Złapałem Larę za ramię, pomagając jej utrzymać równowagę. Kiedy jej stan
się poprawił, nie wiedzieć czemu, mój stosunek do niej stał się
ponownie raczej chłodny. Nie czułem wyrzutów sumienia. Jedyne co
przyszło mi na myśl to następna rozmowa z Assair'em. Skoro Lara czuła
się nie najlepiej, wojna z nią byłaby raczej niesprawiedliwa.
Wilczyca spojrzała mi w oczy. Zauważyłem, że zrobiła się czerwona. "Do
czego ona chce doprowadzić?" - zastanawiałem się. Z grobową miną
odwróciłem zamaszystym ruchem głowę i puściłem jej ramię.
- Już z Tobą dobrze, wracam do mojej watahy - rzuciłem, silnie
akcentując słowo "mojej" Wadera spojrzała na mnie smutno, ale
zignorowałem to. Musiałem... musiałem sobie to wszystko poukładać w
głowie.
[...]
Zziajany <znów biegłem> usiadłem na jakiejś skale przy Lazurowej
Rzece. Wsadziłem nos w fioletowe wrzosy i spojrzałem w dół. Nie
słyszałem niczego prócz cichego świergolenia ptaków i szumu strumienia.
Postanowiłem zejść niżej, nad samą wodę.
[...]
Po kilku mrożących krew w żyłach momentach wsadziłem przednie łapy do
rzeki. Chłodna woda przepływała mi między opuszkami. Schyliłem głowę i
przyjrzałem się sobie w drżącym odbiciu. Usiadłem z ciężkim
westchnieniem, zamknąłem oczy i zacząłem zastanawiać się nad życiem...
<ktoś z watahy Armel pilnie pożądany do dokończenia opowiadania ^u^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz