Avero ruszył do przodu zostawiając mnie
osłupiałą z tyłu. Zachowywał się jak gdyby nigdy nic, a ja wciąż nie
mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. Bo raczej normalne to nie było, że
jeleń posłusznie przydeptał na wezwanie wilka, położył się przed nim i
dał się zabić. Chwyciłam dzika i dogoniłam samca.
-Jak to zrobiłeś?-zapytałam się zdyszana.
Avero tylko uśmiechnął się tajemniczo i mruknął coś, czego nie dosłyszałam, bo właśnie dostałam gałęzią w twarz.
Widziałam, że samca to rozśmieszyło, ale nie skomentował tego w żaden zgryźliwy sposób, za co byłam mu wdzięczna.
Po kilku minutach drogi dzik zaczął mi nieprzyjemnie ciążyć, natomiast Avero niósł swoją zdobycz jakby nic nie ważyła. Zrobiło mi się gorąco, a każdy kolejny krok był coraz cięższy. Jakby tego było mało, zarzucało mnie i ciągle wpadałam w jakieś przeklęte kolczaste krzaki. Co jak co, ale siłą to nie grzeszyłam. Nie byłam słaba! Co to, to nie, po prostu moimi głównymi atutami były zwinność i szybkość. Po prostu nie zostałam stworzona do chodzenia kilometrów z ciężkim, dorosłym dzikiem na grzbiecie. Avero co jakiś czas odwracał się i spoglądał na mnie. W tych momentach uśmiechałam się głupkowato i udawałam, że noszenie takiego cielska to drobnostka. Było mi trochę głupio, bo w końcu wyrwałam go samcowi, co by sobie pomyślał gdybym teraz przyznała się, że nie mam siły go nieść? Nie, nie zamierzałam dać mu tej satysfakcji, chociaż w głębi duszy wiedziałam, że Avero domyśla się, że brak mi sił. Tak rozmyślając nie zauważyłam korzenia wystającego z ziemi, o który zahaczyłam łapą i runęłam jak długa, przy okazji popychając samca. Wilk w ostatnim momencie złapał równowagę, ale mnie przygniotło cielsko dzika.
<Avero? :) >
-Jak to zrobiłeś?-zapytałam się zdyszana.
Avero tylko uśmiechnął się tajemniczo i mruknął coś, czego nie dosłyszałam, bo właśnie dostałam gałęzią w twarz.
Widziałam, że samca to rozśmieszyło, ale nie skomentował tego w żaden zgryźliwy sposób, za co byłam mu wdzięczna.
Po kilku minutach drogi dzik zaczął mi nieprzyjemnie ciążyć, natomiast Avero niósł swoją zdobycz jakby nic nie ważyła. Zrobiło mi się gorąco, a każdy kolejny krok był coraz cięższy. Jakby tego było mało, zarzucało mnie i ciągle wpadałam w jakieś przeklęte kolczaste krzaki. Co jak co, ale siłą to nie grzeszyłam. Nie byłam słaba! Co to, to nie, po prostu moimi głównymi atutami były zwinność i szybkość. Po prostu nie zostałam stworzona do chodzenia kilometrów z ciężkim, dorosłym dzikiem na grzbiecie. Avero co jakiś czas odwracał się i spoglądał na mnie. W tych momentach uśmiechałam się głupkowato i udawałam, że noszenie takiego cielska to drobnostka. Było mi trochę głupio, bo w końcu wyrwałam go samcowi, co by sobie pomyślał gdybym teraz przyznała się, że nie mam siły go nieść? Nie, nie zamierzałam dać mu tej satysfakcji, chociaż w głębi duszy wiedziałam, że Avero domyśla się, że brak mi sił. Tak rozmyślając nie zauważyłam korzenia wystającego z ziemi, o który zahaczyłam łapą i runęłam jak długa, przy okazji popychając samca. Wilk w ostatnim momencie złapał równowagę, ale mnie przygniotło cielsko dzika.
<Avero? :) >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz