~Witaj ponownie. Tęskniłaś?~
- Dręczysz mnie od tak dawna! Wiesz o mnie wszystko, a ja nie wiem nawet czym ty jesteś!- krzyknęłam zrywając się z miejsca.
~O... Znowu basior, który cię ignoruje? Jakie to przykre... Pomyślmy dlaczego. Może dlatego, że każdy wolałby żebyś się nie urodziła?~
- Jak śmiesz tak mówić?!
~Najzwyczajniej w świecie słonko.~
- Nie nazywaj mnie tak!- powiedziałam i zaczęłam uderzać się w głowę.- Wypad z mojej podświadomości!
Jednak głos nie ustępował. Ból się nasilał. Ta istota czy cokolwiek to było nie zaprzątało już sobie mną głowy i kontynuowało chory monolog.
~Bez ciebie byłoby lepiej. Matka i wuj mieliby dziecko, a Assair rodziców. Armin miałby spokój i nie posiadałby kłopotów. Watahą zająłby się ktoś kompetentny. Twój ojciec może ułożyłby sobie życie. Poprzednia wataha nie miałaby tylu kłopotów, zagrożeń. A może kłamię? Ile razy sprowadzałaś ludzi ,,przez przypadek"? Ile razy inni narażali przez ciebie życie? Ile razy ktoś wstydził się za ciebie? Ile razy wszystko zawalałaś? Przejrzyj w końcu na oczy. Wymieńmy osoby, które cię nienawidzą. Armin, Assair, wuj, ojciec, matka, Kendra, cała poprzednia wataha i dwie współczesne. Chcesz jeszcze?~
Z bólu osunęłam się na kolana i złapałam za pulsującą głowę. Zauważyłam, że błyszczące ślepia nie zniknęły.
~Za Ass'em uganiały się wilczyce i kumple, a za tobą? Zostałaś poczęta jako druga. Assair- wspaniały wojownik, mądry dowódca, świetny syn, basior, który może cokolwiek osiągnąć w życiu. A ty? Lara- nieudacznica, wilczyca zawsze zostająca w tyle, osoba wiecznie sprowadzający kłopoty. Do tego łudzisz się, że ktoś się tobą przejmuje. A ten Armin? Nieudacznik, który myśli, że jest mocny w gębie, posłuszny jak mały kundel swojemu panu, jednym słowem chamski słabeusz, który uważa się za lepszych od innych.~
- Dość! Możesz obrażać mnie, jak długo ci się to żywnie podoba, ale nie będziesz obrażał osób, na których mi zależy! Armin to najmilszy, najodważniejszy, najbardziej niezwykły wilk jakiego spotkałam w całym swoim życiu!
~Wiesz co? Może masz rację.~
Głos zaśmiał się szyderczo. Ból był nie do zniesienia. Moje oczy wyblakły, a ja znalazłam się w zupełnie innym miejscu. Nie mogłam się ruszać. Zobaczyłam przed sobą dwa wilki. Jeden był czarny, dwa razy większy od drugiego, a z jego ciała sączyła się zielona, ohydna substancja. Drugi był biały, drobny, nieskazitelny. Nagle czarny rzucił się na białego. Biały zadrapał go tylko w czubek głowy. Większy wilk przygniótł go swoim cielskiem. Gdy wstał mniejszy wilk był cały podrapany, poturbowany i poraniony. Nagle czarny zamienił się we mnie, a biały w Armina. Wtedy wróciłam nad rzekę. Na czubku mej głowy widniała rana.
- Jeżeli ja mam tą ranę to co stało się z Arminem? Czy spotkało go to co w wizji?
Usiadłam bezradnie i zaczęłam płakać. Nie mogłam tam iść, ponieważ on chyba naprawdę za mną nie przepadał. Wtedy ślepia nadal tkwiące w zaroślach mrugnęły.
(Kto na mnie paczy? xD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz