Otworzyłem szeroko oczy. Nie. To nie było ani do mnie, ani o mnie. Uprzejmie wysłuchałem do końca.
- Wiesz co ? Nie. Tak nie jest. To jest raczej tak : - zaśpiewałem cicho, acz porywczo krótki fragment.
<Muzyka>
Zakończyłem szybko, patrząc buntowniczo, chłodno i wyniośle, prosto w jej oczy. Odwróciłem się i odszedłem kawałek, by usiąść do niej plecami. Jako Alfa powinienem być opanowany. Tak się nie powinno odzywać do jakiejkolwiek samicy, nawet gdy jest irytująca, a w szczególności, gdy jest się jej przełożonym. Biłem się z myślami. Z jednej strony serce,wrodzona duma i bunt, mówiły, że mam ją wygonić z jaskini, a z drugiej strony, rozum, honor i sumienie, mówiły, że mam ją przeprosić. Ale słowo ,,przepraszam" było już dla mnie za trudnym słowem. Ja nigdy nie przepraszałem i przepraszać nie będę. Westchnąłem ciężko...Wstałem i odwróciłem się do niej.
- Zapomnijmy o tym zdarzeniu. Rób co chcesz. Walcz, giń, ratuj życie i je trać, ale pod żadnym, ŻADNYM pozorem, do mnie nie podchodź, ani tym bardziej nie dotykaj! - przerwałem tu i przez chwile zapadło milczenie. Siliłem się na dalsze słowa. - To... Nie wiecznie otaczający lód...jest we mnie najbardziej zimny... To nie lód... zamraża i zabija.... - wykrztusiłem. Trudno mi było cokolwiek mówić. Lód wokół mnie zaczął rosnąć. Powoli zamieniałem się w rzeźbę z lodu... - Proszę... Nie podchodź... Zostaw mnie tu...Proszę! - powiedziałem już spokojniej, choć naprawdę mi na tym zależało. Musiałem zapanować nad mocą, bo inaczej w trybie natychmiastowym zmieniłbym się w bryłę lodu. Musiałem wyczyścić się z uczuć... Wręcz zresetować...
< C.D. Livi >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz