Spojrzałem na tę dwójkę. Oboje z choinki spadli ( może nawet do siebie przez to pasowali ??? ). Armin miał pewnie dobre intencje, ale nie zrozumiał niczego. Chodziło mi o to, że zerwałem układy z Wygnanymi, ratując Larę przed Arwaron'em..Wypowiedziałem im przez to wojnę i poparłem własną siostrę ( tego z kolei nie mogłem zrozumieć ja )... Za to należała mi się śmierć.
- Czemu miałbym zostawić Armel ? Przecież to jest moja wataha i mój dom... Moje- tu przerwałem i odwróciłem gwałtownie głowę. W sercu poczułem niepokój i nie czekając na nic skierowałem się na tereny Armel. Z tyłu słyszałem nawoływania siostry i Armina, ale nie obejrzałem się. Biegłem nie wiedząc po co... Po prostu czułem, że ktoś właśnie niszczy mi życie... Pierwsze co zrobiłem, gdy tylko przekroczyłem z powrotem swoją granicę, to skierowałem się do jaskini ... Podczas ataku zostawiłem ojca samego! Mój niepokój się wzmagał... Wbiegłem do swojej jaskini i ... pusto. Oszalały, przerzuciłem wszystko w swojej jaskini. Zniszczyłem wszystko co posiadałem i wybiegłem z jaskini. Z oczu spływały mi łzy, które w locie zmieniały się w lód. Rzuciłem się i przeszukiwałem każdy krzak, każdy skrawek ziemi i... nie znalazłem nic. Usiadłem zrozpaczony. Oddech mi przyśpieszył, a oddychanie sprawiało ból. Nagle znikąd pojawili się koło mnie Cer i Bergul. Każdy położył jedną łapę na moich barkach. Podniosłem głowę, by zorientować się w sytuacji i zobaczyłem przed sobą Czarnego Pana. Stał do mnie tyłem i milczał. Jego pachołkowie też byli jak słupy soli.
- Czy wiesz może... Gdzie jest reszta Wyklętych ? Wiesz... Vervu, Roker, Esea....Arwaron... - ostatnie imię wypowiedział szczególnie modulując głos. Przeszły mnie dreszcze. On nie mógł zmierzać do niczego dobrego... - Wiesz gdzie są?! Wiesz?! Ja wiem! Nie żyją! Nie został nikt prócz Nas!- wykrzyknął i odwrócił się, a ja krzyknąłem i chciałem się wyrwać ku niemu, lecz potwory trzymały mnie mocno. Mroczny Pan trzymał jedną ręką, wysoko w powietrzu mojego ojca, ściskając mu podgardle. Starzec wił się lecz opuszczały go już siły. Krzyczałem i szarpałem się, ale Bergul i Cer, zagradzali mi drogę i nie pozwalali mi się ruszyć. Lód szybko zaczął pochłaniać moje ciało, a serce zaczęło bić szybciej. Łzy spływały, lecz szybko zamarzały mi na policzku. - Oko za oko... - wysyczał Wysysacz Dusz i uniósł drugą rękę w której trzymał miecz... Źrenice rozszerzyły mi się i wstrzymałem oddech. - ...Ząb...za.. ZĄB! - krzyknął i przebił mojego ojca, a potem puścił już nieruchome ciało...
- Nieeeeeeee! - w tym samym momencie, wrzasnąłem a moje serce pękło... Potężna fala uderzeniowa rozeszła się po okolicy, na zawsze zmiatając z powierzchni ziemi trzy potwory. Upadłem...
Cały lód w okół mnie zniknął... Z mojego serca leciała krew... Patrzyłem na ojca i płakałem... Po raz pierwszy w życiu moje łzy nie zamieniły się w kryształki lodu... Płakałem jak dziecko. Zwinąłem się w kłębek i łkałem, tak jak kiedyś... Po prostu szczerze.
Po paru minutach, szron z mojego futra zaczął się topić, a łzy zasychać... Serce zwolniło tępo, a świat wydawał się mieć piękniejsze barwy niż kiedykolwiek... Gwałtowna utrata krwi spowodowała powolne zamieranie sfer mózgowych, co trochę utuliło ból... Przecież wygrałem... Pokonałem swoje przekleństwo... Zniszczyłem Władcę Dusz Przeklętych, więc moja dusza została zwolniona!
Leżałem w cieszy, obok ciała ojca. Poczułem zapach jesiennych róż... Słyszałem śpiew ptaków, zwiastujący świt.... Poczułem szczęście... Dotknąłem woreczka na szyi i wyciągnąłem z niego Naszyjnik Mamy, który kiedyś mój ojciec jej dał... To był mój największy skarb, choć z pewnością nie najbardziej wartościowy. To było jedyne wspomnienie mamy... A naszyjnik nadal nią pachniał...
Upuściłem zawieszkę, lecz nie miałem siły wyciągnąć po nią łapy... Przymrużyłem oczy...
To pierwsze promienie słońca dosięgły mojej twarzy... Podniosłem głowę, lecz szybko ją opuściłem, ponieważ nie byłem w stanie jej utrzymać... Zaśmiałem się głośno z siebie. Po raz pierwszy w życiu, czułem się tak szczęśliwym i tak słabym jednocześnie! Widok się rozmazywał, a oddech stawał się coraz płytszy. Przymknąłem oczy. Chyba umierałem. Ale mimo wszystko byłem zadowolony, bo udało mi się naprawić to co zniszczyłem... Zakończyłem wojnę. A przynajmniej, tą tutaj... W sercu... Pragnąłem przeprosić tyle osób! Ale przedewszystkim Ją . Moją siostrę. "Musiała znosić takiego kretyna..." pomyślałem a w głowie zawirowało mi słowo ,,kretyn" . Uśmiechnąłem się pod nosem, lecz nie rozróżniałem już co jest jawą, a co snem.
< Lara? Armin? - przyjdziecie, czy nie ? >
< Mam nadzieje, że Armin mi wybaczy tą rychłą śmierć ; ) >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz