Przyciągnąłem Larę do siebie chroniąc ją przed upadkiem. Zauważyłem, że
się rumieni. Pomogłem jej odzyskać równowagę na kamieniu i ruszyłem
dalej. Skonsternowany zachowaniem Lary gryzłem się w wargę, myśląc
intensywnie.
- Armin? - zapytała mnie nie odwracając się.
- Mm? - mruknąłem cicho potwierdzając, że usłyszałem.
- Masz dziewczynę?
- Nie.
- To dobrze. !!! Znaczy, nie, że to dobrze, ale dobrze, że ja.. Ty… ja… To nie jest dobrze, ale to dobrze, że…
- Lara. Zrozumiałem.
Wilczyca wbiła wzrok w ziemię. Była cała czerwona. Nie pamiętałem żeby
jakakolwiek wadera zachowywała się w ten sposób w moim towarzystwie.
„Czy to możliwe żeby Alfa wrogiej watahy była we mnie zakochana?” -
męczyło mnie.
- A Ty? - rzuciłem odnosząc się do poprzedniej rozmowy. Nie załapała.
- Co ja?
- Masz chłopaka?
- Ee… nie.
- Aha.
- Ale chciałabym. Jestem zakochana.
„Dobra, to możliwe.” - stwierdziłem zaskoczony tym odkryciem. Nigdy nie
byłem zakochany, kiedyś podobała mi się Mikasa, ale to jedynie dlatego,
że mi imponowała. Nie znalazłem wilczycy, przy której szybciej biło mi
serce i, mówiąc szczerze, nie zamierzałem.
Jednak Lara… Cóż. Widać było, że jej na mnie zależy. Ja szczególnie jej
nie lubiłem, ale chciałem mieć z nią dobre stosunki. Ale nic więcej…
Byle nie więcej. Zawsze bałem się głębszych stosunków z wilczycami, tak
też było tym razem.
Nagle dotarło do mnie, że zadziwiająco dużo czasu spędziłem na terenach
wrogiej watahy. Postanowiłem jak najszybciej wrócić do Assair’a, w
obawie czy aby przypadkiem nikogo <włącznie ze sobą> w okolicy nie
zamroził. Wyjaśniłem to szybko Larze, a ta spojrzała na mnie smutno,
odwróciła się i odeszła. Ruszyłem na tereny watahy Armel, czym prędzej
zmierzając do jaskini Alfy.
[…]
Zastałem Assair’a nieopodal jaskini Livi. Czarnowłosa wilczyca siedziała
na progu i płakała. Assair spojrzał na mnie z rezygnacją w oczach.
Uznałem, że najlepszym pomysłem będzie po prostu zabranie go stamtąd.
- Alfo - zwróciłem się do niego kłaniając się lekko.
- Daj sobie z tym spokój - rzucił gniewnie. „Rany, na serio ma zły
humor.” - przeszło mi przez myśl. Zbliżyłem się do niego próbując
opanować drżenie spowodowane przeraźliwym chłodem bijącym od jego ciała.
- Wracajmy do Twojej jaskini. Do Twojego ojca - powiedziałem z naciskiem
powstrzymując się od poklepania go po plecach, bo wiedziałem jak bardzo
nienawidził czyjegoś dotyku. - Chodźmy.
Uległ mi i potulnie ruszył w stronę swojej jamy, kompletnie ignorując
szlochającą Livi. Gdy dotarliśmy do jego lokum, westchnął tylko i usiadł
ciężko na krześle. Zająłem się jego starym, schorowanym ojcem, żeby
odciążyć Alfę. Położyłem go na posłaniu nieopodal ogniska, otuliłem
kocem i podałem mu ciepły posiłek. Nie wiem czy zorientował się w ogóle,
że zajmuje się nim ktoś, kto nie jest jego synem.
- Czy moja siostra przekazała coś ważnego? - zapytał Assair sięgając po smażący się kawał mięsa. Rzuciłem mu koc. Zignorował to.
- Jest zmartwiona i Cię nie rozumie, to wszystko - odparłem krótko.
- Zaczynam otwartą wojnę – powiedział nagle. Zauważyłem, że koc obok
niego kompletnie zamarzł. Podałem mu inny. Ten też zignorował.
- Dobrze.
- Co o tym sądzisz?
- Pozwolisz, że się nie wypowiem?
- Nie.
- Uważam tak jak wcześniej. Nie pochwalam tego.
- Jak Lara.
- Tak.
Nagle w kącie coś zachrapało. Assair spojrzał na ojca z czułością w
oczach. „Chyba jednak nie jest taki zły na jakiego wygląda.” –
pomyślałem uśmiechając się smutno.
<Assair? ^u^>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz