Nie brałam udziału w walce .
Większość wilków uważało że to ich obowiązek aby walczyć dla swojego Alfy ,ale nie ja i Alarica (którą namówiłam aby ze mną została ) w sumie to z Armel walczyło tylko 6 wilków i wygnani . Czy to oznaka tchórzostwa z naszej strony ? W żadnym wypadku ! Po prostu analizując całą sprawę stwierdziłam że kolejny rozlew krwi nie jest mi potrzebny . To oczywiście nie oznacza że nie odnieśliśmy z Al żadnych ran ! Pomimo tego że ukryłyśmy się z w największych zaroślach i tak dostałyśmy kilkoma strzałami ,ale to nic wielkiego w porównaniu z innymi .Obserwowaliśmy całą bitwe nie angażując się w nią i nagle wszystko ucichło (a raczej wygnani odeszli i walczyły tylko 4 wilki (w tym 3 wadery i 1 basior .Padali z nóg ,Avalon miało się całkiem dobrze ). Nie mogłam na to patrzeć ,Alfa zostawił swoich na polu walki , a oni byli mu tak bardzo oddani ,że byli gotowi stracić za niego swoje cenne życie.Wyszłam na środek otaczając się kulą wody i zabrałam naszych ledwo żywych wojowników do jaskini .Poleciłam Alarice aby się nimi zajęła a sama udałam się na poszukiwania Alfy . Ukryłam się na drzewie i zobaczyłam jak pod innym drzewem płakała jakaś samica .Przeszukałam też obszar obydwu watah ,ale jego nigdzie nie było . Nie było innej możliwości ,teraz byłam już pewna - Assair ...nie żyje . Może to dziwne, bo nawet go nie znałam (i nie lubiłam )ale skuliłam się w kłębek i zaczęłam płakać ...poczułam w sercu ogromny ból tak jakby byłby mi on w jakiś sposób bliski ( a nie był ) .Po chwili jednak odzyskując zdrowy rozsądek , udałam się do jaskini .gdzie wypoczywały ranne wilki z Armel. -Co się stało ?-spytała Alarica wychodząc mi na spotkanie i widząc zaschnięte łzy na moim pysku. -Wiesz Al ...obiecaj mi że nie będziesz płakać .-powiedziałam twardo . -No...dobrze ..ale.. -Assair nie żyje - powiedziałam pospiesznie ,przerywając jej w pół słowa . -Jak to ?-zapytała przejęta -Co teraz z nami będzie ! -wrzasnęła -Przecież nie poradzimy sobie bez Alfy ! Nie to niemożliwe ! NIEMOŻLIWE !!! Spojrzałam na nią ,widziałam jak po jej policzku spływały łzy .Przytuliłam ją do siebie ,próbowałam pocieszać, choć tak na prawdę sama nie wiedziałam co się teraz z nami stanie.. *** Przekazałyśmy wiadomość o śmierci Alfy pozostałym członkom watahy .Ogłosiłyśmy tygodniową żałobę i wszyscy rozeszli się do swoich jaskini .Tymczasowo decyzje na temat dalszego życia Armel podejmowaliśmy za pomocą głosowania wszystkich członków watahy .Zamieszkałam w jaskini razem z Alaricą ,postanowiłyśmy że w takich okolicznościach tak będzie lepiej . Nie było czasu na załamywanie się .Członkowie watahy zatwierdzili że należy rozpocząć gromadzić zapasy na zimę która zbliżała się do nas nie ubłagalnie .Wyznaczyliśmy miejsce gdzie będziemy znosić nasze ofiary i wilka który będzie odpowiadać za strzeżenie naszych zdobyczy (osobnik ten zmieniał się z innym kolejnego dnia). Udało nam się choć w małym stopniu usprawnić życie watahy i nieco zacieśnić więzy między sobą . Jakoś sobie radzimy ale to już nie to samo ,ale trzeba do tego przywyknąć ,bo przecież wszystko się zmienia jednego dnia jesteś drugiego dnia już cię nie ma .. |
|
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz