Cat Paw Print

niedziela, 26 stycznia 2014

Od Annayii - W końcu!


"Warunkiem osiągnięcia szczęścia jest doznanie cierpienia..." Tak zawsze powtarzał mi ojciec.

Siedziałam w ciasnej klatce wraz z moim bratem Alexandrem. Słyszałam tylko krzyki ludzkich dzieci, odgłosy zwierząt najróżniejszych gatunków i jęki umierających stworzeń... Wtuliłam się w miękkie futro Alex'a, aby się ogrzać. Wtem do naszej klatki podszedł mężczyzna o nieprzyjemnym wyrazieq twarzy.
- Po ile?- zapytał wskazując na naszą dwójkę
- Stówa za sukę, osiemdziesiąt za psa.- odpowiedział nasz sprzedawca, który myślał że jesteśmy psami.
- Wezmę tylko jego.- odpowiedział po chwili myślenia.
Widziałam jak oczy mojego brata rozszerzają się. Pisnęłam i przyległam mocno do ciała basiora. Mężczyźni rozdzielili nas siłą, a następnie wręczyli sobie pieniądze.
- Nie daj się Ann... Masz tu medalion. Noś go na szyi, a mnie zobaczysz. Koch...- nie skończył bo jego nowy właściciel wsadził go do auta i odjechał.
Załamałam się... Straciłam mojego jedynego brata, przyjaciela... Płakałam całą noc i cały dzień. Nikt a nikt mnie nie chciał kupić. Z każdym dniem coraz bardziej pogrążałam się w smutku. Nie dbałam nawet o to czy ktoś mnie kupi... Po stracie Alex'a straciłam chęć do życia... I tak było przez rok. W końcu kupiła mnie jakaś starsza kobieta. Była bardzo miła i troskliwa. Dawała mi jeść i pić, czyściła mi sierść, zapewniała mi ciepłe schronienie... Niestety, staruszka zmarła kilka miesięcy później. Znów zostałam wystawiona na sprzedaż... Wędrowałam z rąk do rąk. Raz ludzie byli dobrzy i delikatni, raz źli i okrutni. Coraz bardziej wątpiłam, czy jeszcze kiedykolwiek ujrzę las, trawę i góry... Jednak pewnego dnia stało się coś, co było moim największym marzeniem od czasu gdy trafiłam w niewolę... Po dwóch latach w ciasnych klatkach i w okropnych warunkach, zostałam wypuszczona na wolność...

~ Rok później...~

Wolność była dla mnie czymś zupełnie nowym. Nie wiedziałam co mam robić. Musiałam od nowa uczyć się polować, tropić i przede wszystkim... Czarować. Długo to trwało, lecz w końcu opanowałam moje żywioły do perfekcji. Pozostało mi tylko znalezienie watahy w której spędzę resztę swojego życia. Zmieniłam się w sowę i poleciałam na północ. Moja wędrówka trwała cały dzień. W końcu wieczorem, wylądowałam na gałęzi rozłożystego dębu. Tam wróciłam do swojej dawnej postaci i poszłam na polowanie. Już kilka minut później skradałam się w stronę dużej sarny. Napięłam wszystkie mięśnie i skoczyłam. Nie wpadłam jednak na rogacza... To coś było białe, puchate i miało ostre zęby (poczułam, bo ktoś ugryzł mnie w łapę)... Upadłam ciężko na ziemię. Kiedy się otrząsnęłam ujrzałam wilka który przygniatał mnie do ziemi. Łapa zaczęła strasznie boleć...
- Ktoś ty?- warknął basior.
- Annayia...- odpowiedziałam lekko wystraszona.
Basior nawet nie drgnął. Moje moce zaczęły działać i już po chwili, po ranie nie było śladu.
- Czego tu szukasz...?- zapytał trochę spokojniej.
- Watahy... -powiedziałam ze łzą w oku.
Wilk zszedł ze mnie i pomógł mi wstać. Potem zaproponował że zaprowadzi mnie do Alfy. Okazało się że Alfa to wadera Lara, z poczuciem humoru. Nie czułam się z nią dobrze, więc gdy tylko skończyłyśmy rozmawiać wyszłam z jej jaskini i podeszłam do basiora który mnie tu przyprowadził. O dziwo wciąż tu był...
- Dzię-kuję...- wyjąkałam ze spuszczonymi oczami.

<Nightmare?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz