Oj, kiepski w gębie. To spotkanie być może będzie nudne.
- Ja lubię się wspinać, za to nienawidzę biegać- powiedziałam. Lubię
ciszę, ale nie lubię się nudzić. Prawie to samo, ale jest jednak
różnica. Przewróciłam się z brzucha na grzbiet i przeczesałam czuprynę
na swojej głowie. Słońce grzało niemiłosiernie, a moje futro było
niemalże suche. Teraz wilgoć nie przynosiła mi tak bardzo ukojenia.
Westchnęłam.
- Idziesz popływać? Nie wiem jak ty, ale ja się zaraz roztopię.
- Ja chyba tu zostanę- wysilił się na uśmiech. Ja tylko wzruszyłam
ramionami i czym prędzej pobiegłam w stronę wody. Gdy stałam na jednym z
kamieni, uznałam, że jestem już wystarczająco blisko i skoczyłam na
główkę. Szybko poczułam przyjemny chłód wody i... Nieprzyjemny ból,
kiedy uderzyłam głową o dno. Spróbowałam się wynurzyć, ale tak jakoś
wszystko wirowało... Byłam zdziwiona, że jeszcze nie straciłam
świadomości. Machałam kończynami we wszystkie strony. W końcu jednak
udało mi się wynurzyć i dopłynąć na brzeg, kaszląc przy tym ile wlezie.
Kiedy jednak poczułam grunt pod stopami, od razu się położyłam. Tak,
powinnam bardziej uważać. Wtem podszedł do mnie Armin. Wyglądał na
przejętego. Wstałam powoli i chwiejąc się na nogach, podeszłam bliżej
niego.
- Na co się tak gapisz? Masz jakiś problem?- burknęłam. Jejku, jak ja
tego nie lubię! Nienawidzę, jak ktoś patrzy się na mnie jakby z
politowaniem.
- Nie. Ale krwawiąca rana na twojej głowie nie wygląda najlepiej-
wskazał na moje czoło. Zmarszczyłam brwi poirytowana. Poczułam ukłucie
bólu, miałam mroczki przed oczami i wszystko takie zamazane było.
- Nic mi nie będzie- stwierdziłam już spokojniejszym tonem, pociągając noskiem.
<Armin? Dżyt, dżyt>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz