- Dziwny sen mi się przyśnił...- powiedziałam.
- Opowiesz o nim? - spytał Dhiren
- Biegłam piękną, kwitnącą łąką. Wokół rósł bujny świerkowy las, a w pobliżu przepływała rzeczka o krystalicznie czystej wodzie. W oddali dało się usłyszeć nawoływania ptaków. Przysiadłam w pobliżu kwiatu orchidei, wyciągnęłam rękę w stronę jej perłowo białego kwiatu gdy na ten zaczęła ściekać szkarłatna ciecz. Krew. Czym prędzej zaczęłam uciekać, szkarłatny deszcz plamił moje ubranie, twarz i włosy. Słońce znikło, a pojawił się księżyc. Kątem oka zobaczyłam jak ziemia w pobliżu puszczy rozstępuje się, a drzewa spadają w otchłań. Chwile później również zaczęłam spadać, i wtedy ujrzałam szkarłatno-czerwony naszyjnik. I wtem się przebudziłam. Nie pamiętałam prawie nic z tego snu, lecz jednak [...] zapamiętałam tą szkarłatną czerwień naszyjnika...
(Dhiren?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz