- Wcale nie musisz.- mocno ją przytuliłem.- Wiem, że oboje tego nie chcemy...
- Ale co będzie jeśli cię skrzywdzę?- powiedziała przez łzy.- Nie skrzywdzisz.- powiedziałem cicho.- Nie jestem aż taki kruchy... Heh...
Smutno się zaśmiałem.
- Jestem nieobliczalna w posta...
Przerwałem jej.
- Widziałaś tamtego węża?- zapytałem, a wadera kiwnęła głową.- On zabił całą moją rodzinę. Usłyszałem o tym kilka tygodni po tym jak mnie wygnali. Ja żyję. I nic mi nie jest. Jego jad niesie śmierć w przeciągu kilku sekund. Ja przeżyłem. Chyba nie ma rzeczy, z której bym się nie wylizał.... Margaux ja cię kocham. I chcę by zastało już na zawsze. Chcę byś zawszy była tutaj. Bo moje miejsce jest przy tobie...
- Luck ja....- wadera lekko pociągnęła nosem. - JA jednak muszę odejść.
Zamarłem.
- Rozumiem.- powiedziałem spokojnie chociaż to nie było zgodne z prawdą.- Ale chcę żebyś wiedziała.... że ja zawsze będę na ciebie czekał. Jeśli nie tu to tam gdzie kiedyś spotkają się wszystkie wilki.
- Dlaczego niby tam?- zaniepokoiła się wadera.- Nie zrobisz czegoś głupiego prawda?
- Nie!- zaprzeczyłem.- Nie jestem samobójcą. Ale nie wykluczam tego, że moje serce nie wykrwawi się z tęsknoty za tobą...
<Margaux?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz