Cat Paw Print

wtorek, 7 stycznia 2014

Od Lary

Basior pomógł mi, ale potem szybko odszedł zupełnie mnie ignorując. Smutek ścisnął moje serce. Ze spuszczoną głową wyszłam z jaskini. Wolnym krokiem poszłam w kierunku Rzeki wolności. Kiedy dotarłam na miejsce zaczęło się ściemniać, lecz nie przeszkadzało mi to.  Dzięki mrokowi mogłam pozostać niezauważona, nikt nie mógł zobaczyć łez, które pojawią się wkrótce. Położyłam się na mokrym piasku,  przednie łapy zanurzyłam w zimnej wodzie. Przekrzywiłam głowę i zobaczyłam dwoje ślepi, które patrzyły na mnie z zarośli. Pomyślałam, że nie będę zwracać na to uwagi. Nagle poczułam przeszywający ból w głowie. Po chwili usłyszałam głęboki głos w moim mózgu.
~Witaj ponownie. Tęskniłaś?~
- Dręczysz mnie od tak dawna! Wiesz o mnie wszystko, a ja nie wiem nawet czym ty jesteś!- krzyknęłam zrywając się z miejsca.
~O... Znowu basior, który cię ignoruje? Jakie to przykre... Pomyślmy dlaczego. Może dlatego, że każdy wolałby żebyś się nie urodziła?~
- Jak śmiesz tak mówić?!
~Najzwyczajniej w świecie słonko.~
- Nie nazywaj mnie tak!- powiedziałam i zaczęłam uderzać się w głowę.- Wypad z mojej podświadomości!
Jednak głos nie ustępował. Ból się nasilał. Ta istota czy cokolwiek to było nie zaprzątało już sobie mną głowy i kontynuowało chory monolog.
~Bez ciebie byłoby lepiej. Matka i wuj mieliby dziecko, a Assair rodziców. Armin miałby spokój i nie posiadałby kłopotów. Watahą zająłby się ktoś kompetentny. Twój ojciec może ułożyłby sobie życie. Poprzednia wataha nie miałaby tylu kłopotów, zagrożeń. A może kłamię? Ile razy sprowadzałaś ludzi ,,przez przypadek"? Ile razy inni narażali przez ciebie życie? Ile razy ktoś wstydził się za ciebie? Ile razy wszystko zawalałaś? Przejrzyj w końcu na oczy. Wymieńmy osoby, które cię nienawidzą. Armin, Assair, wuj, ojciec, matka, Kendra, cała poprzednia wataha i dwie współczesne. Chcesz jeszcze?~
Z bólu osunęłam się na kolana i złapałam za pulsującą głowę. Zauważyłam, że błyszczące ślepia nie zniknęły.
~Za Ass'em uganiały się wilczyce i kumple, a za tobą? Zostałaś poczęta jako druga. Assair- wspaniały wojownik, mądry dowódca, świetny syn, basior, który może cokolwiek osiągnąć w życiu. A ty? Lara- nieudacznica, wilczyca zawsze zostająca w tyle, osoba wiecznie sprowadzający kłopoty. Do tego łudzisz się, że ktoś się tobą przejmuje. A ten Armin? Nieudacznik, który myśli, że jest mocny w gębie, posłuszny jak mały kundel swojemu panu, jednym słowem chamski słabeusz, który uważa się za lepszych od innych.~
- Dość! Możesz obrażać mnie, jak długo ci się to żywnie podoba, ale nie będziesz obrażał osób, na których mi zależy! Armin to najmilszy, najodważniejszy, najbardziej niezwykły wilk jakiego spotkałam w całym swoim życiu!
~Wiesz co? Może masz rację.~
Głos zaśmiał się szyderczo. Ból był nie do zniesienia. Moje oczy wyblakły, a ja znalazłam się w zupełnie innym miejscu. Nie mogłam się ruszać. Zobaczyłam przed sobą dwa wilki. Jeden był czarny, dwa razy większy od drugiego, a z jego ciała sączyła się zielona, ohydna substancja. Drugi był biały, drobny, nieskazitelny. Nagle czarny rzucił się na białego. Biały zadrapał go tylko w czubek głowy. Większy wilk przygniótł go swoim cielskiem. Gdy wstał mniejszy wilk był cały podrapany, poturbowany i poraniony. Nagle czarny zamienił się we mnie, a biały w Armina. Wtedy wróciłam nad rzekę. Na czubku mej głowy widniała rana.
- Jeżeli ja mam tą ranę to co stało się z Arminem? Czy spotkało go to co w wizji?
Usiadłam bezradnie i zaczęłam płakać. Nie mogłam tam iść, ponieważ on chyba naprawdę za mną nie przepadał. Wtedy ślepia nadal tkwiące w zaroślach mrugnęły.

(Kto na mnie paczy? xD)
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz