Cat Paw Print

piątek, 10 stycznia 2014

Od Glii - C.D. Armina

Nie byłam pewna, co mam zrobić. Czy pójść, a może zostać... Wiedziałam jedno - nie byłam zadowolona. Sposób, w jaki się do mnie odnosił, nie podobał mi się. Zastanawiałam się tylko, dlaczego był taki oschły. Co mu mogłam zrobić? W sumie ja też nie byłabym zadowolona, gdyby ktoś nagle na mnie znienacka skoczył, dlatego wykazałam cień zrozumienia. Z pozycji bojowej, w której jakoś utkwiłam, złączyłam przednie łapy ze sobą, wyprostowałam się i szybko odgarnęłam niesforne kosmyki z twarzy.
- Dobrze. Więc pójdę- uniosłam głowę dumnie, ale tak naprawdę czułam się poniżona. Przeszłam obok niego powoli, by po chwili móc zatopić się w cieniu drzew. Tak też się stało. Kiedy byłam już pewna, że zniknęłam z oczu Arminowi, przyspieszyłam z lekka kroku.
- Masz, lepiej ci sztywniaku, nie ma mnie- szepnęłam do siebie, wywracając oczami. Niektórym po prostu brak tej iskry. Jemu jej brak. W każdym bądź razie, teraz tak myślę. Ale tak czuję, że moja opinia o nim może się szybko zmienić... W końcu prawie się nie znamy.

~

Położyłam się na polanie, rozkoszując się błogą ciszą. Wiał delikatny wiatr. Cieniutkie źdźbła trawy muskały moje ciało. Leżałam na grzbiecie, a moje skrzydło było rozłożone. Zamknęłam oczy i poczułam ciepło słońca, jego promienie, oplatające moje ciało. Lubię napawać się tym uczuciem. Ale ono tak bardzo mi go przypomina... Mój przyjaciel. Mój JEDYNY przyjaciel. Nie żyje... Ale widzę go. Widzę go w każdym wschodzie i zachodzie słońca, bo gdy przychodził, uśmiech witał na moim pysku, a gdy odchodził, uśmiech przemijał jak kropla deszczu. Widzę go w każdym ptaku, który przelatuje obok mnie. Wolny, beztroski i szczęśliwy. Ale przede wszystkim go czuję. Czuję go w moim zimnym jak lód sercu.
Łza spłynęła mi po policzku, ale uśmiechnęłam się smutno. I jak tu zapomnieć, kiedy przeszłość tak boli...

<Armin?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz