rozstali się a potem on ją znalazł, jednak Lilly go nie rozpoznała. Even na łożu śmierci napisał ten list i kazał go zakopać.
- Hmmm... Ciekawe, dzięki.
- Czekaj... Czy mam szanse by zostać Betą, Alfo?- zaśmiałam się.

(Lara?)



Od Stream - C.D. Dhiren'a

Pomyślałam. Nie wiem czemu, było mi źle, jest mi źle...
- Ren, ja... ja ci nie mówiłam...- powiedziałam odpychając od siebie samca.
- Czego?- pytał.
- Ja... ja kiedyś już miałam partnera... Uciekłam od niego...
- Czemu?
- On zaczął mnie bić, a gdy dowiedziałam się o jego romansie, powiedział że mnie zniszczy... Ja, ja nie chcę popełnić znów błędu... Poznajmy się lepiej...
- Stream, czemu mi wcześniej nie powiedziałaś!?- zaczął się wściekać.
- Nie chciałam abyś się tak zachował jak teraz, myślałam że aż tak bardzo się do siebie nie zbliżymy...- zaczęłam ronić łzy.
Ren wyszedł wszystko przemyśleć. Runęłam na kolana pytając się:
- Czemu to zrobiłam... Nie... nie... Ja, ja chcę uciec... NIE!!!- zaczęłam krzyczeć.
Nagle rzuciłam się po najbliższy kamień, wbijając go sobie bezlitośnie w krtań. Zaczęłam się dusić. Moje wycie przywołało Dhirena.

(Dhiren?)

czwartek, 23 stycznia 2014

Od Katniss - C.D. Alarici

-O mój boże - wyszeptałam widząc ogromnego smoka stojącego 3 metry od nas ,który patrzył prosto w moje wielkie zafascynowane oczy .
Poczułam że nagle tracę świadomość co się dzieje wokół mnie ,teraz tylko ja i on .


To dziwne poprzez nasz kontakt wzrokowy gadzina nie odważyła się nawet drgnąć ,słyszałam bicie swojego serca (a raczej zamykanie zastawek ) i o dziwo również bicie jego serca ,czułam jego niespokojny oddech , w umyśle kołatały mi się jego myśli tak jakbyśmy byli w jakiś sposób związani. Na początku wydawał mi się on straszny ,ale teraz ?Teraz widziałam w nim majestatyczne i nieco wystraszone stworzenie . Zrobiłam krok w przód ,gad stał nieruchomo ,więc zrobiłam kolejny aż udało mi się dojść do niego na wyciągnięcie łapy ,a on położył mi swój łeb na ramieniu (właściwie to może 1/10 łba ),a ja najzwyczajniej świecie byłam zszokowana .
Owszem miałam kiedyś smoka ale wyglądał całkiem inaczej ,był całkowicie inny...Nic nie rozumiałam .
Nagle Al i Creatur zaczęli go atakować wrzeszcząc :
-Zostaw ją ty wstrętny potworze !
A ja czułam wszystko co on tym samym również ból .Wrzasnęłam .Alarica spojrzała na mnie jak na idiotkę .Posłałam jej spojrzenie 'Przestań' i przestali ale ON uciekł.Przez chwilę wyzbywałam się podłych myśli i wróciłam do rzeczywistości .
Teraz czas na ekscytację naszym smokiem który niespokojnie się kołatał .


- A co jeśli on zerwie linę albo wyrwie drzewo ?-Zapytała Alarica.
-Musimy coś wymyślić -odparłam
-Ty tu jesteś od wymyślania .
-W sumie mogę go zamknąć w wodnej klatce ,nie wydostanie się , nie ma szans .-wyszczerzyłam zęby i zrobiłam to co postanowiłam .
Usłyszeliśmy grzmoty .
-Oho burza nadchodzi .-stwierdziła moja przyjaciółka
-TO NIE BURZA-powiedziałam
Znikąd wyłonił się on :


Następnie usłyszeliśmy rozdzierający skrzek schwytanego przez nas smoka i ...

I co dalej Al , Creatur ?

Od Katniss -C.D. Assi'ego


-Chyba mnie ominęła informacja, jak się nazywasz.Wrogiem nie jestem, przytomność umysłu odzyskałaś, a droga już niedługa, więc przedstaw mi się chodźże, bo dobrze wiedzieć kogo się prawie na tamten świat posłało...
-Mówisz do mnie strasznie wyniośle i zawile ,a ja jestem prostą wilczycą i lubię z kimś rozmawiać prostym językiem no chyba że nie potrafisz używać prostych sformułowań ?W tej sytuacji będę zmuszona również się do ciebie zwracać w taki sposób a z moich ust to nie brzmi zbyt dobrze .- uśmiechnęłam się tajemniczo.
Samiec zatrzymał się ,chyba musiał się zastanowić .Przyspieszyłam i ruszyłam chwiejnym , niepewnym krokiem w kierunku swojej jaskini.
-Chwileczkę -usłyszałam zza pleców
lecz zanim samiec zdołał wydobyć ze swojego pyska kolejne słowa ,obróciłam łeb w jego kierunku :
-Katniss ,mam na imię Katniss-po czym nie czekając na jego reakcje doszłam do jamy i zasunęłam za sobą drzwi w postaci głazu (zasuwam je zawsze swoją mocą powietrza ,gdyż siła fizyczna nie jest moją najmocniejszą stroną ),po czym udałam się na spoczynek bo nadal niemiłosiernie bolała mnie łepetyna .
W sumie dopiero kolejnego dnia przypomniałam sobie o jeleniu ,przecież należy mi się on po tym co przeszłam .Poszłam do Assi'ego ,ale nie było go w jamie ,więc obeszłam ją ze wszystkich stron ,wiatr wiał niemożliwie ,poczułam przeszywające mnie dreszcze i ugięły się pode mną nogi i znowu pojawił się że tak to ujmę błękitnonogi basior akurat w chwili gdy gorzej się poczułam ,dlatego jak gdyby nigdy nic wyprostowałam się i stanęłam przed nim dumnie pomimo narastającego bólu .
-Cześć Assi wiesz gdzie jest mój jeleń ? -spytałam lekko zaciskając zęby ,jednakże w taki sposób aby on nie zauważył .

Więc Assi gdzie mój jeleń ?

UWAGA!

Deklaruję do każdego członka Avalon Zachodniej! Przed wojną systematycznie pisaliście opowiadania, a teraz? Wschodnia wzięła się w garść to my też to zróbmy! Chcę widzieć przynajmniej po jednym opowiadaniu od każdego członka watahy do końca tygodnia, chyba że podacie mi jakiś dobrze uzasadniony powód. Inaczej wyrzucam z watahy.

~~ Alfa Avalon Zachodniej, Lara

Od Alarici - C.D. Katniss

Katniss była tak podniecona, że nie mogła dłużej usiedzieć w miejscu.
-Jesteś pewna, że to dobry pomysł?-zapytał się Creatur.
-Oczywiście, co miałoby się nie udać?-Kat uśmiechnęła się i powoli zaczęła skradać się do smoka.
"raz kozie śmierć"-pomyślałam w duchu i ruszyłam za przyjaciółką. Katniss była już bardzo blisko smoka, lecz ten ją wyczuł. Wilczyca w mgnieniu oka wskoczyła na grzbiet, zanim potwór zdążył zareagować. Zarzuciła mu linę na szyję i gdy wydawało się, że wszystko idzie zgodnie z planem, zwierzę zaczęło szaleć. Wzbiło się w powietrze i zanurkowało z impetem w dół. Katniss krzyknęła, ale dzielnie trzymała się końcówki liny. Smok wylądował i zaczął bić ogonem o ziemie. Zamachnął się nim i prawie strącił mnie i Creatur'a z nóg. Kat skorzystała z chwili zamieszania i rzuciła samcowi linę. Wilk mocno trzymał smoka, ale ten zrobił nieoczekiwany ruch głową i pociągnął w górę Creatur'a, który jednak szybko opanował sytuację. Teraz była moja kolej. Szybko przechwyciłam linę i przewiązałam jak najmocniej się dało o pień najbliższego drzewa. Smok przestał się buntować, a Katniss krzyknęła z zadowolenia. Creatur podbiegł do smoka i zaczął się mu uważnie przyglądać, jednak mój wzrok przykuł jakiś ruch w głębi lasu. Coś się zbliżało.
Katniss i Creatur byli pochłonięci ożywioną rozmową i zbyt zachwyceni smokiem, aby zwracali na coś innego uwagę.
-Nie chcę wam przerywać, ale mamy kłopot-powiedziałam grobowym tonem.
Wilki odwróciły się w stronę lasu i zamarły.
Z zarośli wyszedł przerażający smok, jeszcze większy od tego, którego złapaliśmy.
<Katniss, Creatur przeżyliśmy ;p? >

Od Alarici - C.D. Avero


Avero ruszył do przodu zostawiając mnie osłupiałą z tyłu. Zachowywał się jak gdyby nigdy nic, a ja wciąż nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Bo raczej normalne to nie było, że jeleń posłusznie przydeptał na wezwanie wilka, położył się przed nim i dał się zabić. Chwyciłam dzika i dogoniłam samca.
-Jak to zrobiłeś?-zapytałam się zdyszana.
Avero tylko uśmiechnął się tajemniczo i mruknął coś, czego nie dosłyszałam, bo właśnie dostałam gałęzią w twarz.
Widziałam, że samca to rozśmieszyło, ale nie skomentował tego w żaden zgryźliwy sposób, za co byłam mu wdzięczna.
Po kilku minutach drogi dzik zaczął mi nieprzyjemnie ciążyć, natomiast Avero niósł swoją zdobycz jakby nic nie ważyła. Zrobiło mi się gorąco, a każdy kolejny krok był coraz cięższy. Jakby tego było mało, zarzucało mnie i ciągle wpadałam w jakieś przeklęte kolczaste krzaki. Co jak co, ale siłą to nie grzeszyłam. Nie byłam słaba! Co to, to nie, po prostu moimi głównymi atutami były zwinność i szybkość. Po prostu nie zostałam stworzona do chodzenia kilometrów z ciężkim, dorosłym dzikiem na grzbiecie. Avero co jakiś czas odwracał się i spoglądał na mnie. W tych momentach uśmiechałam się głupkowato i udawałam, że noszenie takiego cielska to drobnostka. Było mi trochę głupio, bo w końcu wyrwałam go samcowi, co by sobie pomyślał gdybym teraz przyznała się, że nie mam siły go nieść? Nie, nie zamierzałam dać mu tej satysfakcji, chociaż w głębi duszy wiedziałam, że Avero domyśla się, że brak mi sił. Tak rozmyślając nie zauważyłam korzenia wystającego z ziemi, o który zahaczyłam łapą i runęłam jak długa, przy okazji popychając samca. Wilk w ostatnim momencie złapał równowagę, ale mnie przygniotło cielsko dzika.
<Avero? :) >

środa, 22 stycznia 2014

Od Vayper'a - C.D. Assi'ego





Uśmiechnąłem się.
-Vayper, tak mnie zwą. Watahy szukam. A pewna urodziwa dama-tu lekko zachichotałem na wspomnienie Kayn -sprowadziła mnie...chyba, wbrew własnej woli.
Assi przyglądał mi się w milczeniu. Wreszcie ruszył powoli w przeciwną stronę.
-Watahy, powiadasz-powtórzył cicho. Skinąłem głową i patrzyłem na basiora wyczekująco. Westchnął.
-Watahy...-mruknął ponownie, a ja zaśmiałem się lekko.
-To jak będzie, Assi? Słynny namiestniku?-zapytałem i jako wilk wyluzowany, klapnąłem sobie na ziemi.

<Assi?>

Od Assi'ego - C.D. Katniss

Uśmiechnęła się do mnie ironicznie, acz przyzwyczajony do tego przez swojego brata, odpowiedziałem uśmiechem promiennymi i całkiem szczerym.
- To dobrze. Ty przynajmniej wiesz czego chcesz, a czego nie. Z innymi wilkami bywa trudno. - odpowiedziałem szczerze. - No, w każdym razie przynajmniej powinienem Cię do jaskini odprowadzić.
- Nie trzeba, dam sobie radę. Nie musisz się fatygować. - odpowiedziała ( znów zasłyszałem sarkazm) i wstała choć z trudem, bo po takim zderzeniu trudno orientację i równowagę złapać, lecz nie pomogłem jej, ponieważ takim, jak ona zbyt częste pomaganie, ujmę przynosi, choć tylko w ich wyobrażeniu.
- Azali ja pytałem Cię o to? Ja Ci to po prostu oznajmiam i choćbyś miała mnie za to znienawidzić, na swoim postawię, gdyż mój to obowiązek. - powiedziałem wesoło ( bo uśmiech jest zawsze najlepszym środkiem na ironie i sarkazm ), lecz tak by nie mogła mi się sprzeciwić i skierowałem się ku wyjściu z jaskini, a poczekawszy na nią, puściłem ją przodem, jak to wypada wilkowi przy wilczycy. Nie wspomnę przy tym, jej wzroku, bo od początku patrzyła ona na mnie jakbym się z choinki urwał. Jednakowoż jak już weszliśmy w las, to ja obrałem prowadzenie, torując ewentualne zarośla, przed wilczycą, pytając czasem, w którą stronę się skierować.  Mimo iż zwolniła mnie całkowicie, od przeprosin i innych wynagrodzeń, na sumieniu zawsze ślad pozostaje, więc by zetrzeć go i tutaj, robiłem wszystko, co mogliby ojcowie na moim miejscu zrobić, gdyż zasad Rodu, trzymać się należało i mnie. Pieczołowicie pilnowałem, by nie miała okazji wyrzec się mojej pomocy, choć to nie było trudne, gdyż wytrzeszczała cały czas oczy ( jakby wariata pierwszy raz na oczy zobaczyła). Mnie to nie przeszkadzało zupełnie, wiele wilków tak reagowało na pierwszy kontakt ze mną, choć i bywały takie, co nie skąpiły chociaż jednego przyjaznego uśmiechu. Szliśmy dość szybko, ale uderzyło mnie to, że nadal nie znałem imienia wilczycy. -Chyba mnie ominęła informacja, jak się nazywasz. - wspomniałem i zrównałem swój chód z jej krokiem. - Wrogiem nie jestem, przytomność umysłu odzyskałaś, a droga już niedługa, więc przedstaw mi się chodźże, bo dobrze wiedzieć kogo się prawie na tamten świat posłało...- dodałem pogodnie, bo wilczyca siedziała cicho niczym trusia, może to na mnie za coś obrażona, może jeszcze w swoim świecie fruwająca..

< Katniss - dokończysz ? >

wtorek, 21 stycznia 2014

Od Assi'ego - C.D. Vayper'a

Ledwo co tu przybyłem wraz z bratem, trafiło mi się i spotkałem swą kuzynkę. Nim się obejrzałem zostałem jej Namiestnikiem i wschodnie tereny krainy praojców dzierżyłem w opiece .
Właśnie się jeszcze wprowadzałem do swojej jaskini, gdy z tyłu dobiegł mnie głos.
- Przepraszam bardzo, powiedziano mi, że tutaj mam szukać namiestnika Alfy... - powiedział czarno-bury wilk i skłonił się wpół. Parsknąłem śmiechem, na co ten, zdezorientował się. - Czy źle trafiłem ? - spytał.
- Niby nie. Ale ukłony to Ty ślij Naszej miłościwej Alfie, mej kuzynce Larze. Wytworne słowa, możesz sobie odpuścić, gdyż w moich stronach najczęściej obłudnicy się nimi posługiwali, a Tych nie toleruję wśród swych kumów. Zwą mnie Assi, a oto moja łapa. - powiedziałem stanowczo, aczkolwiek z uśmiechem, a gdy się przedstawiłem wyciągnąłem łapę na powitanie. Wilk uścisnął mi łapę i choć uścisk jego mocniejszy był od mojego, wywnioskowałem, że nie siła jest jego najmocniejszą stroną. - A teraz mówże kim jesteś, jak Cię zwą i po co Tu przybywasz ...

< Vayper ? >

Od Avero - C.D. Alarici

Atak wilczycy był dla mnie nie lada niespodzianką, tylko dla tego też, pozwoliłem sobie zdobycz wyrwać. Gwizdnąłem. Mimo iż wiedziałem, że i tak tą znajomość zepsuję, nie byle czym, było mi wyrwać, to co moje. Przez chwile przemknęła mi myśl, by swoje odbić, ale dziewuchom się nie zabiera.
- Teraz już Twój, bo nie godzi się babie zabierać. - powiedziałem podkreślając słowo ,,babie". - Diabłu też skąpić nie będę, bo Bóg i tak go do piekieł zaraz z powrotem wtrąci, choć trzeba już przyznać, że chyba z mocami piekielnymi, już nie tak dobrze, że gdzie nie mogą, tam baby posyłają... - powiedziałem perfidnie, po czym nie spojrzawszy już ni na dzika, ni na wilczycę, wpatrzyłem się w las. Po chwili, na me wezwanie przybiegł do mnie jeleń. Posłusznie położył się przedemną, a ja go walnąłem z lekka łapą po karku, by mu śmierć zadać szybką i najmniej bolesną. Teraz wpakowałem go sobie na plecy. - Widzisz ? - tu zwróciłem się do wilczycy - Wilk jest syty, babie nie skąpi. - powiedziałem z nutą sarkazmu i dalejże iść do przodu, ze zdobyczą. Byłem ciekaw, czy odpowie mi, czy zamilknie, jak to "damy" zazwyczaj czynią.
< Alarica ;3 ? >

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Od Alarici

Obudziłam się dość wcześnie, ale Kat już nie było. Czasem zastanawiam się jak ona może tak wcześnie wstawać. Postanowiłam pójść nad jezioro, wykąpać się. Gdy ujrzałam swoje odbicie, przeraziłam się. Moja sierść była pozlepiana od brudu, a oczy opuchnięte od płaczu. Momentalnie przypomniały mi się wcześniejsze wydarzenia, a w sercu poczułam nieprzyjemne ukłucie, ale postanowiłam, że nie uronię już więcej łez. Powoli zanurzyłam się w toni. Woda stawała się z dnia na dzień coraz chłodniejsza. Zima zbliżała się nieubłaganie, a ja przypomniałam sobie, że pora zrobić jakieś zapasy, bo to co kiedyś upolowałyśmy z Katniss, na pewno nie starczy. Otrzepałam się i ruszyłam do lasu. Kroczyłam dość szybko podśpiewując pod nosem. Zimna kąpiel dobrze mi zrobiła, czułam się lekko na duchu po raz pierwszy od wojny. Schowałam się w krzakach, uważnie nasłuchując. Na początku nic się nie działo, ale po jakimś czasie usłyszałam kroki jakiegoś zwierzęcia. Oszacowałam, że był to duży, dorosły dzik. Uśmiechnęłam się do siebie i przygotowałam do skoku. Mięśnie napięły mi się, a gdy dzik podszedł bliżej krzaków wyskoczyłam. Zdążyłam przegryźć zwierzęciu gardło, gdy poczułam pulsujący ból w głowie i upadłam. Dopiero po chwili podniosłam się z ziemi i ujrzałam równie oszołomionego wilka, którego jeszcze nigdy tu nie widziałam. Spojrzał na mnie spode łba i warknął:
-Uważaj gdzie skaczesz- po czym podszedł do dzika i zaczął go ciągnąć w stronę watahy. Zagrodziłam mu drogę.
-Przepraszam, ale ten dzik jest MÓJ-powiedziałam kładąc nacisk na ostatnie słowo.
-Niby dlaczego. Ja złowiłem go pierwszy. Teraz zejdź mi z drogi-wyminął mnie.
Pobiegłam za nim.
-STÓJ!
Samiec od niechcenia odwrócił głowę.
-Czego?
-JA go zabiłam i JA go wezmę-czułam, że tracę nerwy.
-DASZ MI WRESZCIE SPOKÓJ?
Teraz już straciłam kompletnie panowanie nad sobą.
-TEN DZIK JEST MÓJ-wrzasnęłam i wyszarpałam go wilkowi, który najwyraźniej nie spodziewał się takiego obrotu wydarzeń.
<Avero dokończysz? :3 >

Od Katniss -C.D. Creatur'a

Obwąchaliśmy chyba każdy zakątek watahy i nic.
Nie ukrywam że byłam strasznie rozczarowana .
-One muszą tu gdzieś być ,widziałam je w mojej nocnej wizji .-mruknęłam ,próbując sobie przypomnieć w jakim dokładnie miejscu widziałam te gady .
-O jaką wizję ci chodzi ?-zapytał zdziwiony samiec .
-Nie zrozumiesz .-odrzekłam krótko ,unikając w ten sposób długich wyjaśnień.
Nagle usłyszałam trzask łamanych gałęzi ,prędko obróciłam uszy w kierunku tego dźwięku ,potem obróciłam się i ujrzałam ...Alarice.
-ALEŻ MI ZROBIŁAŚ NADZIEJE - krzyknęłam zawiedziona w jej kierunku .
-Też się ciesze że cię widzę -odparła Al z promiennym uśmiechem.
-Może nam pomożesz ?I tak nie mamy już nic do stracenia .
-Jasne -samica prędko się do nas zbliżyła.-czego szukacie ?
-Smoków -w moich oczach na sam dźwięk tego słowa można było dostrzec po prostu istne fajerwerki.
-Haha żartujesz sobie ? One nie istnieją !
-Może i tak jest ale dla pewności zaczekamy na tej skale do zmroku .-powiedziałam wskazując łbem na samotny głaz .-A tak w ogóle Alarica to Creatur ,Creatur to Al ,poznajcie się.
Długo by jeszcze można było opisywać nasze dialogi ,w końcu jednak zapadł zmrok i kiedy powoli traciliśmy nadzieje pojawił się :wielki ,majestatyczny i szybki niczym wiatr.
Od razu zaplanowaliśmy strategię :ja miałam dosiąść gadziny kiedy tylko udałoby mi się ją dogonić i zarzucić linę na jej szyję ,potem tę linę miałam odrzucić Creatur'owi który przytrzymałby smoka ,a Al miała tę linę mocno przywiązać.

<Udało się nam ? Alarica ,Creatur ?>

Od Lary - C.D. Armina

Kiedy wszyscy się rozeszli ostrożnie zeszłam z drzewa. Byłam bardzo wdzięczna Arminowi za to, że wsparł mnie. Zaczekałam na basiora i udałam się w stronę mojej jaskini. Ku mojemu zdziwieniu samiec podążył za mną. Odwróciłam się w jego stronę:
- Gdzie idziesz?
- Pomyślałem, że.... ci pomogę.
- A. Przepraszam.... dziękuję.- szepnęłam zestresowana, ale za chwilę znów podjęłam wędrówkę.
Gdy dotarliśmy do mojego mieszkania, opadłam na łóżko zapominając o grzeczności. Na krótko.
- Chcesz coś zjeść czy coś?- spytałam.
- Lara. Padasz z nóg. Pozwól, że ja coś zrobię. - powiedział i udał się w stronę spiżarni.
Zrezygnowana siedziałam na legowisku. Po chwili basior wrócił i zaczął pichcić. Pachniało smakowicie, a mój żołądek dawał o sobie znać. Po niedługim czasie jedzenie było gotowe. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jedzenie. Uznałam, że Armin jest świetnym kucharzem. Nigdy nie potrafiłam tak dobrze przyrządzić ryby. Po obiedzie, a raczej kolacji bez namysłu położyłam się na ciepłym, miękkim legowisku. Basior zbliżył się do mnie, a ja szybko powiedziałam:
- Mógłbyś zostać dzisiaj ze mną?
- No.... dobrze. - odparł i położył się niedaleko. 
Zamknęłam oczy i poczułam nieprzyjemne ukłucie bólu w skroniach.
~Głos.~
Mimo wszystko zasnęłam, lecz cały czas nękały mnie koszmary. Te same. Ja mordująca mojego brata, potem Armina. To wszystko było spowodowane bliskością głosu. Wreszcie nie mogłam wytrzymać i obudziłam się. Było około 1 w nocy. Spojrzałam na spokojnie śpiącego Armina. Uśmiechnęłam się, lecz moje szczęście przygasił głos.
~Co, zadowolona? Ze śmierci brata? Morderczyni. Tracisz wszystkich. Niedługo nie będziesz miała nic. Watahy, posłuchu pośród wilków.~
- Zamknij się. Wynoś się i nigdy nie wracaj.- szeptałam sama do siebie.
Po moim oku spłynęła łza. Popatrzyłam na Armina. Chciałam mu za tyle podziękować. Za pomoc, za zrozumienie, za istnienie...

(Armin?)

Od Armina - C.D. Lary

Spojrzałem na Larę z miną wyrażającą coś w rodzaju zażenowania. Wilczyca spojrzała na mnie zawstydzona i zakłopotana. Wilki z obu watah, stojące na polanie pod wzgórzem, zaczęły się niecierpliwić. Postanowiłem jednak zabrać głos.
- Słuchać! - zagrzmiałem. - Członkowie watahy Armel, niezależnie od Waszego zdania, Lara stała się Waszą Alfą. Assair nie żyje, więc wojna została wygrana przez jego siostrę. W takim wypadku, Lara przejmuje ziemie Assair'a, wilki, które były pod jego opieką i zwierzynę. Takie jest starożytne prawo, które nigdy jeszcze nie zostało złamane. Bez gadania! - uciszyłem warczące z niezadowoleniem wilki kotłujące się na dole. - Członkowie watahy Avalon, nie stracicie swojej Alfy. Lara będzie pełniła władzę nad obiema watahami, ale Armel zajmie się Namiestnik, Assi, nad którym Lara ma CAŁKOWITĄ kontrolę - przerwałem na chwilę zastanawiając się co jeszcze powiedzieć. - Od teraz wataha Avalon nosi nazwę Avalon Zachodniej, a wataha Armel - Avalon Wschodniej. Jeśli ktoś ma jakieś obiekcje niech zatrzyma je dla siebie, bo nikt nie ma zamiaru ich wysłuchiwać. Koniec zebrania.
Zwróciłem się w stronę Lary. Jej pysk zaczął powoli przybierać normalny wygląd. Kiwnęła głową na znak, że powiedziałem o wszystkim, o czym miałem powiedzieć.
Wilczyca zachwiała się na nogach. Była wyczerpana i głodna. Postanowiłem zaprowadzić ją do jej jaskini i zająć się nią, żeby sama sobie czegoś nie zrobiła.

<Lara? :3>

Od Katniss

Stopniowo zaczęło się ochładzać ,więc doszłam do wniosku że warto byłoby zrobić swoje osobiste zapasy zanim będzie za późno .W tym celu opuściłam swoją cieplutką jaskinię i ruszyłam na poszukiwanie czegoś dogodnego.
Długo błąkałam się po naszych terenach nie mogąc się skupić i tym samym również czegoś upolować.W końcu jednak na polanie za lasem znalazł się...PO prostu szczyt moich najskrytszych marzeń :duży ,tłusty jeleń 2 razy większy i cięższy ode mnie .
Zapewne większość pomyślałaby "Nie dam rady go donieść do jamy "ale oczywiście nie bezmyślna Katniss ,która w tej sytuacji pomyślała "Ja nie dam rady ?Phi..Kpina ,co to dla mnie !" później jednak odniosła skutki o wiele za dużego przeliczenia swoich sił ,bo gdy podążając tyłem ,ciągnęła swą martwą zdobycz za kark, zderzyła się z samcem, a siła tego uderzenia odrzuciła ją aż do drzewa gdzie z wielkim impetem uderzyła w nie głową .
Oczywiście basior od razu do mnie podbiegł i wyciągnął w moim kierunku swoją łapę ale problem w tym że ja widziałam 3 a nawet 4 łapy i błędnie błądziłam swoją kończyną w prawo i lewo nie mogąc trafić na tę właściwą .Samiec postanowił że pomoże mi wstać i to uczynił ale od razu zobaczyłam grymas przerażenia na jego pysku ,bez słowa uniósł moją zdobycz swoją mocą ,a mnie podparł i gdzieś zaprowadził ,właściwie to nawet nie wiem gdzie ,w sumie byłam bezwładna przez ogromny ból z tyłu łba i jego okropne zawroty ,może już umarłam ?
***
Odzyskałam świadomość gdy gdzieś siedziałam i robiłam sobie okład z chłodnego lodu był przy mnie ten sam błękitny samiec.
-A więc jednak żyjesz ! -powiedział z delikatnym uśmiechem.
-Tak , dlaczego miałabym umierać ?-spytałam unosząc brew ,nie oczekiwałam jednak odpowiedzi ,bardziej ciekawiło mnie to skąd on się tu wziął i jak umknął mojej uwadze -Mniejsza ,kim ty jesteś ,nigdy wcześniej cię nie widziałam .-po czym posłałam ku niemu badawcze spojrzenie
-Jestem Assi ,namiestnik Avalon Wschodniej -odpowiedział.
Przez chwilę przyglądałam mu się uważnie ,po czym powolnie odparłam :
-Ahaa...
-Chciałbym cię przeprosić za moje roztargnienie ,którego skutkiem jest ogromna rana z tyłu twojego łba ,czy mogę ci to jakoś wynagrodzić ? -zapytał.
-Nie potrzebuje żadnych wynagrodzeń .-rzekłam z pełną powagą.
-Jesteś pewna ?
-Oczywiście , zawsze jestem wszystkiego pewna -uśmiechnęłam się ironicznie .

<no to może Assi dokończy ? >



Od Vayper'a - C.D. Kayn


-Nie, kochanie. I nie wiedziałem, że jest takie słowo: "natręctwo"-wciąż szczerzyłem się do niej, patrząc w niebieskie tęczówki Kayn.
-Bo jesteś idiotą, skąd miałeś coś takiego wiedzieć?-warknęła ze złością. Podszedłem bliżej.
-Skoro dzisiaj masz taki parszywy humorek, żegnam madame-powiedziałem i cmoknąłem ją w policzek, a następnie ruszyłem w poszukiwaniu Alfy.
-Hej-zatrzymałem najbliższego basiora-Jest tu może jakaś Alfa?
Spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
-Nie. Alfa urzęduje daleko stad. Tutaj jest namiestnik.
-Mogę poznać imię tego zacnego wilka?-zapytałem, strając się wytwornie patrzeć spod lekko przymrużonych oczu (podpatrzyłem to u jakiegoś wilczego lorda w czasie wędrówki).
-Assi-uciął ten basior, a ja ruszyłem dalej. W końcu znalazłem wspomnianego wilka.
-Przepraszam bardzo, powiedziano mi, że tutaj mam szukać namiestnika Alfy-powiedziałem, robiąc w jego stronę wytworny ukłon.

<Assi?>

Od Arii - C.D. Kelsey i Kishan'a


Po zagadnięciu Kelsey, o dziwo, nie nabrałam rumieńców. Kishan'a dopiero poznałam, więc nie jestem wstanie oceniać go w... takim sensie. Nigdy nie byłam typową romantyczką ani nic, więc teraz też tak nie jest. Odwracam wzrok w kierunku basiora, a ten szybko spogląda w inną stronę.
- Wiesz, jeszcze nic nie jest pewne - odpowiadam sympatycznej wilczycy - Ty go znasz lepiej, więc pewnie masz rację, ale... wolę niczego nie typować na tą chwilę.
- Ok, rozumiem. Cóż masz rację, znam go nie od wczoraj i widzę, że coś się tu klei - uśmiecha się do mnie i powraca do ćwiczeń. Też postanawiam to zrobić. Właśnie wymierzam strzał i już mam puścić cięciwę, gdy ktoś mnie szturcha i chybiam. Zrezygnowana odwracam się do tyłu.
- Wielkie dzięki. Jesteś taki pomocny - spoglądam z przekąsem na Kishan'a. - Może weźmiesz się do roboty, zamiast opierać się na tym mieczyku?
- Oczywiście, zaraz pokażę Ci jak się walczy na prawdę - unosi brwi i mruży oczy. - Teraz chciałem tylko zobaczyć jak dobrze strzelasz. Ale chyba coś Ci nie poszło.
Odwraca się i idzie tym swoim krokiem bawić się mieczem, a ja zmierzam go wzrokiem niby zirytowanym, ale rozbawionym.
***
Teraz jednak muszę się skupić na precyzyjnych strzałach i władaniu mieczem. Zbliża się wojna. Nie jestem tym zachwycona. Nie chciałabym zabijać innych wilków. Może zdarzy się jakiś cud i to przejdzie bokiem, ale jestem zaniepokojona. Sprawy przybrały naprawdę poważny obrót…
***
A jednak wojna trwa. Właśnie zostałam ustawiona pomiędzy krzakami na swojej pozycji. Mam tutaj doskonały widok na wszystko i wszystkich. Nie podoba mi się to, że jest ciemno. Teraz walka wręcz jest jeszcze bardziej niebezpieczna. Nagle słyszę krzyk Lary ‘Atak!’. Wpatruję się w zbiorowisko pazurów, kłów i dziwnych stworzeń z Dzikich Gór. Wygląda to strasznie.
Kiedy jeden z potworów jest na widoku, strzelam i nie chybiam. Już zakładam kolejną strzałę, gdy moje zamiary uniemożliwia atak wilka. Syczę, bo napastnik nie jest najlżejszy. Jego oczy co chwilę pobłyskują. Tarzamy się zawzięcie po ziemi, a wróg odrzuca mój łuk. Kiedy moje szanse przeżycia szybko spadają, nadchodzi zaniepokojony Kishan. Rzuca się na wrogiego basiora, spychając go ze mnie! Po chwili starcie kończy się wygraną mojego przyjaciela. Podchodzi do mnie i patrzy prosto w oczy:
- Wszystko w porządku? Nic Ci nie jest? – kiwam głową na potwierdzenie.
- Tylko trochę się zadyszałam – mówię, sapiąc głośno. – W porę przyszedłeś.
Basior nagle obejmuje mnie i przytula do siebie. Też mam zarzucić łapy na jego plecy, ale potężny huk i lodowaty powiew zatrzymują mnie.
- Stało się coś niedobrego – stwierdzam instynktownie. – Chodźmy zobaczyć co dzieje się na granicy.
***
Przez dwa dni trwały poszukiwania Alf, które tajemniczo zniknęło podczas starcia. W tym czasie zaniechano walki i pochowano poległych. Idę z opatrzoną łapą obok Kishan’a, gdy do naszych uszu dochodzi krzyk Lary. ‘Nareszcie jakiś znak!’ – myślę i biegnę w kierunku miejsca spotkania. Jest ono pod wzgórzem, na którym obecnie stoi zasmucona, ale poważna i pełna siły Alfa, a obok niej Armin. Przemawia do nas WSZYSKICH. Są tu także wilki z watahy Armel. Dowiaduję się, że Assair zginął, a ona zostaje… dowódcą obu watah! Po tych słowach, które wciąż dźwięczą w moich uszach, nastaje seria sprzeciwów, a potem chwilowa cisza. Wykorzystuję okazję i przemawiam niepewnie, ale głośno:
- Proponuję złożyć ostatni pokłon poległemu Alfie – chylę głowę ku ziemi i zginam tylnie łapy. Teraz czekam, co się stanie.
 
<wiem, że trochę długie, ale musiałam uzupełnić moją listę nieobecności>
<może jakiś ktoś będzie kontynuował? ;) >

niedziela, 19 stycznia 2014

Od Kayn C.D. Vaypera


- Och, skończ już. To się robi nudne! - odepchnęłam go. Czego ten koleś ode mnie chce?! Nie zaprowadzę go do watahy. Niech się pomęczy. Jak najszybciej mogłam pobiegłam w stronę najbliższej rzeki. Gdy byłam już prawie na miejscu, ostro skręciłam w lewo. Vayper tego oczywiście nie przewidział i wpadł do wody.
- Kochana, po co te nerwy? - zapytał.
Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu. Na mokro wyglądał komicznie! Korzystając z okazji, pobiegłam w stronę jaskini. Obejrzałam się za siebie. Ten idiota nie da mi spokoju. Plus: wezmą go za dziwaka. Minus: zaprowadziłam go do watahy.
Obróciłam się gwałtownie.
- I co jeszcze?! - wrzasnęłam. - Lubisz doprowadzać do szału swoim natręctwem?

Vayper?

Od Creatur'a- C.D. Katniss

- Nie mam bladego pojęcia.- Powiedziałem zdziwiony że takie pytanie mogło paść.
Wadera trochę posmutniała.
- No to pozostaje mi szukanie...- powiedziała.- Cóż, to jak szukanie igły w stogu siana, ale nie mam nic innego do wyboru.
Wzruszyła ramionami i odeszła. Stałem chwile oszołomiony lecz po chwili pobiegłem za nią.
- Pozwolisz, że dotrzymam ci towarzystwa?- zapytałem doganiając ją.
- Nie mam w planie szukania z towarzyszem...- powiedziała odwracając i patrząc się na mnie.
- Ale chyba dodatkowa para oczu może ci się przydać?- zapytałem.
- No dobra już chodź.- westchnęła i ruszyła dalej.
<Katniss? Nie mam weny :/>

Od Dhiren'a - C.D. Stream

- Ćśś....- szepnąłem mocno przytulając waderę. - Obiecuję, że nic Ci się nie stanie.
Wadera usiadła obok. W jej oczach odbijało się słabe światło błyszczących łez.
- Usiąć a ja zrobię ci coś do picia.- powiedziałem, a wadera siadła za dużym stołem.
Zacząłem szukać odpowiedniego ziela. Ziele angielskie, nie. Bazylia- nie. Rozmaryn- nie. To zdecydowanie półka z przyprawami. Podbiegłem do innej ściany. Mniszek lekarski- nie! Rumianek- też nie. Zamyśliłem się. Babka- nie. Mięta, też nie! O! jest! Wlałem wodę do kubka, a ta zaczęła się gotować. Dorzuciłem odpowiedzią ilość ziela, poczekałem aż się zaparzy i podałem waderze.
- Co to?- zapytała zaciekawiona.
- Melisa.- odpowiedziałem siadając obok ze swoim kubkiem w łapach.- NA uspokojenie.
- Ty też masz melisę?- zapytała powoli łykając ciecz.
- Nie...- zaśmiałem się lekko.- Ja mam zwykłą herbatę.
Po krótkim czasie wadera wypiła całą ilość płynu zawartego w kubku.
- Już mi lepiej.- powiedziała.- Dziękuję.
Teraz wtuliła się w moje futro.
- Czy mogę cię jeszcze o coś poprosić?- spojrzała na mnie swoimi wielkimi oczami.
- Jasne.- uśmiechnąłem się do niej.
- Czy... czy mogę dziś u ciebie spać?- powiedziała lekko zmieszana.
- Tak, jasne.- odpowiedziałem spokojnie.- Zaraz przygotuję ci miejsce do spania.
- Nie trzeba.- powiedziała cicho i wtuliła się w moje futro.
Nic nie wskazywało na to, że ma zamiar się ode mnie odsunąć. Przytuliłem ją. Po chwili leżeliśmy na ziemi tuż obok siebie. Blisko. Bardzo blisko. Nasze nosy praktycznie się stykały. I nagle nie wiadomo kiedy złączyliśmy się w namiętnym, długim pocałunku. Nie wiem kto zaczął. Podobało mi się to, Stream chyba też. I nagle postanowiłem jej wszystko powiedzieć.
- Stream wiesz, chciałbym ci coś powiedzieć.- powiedziałem cicho.
- Tak?- zapytała niepewnie rumieniąca się wadera.
- Ja...- westchnąłem.- Długo nad tym myślałem i w końcu do mnie dotarło, że... kocham cię i to nad życie.
Teraz ja zacząłem. Krótko ale namiętnie i dziko pocałowałem waderę czekając na jej reakcję.
 
<Stream?>

Od Vayper'a

Biegnąc przez równinne tereny, podziwiałem zachód słońca. Do romantyka było mi daleko, ale wadery lecą na takich wrażliwców. Aktrorem i tak byłem wspaniałym. Nieważne.
Cała polana pełna była fioletowych kwiatów, które zamknęły się. Mieniła się także lekko czerwonawym blaskiem. Delikatnie uniosłem się w powietrze, szukając jakichkolwiek znaków życia. Po chwili usłyszałem w głowie charakterystyczny szum, a następnie delikatne echo wilczych myśli. Momentalnie skierowałem wzrok w stronę złotawej wadery.
-Hej, hej!-zawołałem, mknąc w jej stronę. Spojrzała na mnie znudzona, ale mimo wszystko czujna.
-Czego?-warknęła. Wyszczerzyłem się.
-Wiesz, poszukuję watahy, nowych znajomości, może się...ustatkuję-ciągnąłem, patrząc na nią z zainteresowaniem. Prychnęła.
-To chyba pomyliłeś adresy-powiedziała ironicznie i bez pożegnania ruszyła dalej.
-Ale kochanie! Jest tak miło! Ty, ja, sami, nikogo nie widać na horyzoncie...-w miarę mówienia coraz bardziej zbliżałem swój pysk do jej. Ona tylko spojrzała na mnie z pogardą.
-Żałosne-skomentowała i pobiegła w stronę lasu. Ruszyłem za nią.
-A są tu chociaż inne wilki?-zapytał, wciąż uśmiechając się zalotnie.
-Są. Ale nic ci do tego-zawarczała. Wybuchnąłem śmiechem.
-Oh, Kayn...-powiedziałem, patrząc w jej błękitne oczy. Stanęła jak wryta.
-Skąd...znasz...moje...imię?-wycedziła ze złością. Westchnąłem i pokręciłem głową.
-Kochanie. Nie zamartwiaj się. Znam, to znam. Proste-wyjaśniłem. Wciąż patrzyła na mnie uważnie.

<Kayn? XD >

Nowi członkowie Avalon Wschodniej !

Assi
Namiestnik


Avero
Zabijający

Nowy członek watahy Armel!

Vayper
Szpieg

Od Lary - C.D. Armina

Z lekką niechęcią odeszłam od drzewa. Idąc do basiora czułam się dziwnie słaba. Kiedy zbliżyłam się do Armina poczułam duży głód.
- Od kiedy ja tu siedzę?- spytałam.
- Wszyscy szukają cię od dwóch dni.
Uświadomiłam sobie, że miałam szczęście, że nie wykończyłam się przez tyle czasu jedynie płacząc.
- Armin?
- Tak?
- Mógłbyś ogłosić twojej watasze, żeby o 12:00 zebrali się pod Drzewem wiecznego kwiecia?- spytałam wskazując koronę pełną różowych liści, wystającą ponad inne drzewa.
- Oczywiście.- odpowiedział po chwili i udał się w stronę terenów Armel.
Zaczęłam iść się w stronę Jeziora ptasiego śpiewu. Kiedy dotarłam w wyznaczone miejsce od razu wskoczyłam do wody. Od razu poczułam przypływ sił. Chwilę jeszcze popluskałam się w jeziorze, a potem wyszłam ociekając wodą. Wychodząc zauważyłam dwa, płaskie kamienie leżące niedaleko mnie. Podeszłam tam i zobaczyłam napisy.  Pierwszy głosił:
,,Tu spoczywa Vedis. Wspaniała Beta i towarzyszka naszych serc. Zginęła broniąc honoru."
Na drugim nagrobku były napisane te same słowa, tyle, że o Lotti'm. Po moim policzku spłynęła łza, lecz zebrałam się z sobie i udałam się do swojej jaskini. Kiedy tylko tam weszłam rzuciłam się w stronę spiżarni i wzięłam z niej 3 pieczone udźce dzika. Zjadłam to w niewiarygodnym tempie. Spojrzałam na słońce. Znajdowało się blisko zenitu co oznaczało, że zbliża się 12, a ja jeszcze nie ogłosiłam zebrania. Wyszłam na zewnątrz i krzyknęłam z całych sił ogłoszenie, które powinni usłyszeć wszyscy w promieniu kilometra. Szybkim krokiem pomknęłam w stronę umówionego miejsca. Zobaczyłam tam wilki z obu watah. Podeszłam do Armina.
- Chodź ze mną?
- Gdzie?
- Na górę.
- Ja? Dlaczego?
- Ponieważ nie mam zbytniego daru do przemawiania. Niestety.
Basior nie odpowiedział tylko poszedł za mną. Zaczęłam wchodzić po drzewie. Kiedy dotarłam na ,,gniazdo" Armin był lekko w tyle. Wyciągnęłam do niego łapę, a on po chwili myślenia złapał ją, a ja podciągnęłam do trochę. Gdy basior ustał popatrzyłam na wszystkich zgromadzonych i zakołysałam się lekko na łapach.
- Wszystko dobrze?
- Tak, tylko muszę się trochę przespać.
Po namyśleniu się jak zacząć, przemówiłam:
- Assair, mój brat zakończył wojnę, lecz sam poniósł śmierć. Domyślam się, że nie tylko dla mnie jest to wielki cios.
- Przecież wy się nienawidziliście!- krzyknął ktoś z zebranych.
- Jednak chcę wyświadczyć mu przysługę. A może raczej coś więcej... Teraz ja będę Alfą obu watah, ponieważ nie chcę, aby członkowie jego watahy tracili domy i musieli się rozdzielić. Połączmy się i żyjmy w zgodzie!
 Usłyszałam całą masę sprzeciwów. Poczułam, że kręci mi się w głowie, ale wszystko zaraz wróciło do normy. Zestresowałam się i zrobiłam się czerwona.
~Po prostu sobie nie radzę... Przerasta mnie to.~
Popatrzyłam bezradnie na Armina.

(Armin?)

Od Armina - C.D. Lary


- Co teraz będzie?- spytała ze łzami w oczach jakbym miał wiedzieć. Podrapałem się po głowie i westchnąłem ciężko.
- Wygląda na to, że zostałaś Alfą obu watah, bo pokonałaś Assair'a, Alfę Armel. Musisz zapanować nad wilkami z mojej watahy co nie będzie łatwe, bo oni Cię szczerze nienawidzą. A teraz, kiedy Assair... nie żyje... - głos mi się załamał. Był dla mnie ważny, mimo, że ja byłem mu obojętny. Spędziliśmy razem te kilka tygodni, ale w myślach nazywałem go już najlepszym przyjacielem. "Głupi Armin, za szybko się przywiązujesz." - przekląłem na siebie w myślach.
- Armin?
- Mm?
- Wszystko w porządku?
- Mm.
- Czyli?
- Mm.
- Rozumiem, że jest Ci ciężko, mi też. Straciłam brata, a Ty najlepszego przyjaciela. Ale...
- ... nie możemy się poddać. Wiem.
Uśmiechnęła się przez łzy. Zdałem sobie sprawę z tego, jaka jest silna. Straciła brata, którego kochała, nawet chociaż on jej nienawidził. Straciła go, a teraz stała się Alfą watahy, której członkowie jej nienawidzili. Poczułem do niej respekt.

<Lara?>

sobota, 18 stycznia 2014

Nowa członkini watahy Armel!

Kayn
Łowca

Od Stream - C.D. Dhiren'a

Spojrzałam na niego, od razu wtuliłam się w jego sierść.
- Dziwny sen mi się przyśnił...- powiedziałam.
- Opowiesz o nim? - spytał Dhiren
- Biegłam piękną, kwitnącą łąką. Wokół rósł bujny świerkowy las, a w pobliżu przepływała rzeczka o krystalicznie czystej wodzie. W oddali dało się usłyszeć nawoływania ptaków. Przysiadłam w pobliżu kwiatu orchidei, wyciągnęłam rękę w stronę jej perłowo białego kwiatu gdy na ten zaczęła ściekać szkarłatna ciecz. Krew. Czym prędzej zaczęłam uciekać, szkarłatny deszcz plamił moje ubranie, twarz i włosy. Słońce znikło, a pojawił się księżyc. Kątem oka zobaczyłam jak ziemia w pobliżu puszczy rozstępuje się, a drzewa spadają w otchłań. Chwile później również zaczęłam spadać, i wtedy ujrzałam szkarłatno-czerwony naszyjnik. I wtem się przebudziłam. Nie pamiętałam prawie nic z tego snu, lecz jednak [...] zapamiętałam tą szkarłatną czerwień naszyjnika...

(Dhiren?)

Od Katniss

Nie brałam udziału w walce .
Większość wilków uważało że to ich obowiązek aby walczyć dla swojego Alfy ,ale nie ja i Alarica (którą namówiłam aby ze mną została ) w sumie to z Armel walczyło tylko 6 wilków i wygnani .
Czy to oznaka tchórzostwa z naszej strony ? W żadnym wypadku ! Po prostu analizując całą sprawę stwierdziłam że kolejny rozlew krwi nie jest mi potrzebny .
To oczywiście nie oznacza że nie odnieśliśmy z Al żadnych ran ! Pomimo tego że ukryłyśmy się z w największych zaroślach i tak dostałyśmy kilkoma strzałami ,ale to nic wielkiego w porównaniu z innymi .Obserwowaliśmy całą bitwe nie angażując się w nią i nagle wszystko ucichło (a raczej wygnani odeszli i walczyły tylko 4 wilki (w tym 3 wadery i 1 basior .Padali z nóg ,Avalon miało się całkiem dobrze ).
Nie mogłam na to patrzeć ,Alfa zostawił swoich na polu walki , a oni byli mu tak bardzo oddani ,że byli gotowi stracić za niego swoje cenne życie.Wyszłam na środek otaczając się kulą wody i zabrałam naszych ledwo żywych wojowników do jaskini .Poleciłam Alarice aby się nimi zajęła a sama udałam się na poszukiwania Alfy .
Ukryłam się na drzewie i zobaczyłam jak pod innym drzewem płakała jakaś samica .Przeszukałam też obszar obydwu watah ,ale jego nigdzie nie było .
Nie było innej możliwości ,teraz byłam już pewna - Assair ...nie żyje .
Może to dziwne, bo nawet go nie znałam (i nie lubiłam )ale skuliłam się w kłębek i zaczęłam płakać ...poczułam w sercu ogromny ból tak jakby byłby mi on w jakiś sposób bliski ( a nie był ) .Po chwili jednak odzyskując zdrowy rozsądek , udałam się do jaskini .gdzie wypoczywały ranne wilki z Armel.
-Co się stało ?-spytała Alarica wychodząc mi na spotkanie i widząc zaschnięte łzy na moim pysku.
-Wiesz Al ...obiecaj mi że nie będziesz płakać .-powiedziałam twardo .
-No...dobrze ..ale..
-Assair nie żyje - powiedziałam pospiesznie ,przerywając jej w pół słowa .
-Jak to ?-zapytała przejęta -Co teraz z nami będzie ! -wrzasnęła -Przecież nie poradzimy sobie bez Alfy ! Nie to niemożliwe ! NIEMOŻLIWE !!!
Spojrzałam na nią ,widziałam jak po jej policzku spływały łzy .Przytuliłam ją do siebie ,próbowałam pocieszać, choć tak na prawdę sama nie wiedziałam co się teraz z nami stanie..
***
Przekazałyśmy wiadomość o śmierci Alfy pozostałym członkom watahy .Ogłosiłyśmy tygodniową żałobę i wszyscy rozeszli się do swoich jaskini .Tymczasowo decyzje na temat dalszego życia Armel podejmowaliśmy za pomocą głosowania wszystkich członków watahy .Zamieszkałam w jaskini razem z Alaricą ,postanowiłyśmy że w takich okolicznościach tak będzie lepiej .
Nie było czasu na załamywanie się .Członkowie watahy zatwierdzili że należy rozpocząć gromadzić zapasy na zimę która zbliżała się do nas nie ubłagalnie .Wyznaczyliśmy miejsce gdzie będziemy znosić nasze ofiary i wilka który będzie odpowiadać za strzeżenie naszych zdobyczy (osobnik ten zmieniał się z innym kolejnego dnia).
Udało nam się choć w małym stopniu usprawnić życie watahy i nieco zacieśnić więzy między sobą .
Jakoś sobie radzimy ale to już nie to samo ,ale trzeba do tego przywyknąć ,bo przecież wszystko się zmienia jednego dnia jesteś drugiego dnia już cię nie ma ..



piątek, 17 stycznia 2014

Od Lary - C.D. Assair'a

Nie miałam pojęcia dokąd mógł pobiec Ass. Jednak próbowałam o dogonić i odwieść od głupich pomysłów. Armin po chwili poszedł za mną. Kiedy nie wiedziałam dokąd dalej się udać samiec dogonił mnie. Wtedy uderzyła we mnie fala zimnej mocy. Poczułam duży ból w plecach, jednak w tym samym momencie usłyszałam krzyk Assair'a. Kiedy tylko mogłam szybko podniosłam się i pobiegłam w tamtym kierunku. Zobaczyłam mojego brata i Altair'a leżących na ziemi. Z brzucha wuja i pękniętej piersi Ass'a lała się krew. Wyskoczyłam z krzaków i podeszłam do brata. Uklęknęła przy nim i wzięłam jego głowę w łapy. Byłą ciepła, chociaż nie żył. Jednak z jego ust dobyło się ostatnie, słabe słowo:
- Przepraszam....
Kąciki jego ust lekko uniosły się, a ciało stało się bezwładne. Spuściłam głowę i chwilę tak siedziałam. Po chwili zorientowałam się, że nie chcę żeby ktokolwiek oprócz mnie wiedział, gdzie pochowam brata. Żadnej uroczystości. Odsunęłam się od ciała i stworzyłam wokół niego barierę, dzięki której mogłam go unieść bez problemu. Zdecydowałam, że pochowam go na granicy dzielącej obie watahy. Wolno szłam na ustalone miejsce. Gdy już tam dotarłam, wykopałam dół, w którym zmieści się ciało. Ostrożnie włożyłam zwłoki brata do dołu i zasypałam je ziemią. Zbliżyłam się do mogiły, a kilka łez spadło na świeży grób. Wtem z gleby wystrzeliło drzewo. Było przynajmniej dwa razy wyższe ode mnie. Jego kora była biała, liście złote, a piękne, duże kwiaty czarne. Bez namysłu przytuliłam się do pnia i zaczęłam płakać. Siedziałam tam trochę czasu, rozmyślając nad wszystkimi chwilami spędzonymi z bratem. Wreszcie wstałam i zobaczyłam, że zaczęło świtać. Gdy się odwróciłam zobaczyłam stojącego Armina, a jego noga była opatrzona i zabandażowana.
- Co teraz będzie?- spytałam ze łzami w oczach.

(Armin?)

czwartek, 16 stycznia 2014

Od Assair'a - C.D. Armina

Spojrzałem na tę dwójkę. Oboje z choinki spadli ( może nawet do siebie przez to pasowali ??? ). Armin miał pewnie dobre intencje, ale nie zrozumiał niczego. Chodziło mi o to, że zerwałem układy z Wygnanymi, ratując Larę przed Arwaron'em..Wypowiedziałem im przez to wojnę i poparłem własną siostrę ( tego z kolei nie mogłem zrozumieć ja )...  Za to należała mi się śmierć.
- Czemu miałbym zostawić Armel ? Przecież to jest moja wataha i mój dom... Moje- tu przerwałem i odwróciłem gwałtownie głowę.  W sercu poczułem niepokój i nie czekając na nic skierowałem się na tereny Armel. Z tyłu słyszałem nawoływania siostry i Armina, ale nie obejrzałem się. Biegłem nie wiedząc po co... Po prostu czułem, że ktoś właśnie niszczy mi życie... Pierwsze co zrobiłem, gdy tylko przekroczyłem z powrotem swoją granicę, to skierowałem się do jaskini ... Podczas ataku zostawiłem ojca samego! Mój niepokój się wzmagał... Wbiegłem do swojej jaskini i ... pusto. Oszalały, przerzuciłem wszystko w swojej jaskini. Zniszczyłem wszystko co posiadałem i wybiegłem z jaskini. Z oczu spływały mi łzy, które w locie zmieniały się w lód. Rzuciłem się i przeszukiwałem każdy krzak, każdy skrawek ziemi i... nie znalazłem nic. Usiadłem zrozpaczony. Oddech mi przyśpieszył, a oddychanie sprawiało ból.  Nagle znikąd pojawili się koło mnie Cer i Bergul. Każdy położył jedną łapę na moich barkach. Podniosłem głowę, by zorientować się w sytuacji i zobaczyłem przed sobą Czarnego Pana. Stał do mnie tyłem i milczał. Jego pachołkowie też byli jak słupy soli.
- Czy wiesz może... Gdzie jest reszta Wyklętych ? Wiesz... Vervu, Roker, Esea....Arwaron... - ostatnie imię wypowiedział szczególnie modulując głos. Przeszły mnie dreszcze. On nie mógł zmierzać do niczego dobrego... - Wiesz gdzie są?! Wiesz?! Ja wiem! Nie żyją! Nie został nikt prócz Nas!- wykrzyknął i odwrócił się, a ja krzyknąłem i chciałem się wyrwać ku niemu, lecz potwory trzymały mnie mocno. Mroczny Pan trzymał jedną ręką, wysoko w powietrzu mojego ojca,  ściskając mu podgardle. Starzec wił się lecz opuszczały go już siły. Krzyczałem i szarpałem się, ale Bergul i Cer, zagradzali mi drogę i nie pozwalali mi się ruszyć.  Lód szybko zaczął pochłaniać moje ciało, a serce zaczęło bić szybciej. Łzy spływały, lecz szybko zamarzały mi na policzku. - Oko za oko... - wysyczał Wysysacz Dusz i uniósł drugą rękę w której trzymał miecz... Źrenice rozszerzyły mi się i wstrzymałem oddech. - ...Ząb...za.. ZĄB! - krzyknął i przebił mojego ojca, a potem puścił już nieruchome ciało...
- Nieeeeeeee! - w tym samym momencie, wrzasnąłem a moje serce pękło... Potężna fala uderzeniowa rozeszła się po okolicy, na zawsze zmiatając z powierzchni ziemi trzy potwory. Upadłem...
Cały lód w okół mnie zniknął... Z mojego serca leciała krew... Patrzyłem na ojca i płakałem... Po raz pierwszy w życiu moje łzy nie zamieniły się w kryształki lodu... Płakałem jak dziecko. Zwinąłem się w kłębek i łkałem, tak jak kiedyś... Po prostu szczerze.
Po paru minutach, szron z mojego futra zaczął się topić, a łzy zasychać... Serce zwolniło tępo, a świat wydawał się mieć piękniejsze barwy niż kiedykolwiek... Gwałtowna utrata krwi spowodowała powolne zamieranie sfer mózgowych, co trochę utuliło ból... Przecież wygrałem... Pokonałem swoje przekleństwo... Zniszczyłem Władcę Dusz Przeklętych, więc moja dusza została zwolniona!
Leżałem w cieszy, obok ciała ojca. Poczułem zapach jesiennych róż... Słyszałem śpiew ptaków, zwiastujący świt.... Poczułem szczęście...  Dotknąłem woreczka na szyi i wyciągnąłem z niego Naszyjnik Mamy, który kiedyś mój ojciec jej dał... To był mój największy skarb, choć z pewnością nie najbardziej wartościowy. To było jedyne wspomnienie mamy... A naszyjnik nadal nią pachniał...
Upuściłem zawieszkę, lecz nie miałem siły wyciągnąć po nią łapy... Przymrużyłem oczy...
To pierwsze promienie słońca dosięgły mojej twarzy... Podniosłem głowę, lecz szybko ją opuściłem, ponieważ nie byłem w stanie jej utrzymać... Zaśmiałem się głośno z siebie. Po raz pierwszy w życiu, czułem się tak szczęśliwym i tak słabym jednocześnie! Widok się rozmazywał, a oddech stawał się coraz płytszy. Przymknąłem oczy. Chyba umierałem. Ale mimo wszystko byłem zadowolony, bo udało mi się naprawić to co zniszczyłem... Zakończyłem wojnę. A przynajmniej, tą tutaj... W sercu... Pragnąłem przeprosić tyle osób! Ale przedewszystkim Ją . Moją siostrę. "Musiała znosić takiego kretyna..." pomyślałem a w głowie zawirowało mi słowo ,,kretyn" . Uśmiechnąłem się pod nosem, lecz nie rozróżniałem już co jest jawą, a co snem.
< Lara? Armin? - przyjdziecie, czy nie  ? >
< Mam nadzieje, że Armin mi wybaczy tą rychłą śmierć  ; ) >