Cat Paw Print

niedziela, 19 stycznia 2014

Od Lary - C.D. Armina

Z lekką niechęcią odeszłam od drzewa. Idąc do basiora czułam się dziwnie słaba. Kiedy zbliżyłam się do Armina poczułam duży głód.
- Od kiedy ja tu siedzę?- spytałam.
- Wszyscy szukają cię od dwóch dni.
Uświadomiłam sobie, że miałam szczęście, że nie wykończyłam się przez tyle czasu jedynie płacząc.
- Armin?
- Tak?
- Mógłbyś ogłosić twojej watasze, żeby o 12:00 zebrali się pod Drzewem wiecznego kwiecia?- spytałam wskazując koronę pełną różowych liści, wystającą ponad inne drzewa.
- Oczywiście.- odpowiedział po chwili i udał się w stronę terenów Armel.
Zaczęłam iść się w stronę Jeziora ptasiego śpiewu. Kiedy dotarłam w wyznaczone miejsce od razu wskoczyłam do wody. Od razu poczułam przypływ sił. Chwilę jeszcze popluskałam się w jeziorze, a potem wyszłam ociekając wodą. Wychodząc zauważyłam dwa, płaskie kamienie leżące niedaleko mnie. Podeszłam tam i zobaczyłam napisy.  Pierwszy głosił:
,,Tu spoczywa Vedis. Wspaniała Beta i towarzyszka naszych serc. Zginęła broniąc honoru."
Na drugim nagrobku były napisane te same słowa, tyle, że o Lotti'm. Po moim policzku spłynęła łza, lecz zebrałam się z sobie i udałam się do swojej jaskini. Kiedy tylko tam weszłam rzuciłam się w stronę spiżarni i wzięłam z niej 3 pieczone udźce dzika. Zjadłam to w niewiarygodnym tempie. Spojrzałam na słońce. Znajdowało się blisko zenitu co oznaczało, że zbliża się 12, a ja jeszcze nie ogłosiłam zebrania. Wyszłam na zewnątrz i krzyknęłam z całych sił ogłoszenie, które powinni usłyszeć wszyscy w promieniu kilometra. Szybkim krokiem pomknęłam w stronę umówionego miejsca. Zobaczyłam tam wilki z obu watah. Podeszłam do Armina.
- Chodź ze mną?
- Gdzie?
- Na górę.
- Ja? Dlaczego?
- Ponieważ nie mam zbytniego daru do przemawiania. Niestety.
Basior nie odpowiedział tylko poszedł za mną. Zaczęłam wchodzić po drzewie. Kiedy dotarłam na ,,gniazdo" Armin był lekko w tyle. Wyciągnęłam do niego łapę, a on po chwili myślenia złapał ją, a ja podciągnęłam do trochę. Gdy basior ustał popatrzyłam na wszystkich zgromadzonych i zakołysałam się lekko na łapach.
- Wszystko dobrze?
- Tak, tylko muszę się trochę przespać.
Po namyśleniu się jak zacząć, przemówiłam:
- Assair, mój brat zakończył wojnę, lecz sam poniósł śmierć. Domyślam się, że nie tylko dla mnie jest to wielki cios.
- Przecież wy się nienawidziliście!- krzyknął ktoś z zebranych.
- Jednak chcę wyświadczyć mu przysługę. A może raczej coś więcej... Teraz ja będę Alfą obu watah, ponieważ nie chcę, aby członkowie jego watahy tracili domy i musieli się rozdzielić. Połączmy się i żyjmy w zgodzie!
 Usłyszałam całą masę sprzeciwów. Poczułam, że kręci mi się w głowie, ale wszystko zaraz wróciło do normy. Zestresowałam się i zrobiłam się czerwona.
~Po prostu sobie nie radzę... Przerasta mnie to.~
Popatrzyłam bezradnie na Armina.

(Armin?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz