Tak bardzo go kochałam i chciałam z nim
zostać... Jednak przeszłość mi nie pozwalała. Cały czas miałam poczucie,
że mogę go skrzywdzić, że mogę go bardzo zranić. Niby coraz lepiej
umiem zapanować nad moją drugą osobowością, ale nie mogę z nim być. To
jest dla mnie zbyt trudne.
- Luck... Pragnę być tylko z Tobą... Chcę mieć z Tobą szczenięta, ale nie mogę... Ja siebie nie potrafię aż tak kontrolować... Ja boję się, że Cię skrzywdzę... Albo nasze dzieci... - mówiłam przez łzy - Bo ja się już kiedyś zakochałam... A może raczej zauroczyłam... Z wzajemnością... Jednak coś poszło nie tak... Zraniłam go podczas przemiany... Leżał kilka miesięcy w jaskini medyka... Nieprzytomny... Nikt mi nic nie zarzucał, ale ja musiałam uciec... Wiedziałam, że i tak mnie prędzej, czy później wygnają... Zapewne tutaj będzie tak samo... Jestem potworem i nic tego nie zmieni... Mogę się nauczyć jedynie go kontrolować w pełni, ale to wymaga wiele czasu i samotności. Bo co jeśli ktoś będzie przy mnie, a ja się nie będę mogła opanować? - mówiłam dalej i spuściłam głowę.
Podeszłam do niego i stanęłam twarzą w twarz. Nasze usta prawie się stykały. Po chwili namiętnie go pocałowałam.
- Nie jesteś na to gotowy. A ja nie chcę się skrzywdzić... - mówiłam i znowu go pocałowałam.
Staliśmy tak w pocałunku dobre kilka minut, a potem doszło do czegoś więcej. Wiedziałam, że nie mogę, ale chciałam.
- Luck. - mówiłam wtulona w jego futro - Jak się czujesz?
On nic nie odpowiedział. Siedzieliśmy obok siebie.
- Ja muszę odejść. - powiedziałam i znowu się rozpłakałam.
- Luck... Pragnę być tylko z Tobą... Chcę mieć z Tobą szczenięta, ale nie mogę... Ja siebie nie potrafię aż tak kontrolować... Ja boję się, że Cię skrzywdzę... Albo nasze dzieci... - mówiłam przez łzy - Bo ja się już kiedyś zakochałam... A może raczej zauroczyłam... Z wzajemnością... Jednak coś poszło nie tak... Zraniłam go podczas przemiany... Leżał kilka miesięcy w jaskini medyka... Nieprzytomny... Nikt mi nic nie zarzucał, ale ja musiałam uciec... Wiedziałam, że i tak mnie prędzej, czy później wygnają... Zapewne tutaj będzie tak samo... Jestem potworem i nic tego nie zmieni... Mogę się nauczyć jedynie go kontrolować w pełni, ale to wymaga wiele czasu i samotności. Bo co jeśli ktoś będzie przy mnie, a ja się nie będę mogła opanować? - mówiłam dalej i spuściłam głowę.
Podeszłam do niego i stanęłam twarzą w twarz. Nasze usta prawie się stykały. Po chwili namiętnie go pocałowałam.
- Nie jesteś na to gotowy. A ja nie chcę się skrzywdzić... - mówiłam i znowu go pocałowałam.
Staliśmy tak w pocałunku dobre kilka minut, a potem doszło do czegoś więcej. Wiedziałam, że nie mogę, ale chciałam.
- Luck. - mówiłam wtulona w jego futro - Jak się czujesz?
On nic nie odpowiedział. Siedzieliśmy obok siebie.
- Ja muszę odejść. - powiedziałam i znowu się rozpłakałam.
<Luck?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz