Poczułem się źle, że odrzuciłem Glię.
Jednak... skoro wilczyca uciekła pewnie zajęła się teraz czymś innym.
Nie chciałem jej przeszkadzać.
... ale i tak chciałem ją znaleźć. Kiedy tak się zamartwiałem, zauważyłem nagle wilka, który zmierza cicho w moją stronę. Miałem nadzieję, że nie będzie on szpiegiem Avalon ani, że nie rzuci się na mnie, jak wcześniej Glia. - Cześć - przywitał się - Jestem Asar, zwiedzałem tereny i na Ciebie natrafiłem, nie przeszkadzam? - W sumie... - zamyśliłem się. Czy robiłem coś ciekawego? Zastanawiałem się czy iść szukać wilczycy, z którą wcześniej rozmawiałem. Nie, to nie było nic ciekawego. - Tak naprawdę to nie. Ale zaraz zamierzam iść na poszukiwanie pewnej wilczycy, z którą miałem przed chwilą dość dziwną wymianę zdań. - Której wilczycy? - zapytał siląc się na pogodny wyraz twarzy. - Glii, z watahy Armel. Zgrabnej wadery o białym futrze - odparłem. - Nie znam - mruknął Asar. - Ahh, właśnie. Ty mi się przedstawiłeś, a ja Tobie nie - przypomniałem sobie. - Jestem Armin, dyplomata. Formalnie należę do watahy Armel i czuję się jej członkiem, ale często przebywam w towarzystwie wilków z Avalon. Mam 4 lata. - Dobrze wiedzieć - wilk uśmiechnął się lekko. - Poszukasz ze mną Glii, czy mam iść sam? - zapytałem. - Poszukam, co mi szkodzi. - Fajnie. Ruszyliśmy. Po drodze dowiedziałem się jeszcze kilku ciekawych rzeczy o Asarze, zapoznałem się z nim lepiej. Wydawał się bardzo miły. Polubiłem go. [...] Zapach Glii doprowadził nas na polanę w lesie. Na trawie leżała wilczyca i, jak mi się wydawało, łzy spływały po jej policzkach. Zakłopotałem się. Miałem nadzieję, że wadera nie płacze przeze mnie. - Glia? Wszystko w porządku? - zapytałem cicho.
<Glia, Asar?>
|
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz