Podniosłem jedną brew, nie wykazując zadowolenia towarzystwem
praktycznie obcej mi wilczycy. Podczas ostatniego spotkania nie była
zainteresowana moją osobą i, szczerze powiedziawszy, nie sądziłem, żeby
teraz miało być inaczej.
Z miną wyrażającą lekkie znudzenie przyjrzałem się jej. Stała przede mną
zadyszana, oddychając przez otwarte usta. Woda spływała po jej białej
sierści. Patrzyła na mnie swoimi dwukolorowymi oczami, w których czaiły
się iskierki gniewu. Jedno jedyne skrzydło spoczywało złożone za jej
plecami.
- Armin?! - sapnęła na mnie, mrużąc ślepia.
- Co ze mną? - odparłem odwracając głowę. Jakoś nie miałem zbytniej
potrzeby rozmawiania z kimś. Zaczynałem się trochę się denerwować.
- No nie wiem... nie mam zbytniej pamięci do twarzy, ale to Ty, tak? - zapytała wilczyca patrząc na swoje ubłocone łapy.
- Tak to ja - odparłem. Jak zwykle, byłem strasznie pamiętliwy i nie
zapomniałem wilczycy poprzedniego zachowania w stosunku do mnie.
- Co tu robisz?
- Rozmawiam z Tobą.
- Dobrze, ale... wiesz o co mi chodzi.
- Wiem, wiem. Potrzebowałem chwili dla siebie. Żeby nad czymś pomyśleć.
- Przeszkadzam?
- Można tak powiedzieć...
- To może sobie pójdę... ?
- Jeśli chcesz.
Uśmiechnąłem się mrużąc lekko oczy. Glia chyba nie była zbyt szczęśliwa
tym, że mnie zaatakowała. Może była zupełnie inną osobą, na jaką
wyglądała z wierzchu.
<Glia?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz