Cat Paw Print

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Od Arii - C.D. Kelsey i Kishan'a


Po zagadnięciu Kelsey, o dziwo, nie nabrałam rumieńców. Kishan'a dopiero poznałam, więc nie jestem wstanie oceniać go w... takim sensie. Nigdy nie byłam typową romantyczką ani nic, więc teraz też tak nie jest. Odwracam wzrok w kierunku basiora, a ten szybko spogląda w inną stronę.
- Wiesz, jeszcze nic nie jest pewne - odpowiadam sympatycznej wilczycy - Ty go znasz lepiej, więc pewnie masz rację, ale... wolę niczego nie typować na tą chwilę.
- Ok, rozumiem. Cóż masz rację, znam go nie od wczoraj i widzę, że coś się tu klei - uśmiecha się do mnie i powraca do ćwiczeń. Też postanawiam to zrobić. Właśnie wymierzam strzał i już mam puścić cięciwę, gdy ktoś mnie szturcha i chybiam. Zrezygnowana odwracam się do tyłu.
- Wielkie dzięki. Jesteś taki pomocny - spoglądam z przekąsem na Kishan'a. - Może weźmiesz się do roboty, zamiast opierać się na tym mieczyku?
- Oczywiście, zaraz pokażę Ci jak się walczy na prawdę - unosi brwi i mruży oczy. - Teraz chciałem tylko zobaczyć jak dobrze strzelasz. Ale chyba coś Ci nie poszło.
Odwraca się i idzie tym swoim krokiem bawić się mieczem, a ja zmierzam go wzrokiem niby zirytowanym, ale rozbawionym.
***
Teraz jednak muszę się skupić na precyzyjnych strzałach i władaniu mieczem. Zbliża się wojna. Nie jestem tym zachwycona. Nie chciałabym zabijać innych wilków. Może zdarzy się jakiś cud i to przejdzie bokiem, ale jestem zaniepokojona. Sprawy przybrały naprawdę poważny obrót…
***
A jednak wojna trwa. Właśnie zostałam ustawiona pomiędzy krzakami na swojej pozycji. Mam tutaj doskonały widok na wszystko i wszystkich. Nie podoba mi się to, że jest ciemno. Teraz walka wręcz jest jeszcze bardziej niebezpieczna. Nagle słyszę krzyk Lary ‘Atak!’. Wpatruję się w zbiorowisko pazurów, kłów i dziwnych stworzeń z Dzikich Gór. Wygląda to strasznie.
Kiedy jeden z potworów jest na widoku, strzelam i nie chybiam. Już zakładam kolejną strzałę, gdy moje zamiary uniemożliwia atak wilka. Syczę, bo napastnik nie jest najlżejszy. Jego oczy co chwilę pobłyskują. Tarzamy się zawzięcie po ziemi, a wróg odrzuca mój łuk. Kiedy moje szanse przeżycia szybko spadają, nadchodzi zaniepokojony Kishan. Rzuca się na wrogiego basiora, spychając go ze mnie! Po chwili starcie kończy się wygraną mojego przyjaciela. Podchodzi do mnie i patrzy prosto w oczy:
- Wszystko w porządku? Nic Ci nie jest? – kiwam głową na potwierdzenie.
- Tylko trochę się zadyszałam – mówię, sapiąc głośno. – W porę przyszedłeś.
Basior nagle obejmuje mnie i przytula do siebie. Też mam zarzucić łapy na jego plecy, ale potężny huk i lodowaty powiew zatrzymują mnie.
- Stało się coś niedobrego – stwierdzam instynktownie. – Chodźmy zobaczyć co dzieje się na granicy.
***
Przez dwa dni trwały poszukiwania Alf, które tajemniczo zniknęło podczas starcia. W tym czasie zaniechano walki i pochowano poległych. Idę z opatrzoną łapą obok Kishan’a, gdy do naszych uszu dochodzi krzyk Lary. ‘Nareszcie jakiś znak!’ – myślę i biegnę w kierunku miejsca spotkania. Jest ono pod wzgórzem, na którym obecnie stoi zasmucona, ale poważna i pełna siły Alfa, a obok niej Armin. Przemawia do nas WSZYSKICH. Są tu także wilki z watahy Armel. Dowiaduję się, że Assair zginął, a ona zostaje… dowódcą obu watah! Po tych słowach, które wciąż dźwięczą w moich uszach, nastaje seria sprzeciwów, a potem chwilowa cisza. Wykorzystuję okazję i przemawiam niepewnie, ale głośno:
- Proponuję złożyć ostatni pokłon poległemu Alfie – chylę głowę ku ziemi i zginam tylnie łapy. Teraz czekam, co się stanie.
 
<wiem, że trochę długie, ale musiałam uzupełnić moją listę nieobecności>
<może jakiś ktoś będzie kontynuował? ;) >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz