- Czy on w ogóle myślał co robi?- mówiłam cichutko do siebie. - Przeklinam to wszystko co się stało. Dalej jednak nie wiem co popycha go do takich decyzji? Rozumiem, że to może ojciec lub duma, lecz co stałoby się gdybyśmy żyli w zgodzie. Nikogo ani niczego by nie zchańbił. Rozumiem, nasi ojcowie walczyli za co ich przeklinam, ale my nie jesteśmy nimi. To nie my walczyliśmy, nie my popadliśmy w ten obłęd, nie my staraliśmy się o Avalon, lecz jeżeli wojna została wypowiedziana tak otwarcie ja także muszę działać. - z tymi słowami podniosłam się, wzięłam kołczan i łuk na plecy po czym pobiegłam w stronę gór.
Kiedy byłam już dość daleko od innych wilków, ustałam na wzgórzu i wyczarowałam ognisty zwój przed sobą. Napisałam na nim imię, a ogień zmienił się w popiół. Po chwili zobaczyłam stworzenie mknące po nieboskłonie. Przygotowałam się, aby za chwilę wielka, czerwona orlica wzniosła mnie w górę i zaczęła lecieć ku legowiskom potworów.
- Najpierw do Aaron'a Aryo. - powiedziałam do orła.
Ptak tylko mocniej zacisnął szpony i wykonał szybki zwrot. Po kilku minutach znalazłyśmy się pod wejściem do groty, z której biło niewiarygodne ciepło. Oczywiście wejście blokował nam wielki głaz. Jednak orlica podeszła do niego (była ponad 3 razy większa ode mnie) i z łatwością odsunęła przeszkodę. Wchodząc do jaskini doznałam nagłego przypływu ciepła. Korytarz przepełniony był różnymi, najczęściej czerwonymi klejnotami, a podłoga pokryta była zaschniętą lawą. Arya szła za mną, stukając szponami o podłoże. Jej czerwone pióra i moja grzywka zaczęły nabierać blasku. Wreszcie dotarłyśmy do wylotu korytarza. Na środku wielkiego pomieszczenia stał Aaron. Zapomniałam jaki był wielki. Przypatrywałam się golemowi wielkimi oczami. Z niektórych miejsc na jego ciele lała się lawa. Kiedy nas ujrzał zaryczał, lecz był to krzyk radości. Ruchem wielkiej ręki kazał nam iść za sobą. Posłusznie zaczęłyśmy iść, uważając na lawę lejącą się z ciała olbrzyma. Szybko znaleźliśmy się w pomieszczeniu, gdzie odczuwalne ciepło było mniejsze. Było w nim niewielkie wzniesienie, na którym ustałam ja i Arya, a gigant zaczął patrzeć się na nas. Orlica stała obok mnie, ponieważ nie opanowałam jeszcze Mowy runów, a ona znała powszechnie panujący język, więc była mym tłumaczem.
- Aaron'ie jesteś przywódcą w Dzikich górach. Zwołaj wszystkich na zebranie. Spotkamy się w Ra'scinie za godzinę.- powiedziałam krótko, a orlica wszystko przełożyła.
Golem rzekł coś w odpowiedzi.
- Aaron mówi, żebyś się tylko nie spóźniła.- powiedziała z uśmiechem Arya.
Skinęłam głową w stronę przywódcy i skierowałam się do drugiego wyjścia, które znajdowało się za olbrzymem. Po chwili ja i orzeł staliśmy na świeżym powietrzu. Tym razem wgramoliłam się grzbiet ptaka, który spytał:
- Co będziemy robić przez godzinę?
- Będę potrzebowała twojej pomocy. Czas się czegoś dowiedzieć.- gdy to mówiłam w moich oczach pojawiły się ogniki, a orlica wzleciała w powietrze.- Musimy wykorzystać jedną z twoich mocy i udać się tam.- powiedziałam wskazując tereny Armel.
- O której mocy mówisz?
- Nie domyśliłaś się jeszcze? O niewidzialności, kochana.
Po tych słowach Arya zniknęła, a ja wraz z nią. Niewidzialne zaczęłyśmy zbliżać się do wrogiej watahy.
- Mogą pokierować tobą?- spytałam, chwytając kilka piór orlicy.
Ptak szarpnął się co było zgodą. Zaczęłam lekko przekręcać, długie, czerwone, delikatne pióra, aby skręcać, wznosić się i opuszczać. Niezauważona przelatywałam przez tereny watahy. Zwolniłam przy jaskini Ass'a. Zobaczyłam obrastającego lodem brata i przerażoną wilczycę stojącą przed nim. Chciałam krzyknąć, lecz nie mogłam. Nie mogąc patrzeć na tą sytuację odleciałam. Ogółem nie widziałam żadnych ćwiczących wilków czy czegoś w tym stylu. Pokręciłam się jeszcze po terenach i zaczęłam kierować się w stronę Ra'scin. Oddałam kontrolę orlicy, która płynęła pośród chmur. Im bliżej byłyśmy nieczynnego wulkanu tym większe obawy czułam.
~Mogą się nie zgodzić lub przejść na stronę Assair'a, lecz muszę spróbować.~
Wtem orlica i ja stałyśmy się widzialne. Po chwili wzniosłyśmy się na tak dużą wysokość, że każdą część mojego ciała przeszedł dreszcz. Arya przyspieszyła, aby za chwilę zanurkować przez krater wulkanu w jego czeluście. Po niedługim pikowaniu w dół znalazłyśmy się na dnie nieaktywnego wulkanu, gdzie czekała na nas spora grupa stworzeń. Ustałyśmy na lekkim podwyższeniu z zaschniętej lawy. Zaczęła oglądać wnętrze i sojuszników. Wszystko było rozświetlone pochodniami i dziwnymi, świecącymi kamieniami. Spojrzałam na zebranych. Było to zbiorowisko wszystkich bestii z gór, które poznałam czyli smok- Syron, mantykora- Manna, cztery golemy- Aaron(ogień), Seyl(powietrze), Mentis(lód) i Flos(skała), dwa gryfy- Penna i Asper, trzy feniksy- Carlos, Nivis i Eos i stado orłów Aryi. Z tej grupy jedynie feniksy i Arya znały wspólną mowę, więc orlica nadal była moim tłumaczem. Nabrałam dumnej postawy i zaczęłam przemawiać:
- Witajcie! Ja znam każdego z was,a wy znacie mnie. Podejrzewam, że doszły do was słuchy o wojnie pomiędzy watahami. Właśnie z tego zgłosiłam się do Aaron'a o zebranie rady. Apeluję do was! Tyle lat siedzicie w górach, a większość zapomniała o was i waszej potędze! Przypomnijcie im o waszym istnieniu! Pomóżcie mi, a już żadne stworzenie nie będzie myślało o was jako potworach z bajek.- zakończyłam spokojnie i czekałam na odpowiedź.
Gdy Arya skończyła tłumaczenie nastała chwila ciszy. Po kilku minutach narady podszedł do nas Aaron i zaczął coś mówić. Orlica kiwała głową, a kiedy olbrzym odsunął się zaczęła mówić do mnie:
- Zgadzają się. Jednak ich pytanie brzmi: Czy masz jakieś zastrzeżenia, nakazy, zakazy?
- Hmm...- zastanowiłam się, kiedy mnie olśniło. Po czym wysłałam każdemu z przybyłych telepatycznie dwa obrazy.- To jedynie moje zastrzeżenia. Te dwa wilki bez względu na wszystko maja przeżyć. Pierwszy wilk to Armin. Jest dyplomatą. Drugi wilk to Assair. Jest Alfą drugiej watahy. Możecie go co najwyżej unieszkodliwić, lecz ma przeżyć i ma być przyprowadzony do mnie, ponieważ muszę z nim porozmawiać. Jeżeli jakakolwiek bitwa miałaby się rozpocząć przyślę do was młodego Carlosa.- zakończyłam.
Ruchem łapy przywołałam feniksy do siebie. Wszystkie trzy podleciały do mnie.
- Pójdziecie ze mną, dobrze?
Eos, najstarszy z nich kiwnął głową. Feniksy mogą nieść wielkie ciężary, więc ptaki złapały mnie za różne części ciała i uniosły w górę. Tak dotarłam do mojej jaskini. Feniksy mnie puściły, a ja weszłam do mieszkania. Zaprosiłam je ruchem łapy.
- Jesteście głodne?- spytałam uprzejmie.
- A masz pitny miód?- spytał Carlos z uśmiechem.
- Zdaję mi się, że mam.- powiedziałam i udałam się do spiżarni.
Rozejrzałam się po czym wzięłam gąsiorek z pitnym miodem oraz trzy oskórowane króliki dla mnie. Kiedy wyszłam zobaczyłam feniksy siedzące na oparciach krzeseł, więc szybko podeszłam do stołu i postawiłam na nim coś w rodzaju szklanek, do których nalałam miodu. Sama wzięłam talerzyk, na którym położyłam mój posiłek. Usiadłam i zaczęłam delektować się pokarmem. Z uśmiechem zerkałam na moczące dzioby w miodzie feniksy. Nagle o czymś sobie przypomniałam.
- Eos czy to prawda, że potrafisz wtapiać się w tło jak kameleon?
- Tak, chociaż nie jestem pewny czy nie lepiej.
- To dobrze. Mógłbyś wykorzystać to, polecieć do Assair'a i zaobserwować co się dzieje z jego ojcem? Mam wrażenie, że to on jakoś wpływa na mojego brata.
Feniks szybko dokończył swój posiłek i poleciał w przestworza. Wtem jakiś wilk wpadł do mojej jaskini.
(Lotti?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz