- Gdzie idziesz?
- Pomyślałem, że.... ci pomogę.
- A. Przepraszam.... dziękuję.- szepnęłam zestresowana, ale za chwilę znów podjęłam wędrówkę.
Gdy dotarliśmy do mojego mieszkania, opadłam na łóżko zapominając o grzeczności. Na krótko.
- Chcesz coś zjeść czy coś?- spytałam.
- Lara. Padasz z nóg. Pozwól, że ja coś zrobię. - powiedział i udał się w stronę spiżarni.
Zrezygnowana siedziałam na legowisku. Po chwili basior wrócił i zaczął pichcić. Pachniało smakowicie, a mój żołądek dawał o sobie znać. Po niedługim czasie jedzenie było gotowe. Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy jedzenie. Uznałam, że Armin jest świetnym kucharzem. Nigdy nie potrafiłam tak dobrze przyrządzić ryby. Po obiedzie, a raczej kolacji bez namysłu położyłam się na ciepłym, miękkim legowisku. Basior zbliżył się do mnie, a ja szybko powiedziałam:
- Mógłbyś zostać dzisiaj ze mną?
- No.... dobrze. - odparł i położył się niedaleko.
Zamknęłam oczy i poczułam nieprzyjemne ukłucie bólu w skroniach.
~Głos.~
Mimo wszystko zasnęłam, lecz cały czas nękały mnie koszmary. Te same. Ja mordująca mojego brata, potem Armina. To wszystko było spowodowane bliskością głosu. Wreszcie nie mogłam wytrzymać i obudziłam się. Było około 1 w nocy. Spojrzałam na spokojnie śpiącego Armina. Uśmiechnęłam się, lecz moje szczęście przygasił głos.
~Co, zadowolona? Ze śmierci brata? Morderczyni. Tracisz wszystkich. Niedługo nie będziesz miała nic. Watahy, posłuchu pośród wilków.~
- Zamknij się. Wynoś się i nigdy nie wracaj.- szeptałam sama do siebie.
Po moim oku spłynęła łza. Popatrzyłam na Armina. Chciałam mu za tyle podziękować. Za pomoc, za zrozumienie, za istnienie...
(Armin?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz