Cat Paw Print

środa, 22 stycznia 2014

Od Assi'ego - C.D. Katniss

Uśmiechnęła się do mnie ironicznie, acz przyzwyczajony do tego przez swojego brata, odpowiedziałem uśmiechem promiennymi i całkiem szczerym.
- To dobrze. Ty przynajmniej wiesz czego chcesz, a czego nie. Z innymi wilkami bywa trudno. - odpowiedziałem szczerze. - No, w każdym razie przynajmniej powinienem Cię do jaskini odprowadzić.
- Nie trzeba, dam sobie radę. Nie musisz się fatygować. - odpowiedziała ( znów zasłyszałem sarkazm) i wstała choć z trudem, bo po takim zderzeniu trudno orientację i równowagę złapać, lecz nie pomogłem jej, ponieważ takim, jak ona zbyt częste pomaganie, ujmę przynosi, choć tylko w ich wyobrażeniu.
- Azali ja pytałem Cię o to? Ja Ci to po prostu oznajmiam i choćbyś miała mnie za to znienawidzić, na swoim postawię, gdyż mój to obowiązek. - powiedziałem wesoło ( bo uśmiech jest zawsze najlepszym środkiem na ironie i sarkazm ), lecz tak by nie mogła mi się sprzeciwić i skierowałem się ku wyjściu z jaskini, a poczekawszy na nią, puściłem ją przodem, jak to wypada wilkowi przy wilczycy. Nie wspomnę przy tym, jej wzroku, bo od początku patrzyła ona na mnie jakbym się z choinki urwał. Jednakowoż jak już weszliśmy w las, to ja obrałem prowadzenie, torując ewentualne zarośla, przed wilczycą, pytając czasem, w którą stronę się skierować.  Mimo iż zwolniła mnie całkowicie, od przeprosin i innych wynagrodzeń, na sumieniu zawsze ślad pozostaje, więc by zetrzeć go i tutaj, robiłem wszystko, co mogliby ojcowie na moim miejscu zrobić, gdyż zasad Rodu, trzymać się należało i mnie. Pieczołowicie pilnowałem, by nie miała okazji wyrzec się mojej pomocy, choć to nie było trudne, gdyż wytrzeszczała cały czas oczy ( jakby wariata pierwszy raz na oczy zobaczyła). Mnie to nie przeszkadzało zupełnie, wiele wilków tak reagowało na pierwszy kontakt ze mną, choć i bywały takie, co nie skąpiły chociaż jednego przyjaznego uśmiechu. Szliśmy dość szybko, ale uderzyło mnie to, że nadal nie znałem imienia wilczycy. -Chyba mnie ominęła informacja, jak się nazywasz. - wspomniałem i zrównałem swój chód z jej krokiem. - Wrogiem nie jestem, przytomność umysłu odzyskałaś, a droga już niedługa, więc przedstaw mi się chodźże, bo dobrze wiedzieć kogo się prawie na tamten świat posłało...- dodałem pogodnie, bo wilczyca siedziała cicho niczym trusia, może to na mnie za coś obrażona, może jeszcze w swoim świecie fruwająca..

< Katniss - dokończysz ? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz