- Powiedz wszystkim, że bitwa jest bliska. Jak tylko będziecie gotowi daj mi znać.- powiedziałam, a feniks odleciał.
Zaczęłam niespokojnie krążyć po jaskini. Było popołudnie.
~Nocna wojna. Jeden z moich najgorszych koszmarów.~
***
Nie wiedziałam w jaki sposób tyle czasu upłynęło mi tak szybko. Wszędzie panował półmrok. Wtem do mej jaskini wleciał Carlos.
- Wróg przygotowuje się i jest blisko granic, lecz jesteśmy gotowi i czekamy na rozkazy.
- Zwołaj wszystkich członków mojej watahy i przygotujcie się.
Feniks skinął głową i odleciał. Zabrałam ze sobą łuk i sztylet i udałam się na Polanę spokoju. Zobaczyłam tam moją armię ustawioną w szyku. Łucznicy byli porozstawiani w bezpiecznych, niewidocznych miejscach. Wyszłam przed wszystkich i zobaczyłam szybko zbliżające się legiony Armel. Zaparło mi dech. Byli tam Wygnani. Spojrzałam na wilki, które stały obok mnie. Po mojej prawej ujrzałam uśmiechającą się Vedis, a po lewej Kast'a. Postanowiłam, że zaskoczę wszystkich. Przeciwnicy dopiero się zbliżali, a ja widziałam, że choć nieliczni niektórzy są dość zmęczeni. Zebrałam się w sobie i krzyknęłam:
- Atak! Już!
Wszyscy ruszyli z miejsca. Zaczekałam chwilę i skoczyłam na grzbiet Aarona i wyciągnęłam strzałę, którą naciągnęłam na cięciwę łuku. Poczułam żar płynący z pleców golema. W nocy moja widoczność była ograniczona, lecz jeszcze nie bardzo słaba. Zauważyłam elfkę w świecącej, błękitno-granatowej szacie. Wymierzyłam w nią, lecz strzała tylko zadrapała jej ramię, prując lekko szatę. W mroku dojrzałam coś czerwono- białego, co zniknęło w lesie. Wydawało mi się, że to ranny Armin. Nagle ognista kula trafiła mnie, strącając moje ciało z Aarona. Poturlałam się w stronę lasu. Ogień nie mógł nic mi zrobić, więc szybko wstałam, lecz zobaczyłam swojego brata, który szyderczo się uśmiechał. Zaczęła uciekać w stronę, gdzie ujrzałam Armina. Usłyszałam pojękiwania, a wychodząc z krzaków zauważyłam skulonego samca, który trzymał się za tylną łapę, z której kapały coraz większe krople krwi. Wtem z zarośli wyszedł Assair. Stanęłam twarzą do brata i zmrużyłam oczy.
- Na prawdę tego chciałeś?! Straconych żyć, rannych istot i wszechogarniającej wrogości!- krzyczałam, a z moich oczu ciekły łzy.- Osiągnąłeś jedynie zniszczenie i strach..- nie skończyłam, ponieważ przede mnie wbiegła Vedis.
Zakryłam mnie i siebie skrzydłami, a ja zobaczyłam mknącą strzałę. Niestety grot przebił się przez skrzydła wilczycy i trafił ją w brzuch. Wadera zatoczyła się i zaczęła drgać na ziemi. Wtem Ass strzelił w jej serce lodem. Samica przestała się poruszać.
- Zabiłeś ją!
- I tak by zginęła.- odparł bez uczuć.
- Może jego też zabijesz?!- krzyknęłam wskazując na Armina.- Wiedz, że musisz zabić mnie zanim zabijesz kogokolwiek następnego!
(Assair? Armin?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz