Luck mnie oczarował. Tak bardzo go
kochałam. Wiedziałam jednak, że nie mogę z nim być, bo co jeżeli się
zmienię i stracę nad sobą kontrolę? Co jeżeli go skrzywdzę. Przecież ja
go kocham i ostatnie co bym chciała to go zabić. Cieszyłam się jednak,
że on również czuł to co ja, że on również chciał być ze mną. Jednak ja
wiedziałam, że nie mogę być z nim, pomimo tego, że go kocham. Jednak tak
dobrze mi się tam z nim siedziało, tak dobrze się z nim czułam, tak
bardzo chciałam z nim być. Ale. Właśnie. Ale. Nie mogę. Cóż. Pierwsza,
ale tak przykro zakończona miłość. Ostatni raz popatrzyłam na piękne
serce i ostatni raz mocno się w niego wtuliłam. Szybko "odkleiłam" się
od niego, pomimo tego, że nie chciałam.
- Bardzo Cię kocham. Chcę z Tobą być. Chcę mieć z Tobą szczeniaki. Dobrze wiesz jednak, że nie mogę... Dobrze wiesz, kim jestem. Widziałeś. Nie chcę Cię skrzywdzić. - mówiłam przez łzy stojąc naprzeciw basiora. - Bardzo Cię kocham, ale lepiej będzie jeżeli o mnie zapomnisz, jeżeli mnie zostawisz... Jeżeli nie będziesz mi mówił, że mnie kochasz.
- Ale przecież... - mówił cicho.
- Nie mów nic. Postaraj się o mnie zapomnieć... - mówiłam szeptem gładząc go po głowie.
Pocałowałam basiora ostatni raz i wybiegłam z jego jaskini. Podczas drogi cały czas płakałam. Dotarłam do swojej jaskini i weszłam do niej. Rozglądnęłam się i przypomniało mi się, że przecież on jest ranny i nie mogę go tak zostawić. Czym prędzej wzleciałam w powietrze u znowu udałam się do niego. Może to wygląda głupio. Najpierw się z nim żegnam, a teraz wracam do niego. Postanowiłam jednak, że najpierw on się wykuruję, a potem ja odejdę. Wleciałam do jaskini. On tam leżał.
- Luck! - krzyknęłam nie zbliżając się zbytnio do niego.
On podniósł swoje błyszczące oczy na mnie.
- Zaopiekuję się Tobą, dopóki nie wyzdrowiejesz. Muszę Ci pomóc. Potem odejdę. - mówiłam cicho patrząc się na niego...
- Bardzo Cię kocham. Chcę z Tobą być. Chcę mieć z Tobą szczeniaki. Dobrze wiesz jednak, że nie mogę... Dobrze wiesz, kim jestem. Widziałeś. Nie chcę Cię skrzywdzić. - mówiłam przez łzy stojąc naprzeciw basiora. - Bardzo Cię kocham, ale lepiej będzie jeżeli o mnie zapomnisz, jeżeli mnie zostawisz... Jeżeli nie będziesz mi mówił, że mnie kochasz.
- Ale przecież... - mówił cicho.
- Nie mów nic. Postaraj się o mnie zapomnieć... - mówiłam szeptem gładząc go po głowie.
Pocałowałam basiora ostatni raz i wybiegłam z jego jaskini. Podczas drogi cały czas płakałam. Dotarłam do swojej jaskini i weszłam do niej. Rozglądnęłam się i przypomniało mi się, że przecież on jest ranny i nie mogę go tak zostawić. Czym prędzej wzleciałam w powietrze u znowu udałam się do niego. Może to wygląda głupio. Najpierw się z nim żegnam, a teraz wracam do niego. Postanowiłam jednak, że najpierw on się wykuruję, a potem ja odejdę. Wleciałam do jaskini. On tam leżał.
- Luck! - krzyknęłam nie zbliżając się zbytnio do niego.
On podniósł swoje błyszczące oczy na mnie.
- Zaopiekuję się Tobą, dopóki nie wyzdrowiejesz. Muszę Ci pomóc. Potem odejdę. - mówiłam cicho patrząc się na niego...
<Luck?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz