Cat Paw Print

środa, 15 stycznia 2014

Od Lary - C.D. Luck'a

Zlustrowałam samca wzrokiem, lecz zatrzymałam się na krwawiącej ranie na jego udzie. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć podbiegła do niego Margaux. Nie przejmując się mną wyszli najpewniej kierując się do medyka. Zagwizdałam cicho, a przede mną pojawił się Carlos.
- Powiedz wszystkim, że bitwa jest bliska. Jak tylko będziecie gotowi daj mi znać.- powiedziałam, a feniks odleciał.
Zaczęłam niespokojnie krążyć po jaskini. Było popołudnie.
~Nocna wojna. Jeden z moich najgorszych koszmarów.~
***
Nie wiedziałam w jaki sposób tyle czasu upłynęło mi tak szybko. Wszędzie panował półmrok. Wtem do mej jaskini wleciał Carlos.
- Wróg przygotowuje się i jest blisko granic, lecz jesteśmy gotowi i czekamy na rozkazy.
- Zwołaj wszystkich członków mojej watahy i przygotujcie się.
Feniks skinął głową i odleciał. Zabrałam ze sobą łuk i sztylet i udałam się na Polanę spokoju. Zobaczyłam tam moją armię ustawioną w szyku. Łucznicy byli porozstawiani w bezpiecznych, niewidocznych miejscach. Wyszłam przed wszystkich i zobaczyłam szybko zbliżające się legiony Armel. Zaparło mi dech. Byli tam Wygnani. Spojrzałam na wilki, które stały obok mnie. Po mojej prawej ujrzałam uśmiechającą się Vedis, a po lewej Kast'a. Postanowiłam, że zaskoczę wszystkich. Przeciwnicy dopiero się zbliżali, a ja widziałam, że choć nieliczni niektórzy są dość zmęczeni. Zebrałam się w sobie i krzyknęłam:
- Atak! Już!
Wszyscy ruszyli z miejsca. Zaczekałam chwilę i skoczyłam na grzbiet Aarona i wyciągnęłam strzałę, którą naciągnęłam na cięciwę łuku. Poczułam żar płynący z pleców golema. W nocy moja widoczność była ograniczona, lecz jeszcze nie bardzo słaba. Zauważyłam elfkę w świecącej, błękitno-granatowej szacie. Wymierzyłam w nią, lecz strzała tylko zadrapała jej ramię, prując lekko szatę. W mroku dojrzałam coś czerwono- białego, co zniknęło w lesie. Wydawało mi się, że to ranny Armin. Nagle ognista kula trafiła mnie, strącając moje ciało z Aarona. Poturlałam się w stronę lasu. Ogień nie mógł nic mi zrobić, więc szybko wstałam, lecz zobaczyłam swojego brata, który szyderczo się uśmiechał. Zaczęła uciekać w stronę, gdzie ujrzałam Armina. Usłyszałam pojękiwania, a wychodząc z krzaków zauważyłam skulonego samca, który trzymał się za tylną łapę, z której kapały coraz większe krople krwi. Wtem z zarośli wyszedł Assair. Stanęłam twarzą do brata i zmrużyłam oczy.
- Na prawdę tego chciałeś?! Straconych żyć, rannych istot i wszechogarniającej wrogości!- krzyczałam, a z moich oczu ciekły łzy.- Osiągnąłeś jedynie zniszczenie i strach..- nie skończyłam, ponieważ przede mnie wbiegła Vedis.
Zakryłam mnie i siebie skrzydłami, a ja zobaczyłam mknącą strzałę. Niestety grot przebił się przez skrzydła wilczycy i trafił ją w brzuch. Wadera zatoczyła się i zaczęła drgać na ziemi. Wtem Ass strzelił w jej serce lodem. Samica przestała się poruszać.
- Zabiłeś ją!
- I tak by zginęła.- odparł bez uczuć.
- Może jego też zabijesz?!- krzyknęłam wskazując na Armina.- Wiedz, że musisz zabić mnie zanim zabijesz kogokolwiek następnego!

(Assair? Armin?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz