- Może jego też zabijesz?! Wiedz, że musisz zabić mnie zanim zabijesz kogokolwiek następnego! - krzyknęła zasłaniając Armina. Jaki heroizm. Jaki bohaterski czyn... I jaka... naiwność...
- Jego? To zdrajca i zasłużył na śmierć, ale nie zbiję go. Śmierć sama się po niego pofatyguje. Ja pomagam przejść na drugą stronę tylko tym, którzy mają z tym kłopoty. - powiedziałem twardo, a klatkę piersiową pokrył mi lód. Jeśli sądziła, że posiadam litość, to była w błędzie. Moje serce dawno utraciło tę cechę, a zastąpił ją chłód i lód. Podszedłem by zaatakować Larę i nawet wymierzyłem, lecz wtedy przed oczami mignęła mi wizja. Ojciec walczący z wujem. Dwa wilki, które kiedyś były dwoma najlepszymi przyjaciółmi... Br Przekleństwo... To właśnie przez to był przeklęty mój ojciec, a niedługo przez to umrę ja. Oczy zmieniły mi się na błękitne. Z jednej strony wielka chęć dokończenia wojny ojca, a z drugiej... A z drugiej strony szczątki duszy... Szczątki marzeń, radości i wspomnień... Szczątki mnie. W tej samej chwili z krzaków zza moich pleców wyskoczył Arwaron. Z diabelskim uśmiechem rzucił się z mieczem na Larę, ale zanim jej dosięgnął, ja odwróciłem się błyskawicznie i z dzikiem krzykiem zamroziłem go, wtedy gdy skoczył. Posąg z lodu uderzył z impetem w ziemię i pokruszył się na miliardy kawałeczków. Wrzasnąłem jeszcze raz z bólu, który dobiegał od serca. Atak na pół demona był za silny jak na moje standardy. Spojrzałem na Larę oczami pełnymi szaleństwa zmieszanymi ze wstydem i wściekłością na siebie samego. - Muszę zabić Ciebie zanim zabiję kogokolwiek innego ? Więc właśnie dla Ciebie zabiję samego siebie! - odparłem na jej wcześniejsze oświadczenie i pobiegłem w las , by dotrzeć do miejsca głównej walki. Zostawiłem i Larę i Armina. Nie potrafiłbym wytrzymać ich wzroku...
< Lara? Armin? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz