- Przepraszam....
Kąciki jego ust lekko uniosły się, a ciało stało się bezwładne. Spuściłam głowę i chwilę tak siedziałam. Po chwili zorientowałam się, że nie chcę żeby ktokolwiek oprócz mnie wiedział, gdzie pochowam brata. Żadnej uroczystości. Odsunęłam się od ciała i stworzyłam wokół niego barierę, dzięki której mogłam go unieść bez problemu. Zdecydowałam, że pochowam go na granicy dzielącej obie watahy. Wolno szłam na ustalone miejsce. Gdy już tam dotarłam, wykopałam dół, w którym zmieści się ciało. Ostrożnie włożyłam zwłoki brata do dołu i zasypałam je ziemią. Zbliżyłam się do mogiły, a kilka łez spadło na świeży grób. Wtem z gleby wystrzeliło drzewo. Było przynajmniej dwa razy wyższe ode mnie. Jego kora była biała, liście złote, a piękne, duże kwiaty czarne. Bez namysłu przytuliłam się do pnia i zaczęłam płakać. Siedziałam tam trochę czasu, rozmyślając nad wszystkimi chwilami spędzonymi z bratem. Wreszcie wstałam i zobaczyłam, że zaczęło świtać. Gdy się odwróciłam zobaczyłam stojącego Armina, a jego noga była opatrzona i zabandażowana.
- Co teraz będzie?- spytałam ze łzami w oczach.
(Armin?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz