Nie byłam pewna, co mam zrobić. Czy pójść, a może zostać... Wiedziałam
jedno - nie byłam zadowolona. Sposób, w jaki się do mnie odnosił, nie
podobał mi się. Zastanawiałam się tylko, dlaczego był taki oschły. Co mu
mogłam zrobić? W sumie ja też nie byłabym zadowolona, gdyby ktoś nagle
na mnie znienacka skoczył, dlatego wykazałam cień zrozumienia. Z pozycji
bojowej, w której jakoś utkwiłam, złączyłam przednie łapy ze sobą,
wyprostowałam się i szybko odgarnęłam niesforne kosmyki z twarzy.
- Dobrze. Więc pójdę- uniosłam głowę dumnie, ale tak naprawdę czułam się
poniżona. Przeszłam obok niego powoli, by po chwili móc zatopić się w
cieniu drzew. Tak też się stało. Kiedy byłam już pewna, że zniknęłam z
oczu Arminowi, przyspieszyłam z lekka kroku.
- Masz, lepiej ci sztywniaku, nie ma mnie- szepnęłam do siebie,
wywracając oczami. Niektórym po prostu brak tej iskry. Jemu jej brak. W
każdym bądź razie, teraz tak myślę. Ale tak czuję, że moja opinia o nim
może się szybko zmienić... W końcu prawie się nie znamy.
~
Położyłam się na polanie, rozkoszując się błogą ciszą. Wiał delikatny
wiatr. Cieniutkie źdźbła trawy muskały moje ciało. Leżałam na grzbiecie,
a moje skrzydło było rozłożone. Zamknęłam oczy i poczułam ciepło
słońca, jego promienie, oplatające moje ciało. Lubię napawać się tym
uczuciem. Ale ono tak bardzo mi go przypomina... Mój przyjaciel. Mój
JEDYNY przyjaciel. Nie żyje... Ale widzę go. Widzę go w każdym wschodzie
i zachodzie słońca, bo gdy przychodził, uśmiech witał na moim pysku, a
gdy odchodził, uśmiech przemijał jak kropla deszczu. Widzę go w każdym
ptaku, który przelatuje obok mnie. Wolny, beztroski i szczęśliwy. Ale
przede wszystkim go czuję. Czuję go w moim zimnym jak lód sercu.
Łza spłynęła mi po policzku, ale uśmiechnęłam się smutno. I jak tu zapomnieć, kiedy przeszłość tak boli...
<Armin?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz