- Medykiem. - odparł wilk bez zastanowienia.
- Właśnie zostałeś przyjęty. Teraz możesz iść znaleźć sobie jaskinię.- powiedziałam, a wilk radośnie wybiegł z mego domostwa.- Jeżeli chcecie także możecie się rozejrzeć.- powiedziałam do feniksów, a stworzenia wyleciały z mojego mieszkania.
Znowu zostałam sama, a zbliżał się wieczór. Postanowiłam, że zrobię mały przegląd watahy. Powoli wyszłam z jaskini i udałam się w stronę dalszych terenów.
***
Po kilku godzinach, kiedy było już całkiem ciemno wróciłam do siebie. Podczas wycieczki pogadałam z kilkoma członkami, obeszłam tereny i posprawdzałam kilka rzeczy. Byłam wykończona. Od razu skierowałam się w stronę łóżka, na które padłam i zasnęłam.
***
Obudziłam się wcześnie, a patrząc na to, że wschód dopiero się zbliżał była ok. 4:35. Wstałam, ogarnęłam się i napiłam. Wtedy do mojej jaskini niemalże wleciał Kast. Jednak za chwilę grzecznie wyszedł i poprosił mnie o to samo. Wyszłam, a on zaczął mi opowiadać o watasze mojego brata. Widać, że był tym przejęty. Zaczął pytać co robić.
- Posłuchaj. Zbierz osoby, które ci podlegają oraz te, które chcą się trenować i zacznij treningi.
Basior skinął głową i pobiegł gdzieś. Uznałam, że skoro i tak nie śpię, wybiorę się na polowanie. Pobiegłam do lasu i zaczęłam rozglądać się za tropami. Nagle wywęszyłam wielkiego dzika. Szłam tym tropem, aż do wielkiej kępy zarośli. W niej ujrzałam dzika jedzącego trufle. Korzystając z tego, że ofiara jest zajęta, skoczyłam na zwierzę z niewiarygodną siłą. Zwierzak upadł, wierzgając. Jednak szybko zakończyłam jego żywot rozszarpując mu gardło. Zaniosłam zdobycz do skupiska krzewów.
~Przydałaby się jeszcze sarnina.~
Zaczęłam węszyć, aż poczułam zapach kilku dorosłych saren z jeleniem na czele. Szłam tym tropem, lecz zapach szybko się urwał. Wyjrzałam pomiędzy drzewa i ujrzałam dużego wilka, przy który leżały dwie sarny. Zła wyskoczyłam z zarośli i wrzasnęłam:
- Jak śmiesz polować na moich terenach?!
Basior spojrzał na mnie z dziwnym błyskiem w oku i zbliżył się, lecz nie odpowiedział. Podchodził coraz bliżej, co było dość niepokojące. Zaczęłam się odsuwać. Przez strach, który czułam moje moce przestały działać. Wilk tylko uśmiechnął się widząc mnie bezradną. Skoczył ku mnie i zdążył tylko mnie zadrapać, a z mojej piersi wydarł się okrzyk bólu. Dziwna czerwona fala dźwięku pomknęła ku niemu, odrzucając ciało wilka o kilka metrów. Basior walnął o drzewo. Widziałam, że nie żył lub przynajmniej był nieprzytomny. Spojrzałam na niewielką ranę. Sączyło się z niej coś zielonego.
- Zatrute pazury.- szepnęłam.- Muszę szybko iść do lekarza.- mówiłam sama do siebie i zaczęłam biec w kierunku watahy.
Moim ciałem wstrząsały dreszcze, a przed oczami miałam mroczki. Potykałam się o własne łapy. W tym stanie dotarłam pod jaskinię Vedis. Kiedy wadera spostrzegła mnie zaczęłam pluć krwią i po chwili zemdlałam.
***
Obudziłam się w jaskini medycznej, a obok mnie krzątali się medycy.
- Obudziła się!- krzyknął Lotti do Vedis.
Wilczyca podeszła do mnie, a ja chciałam coś powiedzieć, lecz z moich ust dobył się jedynie bełkot, a przed moimi oczami zaczęło ciemnieć.
- Leż spokojnie. Niestety przyszłaś za późno. Trucizna wtargnęła do krwi, a pomoc mogą przynieść tylko okłady ze starych roślin, których dawno nikt nie widział, ponieważ rosną w dziwnych miejscach.
Posmutniałam, lecz zdołałam wykrztusić te słowa:
- Vedis sprowadź Armina.... Dyplomatę... Proszę...
Z moich ust dobyła się kolejna dawka krwi i skrzepów.
(Vedis? Armin? Dotarłeś? xD)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz